Multimedialne podsumowanie wydarzeń z pierwszego dnia zmagań na mistrzostwach świata elity w Danii

Mecz dnia: USA – Kanada

Kalendarz tegorocznych mistrzostw ułożono tak, by już pierwszego dnia doszło do hitowego starcia dwóch zamorskich potęg i mecz, jeśli chodzi o przebieg zdarzeń i emocje na pewno nie zawiódł. Padło osiem goli autorstwa siedmiu różnych graczy, mieliśmy dogrywkę z szansami na zamknięcie po obydwóch stronach, aż wreszcie niepozbawiony dramaturgii konkurs rzutów karnych, który tylko z perspektywy widza oglądał ukarany dwuminutową karą w końcówce dogrywki kapitan Kanady, Connor McDavid. Trzeba jasno powiedzieć, że z przebiegu gry znacznie więcej do powiedzenia mieli Kanadyjczycy, którzy oddali aż 44 strzały przy 24 próbach Amerykanów, ale razili nieskutecznością i trafili na porządnie rozgrzanego Keitha Kinkaida w bramce rywala. Bramkarz New Jersey Devils na pewno był jednym z bohaterów spotkania, zaliczając kilka naprawdę ważnych i efektownych obron.

Wydarzyło się sporo rzeczy, których mogliśmy się spodziewać. Wiadomo było, że obydwie ekipy mają porządne argumenty z przodu. Zabawę strzelecką już w pierwszej minucie rozpoczął Pierre-Luc Dubois. W szeregach Amerykanów widać było sporą dysproporcję między mocą ataku i siłą obroną. Tylna formacja zaliczyła sporą ilość błędów, nawet nie zawsze w wyniku mocnej presji rywala. Sporo było niedokładnych, niebezpiecznych podań we własnej tercji, przydarzały się problemy z płynnym jej opuszczaniem.

W tej sytuacji sam Johnny Gaudreau wprowadził krążek we własną strefę, dał go sobie odebrać i sprokurował nieszczęście. Z drugiej strony szybkie amerykańskie wypady były bardzo groźne i…bardzo skuteczne. W pewnym momencie spotkania wyglądało to trochę tak, że Kanadyjczycy prowadzili grę, a Amerykanie zdobywali gole. Swoje za uszami miał kanadyjski bramkarz Darcy Kuemper.

To tylko jeden z goli po bliższym słupku, który obciąża jego konto. 83% skutecznych obron, to na tym poziomie zdecydowanie za mało i myślę, że w dużej mierze to sprawiło, że Kanada tego meczu nie wygrała. Trudno powiedzieć, jakie są szanse, że na najważniejsze mecze dojedzie jakiś bardziej klasowy bramkarz, ale z tym czym dysponuje obecnie tegoroczna reprezentacja, może być to nie lada problem. Zapewne w kolejnym meczu między słupkami pojawi się Curtis McElhinney i obydwaj będą grać dalej na zmianę, ale czy któryś będzie w stanie zapewnić ten najwyższy poziom? Poczekamy, zobaczymy…

Generalnie widać było, że po obydwu stronach jest kilku graczy, którzy znakomicie znają już specyfikę tego turnieju, rozgrywanego na większym lodzie, i na nich można było liczyć. Trzeba tu wymienić niezawodnego Ryana O’Reilly, który pojawiał się na tafli w każdym ważnym dla losów meczu momencie. Czy autorów bramek dla Amerykanów, Dylana Larkina i Chrisa Lee, którzy w ostatnich latach są etatowymi reprezentantami USA i trochę goli na tych zawodach już nastrzelali.

Kanadyjczycy wykreowali dostatecznie dużo sytuacji, by wygrać, ale brakowało im skuteczności. To jedno z kilku znakomitych podań Connora McDavida. Akurat te Colton Parayko zamienił na gola na wagę remisu po regulaminowym czasie gry, ale były i inne dobre, których nie potrafił wykorzystać m.in Ryan Nugent-Hokins. Może i w pewnym momencie reprezentanci “Klonowego Liścia” czuli się na tym duńskim lodzie zbyt pewnie.

Ostateczne rozstrzygnięcie i dwa punkty dla Amerykanów, to może i mała niespodzianka, ale i przede wszystkim świetna wiadomość dla samego turnieju. Zapowiada się, że walka o pierwsze miejsce w tej grupie będzie sprawą otwartą i przez te siedem kolejek jeszcze wiele może się wydarzyć. Wygrane karne na pewno podbudują Amerykanów, którzy powinni walczyć tutaj o medale.

Bohater dnia: Cam Atkinson

W ostatnim czasie, kiedy trzeba strzelać karne w ważnych turniejach pod egidą IIHF, Amerykanie radzą sobie znakomicie, a zgodnie z zasadami, które po pięciu kolejkach pozwalają na próbę temu samemu zawodnikowi, wykreowało nam się już sporo amerykańskich bohaterów tej nerwowej próby sił. Do TJ’a Oshie’go z igrzysk w Soczi i Troy’a Terry’ego z WJC w Kanadzie, dołączył Cam Atkinson. Skrzydłowy Columbus Blue Jackets jako jedyny znalazł drogę do siatki Kuempera w serii karnych i to uczynił to dwukrotnie, najpierw zostając na stronie forhendowej, a potem już w dodatkowej kolejce bardzo ładnie oszukał kanadyjskiego bramkarza przechodząc na bekhend. Stalowe nerwy, świetna technika, wyszło to bardzo ładnie i zgrabnie, a Amerykanie zapisali na swoim koncie dodatkowy punkt i zaczęli turniej od wygranej.

Snajper dnia: Kiriłł Kaprizow

Kiedy ostatni raz Rosja grała z Francją w fazie grupowej mistrzostw elity, poniosła niespodziewaną porażkę 1:2. Było to na imprezie w Finlandii w 2013 roku. Jeśli ktoś liczył na niespodziankę na otwarcie tegorocznych zmagań, srodze się rozczarował. Rosjanie, pozbawieni póki co wielkich nazwisk zza oceanu, pewnie zwyciężyli, a głównymi postaciami w ich szeregach był duet z pierwszej formacji – Jewgienij Dadonow (1G+1A, +3) i Kiriłł Kaprizow (2G+1A, +3). Ten pierwszy tak naprawdę zbudował na nowo swoją karierę poprzez świetne występy w barwach “Sbornej” na mistrzostwach elity. Zawsze był graczem, który w reprezentacji spisywał się świetnie. Z kolei w przypadku Kaprizowa potwierdza się, że brak wielkich rosyjskich gwiazd w przedniej formacji może mu bardzo posłużyć. Wreszcie ma szansę zagrać duże minuty na tym turnieju i widać, że jest na to w zupełności gotowy. Najlepiej dowiódł tego podczas turnieju olimpijskiego w Pjongczang.

Dwóch znakomitych zawodników, którzy podobnie postrzegają grę, zawsze znajdzie na lodzie nić porozumienia. Tak było w przypadku Dadonowa i Kaprizowa. Najpierw ten pierwszy objechał bramkę i znakomicie obsłużył młodego snajpera CSKA, a później sam Kaprizow zrewanżował się równie dobrym podaniem. Kaprizow jest znakomitym snajperem (drugi jego gol w meczu poniżej), ale bardzo podoba mi się to, że naprawdę umie też wyśmienicie podać i wiek kiedy to zrobić. Bardzo ciekawy, błyskotliwy napastnik. Cóż, czekamy na niego w NHL, choć obawiam się, że jeszcze trochę poczekamy…

Wiemy z poprzednich lat, że reprezentacja Rosji, która kończy turniej może się znacząco różnić od tej, która go zaczynała, ale trzeba przyznać, że póki co rosyjskie top six z młodymi graczami wygląda bardzo obiecująco. Fajny występ w drugim ataku zaliczył też przecież Pawieł Buczniewicz, który zdobył chyba jednego z najłatwiejszych goli w swojej karierze – francuscy obrońcy pozostawili go zupełnie samego pod swoją bramką. Widać było, że gra w reprezentacji sprawia mu sporo frajdy. Zobaczymy czy będzie to wszystko tak kolorowo wyglądać w starciach z mocniejszymi rywalami. Na razie oglądało się to bardzo przyjemnie. Francuzi nie mieli nic do powiedzenia.

Pierwsze razy Szwedów

Bez historii w meczu obrońców złotego medalu Szwedów z Białorusinami, choć pierwsze minuty mogły wskazywać na coś innego. Szwedzi to jednak prawdziwi mistrzowie meczów fazy grupowej, tych które trzeba spokojnie, bez angażowania maksimum sił wygrać i szybko o nich zapomnieć. Kiedy doszli pierwszy raz do głosu, szybko strzelili dwa gole, grając już później bardzo spokojnie i dokładając kolejne trafienia. Dla czterech z pięciu szwedzkich autorów bramek, były to premierowe występy w narodowych barwach na mistrzostwach świata elity. Mika Zibanejad, Rickard Rakell, Mattias Janmark – cała pierwsza formacja i do tego młody Lias Andersson. Nieprzebrane wydaje się bogactwo szwedzkiego hokeja. Tylko Gustav Nyquist to w tym towarzystwie stary wyjadacz, była to jego 12 bramka w 19 występie wśród elity. W meczu z Białorusią szczególnie mógł podobać się bardzo sktywny Rakell. Mało kto potrafi tak balansować na łyżach, mając krążek na łopatce kija, te wszystkie drobne przekładanie krążka, by poprawić kąt strzału. Najlepiej obrazuje to bramka, jaką zaliczył zaraz po opuszczeniu ławki kar.

Duet dnia: Chłopaki z Herning

Drugi mecz dnia w grupie B również zakończył się dopiero po serii rzutów karnych. W pojedynku Niemiec z Danią należało się spodziewać wyrównanej walki i raczej niewielkiej liczby goli. Zadbał o to m.in. Frederik Andersen, który bronił z blisko 95% skutecznością. Lokalny bohater przez cały wieczór toczył pasjonujący pojedynek z największą gwiazdą Niemców Leonem Draisaitlem. Napastnik Edmonton Oilers zaliczył gola i asystę, ale nie wykorzystał m.in sytuacji sam na sam w dogrywce i nie udało mu się pokonać Andersena w serii karnych. Jego strzał zatrzymał się na końcówce kija duńskiego bramkarza. Szczęścia w pojedynku z gigantem z Herning nie mieli też pozostali niemieccy strzelcy, a próbę na wagę zwycięstwa wykonał inny lokalny bohater, Frans Nielsen. Przez wiele lat jeden z najlepszych speców od wykonywania karnych na taflach NHL. Tym razem Nielsen nie szukał szybkiego przejścia na bekhend, a błyskawicznym zaskakującym strzałem po lodzie pokonał niemieckiego bramkarza. Głośno dopingująca duńska publiczność miała ogromne powody do zadowolenia.

Wyniki:

USA – Kanada 5:4 po karnych

Rosja – Francja 7:0

Szwecja – Białoruś 5:0

Dania – Niemcy

Co dalej:

Sobota:

12:15 Szwajcaria – Austria
12:15 Norwegia – Łotwa
16:15 Francja – Białoruś
16:15 Finlandia – Korea Południowa
20:15 Czechy – Słowacja
20:15 Dania – USA