Podczas kiedy wszyscy pasjonują się zdobyciem przez McDavida tytułu Rookie of the Month, słabą dyspozycją Jacka Eichela czy młodymi wilkami w stadzie Kojotów, w Vancouver zaczynamy mieć do czynienia z prawdziwym wysypem talentów. Dość powiedzieć, że w każdym z dwunastu rozegranych dotychczas spotkań, w rosterze Orek znajdowało się przynajmniej czterech zawodników poniżej 23. roku życia.

Mimo, że w ostatnich tygodniach wiele było dyskusji na temat tego czy Jake Virtanen i Jared McCann powinni zostać odesłani do juniorów, Willie Desjardins dał im duży kredyt zaufania, a obaj doskonale mu się za niego odwdzięczają. McCann w dziesięciu meczach już pięciokrotnie trafiał do bramki rywala, co czyni go najlepszym jak dotąd strzelcem drużyny, a Virtanen w dziewięciu spotkaniach punktował trzykrotnie. Największą zaletą Jake’a jest póki co fizyczna gra, dzięki której z 32 hitami przewodzi drużynie w tym elemencie. Warto dodać, że obaj, na lodzie spędzają jedynie około 10 minut na mecz.

Dzieciaki z Vancouver to jednak nie tylko Virtanen i McCann. Pełne dwanaście spotkań rozegrali póki co 20-letni Bo Horvat i 22-letni Ben Hutton, dziesięć spotkań ma za sobą pozyskany w zeszłym sezonie z Calgary Flames 22-letni Sven Baertschi, a zadebiutować i strzelić bramkę w drugim występie zdążył już także Brendan Gaunce.

Na potwierdzenie wartości zawodników, przyjrzyjmy się temu co tygryski lubią najbardziej, czyli advanced stats. Na poniższym wykresie pionowo przedstawioną mamy statystykę Corsi średnią dla 60 rozegranych minut, co daje nam doskonały wygląd w grę zawodników niezależnie od tego ile minut dostają od trenera. Poziomo wykres przedstawia sytuacje w których zespół tworzył największe zagrożenie pod bramką rywala z dany zawodnikiem na lodzie. Kolory, którymi zaznaczeni są poszczególnie zawodnicy przedstawiają współczynnik szczęścia PDO, o którym pisaliśmy tutaj już nie jeden raz. Wielkość kółek którymi oznaczeni są zawodnicy to czas jaki spędzają na lodzie.

pobrane

Jak widzimy Sven Baertschi dostając od trenera bardzo mało czasu na zaprezentowanie swoich umiejętności nie boi się podejmować ryzyka i strzelać na bramkę rywala, co zaprocentowało najlepszym corsi/60 w całym zespole. Co prawda bramki jeszcze nie zdobył, jednak ma na swoim koncie już cztery asysty. Bardzo dobrze w tym elemencie wygląda także McCann i przede wszystkim Ben Hutton. Młodziutka rewelacja obozu przygotowawczego od początku sezonu pozytywnie zaskakuje, a jego współczynnik procentowy corsi wynosi niemal 48 procent, co jak na pierwszorocznego obrońcę jest świetnym wynikiem. W drużynie, patrząc jedynie na defensorów, ustępuje tylko Chrisowi Tanevowi i Yannickowi Weberowi, który rozegrał jednak zaledwie sześć spotkań. Spójrzmy jeszcze na oś poziomą. Znów wyróżnia się Hutton. Kiedy młodziak jest na lodzie, Canucks stwarzają bardzo dużo sytuacji, które mogą zakończyć się bramką. W tym elemencie gorszy jest jedynie od braci Sedin, Taneva i Alexa Edlera.

Spójrzmy teraz na czerwone koła jakimi oznaczeni są Hutton i Bo Horvat. Im bardziej czerwona kropka, tym zawodnik ma mniejszy współczynnik PDO. A to oznacza, w dużym uproszczeniu, że prędzej czy później zacznie zdobywać bramki. Największe szanse na to ma więc Horvat, który do tej pory dwukrotnie trafiał do bramki rywali i notował dwie asysty. Ta statystyka nie wróży kolejnych fantastycznych tygodni McCannowi, którego PDO jest grubo powyżej 100 .

Jasnym jest, że Willie Desjardins nie będzie mógł korzystać ze wszystkich młodych zawodników jednocześnie. Do składu wracają Higgins i Prust, więc prawdopodobnie przynajmniej jeden z dzieciaków na dłużej pożegna się z drużyną i trafi do AHL. Najprawdopodobniej będzie to Gaunce, chociaż o utrzymanie się w big clubie stoczyć z nim zaciętą walkę będzie musiał Baertschi. Tak czy inaczej, Canucks posiadają młodzież, jakiej pozazdrościć im może wiele organizacji. Sztab nie musi aż tak bardzo obawiać się i chuchać na swoich podstawowych graczy, ponieważ niemal pewne jest, że kiedy któryś z młodych wilczków dostanie swoją szansę – wykorzysta ją. Aż strach pomyśleć, jak silni mogą być Canucks, kiedy Ci, których teraz nazywamy złotymi dzieciakami z Vancouver rozkwitną.