W błyskawicznym tempie dotarliśmy do fazy półfinałowej NHL. Na placu boju została nam już tylko czwórka najlepszych zespołów sezonu. W Finale Konferencji Wschodniej już dziś w nocy walkę o wielki finał Pucharu Stanleya rozpoczną Tampa Bay Lightning i Pittsburgh Penguins.

 

Pojedynek gigantów – dosłownie i w przenośni

Rywalizacja dwumetrowego Bena Bishopa z mierzącym 193 cm Mattem Murrayem zanosi się na równie dobrą co pojedynek młodziutkiego golkipera Penguins z Bradenem Holtbym w poprzedniej rundzie. W porównaniu do bramkarzy na Zachodzie mamy tutaj do czynienia z absolutną śmietanką, najlepszymi graczami w całej fazie playoff. Murray bez trudu odprawił New York Rangers, z wielkim spokojem rozegrał serię z Washington Capitals. 93,5% obronionych strzałów, średnia 2.05 gola na mecz. Wielka klasa i pewniak w bramce Pingwinów. Marc-Andre Fleury co prawda już wrócił do zdrowia, jednak wobec dyspozycji Murraya póki co może co najwyżej podziwiać młodego z ławki. Oczywiście o żadnej kontrowersji nie może być może w bramce Lightning, tutaj pewne miejsce ma Bishop, choć na kar dmucha mu inny wielki talent Andriej Wasilewski. Bishop po bardzo udanym sezonie zasadniczym trzyma formę i w playoffach, broniąc jeszcze skuteczniej od Murraya. 93,8% obron, 1.89 GAA – kosmos.

Droga usłana różami?

W Finale Wschodu o wysoki procent obron może być jeszcze trudniej. O ile Murray zdał już przynajmniej jeden arcytrudny test, o tyle Bishopowi i całym Lightning jeszcze żaden rywal nie rzucił poważnego wyzwania. W potoku pochwał pod adresem Jona Coopera i jego zespołu nieśmiało przebijają się głosy, że łatwe serie z Red Wings oraz Islanders po prostu trzeba było wygrać, bez względu na kontuzje czy inne wymówki. Istotnie, wyniki 4:1 i 4:1 dość wiernie oddają przebieg poprzednich starć Błyskawicy. Ani Wyspiarze ani Czerwone Skrzydła nie postawiły się ekipie z Florydy, z drugiej strony Penguins mają w nogach tylko jedno spotkanie więcej (4:1, 4:2). Pojedynek wypoczętych? W stosunku do zaprawionych w bojach Blues na Zachodzie – z pewnością tak.

 

Głębia, głębia, głębia

Serię Caps-Pens zapowiadaliśmy jako starcie wielkich gwiazd oraz bitwę postaci drugiego planu. Tak też się stało. O awansie Penguins niekoniecznie zadecydował Crosby z Małkinem i Letangiem. Kluczowe bramki zdobywali Matt Cullen, Patric Hornqvist, Tom Kuhnhackl, Eric Fehr, a klasą samą dla siebie była formacja Phil Kessel-Nick Bonino-Carl Hagelin. Trzeci atak Pingwinów w całej serii zrobił aż 18 punktów! W Finale Konferencji bohaterów drugiego planu z Pittsburgha czeka kolejna trudna przeprawa, bowiem ewidentnie rozkręcili się Brian Boyle, Ryan Callahan, Władysław Namiestnikow, a w gazie pozostał Nikita Kuczerow.

 

Bez dziur w defensywie

Obrona Lightning bez Antona Stralmana miała być jak ser szwajcarski. Pomysł zastąpienia Szweda odsuwanym od składu Mattem Carle mówiąc delikatnie nie wzbudzał entuzjazmu wśród dobrze zorientowanych kibiców Bolts. Swoje powody do zmartwień mieli również Penguins – kiedy okazało się, że Kris Letang musi odcierpieć jeden mecz zawieszenia, a Olli Maatta po brutalnym ataku Brooksa Orpika może pauzować do końca serii, Pens nerwowo rozglądali się w poszukiwaniu zastępców. Tymczasem okazało się, że Trevor Daley może zagrać prawie 30 minut w meczu nie tracąc nic ze swoich walorów ofensywnych, Brian Dumoulin potrafi dać drużynie solidne 22 minuty, a skreślony Matt Carle czy niedoceniani Andrej Sustr i Nikita Nesterow bezbłędnie załatali braki.

Osobny akapit wypada poświęcić Viktorowi Hedmanowi. Szwedzki olbrzym był klasą samą dla siebie. 8 punktów w 5 meczach serii z Islanders, kolosalne minuty spędzone na lodzie… Jeśli Tampa utrzyma tempo, to Hedman będzie najpoważniejszym kandydatem do Conn Smythe Trophy. Pojedynek Viktora z Krisem Letangiem zapowiada się wyśmienicie.

 

Typy redakcji

 

Ruszel: Lightning w 7

Kowal: Penguins w 6

Szewczyk: Penguins w 6

Milczarski: Penguins w 6

Burzyński: Penguins w 5

Jonga: Lightning w 6

Kolasiński: Lightning w 6