W tej kolumnie znajdziecie podsumowania spotkań z minionej nocy. Nie będą to zwykłe „recapy”, nacisk położymy na multimedia i szczegóły których w relacjach głównego nurtu nie znajdziecie. Dodatkowo do każdego meczu dostaniecie „miernik” – graficzne sklasyfikowanie spotkania, dzięki któremu szybko będziecie wiedzieć czy było atrakcyjne i czy warto do niego wrócić.

Chicago Blackhakws – St. Louis Blues

Nasza ocena: skala5

To z samych nazw klubów miał być dobry mecz, ale czy na pewno? Mając bilet na to spotkanie można było odczuwać niepokój, że nie będzie tak genialnie jak mogłoby być. Po pierwsze szereg kontuzji w obu drużynach (Stastny, Schwartz, Shattenkirk, Berglund oraz Keith i Hossa). Po drugie męcząca podróż Blues z Los Angeles (i ich mecz w Mieście Aniołów 24 godziny wcześniej) – międzylądowanie w Milwaukee i konieczność przesiadki do autokaru, 150 kilometrów w trasie zmarnowana noc odwołany trening – mało?

Mogło to sprawić że po kilkudziesięciu minutach “spuchną” i z dobrego widowiska nici. Po trzecie hard-hitting czyli to jak te mecze wyglądają w przeważającej większości w ostatnich latach. Lubimy tego rodzaju hokej, ale w tych składach z uwzględnieniem dwóch poprzednich punktów mogło to oznaczać zupełną kaszanę.

Na szczęście to był bardzo dobry występ wszystkich, no może prawie wszystkich. Brian Elliott złapał kontuzję w 18 minucie po wpuszczeniu czterech bramek nie miał okazji na rehabilitacje. Udanie zastąpił go Wąż, czyli Jake Allen, a St. Louis Blues podnieśli się z 2:5 i wygrali po dogrywce 6:5.  Władimir Tarasienko strzelił GWG w OT i prezentował się znakomicie nawet jeszcze przed meczem:

CTAZYEXWsAA3Tr-

Wcześniej dwukrotnie na listę strzelców wpisał się Alexander Steen, a dla Blackhawks na 1:0 pierwszego gola w nowych barwach ustrzelił Marko Dano. Był też rzut karny w wykonaniu Andrew Shawa (celny), za który podnosimy ocenę o oczko wyżej. Największy zawód sprawił chyba Artiemij Panarin (-3), ale może za dużo sobie wyobrażamy.

Vancouver Canucks  – Pittsburgh Penguins

Nasza ocena: skala3

W nawiązaniu do tytułu dzisiejszego miernika, pamiętacie takie podwórkowe powiedzonko – każdy głupek strzela w słupek? Nie każdy strzał w żelastwo wyznaczające cel ofensywy jest uznawany za coś ładnego. Wiemy dobrze, że są te uderzenia w słupek po których wzdychamy “AH jak mało zabrakło” i są te, po których mówimy “JAK DO &*%#$^%&amp to nie wpadło?” Sam nie wiem co myśleć po tym strzale w słupek Phila Kessela. Może po prostu wypada cieszyć się, że krążek nikogo nie zabił w drodze powrotnej do boksu Penguins?

Stroną, która zawiodła w tym meczu byli Canucks. Stracili bramkę w osłabieniu stracili też nawet grając w przewadze. Obudzili się na ostatni kwadrans i udało się im jeszcze zacieśnić ten wynik, ale zasługi ich w tym spotkaniu były raczej mizerne. W Rogers Arenie gdzie sześć lat temu w finale turnieju olimpijskiego Crosby strzelił złotego gola Ryanowi Millerowi… znowu Crosby strzelił gola Millerowi. Deal with it Miller!

Wtedy to był mecz Kanada vs USA o złoto, teraz nieco mniej ważny pojedynek, ale hej powiedzcie to Amerykaninowi, który do dziś rozpamiętuje tamtą sytuację. Penguins wygrali piąty raz z rzędu, znowu stracili mniej niż trzy gole. Niepokojące w tej sytuacją są tylko te regularne już przestoje kapitana Pens, bo znów pięć meczów przerwy było pomiędzy jednym i drugim golem Crosby’ego. A co do Canucks byli najgorszym teamem tego dnia w NHL.

Toronto Maple Leafs – Winnipeg Jets

Nasza ocena: skala4

Jeśli wyrażać skalę trudności przeciwników w NHL za pomocą geografii to Winnipeg Jets grali ostatnio z Mount Everest (Montreal Canadiens), a teraz zjeżdżając ostro z górki wpadli na Rów Mariański (Toronto Maple Leafs). Z Habs to była o ile nie kompromitacja, to na pewno kąpiel w lodowatej wodzie. Z “the Buds” miało być dużo łatwiej, ale dużo nie było. Klonowe Liście zagrały dobry mecz i może gdyby nie błąd tuż po zakończeniu przewagi na trzy minuty przed końcem, gdy Burmistrow wyszedł “z budy” i zrobił akcje give-and-go z Wheleerem dającego gola na 3:2.

Może gdyby nie to, byłby kolejny punkt w drobnej kolekcji Toronto. Druga linia Jets w składzie Mark Scheifele, Mathieu Perreault i Nikolaj Ehlers zdobywa coraz większe uznanie, jest “corsi-darling” i ma mega potencjał w sobie jeszcze, bo Perreault wygląda na breakout season, Scheifele ma tylko 22 lata a gra w NHL trzeci sezon, a Ehlers to jeszcze nastolatek (obaj zresztą to picki z top10 draftów).

Wiemy jak ciasna jest Central Division, wiemy że na końcu decydują tam małe punkciki, pojedyncze gry. Wiemy że udało się ją wygrać nawet Colorado Avalanche całkiem niedawno. Może ten rok będzie należał do Winnipeg Jets? #niezapeszajmy #totylkomapleleafs

Anaheim Ducks – Florida Panthers

Nasza ocena: skala5

W tamtym sezonie Corey Perry był pierwszy w wyścigu do dziesięciu goli, w tym dopiero czwartego listopada zdobył swoje pierwsze trafienie. To była wyrównująca bramka na 2:2, gol dzięki któremu zobaczyliśmy fajną dogrywkę (prawie drugiego gola Perry’ego w niej) i również fajne rzuty karne. Mieliśmy fajny story-line w postaci bramki na 1:0 dla Panter autorstwa Rocco Grimaldiego, który wychowywał się o jeden przystanek autobusem od hali Honda Center.

W ogóle mieliśmy dwa prowadzenia Panter, powrót Jaromira Jagra na lód, kontrowersyjny hit Kevina Bieksy. Trafiony karny w wykonaniu “Króla karnych” z zeszłego sezonu:

No i koniec końców drugie z rzędu zwycięstwo Ducks. Radość niesamowita:

Pierwsza pozytywna seria tej kampanii, a Bruce Boudreau zrobił duże UFF

 

Dziękuje za przeczytanie