Sidney Crosby #87 congratulates teammate Matt Murray #30 of the Pittsburgh Penguins on his 5-0 shutout win against the New York Rangers during game four of the first round of the Stanley Cup Playoffs at Madison Square Garden in New York City on April 21, 2016. (Photo by Jared Wickerham / DKPS)

1 – Co oznacza drugi Puchar Stanleya w sprawie postrzegania Sidneya Crosby’ego jako najlepszego hokeisty świata – czy po tym sukcesie sprosta już oczekiwaniom krytyków/ekspertów? Czego brakuje w „legacy” Crosby’ego i czy będziemy go wymieniać za 10-20 lat w gronie najlepszych graczy w historii?

[wpdevart_poll id=”107″ theme=”1″]

Adrian: Nie jestem fanem oceniania zawodników przez pryzmat osiągnięć drużynowych. Hokej jest sportem zespołowym w najściślejszym tego słowa znaczeniu, tutaj wpływ jednego zawodnika na wynik jest stosunkowo najmniejszy. Zupełnie pomijając liczbę trofeów – po zakończeniu kariery Crosby i tak znajdzie się w tym gronie, zwłaszcza że po latach wszyscy mamy tendencje do mitologizowania bohaterów sprzed lat. Nic nie umniejszając Sidneyowi, tak naprawdę tylko w dwóch kampaniach całkowicie zdominował rozgrywki, nigdy nie odstawił reszty stawki na tak wielki dystans jak potrafił zrobić Wayne Gretzky czy Mario Lemieux. Z drugiej strony ten fakt łączy się z tym co napisałem powyżej, dziś jedna gwiazda nie decyduje już o wszystkim.

Jonga: Crosby już jest w gronie najlepszych graczy w historii. I mówi to kibic Blackhawks. Oczywiście im więcej pierścieni tym większa legenda, jednak Puchary to nie wszystko. Sid wielokrotnie pokazywał, że na miano jednego z najlepszych hokeistów na świecie zasługuje już teraz. Ma na koncie kilka ważnych nagród indywidualnych, jest wyraźnym liderem drużyny z „Miasta Stali” i żaden kibic północnoamerykańskiej ligi nie powie, że nie widziałby go w trykocie swojego ulubionego zespołu.

Mateusz: Sid oczekiwaniom sprostał już dawno i nikomu niczego nie musi udowadniać. Dwukrotny MVP ligi, 2 Art Rossy, jeden puchar (a drugi w drodze), członek Triple Gold Club.. to nawet najbardziej zagorzałym przeciwnikom #87 wytrąca z rąk wszystkie argumenty. Chociaż jeżeli rozmawiamy o obecnej sytuacji Penguins, w której są o krok od końcowego zwycięstwa, trzeba uczciwie przyznać, że na przestrzeni tych minionych serii, to nie Crosby był bohaterem. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że w serii z Capitals praktycznie nie istniał. Od tego czasu było już tylko lepiej, ale dla mnie to nie Sidney jest gwiazdą tych playoffów. No cóż, chyba nie ma co narzekać, że zbudowano wokół niego drużynę z prawdziwego zdarzenia, z niesamowitą głębią w ataku, a taką są Pingwiny pod wodzą Sullivana.

CkUTtTsWsAAwPXO.jpg large2 – Popuść wodzę fantazji i napisz przyszłe losy kariery Matta Murraya. Co może osiągnąć ten chłopak startując w taki sposób, jak kilka znanych nazwisk przed nim (obrazek)?

[wpdevart_poll id=”108″ theme=”1″]

Adrian: Wyczyny Matta w playoff to historyczna sprawa, choć to golkiper, który już od paru lat sygnalizował swój wielki talent. W 2015 roku zgarnął wszystkie możliwe bramkarskie nagrody indywidualne w AHL, zatem mocne wejście do NHL nie jest znowuż takim przypadkiem. Patrząc na listę debiutantów sprzed lat trudno o typ – wszyscy utrzymali się w Lidze na długie lata, jednak dla Roya rok 1986 był preludium do wielkiej kariery, ale już Ward nigdy lepiej nie zagrał i mam wrażenie, że przynajmniej jeden duży kontrakt w Hurricanes dostał za zasługi i jadąc „na opinii”.

Jonga: Miejmy nadzieję, że jego kariera potoczy się w podobny sposób do kariery Patricka Roy. Murray musi być przede wszystkim głodny kolejnych wygranych. Losy młodziana będą zapewne bardzo zawiłe, z pewnością zaważy na tym decyzja włodarzy klubu przed draftem uzupełniającym. Czy Pens postawią na Murraya, czy może zatrzymają Fleury’ego? A może odpuszczą kogoś innego? Jeśli jednak wybiorą „Kwiatka” to gdzie trafi Murray? Jak się tam odnajdzie? Może będzie idealną jedynką dla rozbudowującego się nowego klubu? Życzę mu, jak najlepiej, bo w tych play-offach pokazał, że ma ogromny potencjał.

Mateusz: Pomimo faktu, że jestem zachwycony postawą tego chłopaka, nigdy nie porwę się na prorokowanie jego przyszłych losów. Wydawałoby się, że nie tacy bramkarze jak Matt spalali się po doskonałym początku kariery. Murray musi ugruntować swoją pozycję w zespole w kilku następnych latach i dopiero wtedy będziemy mogli zająć się prognozowaniem. Może jestem zbyt sceptycznie nastawiony, ale dla mnie – póki co – byłoby to wróżenie z fusów, czym oczywiście nie chcę umniejszyć rewelacyjnej dyspozycji Murraya w ostatnich tygodniach.

3 – Zbliżamy się powoli do draftu. Która z ekip mająca prawa do wyboru w TOP5 (Maple Leafs, Jets, Blue Jackets, Oilers, Canucks) ma przed sobą najlepiej prezentującą się przyszłość, biorąc pod uwagę to co już mają i to co mogą zyskać w nadchodzącym naborze?

[wpdevart_poll id=”109″ theme=”1″]

Adrian: Łącząc stan posiadania oraz potencjalne wzmocnienie w drafcie nie ma drużyny w lepszym położeniu niż Jets. W Manitobie już mają bardzo solidne fundamenty, a przecież ta ekipa dopiero dojrzewa. Zaplecze Odrzutowców jest jednym z najszerszych w NHL, a na wyniki nie będą musieli specjalnie długo czekać (tak jak np. Leafs). Drugi numer w naborze to dla Jets piękny prezent po bardziej pechowym niż nieudanym sezonie. Możliwość przejęcia Patrika Laine – gwiazdka z nieba, przecież w Winnipeg przed sezonem raczej zakładano walkę o playoff, a nie miejsce w ostatniej „dziesiątce” NHL.

Jonga: Jets, którzy są prawdziwymi wygranymi tegorocznego losowania, stoją przed wyborem jednego z największych talentów młodego pokolenia – Patrika Laine. Przy odpowiednim kierownictwie z kilkoma prospektami w zanadrzu za kilka lat ekipa z Winnipeg może stać się naprawdę trudnym rywalem. Jednak niezaprzeczalnym numerem jeden w tej kategorii są Maple Leafs. Po wielu latach okupacji dna tabeli wierzę, że w końcu Liście powrócą na szczyt. Matthews, Nylander, Marner, Kapanen, Zaitsev potrzebują jeszcze kilku sezonów na rozkręcenie się, ale z odpowiednimi trenerami i pomocnikami w osobie weteranów ta młoda paczka może się rozwinąć i za kilka lat być prawdziwym postrachem ligi.

Mateusz: Pod wodzą Babcocka Leafs mogą namieszać i to w najbliższych kilku sezonach. W tym roku wybiorą Matthewsa, czyli przy dobrych wiatrach kwestia centra numer 1 rozwiązana na najbliższych 15 lat. A warto dodać, że na taką prawdziwą jedynkę na pozycji środkowego, w Toronto czekają od czasów Sundina. Na zapleczu Nylander, Kapanen, Marner i Soshnikov. Z tyłu dwójka świetnie rokujących obrońców na bardzo przyjaznych kontraktach (Rielly&Gardiner). W tej układance brakuje jeszcze klasowego bramkarza i, rzecz jasna, doświadczenia i ogrania.

Jets i Blue Jackets wybierając odpowiednio Laine oraz Puljujarviego (wszystko na to wskazuje) na pewno płakać nie będą, bo ta dwójka to również unikatowi zawodnicy jak na swój wiek. Tak w formie żartu, to kogo by Oilers nie wybrali, to i tak ciężko będzie popchnąć tę maszynę do przodu 😀 A tak całkiem poważnie, to kiedyś wreszcie muszą odpalić (powtarzam to sobie od 3 lat). Jako beznadziejna jawi się dla mnie za to sytuacja Canucks. Nie widzę tam potencjału w obecnym rosterze (Sedinowie wbrew pozorom nie będą grali do 2050 roku), a bazę prospektów oceniam na naprawdę mizerną. Ten draft da odrobinę nadziei, ale projekt Vancouver zmierza w moim odczuciu w bardzo złym kierunku.