Niefrasobliwości tygodnia: ciśnienie Gusowa

Choć pierwsza kolejka ligowa po przerwie na mecze reprezentacji, zaplanowana jest na piątek, to już wczoraj odbyły się dwa zaległe spotkania. Tempo coraz większe, bowiem trzeba odrabiać opóźnienia spowodowane względami sanitarnymi.

Tauron Podhale rozpoczął swój mini maraton. W ciągu pięciu dni Szarotki zaliczą trzy ligowe boje. W pierwszej odsłonie czekała ich wyprawa do Katowic na mecz o obronę piątej pozycji w tabeli.

W tym miejscu należy się słowo wyjaśnienia. Emocjonowanie się lokatami czwartą, piątą, czy szóstą, to nie tylko dziennikarskie bicie piany. Już za trzy kolejki zakończy się w PHL druga runda, co oznacza, że poznamy czterech uczestników rozgrywek o Puchar Polski. Tym samym rejony 4-6 w tabeli robią się bardzo istotne.

Podhale zaprezentowało się w Katowicach przeciętnie. Ani przez moment zwycięstwo GKS-u nie było zagrożone, a przecież padły tylko dwie bramki. Trenerowi Andrejowi Gusowowi nie mieściło się w głowie, to co przyszło mu oglądać. W szczególności w temacie gry w przewagach i osłabieniach.

Właśnie w czasie gry czterech na pięciu Górale stracili gola na 0:1. Katowiczanie już przy pierwszej okazji zapakowali krążek do siatki Przemysława Odrobnego, rozklepując defensywę nowotarżan w sposób wzorowy. Akcję wykończył Bartosz Fraszko i był to jego piąty mecz z ostatnich sześciu, w którym zdobywał punkty. Co ciekawe, aż w pięciu z nich zaliczał po dwa „oczka”.

Start filmu: gol na 1:0

Druga bramka związana była ściśle z kolejnym okresem osłabienia Szarotek. Tym razem na ławce kar wylądował Mateusz Bepierszcz i choć udało się przetrwać dwie minuty bez gola, to wpadł on 12 sekund później, gdy zmęczona już formacja Szarotek nie nadążała za tempem gry gospodarzy. Autorem gola został reprezentant Polski, Patryk Krężołek.

Start filmu: gol na 2:0

Przy obu trafieniach asysty zaliczył Grzegorz Pasiut, który pomimo powołania od Róberta Kalábera, na zgrupowanie nie przyjechał. Patrząc, w jakiej jest formie można tylko żałować. Punktuje nieprzerwanie od sześciu meczów. Zdobył w tym czasie trzy gole i zaliczył osiem kluczowych podań, co pokazuje jak bardzo pracuje na dorobek kolegów.

Gusow po meczu narzekał na postawę kadrowiczów. Faktycznie, ani Damian Tomasik, ani Bartłomiej Neupauer, ani też Alan Łyszczarczyk nie prezentowali się w Satelicie jak reprezentanci Polski. Ostatni z nich przyprawił białoruskiego szkoleniowca o prawdziwy mega skok ciśnienia, kiedy w drugiej tercji przy stanie 0:2 nie trafił do odsłoniętej bramki w czasie gry w przewadze. Mógłby to być z dużą dozą prawdopodobieństwa przełomowy moment spotkania. Takie sytuacje po prostu trzeba wykorzystywać.

Debiuty tygodnia: wspólnym mianownikiem powroty

Rozegrano tylko dwa mecze, a mieliśmy do czynienia z trzema debiutami, przy czym mogło ich być jeszcze więcej. To normalne, że w tym momencie sezonu, czyli przy tradycyjnej przerwie w listopadzie dochodzi do kilku ruchów kadrowych w drużynach.

W GieKSie pojawił się Dominik Nahunko, który opuścił Zagłębie Sosnowiec ze względów finansowych. 25-latek rozgrywa bardzo dobry sezon, a jak wiadomo w klubie przedostatniej drużyny w tabeli nie przelewa się. Zatem Nahunko skorzystał z okazji i przeskoczył do sąsiedniego miasta. Jest tam bardzo dobrze znany, ponieważ przez półtora roku był już Gieksiarzem, po czym przeszedł do JKH GKS-u Jastrzębie.

Piotr Sarnik na razie ostrożnie wmontował go w czwartą formację, a ta zbytnio nie pokazała swojego potencjału w starciu z Podhalem. W tej samej piątce znalazł się 19-letni Bartosz Schmidt. Był to jego debiut w składzie meczowym w PHL. Znalazł się w nim z uwagi na przesunięcia wywołane sytuacją zdrowotną Oskara Krawczyka. Schmidt jest przykładem dobrej współpracy pomiędzy GKS-em, a Naprzodem Janów, który oddaje niektórych utalentowanych wychowanków do ekstraklasowej drużyny.

Kilka dni temu gruchnęła informacja, że Jaśkiewicz kończy swoją zagraniczną przygodę w Niomanie Grodno, zostawiając tam Krystiana Dziubińskiego i wraca do domu z uwagi na sytuację rodzinną.

W zasadzie na drugi dzień było już wiadomo, że dołącza do Szarotek. To powrót po półtorarocznym rozbracie z klubem, w którym Jasiek uczył się hokeja. Bardzo szybko przytrafiła się okazja do debiutu, choć ten nie wypadł zbyt okazale. W czasie gdy Jaśkiewicz przebywał w boksie kar, GKS strzelił zwycięskiego gola. Występ 24-latka należy ocenić tak jak i całej drużyny Szarotek, czyli przeciętnie. Nie oznacza to jednak, że reprezentant Polski nie starał się i nie walczył. Był bardzo aktywny od początku spotkania, ale jak na razie jeszcze kilka rzeczy pozostaje do poprawy.

Start filmu: strzał Jaśkiewicza

Pożegnania tygodnia: dłużej się już nie dało

Przerwa na kadrę to nie tylko nowe twarze w drużynach, ale także pożegnania. W ostatnich dniach dwóch zagranicznych hokeistów zjechało z naszych tafli. Ich dorobek w Polsce jest z różnych biegunów, ale wspólny mianownik taki, że okazali się za słabi na PHL.

Katowicka GieKSa podziękowała za współpracę Matejowi Cunikowi. Słowak był stałym punktem PHL od pięciu lat. Najdłużej grał w Polonii Bytom i pewnie byłby tam dalej, gdyby nie masakryczne problemy finansowe tego klubu. To było przyczyną, że były reprezentant kadr U18 i U20 naszych południowych sąsiadów, znalazł się nad Bałtykiem. Później był jeszcze przystanek w Sosnowcu i teraz Katowice.

Po solidnej formie i klasie uczestnika trzech juniorskich mistrzostw świata elity zostało już tylko wspomnienie. W tym sezonie Cunik zanotował tylko jeden punkt za asystę we wrześniowym meczu z GKS-em Tychy. Katowiczanie podziękowali mu za grę, a on stwierdził, że pora zawiesić łyżwy na haku, choć na liczniku dopiero 33 wiosny.

Start: strzał Cunika, będący asystą przy golu Mateusza Michalskiego

Lauris Rancevs w Polsce spędził tylko kilka miesięcy tego sezonu. Najpierw nie spełnił oczekiwań Gusowa w Podhalu, a następnie nie przekonał do siebie Juryja Czucha w Toruniu. Po kilku meczach w barwach KH Energi pożegnano się z nim.

Łotysz wrócił do ojczyzny i trzeba powiedzieć, że naprawdę nie poradził sobie w PHL. A to również, tak jak Cunik, zawodnik z obiecującą przeszłością juniorską. Zaliczył udział w mistrzostwach świata, zarówno w U18, jak i turniej elity U20.

Pozycja tygodnia: czy wpuszczasz, czy nie, to i tak kocham cię

Wracamy na tafle PHL do zaległych meczów rozgrywanych we wtorek. Obejrzeliśmy w nich czterech golkiperów i o każdym można powiedzieć coś dobrego.

Odrobny choć nie ustrzegł Podhala od porażki, to robił co mógł, aby utrzymać zespół przez cały mecz w kontakcie z rywalem, pozwalającym mieć nadzieję na nawiązanie walki i zmianę rezultatu. Wiedźmin musiał interweniować aż 35 razy. Prezentował się całkiem nieźle. Zatrzymał 94 procent uderzeń katowiczan.

Start filmu: dwie następujące po sobie sytuacje z interwencjami Odrobnego

Aż sześć goli wpuścił w Jastrzębiu Wiktor Soliński. To etatowy zmiennik Michała Kielera, bramkarza Stoczniowca, który zaliczył udany występ w kadrze narodowej. Soliński w tym sezonie rozegrał tylko część meczu z Comarch Cracovią 25 października. Spotkanie z JKH GKS-em było zatem jego debiutem na pełnym dystansie.

19-latek uwijał się jak w ukropie. Gospodarze, co było do przewidzenia, strzelali do niego jak do kaczki. Tymczasem Soliński w dwóch pierwszych tercjach wpuścił zaledwie po jednym strzale, a w całym meczu poradził sobie z 44 uderzeniami. Ten młody bramkarz zdecydowanie zasługuje na więcej szans, aby móc sprawdzić jego przydatność.

Start filmu: obroniony przez Solińskiego strzał Radosława Nalewajki

Znacznie lepiej niż Polakom poszło bramkarzom zza naszej południowej granicy. Patrik Nechvátal wykorzystał sytuację, że JKH mierzyło się z najsłabszą ekipą w tabeli i zaliczył swój pierwszy shutout w PHL, natomiast Juraj Šimboch z GKS-u Katowice popisał już drugim takim wyczynem w naszej lidze. Słowak był zatrudniany przez graczy Szarotek 27 razy.

Start filmu: udana interwencja Šimbocha

Pochwałka tygodnia: za ambicję i wolę walki

Do porażek Stoczniowca zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Są normą, gdyż ani razu nie udało się gdańszczanom wywalczyć choćby jednego punktu. Ale trzeba przyznać, że porażka porażce nierówna. Wiele z nich to wynik naprawdę słabej gry i dużej ilości błędów. Tymczasem pomimo straty sześciu goli w Jastrzębiu, trzeba powiedzieć, że Stocznia zostawiła po sobie niezłe wrażenie. Przynajmniej za trzy kwadranse gry, bo do tego momentu wynik wciąż był sprawą otwartą. Podopieczni Kalábera prowadzili zaledwie 2:0.

Rezultat mógł być kontaktowy, gdyż Nechvátal pozwolił sobie na sporą nonszalancję, daleko wyjeżdżając z bramki, za co bliski skarcenia Czecha był Michał Zając. W tym sezonie ewidentnie nic nie wychodzi gdańszczanom. Nawet takie okazje nie kończą się golami.

Start: sytuacja strzelecka Zająca

Stocznia posypała się dopiero w ostatnich fragmentach meczu, kiedy to JKH zdobyło połowę bramek. Dokładnie gospodarze potrzebowali na to  trzech minut i siedmiu sekund. Obrona gdańszczan przestała istnieć, a dwa gole wpadły, gdy na lodzie było więcej gości niż zawodników JKH. W takich okolicznościach trafili Roman Rác i Mateusz Bryk. Słowak zaliczył w tym spotkaniu trzy punkty i był jednym z najbardziej wyróżniających się graczy.

Start filmu: gol Ráca na 4:0

Przy golu Ráca asystę zaliczył Martin Kasperlik, który prezentuje ostatnio bardzo wysoką i równą formę. Od pięciu spotkań regularnie powiększa swoje konto punktowe. Swój rekord „oczek” zdobytych w jednym meczu w tym sezonie ustanowił Maciej Urbanowicz, autor aż czterech asyst. Warto również zaznaczyć, że w trzecim występie z rzędu do siatki trafił reprezentant Polski, Marcin Horzelski.

Kontrowersja tygodnia: okradziony Sawicki

Co do tego, że JKH GKS pokona we własnej hali Stoczniowca chyba nikt nie miał wątpliwości. Stało się zgodnie z prognozami. Zwycięstwo gospodarzy nie było ani przez moment zagrożone. Tym niemniej okazuje się, że końcowy wynik powinien brzmieć 7:0, a nie 6:0. Wszystko za sprawą nieuznanego gola autorstwa Radosława Sawickiego.

Start filmu: nieuznany gol Sawickiego

Analizując obraz zarejestrowany przez Polski Hokej TV trudno dopatrzyć się, aby kij reprezentanta Polski znajdował się powyżej poprzeczki bramki Solińskiego. Regulację prawną takiej sytuacji przedstawia artykuł 97ii przepisów gry w hokeja, który stanowi:

„Bramki nie uznaje się, jeśli gracz z pola drużyny atakującej kieruje, odbija, uderza lub w inny sposób krążek ma kontakt z jego kijem znajdującym się powyżej poprzeczki i pada bramka, także wtedy, gdy krążek po tym zagraniu odbija się od jakiegokolwiek gracza, bramkarza, sędziego lub powierzchni lodu. Decydującym czynnikiem jest to gdzie krążek miał kontakt z kijem zawodnika w odniesieniu do poprzeczki. Jeżeli miejsce kontaktu krążka z kijem znajdowało się poniżej poprzeczki bramka zostanie uznana.”

Wszystko wskazuje na to, że panowie Marcin Polak i Mariusz Smura dopatrzyli się czegoś, co nie nastąpiło, a Sawicki został ograbiony z gola. Dla tego zawodnika zdobywanie kolejnych bramek nie stanowi w tym sezonie żadnego problemu, także chwilę później z najbliższej odległości wepchnął krążek do siatki rywali w sposób nie budzący żadnych kontrowersji, zaliczając przy okazji zwycięskie trafienie. Sawicki już od pięciu spotkań nieprzerwanie punktuje. W tym czasie strzelił pięć goli i popisał się czterema asystami.

Informacja tygodnia: kolejny były prospekt NHL

O ruchach transferowych w PHL pisałem już wyżej, ale uzupełniając wątek kadrowy trzeba wspomnieć o całkowitym debiutancie, którym jest Taylor Doherty. Po Kanadyjczyka sięgnęła Comarch Cracovia, a już za dwa dni w Oświęcimiu pojawi się okazja, aby obejrzeć tego olbrzyma zza oceanu w akcji.

29-latek imponuje wręcz warunkami fizycznymi. Ma ponad dwa metry wzrostu i waży 107 kilogramów. Nic dziwnego, że po tak zbudowanego defensora w 2009 roku ręce wyciągnęli San Jose Sharks. Rekiny uczyniły go wtedy swoim drugim wyborem. Kilka pozycji wyżej, również w drugiej rundzie, Kalifornijczycy wzięli innego defensora, Williama Wrenna, który podobnie jak Doherty nigdy nie dostąpił zaszczytu gry w NHL.

Obrońca rodem z Ontario był w czasach juniorskich w ścisłej czołówce kanadyjskiego hokeja. W 2009 roku reprezentował swój kraj na mistrzostwach świata U18, co jest sporym osiągnięciem.

Przez osiem sezonów Doherty prezentował się na taflach AHL, czekając na szansę, która nigdy nie przyszła. W końcu zaczął nawet schodzić jeszcze jeden poziom niżej, do ECHL, a po kampanii 2017/18 podjął decyzję o przylocie do Europy. Zasilił Białe Tygrysy z Liberca, co skończyło się wicemistrzostwem Czech.

Ubiegły sezon rozpoczął w Orlando Solar Bears, po czym przeniósł się do innego klubu ECHL, Fort Wayne Komets. Tym samym został kolegą z szatni Łyszczarczyka, ale po 26 spotkaniach ruszył znów do Czech. Dołączył do ekipy Orli Znojmo, która nie występuje w rodzimych rozgrywkach, a w lidze EBEL organizowanej przez Austriaków. Teraz przed monstrualnym Kanadyjczykiem pora na spróbowanie kolejnego chleba. Doherty’ego lepiej nie denerwować, gdyż potrafi zrobić użytek ze swoich centymetrów, kilogramów i siły pięści.

Jak to mówią nie taki jednak wilk straszny. Już nie jeden Dawid powalił tego hokejowego Goliata. Ciekawe, czy znajdzie się ktoś odważny w PHL?


Podoba Ci się ten artykuł? Wesprzyj nasze dziennikarstwo. Kup dostęp do całego bloga i ciesz się codziennie wartościowymi tekstami, audycjami i wideo na temat hokeja!
Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie. 10 złotych za miesięcznik złożony z 100 stron (średnia ilość artykułów w portalu) to uczciwa cena.
Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów. Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni17 zł

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni45 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni84 zł