Filmy z jego popisami technicznymi w popularnym serwisie internetowym YouTube osiągały miliony wyświetleń. 19-letni obecnie Aito Iguchi jak już dobrze wiemy nie podbije NHL, ale jeszcze 3-4 lata temu jego wielkie marzenie było całkiem realne. Poznajcie jego historię:

To nie manga, to NHL

Jest kwietniowy dzień w Orland Park w stanie Illinois. Na tafli Arctic Ice Arena trwa USHL Combine, czyli przegląd talentów, które starają się o angaż w klubach Ligi Hokejowej Stanów Zjednoczonych. Iguchi nabiera rozpędu. Jego za duża beżowa bluza faluje, powodując, że wygląda co najmniej jak przedstawiciel polskiej husarii. Na lodzie zostają wyraźne ślady wyrzeźbione płozami łyżew.

Otrzymuje krążek tuż za niebieską linią po drugiej stronie lodowiska z łatwością puszczając „gumę” pod łopatką zdezorientowanego obrońcy. Kilka szybkich zwrotów powoduje, że jest już głęboko w tercji przeciwnika. Jedno spojrzenie w lewo starcza mu, żeby ocenić dokładnie swoje położenie. Z taką szybkością musi już tylko liczyć na siebie, bowiem żaden z jego partnerów nie zdąży dojechać na czas. Cóż, sytuacja wydaje się beznadzieja. Naprzeciwko zaczynają rosnąć w oczach trzej hokeiści w ciemnych bluzach. Może ktoś inny by się tym przejął, ale nie Iguchi, dla którego to widok normalny. Niejednokrotnie musiał już radzić sobie sam z trzema rywalami i dla niego wykonać to zadanie nie jest problemem.

Chłopak rodem z miejscowości Saitama, stolicy japońskiej prefektury o tej samej nazwie, z niewiarygodną łatwością decyduje dosłownie w milisekundach o kolejnych ruchach na tafli. Tym razem postanowił powozić się z krążkiem dając czas swoim partnerom na ogarnięcie się w sytuacji i podczepienie się do akcji. Po chwili w strefę przeciwnika wjechała kolejna beżowa bluza. Niestety trio obrońców tak szczelnie otoczyło Iguchiego, że z podania nici, ale skośnooki mistrz zaraz wymyśla rozwiązanie dla tej sytuacji. Zaczyna z taką szybkością bawić się krążkiem, że stojący obok defensorzy doznali oczopląsu, a ich sekundowa dekoncentracja popisami „samuraja” poskutkowała hokejowym seppuku. Zanim się ocknęli, Aito był już w nieco innej części ich tercji. Bezproblemowo zagrał stamtąd do partnera, ten odegrał mu „gumę”, a Japończyk unosząc łopatką kija czarny okrągły przedmiot, umieścił go z dziecinną łatwością w siatce.

To nie jest opis najnowszego hitu kreskówkowego kina, coś w rodzaju hokejowego odpowiednika „Kapitana Tsubasy”, czy innej japońskiej mangi o tematyce sportowej. To relacja opisująca całkiem zwykłe, normalne, standardowe zachowania super talentu prosto z kraju kwitnącej wiśni. Iguchi to połączenie wielu niesamowitych elementów w jednym niewielkim ciałku. Chłopak jest największą nadzieją Japonii w dziejach tego kraju na „wyprodukowanie” potencjalnej gwiazdy lodowisk NHL. Intryguje wszystkich. Nie ma speca hokejowego na świecie, który powiedziałby, że ta postać nie robi na nim wrażenia, albo jest nieistotna. Tak naprawdę o nastolatku z niewielkiego klubu z odległej Saitamy, trenowanego przez byłego sowieckiego defensora nikt już nie zapomni. Wystarczy tylko odpalić Internet i już można podziwiać co potrafił zrobić w wieku 10 lat.

Być jak ojciec

Dla Aito nadszedł czas pierwszych poważnych decyzji. Koniec z nieustanną zabawą krążkiem. Trzeba się zastanowić nad najbliższą przyszłością. Czy kontynuować ją w zaciszu dalekowschodnich lodowisk i dalej chować się przed światem, czy też rzucić się w wir północnoamerykańskiej rywalizacji juniorskiej?

Gdy Aito po raz pierwszy podniósł hokejowy kij chciał być po prostu jak jego ojciec. Mając cztery lat spędzał dużo czasu przyglądając się jak Kazuhito Iguchi rozgrywa swoje mecze na rolkach lub w klasycznej odmianie hokeja w Saitamie – mieście położonym na północ od Tokio. Starszy z rodu Iguchich, będący inżynierem budownictwa, zakochał się w hokeju w czasach szkoły średniej. Pasja nie wygasła i kontynuował ją mając już trzydziestkę na karku, a co więcej zadbał o to, żeby miłość do tej dyscypliny sportu przeszła w jego rodzinie na następne pokolenie.

Kazuhito sam nie osiągnął nie wiadomo czego w hokeju, stąd też zapragnął dla swojego syna lepszych perspektyw. Znał porzekadło o tym, że czym skorupka za młodu i tak dalej, więc od samego początku „męczył” malca jakimiś skomplikowanymi ćwiczeniami dotyczącymi chwytów kija i jazdy na łyżwach. „Akcje” rozgrywały się na podjeździe przed ich domem, gdzie na ziemi układane były najróżniejsze tory przeszkód, a mały Aito musiał się uwijać, aby nie potrącić misternie przygotowanych rekwizytów. W wieku pięciu lat przyszedł czas na to, aby młody Iguchi poszedł do klubu i zaczął regularne treningi na lodowisku w drużynie Saitama Junior Warriors.

Japończycy znani są jako naród ze swojej pracowitości i bezkompromisowych zasad, które jak się okazuje również dotyczyły hokejowego szkolenia przedszkolaków. Treningi odbywały się w każdą sobotę i niedzielę. Każda sesja składała się z godzinnej części poza lodem, po czym następowały kolejne dwie godziny już na tafli i tak przez 12 miesięcy w roku bez żadnej przerwy.

– Wiesz, to było prawie jak w jakimś obozie wojskowym. Ćwiczenia, ćwiczenia, ćwiczenia i tak bez przerwy, bez chwili oddechu – wspomina Tracy Seeley, pełniąca rolę tłumaczki, ale również nauczycielki języka angielskiego dla Aito w prowadzonej przez nią szkole w Saitamie.  Jej syn, Naoki Yamanaka należał wraz z Iguchim do „Wojowników”. Seeley mówi, że na końcu po blisko trzech godzinach treningu chłopcy mieli zawsze chwilę gierki.

Aito w żaden sposób nie czuł się zmęczony tymi ćwiczeniami. On to od zawsze kochał. Co więcej, kiedy wracał z zajęć, a także w ciągu tygodnia, każdą wolną chwilę spędzał na asfalcie przed domem, szlifując dalej swoje umiejętności. Jego nauczycielka wspomina, że od kiedy tylko pamięta zawsze można go było spotkać bawiącego się krążkiem. On po prostu nigdy nie miał dość.

Sowiecki reżim

__________________________________

Aby czytać dalej

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów.

Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Istnieje możliwość zapłaty zwykłym przelewem bankowym. W tym celu proszę wykonać przelew na konto:

NHL W PL
Mbank: 22 1140 2004 0000 3902 8240 3095

W tytule należy podać wybrany abonament i adres e-mail. Jak tylko otrzymamy pieniądze, uaktywnimy konto. Można to przyspieszyć przesyłając nam potwierdzenie przelewu na re******@nh**.pl

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni50 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni90 zł
Anuluj