Zagadka tygodnia: przed meczem niewiadoma, a po nim jeszcze większa

Na piątek wyznaczona została ostatnia kolejka drugiej rundy PHL, a to właśnie półmetek rozgrywek wyznacza skład ekip walczących w ostatnich dniach roku o Puchar Polski. Do obsadzenia w tegorocznej edycji było jeszcze tylko jedno miejsce. W grze o nie pozostawał GKS Katowice, nowotarskie Szarotki i Re-Plast Unia Oświęcim, mająca w swoich rękach wszystkie karty. Biało-niebiescy musieli tylko wygrać z Zagłębiem Sosnowiec i wszelkie dywagacje momentalnie kończyły swój żywot.

Z jednej strony wydawałoby się, że to zwykła formalność dla srebrnych medalistów mistrzostw Polski, a życie pokazało, iż było naprawdę trudno. Przedostatnia drużyna tabeli (na tamtą chwilę) grała na wyjeździe jak równy z równym z czołowym klubem PHL.

Unia jest w wyraźnym dołku i to było widać na tafli przy Chemików 4. Oczywiście wśród sosnowiczan jeśli ktoś trafia, to raczej na pewno chodzi o nazwisko wskazujące na obywatela kraju położonego na wschód od Polski. W Zagłębiu mają formację Jewgienij Nikiforow, Rusłan Baszyrow i Andriej Dubinin i to w zasadzie tyle. Ale to starczyło na toczenie wyrównanego boju w Oświęcimiu. Po pierwszej tercji sensacyjne 1:0 po trafieniu Dubinina poprzedzonym ładnym rajdem Baszyrowa.

Start filmu: gol Dubinina na 1:0

W trzeciej tercji trafił za to Nikiforow. Przypuszczam, że w przyszłym sezonie Rosjanie nie będą już zawodnikami Zagłębia, tylko pozostaną w PHL, ale przywdzieją barwy którejś z ekip walczących o główne trofeum.

Unia sprawę awansu do Pucharu Polski załatwiła jedną dobrą tercją. W środkowej partii podopieczni tymczasowego coacha, Michala Fikrta zdobyli wszystkie trzy bramki. Gospodarze razili nieskutecznością. Marnowali doskonałe okazję. Sam na sam z Codym Porterem przegrali Patrik Luža i Eliezer Sherbatov, a działo się to przy wyniku 0:1.

Start filmu: akcje sam na sam Lužy i Sherbatova

Kiedy rozwiązała się jedna zagadka dotycząca awansu do Pucharu Polski, to na kibiców od razu czekała następna. Mariusz Sibik, prezes TH Unia Oświęcim miał do przekazania przed kamerą klubowej telewizji, że drużynę obejmie nowy trener, a po serii pytań naprowadzających w stylu czy przyjedzie samochodem, czy przyleci samolotem i czy będzie mówił po angielsku, czy po niemiecku, sternik klubu znad Soły oświadczył, że będzie to Amerykanin, i że trenera z takim CV w polskiej lidze jeszcze nie było.

Nazajutrz wyjaśniło się, iż chodzi o Kevina Constantine’a, który przez siedem sezonów prowadził drużyny w NHL i faktycznie jest postacią nietuzinkową jak na nasze podwórko. Postaci 61-letniego Amerykanina poświęciłem obszerny tekst, który znajdziecie w linku poniżej.

Kevin Constantine – cudotwórca z NHL nowym trener Unii Oświęcim

Brutal tygodnia: strzał z kolanka

Na przestrzeni ostatnich dni doszło do dwóch spotkań w Katowicach, w których GKS podejmował KH Energę Toruń. Drugie było dla gospodarzy o wiele przyjemniejsze, ale na razie chciałbym wspomnieć o tym pierwszym. Padła w nim tylko jedna bramka. Klasyczny gol do szatni, a to co zaskakujące, to fakt, że w akcji nie wziął udział żaden Rosjanin. Rzadki obrazek w wykonaniu Stalowych Pierników. Katowiczanie zostali podręcznikowo rozklepani, w czym udział mieli bracia Kalinowscy oraz strzelec gola, Jarosław Dołęga.

Start filmu: gol Dołęgi na 1:0

Co ciekawe, to GKS przeważał przez większą część meczu, ale Stalowe Pierniki miały w bramce Antona Svenssona, który bronił i dobrze i szczęśliwie, tak jak to miało miejsce przy uderzeniu Filipa Starzyńskiego, gdy krążek odbił się o jego kask.

Start filmu: strzał Starzyńskiego

Skoro analizujemy mecz torunian, to nie może zabraknąć akcentu rosyjskiego. Skupimy się zatem na Andrieju Czwanczikowie i jego zachowaniu. W końcówce spotkania bezpardonowo zatrzymał szarżującego Jesse Rohtlę, uderzając go kolanem, za co otrzymał karę dwóch minut i żadnego zawieszenia ze strony komisarza ligi.

Start filmu: atak Czwanczikowa kolanem

GKS nie zrobił użytku z tego zdarzenia, dodatkowo wzmocnionego karą dla Dmitrija Kozłowa za spowodowanie upadku przeciwnika. Gospodarze zagrali półtorej minuty w podwójnej przewadze i nie wykorzystali tego faktu.

Piątek w PHL to był prawdziwy Black Friday. Czarny ponieważ kontuzjami sypało jak nigdy, wręcz hurtowo. Jakub Wanacki złamał kość strzałową. Kapitan Unii ma wyjątkowego pecha w tym sezonie. Zdołał rozegrać zaledwie trzy mecze, będąc do dyspozycji sztabu trenerskiego równo przez tydzień. Groźnie wyglądała sytuacja z jego klubowym kolegą, Klemenem Pretnarem, który upadł za własną bramką i leżał przez chwilę nieruchomo. Po zabraniu go na noszach z lodu okazało się, że nie jest aż tak strasznie, ale Słoweńca w niedzielę zabrakło w składzie oświęcimian.

W piątek pecha mieli kapitanowie zespołów. Spotkania nie dokończył również Maciej Urbanowicz z JKH GKS-u Jastrzębie. Po jednym ze starć w środkowej partii musiał zjechać z lodu, ale ambicja kazała mu stawić się na tafli w kolejnej odsłonie. Niestety ból był tak duży, że nie dał rady kontynuować gry. Badania wykazały wieloodłamowe złamanie śródstawowe oraz złamanie kości śródręcza z przemieszczeniem. Skończyło się operacją, a powrót do gry w jego przypadku planowany jest za dwa miesiące.

Tak optymistycznej diagnozy nie usłyszał niestety Damian Tomasik. Reprezentant Polski zerwał więzadło i najprawdopodobniej to koniec sezonu dla niego. Ale to nie ostatnia hiobowa wieść dla kibiców Tauron Podhala Nowy Targ. W tym samym dniu kadrowicz U20, Fabian Kapica doznał pęknięcia kostki.

Sensacja tygodnia: jak to się mogło stać?

Apogeum słabej postawy hokeiści Re-Plast Unii zaliczyli w niedzielę w Gdańsku. Pojechali do najgorszego w całej stawce Stoczniowca i wrócili do domu z niczym. Ich ból znają jedynie zawodnicy Zagłębia. Żadna inna drużyna nie doznała w tym sezonie porażki z Rycerzami Pomorza.

Josef Vítek to najbardziej doświadczony gracz Stoczni. Te walory 39-latek pokazał w pierwszej tercji, gdy doskonale zachował się pod bramką Sebastiana Lipińskiego i pokonał go ładnym uderzeniem z bekhendu. Warto podkreślić dobre podanie Krystiana Mocarskiego.

Start filmu: gol Vitka na 1:0

Faworyci tego starcia dość szybko zareagowali na te wydarzenia i jeszcze przed przerwą objęli prowadzenie. Najpierw wzorcowo rozklepali defensywę Stoczni, a następnie swoimi wysokimi umiejętnościami władania kijem popisał się Daniłł Oriechin wypuszczony w rajd sam na sam z Michałem Kielerem przez Siemiona Garszyna w czasie gry w osłabieniu. Przy golu wyrównującym warto zwrócić uwagę na to jak mądrze zmienił pozycję Damian Piotrowicz, strzelec tej bramki.

Start filmu: gole na 1:1 i 1:2

Patent na zwycięskie trafienia dla gdańszczan posiada tylko Filip Pesta. To on przesądził o wygranej nad Zagłębiem, a teraz zrobił to samo w boju z Unią. 27-latek popisał się kapitalnym rajdem i odważnym wjazdem pomiędzy dwóch obrońców rywali.

Start filmu: gol Pesty na 3:2

Stoczniowiec naprawdę zasłużył na ten triumf. Hokeiści znad Bałtyku wykonali tytaniczną pracę. Dobrym przykładem ich nieustępliwości i walki było to jak zachował się Dzmitryj Bandarenka pod koniec spotkania. Po pierwszej nieudanej próbie strzeleckiej pognał za gumą, rywalizował o jej odzyskanie i dopiął swego, przez co mógł się cieszyć debiutanckim trafieniem w PHL. Białorusin ma dopiero 19 lat.

Start filmu: gol Bandarenki na 4:2

Dwa dni wcześniej Stoczniowiec był niedaleko Oświęcimia, bo w Tychach i tej wycieczki wspominać dobrze nie będzie. Trzeci raz w tym sezonie skończył mecz z ośmioma bramkami wpuszczonymi, a był to drugi przypadek, że przy tak pokaźnej stracie podopieczni Krzysztofa Lehmanna nie potrafili strzelić nawet honorowej bramki.

GKS-owi wygraną zapewnił Jakub Witecki, który musiał odpuścić kilka pierwszych spotkań sezonu ze względu na kontuzję. Po niej do składu wracał w starciu z gdańszczanami Patryk Wronka. Po miesięcznej pauzie zaczął od dwóch asyst, w tym przy trafieniu Witeckiego, które było jego premierowym golem w tej kampanii.

Start filmu: gol Witeckiego na 1:0

O tym, że to był dość łatwy i przyjemny mecz dla podopiecznych Krzysztofa Majkowskiego świadczy sposób w jaki padła druga bramka. Nie dość, że w czasie osłabienia, to jest z dziecinną łatwością. Mateusz Gościński zabawił się niczym z juniorami.

Start filmu: gol Gościńskiego na 2:0

Tak jak piątek był niestety dniem kontuzji, tak niedziela dniem sensacji. Opromienieni kanonadą z gdańszczanami, mistrzowie Polski udali się w podróż na Podkarpacie, po pewne punkty w starciu z beniaminkiem. Tam jednak, czekała na nich jak zwykle nieobliczalna ekipa Marka Ziętary i pokazała, że jest pierwszą w PHL, po której można spodziewać się różnego rodzaju niespodzianek.

GKS marnował nadarzające się okazję, jedna po drugiej, ale gospodarze nie robili z tego użytku przez 50 minut meczu. Gocie z piwnego miasta mogli prowadzić znacznie wyżej niż 1:0, lecz nie wykorzystali chociażby akcji trzy na jeden, w której Radosław Galant uderzył krążkiem prosto w Patrika Spěšnego.

Start filmu: akcja 3 na 1 w wykonaniu GKS-u

W drugim kolejnym meczu z dobrej strony pokazał się Gościński. O ile na tle gdańszczan jego popisy nie robiły aż takiego wrażenia, to w Sanoku poprzeczka była zawieszona znacznie wyżej. 23-latek przy jedynym trafieniu mistrzów Polski wykazał się opanowaniem, bez pospiechu rozegrał akcję, czekając na reakcje partnerów, a następnie zagrał idealne podanie do Ladislava Havlíka.

Start filmu: gol Havlíka na 1:0

Ciarko STS potrzebował zaledwie 10 minut, żeby cała Polska pisała do jakiej niespodzianki doszło na Podkarpaciu. Sanoczanie do bólu wykorzystali okresy przewag, które mieli w trzeciej tercji. Wszystkie trzy gole dla nich padły, gdy na tafli było o jednego rywala mniej.

Jako pierwszy bramkę Johna Murraya odczarował Mateusz Wilusz, ale najwięcej pracy wykonał w tej akcji Bogusław Rąpała. Wjechał odważnym atakiem po skrzydle, nie bawiąc się w koronkowe rozegranie, gdyż były to ostatnie sekundy przewagi czterech na trzech.

Start filmu: gol Wilusza na 1:1

W Sanoku mają taką formację, której może zazdrościć im cała Polska. To tercet regularnie punktujących Finów, mających naprawdę pojęcie o grze na poziomie PHL. Przybysze z północy kontynentu pokazali w starciu z mistrzami kraju, jak skutecznie i bez potrzeby zakładania klasycznego zamka rozegrać przewagę. Akcję golem zakończył Jesperi Viikilä, a brali w niej udział również Eetu Elo i Riku Sihvonen, autor ostatniego trafienia w tym spotkaniu.

Start filmu: gol Viikili na 2:1

Decyzja tygodnia: dłużej już nie dał rady

W Sanoku Ziętara chodził dumny jak paw, a w Katowicach jego kolega po fachu, Piotr Sarnik złożył broń i po rozmowie z zarządem powiedział „do widzenia”.  Stało się to bezpośrednio po piątkowym meczu z Comarch Cracovią, przegranym po szalonej końcówce gości.

To była trzecia z rzędu porażka GieKSy, a o jej wcześniejszych występach można napisać krótko… w kratkę. Sarnikowi zabrakło pomysłu na tę grupę, dość specyficzną, gdyż skupiającą naprawdę mocne charakterologicznie postacie, takie jak Grzegorz Pasiut, Mikołaj Łopuski, Maciej Kruczek, czy Patryk Wajda. Z nimi na pewno trzeba umieć postępować, a nie ma co ukrywać, że tak jak zarządzi starszyzna, tak będzie funkcjonowała cała drużyna.

W kontekście tego wywodu nie dziwi zatem fakt, że GKS zastąpił Sarnika trenerem z mocną ręką. Andriej Parfionow już na wstępie swojej przygody z katowiczanami nie pozostawił złudzeń jak będzie wyglądać jego panowanie. Po pierwsze, denerwuje go bardzo kiedy hokeiści zachowują się jak baleriny z kijami, a po drugie pracę z zespołem porównuje do kopalni i ciężkiej roboty na samym dole.

Start filmu: wypowiedź Parfionowa

Jeszcze pod rządami Sarnika, GieKSa najpierw przegrała zaległy mecz z Energą nie strzelając gola, a w piątek dała sobie wydrzeć z rąk punkty w starciu z Pasami. W 22. minucie katowiczanie prowadzili już 2:0. Ten wynik ładnym uderzeniem ustalił Janis Andersons, a asystę drugiego stopnia zaliczył mózg drużyny, bo na takie miano zasługuje od dłuższego czasu Pasiut.

Start filmu: gol Andersonsa na 2:0

Krakowianie cierpliwie gonili wynik. Trzeba przyznać, że tak naprawdę, to zagrali dobrze tylko trzecią tercję, ale to wystarczyło do triumfu. W 48. minucie Richard Nejezchleb doprowadził do pierwszego wyrównania. Poszedł z rajdem sam na sam, świetnie obsłużony przez Jiříego Gulę. Był to czwarty kolejny mecz Czecha z golem na koncie.

Start filmu: gol Nejezchleba na 2:2

GieKSa jeszcze podniosła głowę po udanym dla nich okresie przewagi i golu Patryka Krężołka, lecz Pasy za chwilę uderzyły ze zdwojoną mocą. W niespełna półtorej minuty wyrównały i zadały decydujący cios. Najpierw Taavi Tiala oddał niesygnalizowany strzał spod bandy, przekierowany przez Mateusza Bezwińskiego, a chwilę potem Fin asekurował Erika Němeca w akcji dwa na jeden.

Start filmu: gole Bezwińskiego i Němeca na 3:3 i 4:3

Cracovia w ogóle specjalizuje się w takich dobijających rywali końcówkach. Przecież całkiem niedawno w Oświęcimiu Pasy przechyliły szalę w ostatnich sekundach meczu. Tamto spotkanie było popisem Damiana Kapicy, którego zabrakło w Katowicach. Jego miejsce zajął Bezwiński i jak widać 19-letni wychowanek biało-czerwonych z trudnym zadaniem poradził sobie bardzo dobrze.

W niedzielę GieKSę formalnie prowadził Ireneusz Jarosz, ale w boksie był obecny Parfionow i to na jego konto należy zaliczyć udany rewanż nad toruńskimi Piernikami. Słowa Rosjanina o harowaniu na tafli wziął sobie mocno do serca Bartosz Fraszko, który w starciu ze swoim byłym klubem był bardzo aktywny, co potwierdził dwiema asystami. Już na początku meczu mógł otworzyć jego wynik. Popisał się niesamowitym rajdem z własnej tercji, ale nie zdołał pokonać Mateusza Studzińskiego.

Start filmu: rajd Fraszki

Parfionow, mający za sobą pracę z młodzieżowymi kadrami narodowymi Rosji i Polski, a także trenowanie zespołów z Nowego Targu, Bytomia i Krynicy, musiał w szatni wyprostować swoich nowych podopiecznych, którzy po dwóch tercjach pozostawali bez żadnego trafienia. Za to ich rywale objęli prowadzenie już w pierwszej odsłonie. Siergiej Kuzniecow zaskoczył Juraja Šimbocha strzałem z bardzo ostrego kąta.

Start filmu: gol Kuzniecowa na 1:0

GKS po reprymendzie od byłego trenera juniorów chińskiego Kunlun Red Star i rezerw słynnego SKA Sankt Petersburg, rozpoczął ostatnią partię od straty kolejnego gola. Autorytet Parfionowa jednak zadziałał, bo katowiczanie nagle zmienili się w ciężko pracujących górników. Mateusz Michalski wyrównał straty, a w dogrywce inny wychowanek Szarotek, Patryk Wajda wykończył akcję, po sprytnym zagraniu Fraszki, który posłał gumę prosto w bandę. Ten element lodowiska stał się „podającym” do adepta toruńskiej szkoły hokeja.

Start filmu: gol Wajdy na 3:2

Z Katowic odszedł Sarnik, a z Torunia Fin Alex Olkinuora. Juryj Czuch nie widział już dłużej miejsca dla tego zawodnika. W 16 meczach przybysz z północy ustrzelił zaledwie jednego gola i to w debiucie, a potem dołożył tylko dwie asysty. Olkinuora znacznie odbiegał poziomem od swoich rodaków, Ville Saloranty i Konsty Jaakoli.

Twierdza tygodnia: na Podhalu biją

Nowotarżanie w tabeli PHL wyglądają dość niepozornie. Zamykają aktualnie górną połówkę, balansując raz nad kreską, raz pod. Ale okazuje się, że jeżeli chodzi o mecze domowe, to nie masz w lidze lepszego. Tak samo jako tyski GKS, mają na koncie osiem triumfów i tylko jedną porażkę, ale poniesioną w spotkaniu o Superpuchar Polski.

W poprzednim tygodniu Tauron Podhale rozegrało dwa mecze u siebie i oczywiście dopisało sobie komplet zwycięstw, ale nie punktów. Zadbały o to Pasy, które walczyły jak równy z równym, a poległy dopiero w dogrywce. Autorem gola w dodatkowym czasie gry był Mateusz Bepierszcz, który zrehabilitował się w pełni za niewykorzystaną wcześniej sytuację sam na sam z Michaelem Petráskiem, kiedy świetne otwierające podanie zagrał do niego Emil Švec, były gracz Pasów

Start filmu: akcja sam na sam Bepierszcza

W dogrywce Bepierszcz powalczył z nie byle kim, bo wyłuskał krążek w pojedynku z Nejezchlebem. Ten triumf Szarotek trzeba oceniać bardzo wysoko. Na skutek kontuzji i rozwiązanych kontraktów z dwójką obcokrajowców, o czym pisałem w poprzednim odcinku, Andrej Gusow zmuszony był desygnować do boju zaledwie trzy formacje.

Start filmu: gol Bepierszcza na 2:1

Zarówno w starciu z Ciarko STS-em, jak i w meczu z Cracovią, z dobrej strony pokazał się Alan Łyszczarczyk. To on jako jedyny pokonał Petráska w regulaminowym czasie gry. Był to wynik dobrze rozegranej przewagi i mądrego ustawienia się 22-latka centralnie na wprost bramki rywali.

Start filmu: gol Łyszczarczyka na 1:0

W meczu z STS-m Łyszczarczyk zaliczył swoje pierwsze zwycięskie trafienie w PHL. Zaczęło się od podania Alexandra Petterssona spod bandy, następnie gumę przekierował Bartłomiej Neupauer, a popularny Łycha miał pełen komfort sytuacji, pozostawiony przez rywali bez opieki.

Start filmu: gol Łyszczarczyka na 3:0

Łyszczarczyk po wielu przeciętnych meczach wreszcie wskoczył na poziom, którego należy oczekiwać po zawodniku tej klasy. Jest aktywny, widoczny i stwarza realne zagrożenie w tercji rywali. Z STS-em był bliski kolejnego gola, ale najbardziej cieszy, że nie boi się podejmować odważnych decyzji, tak jak przy rajdzie w drugiej tercji.

Start filmu: rajd Łyszczarczyka

Sanoczanom trzeba oddać, że nie załamali się przy wyniku 0:3, ale wzięli się do pracy i zaczęli mozolnie odrabiać straty. Najlepszą okazją, żeby zacząć ten proces była podwójna przewaga, którą Rąpała zakończył potężnym uderzeniem. Później po golu Sihvonena udało im się nawet być w kontakcie z Szarotkami.

Start filmu: gol Rąpały na 1:3

Drużyna tygodnia: seryjne wygrywanie

Rekordzistami tego sezonu w kategorii najdłuższa seria zwycięstw są hokeiści z Tychów, którzy mieli dziewięć kolejnych triumfów. Być może już w tym tygodniu dojdzie do zmiany prowadzącego, gdyż JKH GKS ma obecnie osiem wygranych z rzędu.

Cała układanka mogła się zawalić dość niespodziewanie zarówno w piątek, jak i w niedzielę. Z Energą jastrzębianie prowadzili już 5:2, ale Pierniki zdołały wyrównać i dopiero w 55. minucie Kamil Wróbel przesądził o wygranej JKH za trzy punkty.

Start filmu: gol Wróbla na 6:5

Było to pierwsze zwycięskie trafienie 23-latka w tym sezonie. Wróbel nieprzerwanie punktuje od pięciu spotkań. Za wypracowanie sytuacji strzeleckiej w starciu z Energą powinien szczególnie podziękować Zackary’emu  Phillipsowi i Markowi Hovorce. To najlepszy duet jaki mamy w PHL. Zawodnicy o niesamowicie wysokich umiejętnościach, które pokazali przy akcji na 6:5.

W niedzielę JKH mierzyło się na własnym lodzie z Zagłębiem, a zatem przynajmniej teoretycznie powinno być to spotkanie o innym ciężarze gatunkowym niż z ekipą Czucha. Faktycznie, podopieczni Róberta Kalábera prowadzili już 4:0, ale goście nie złożyli broni. Końcówka należała zdecydowanie do sosnowiczan, którzy zdążyli w pięć minut odrobić połowę strat. Oba trafienia gości dzieliło od siebie raptem 35 sekund. Wynik zamknął Nikiforow. Rosjanin strzela regularnie od trzech spotkań i zaliczył w tym czasie cztery trafienia.

Start filmu: gol Nikiforowa na 2:4

Warto wrócić jeszcze do pracy duetu Hovorka – Phillips, czyli dwóch najskuteczniejszych obecnie zawodników PHL. Prowadzi Słowak z 28 punktami, a Kanadyjczyk traci do niego dwa „oczka”. W starciu z Energą doszło do ciekawego pojedynku najlepszych ligowców na pozycji napastnika i bramkarza. Zwycięsko wyszli z niego atakujący JKH. Phillips zapakował Svenssonowi krążek w okienko, zaskakując całkowicie Szweda. Hovorka również zdołał go pokonać. Wzorowo wyglądała akcja tej dwójki, po której gola strzelił Kanadyjczyk.

Start filmu: gol Phillipsa na 2:1

W starciu z Zagłębiem Phillips zaliczył zwycięskie trafienie, pokazując jak należy dokładnie, precyzyjnie przymierzyć. Była to jego druga bramka w tym spotkaniu.

Start filmu: gol Phillipsa na 3:0

Jastrzębianie to najładniej grająca dla oka drużyna w PHL. Oczywiście, w dużej mierze mają na to wpływ indywidualne umiejętności zawodników, ale również zgranie i koncepcje taktyczne wpajane im przez Kalábera. Perełkami są takie akcje jak na przykład ta, po której padł drugi gol w starciu z Zagłębiem.

Start filmu: gol Phillipsa na 2:0

Sporo potrafią nie tylko flagowe postacie śląskiego zespołu, ale również uzupełniający ich gracze pokroju Jiříego Klimíčka, czy Romana Ráca. Słowak popisał się w starciu z torunianami ładnym rajdem, po którym zapakował Svenssonowi krążek w okno, a Szwed mocno okazywał frustrację z powodu poczynań swoich kolegów. Wszystko rozpoczęło się od wzorowego podania Mateusza Bryka z własnej tercji. Po tej akcji obie drużyny zjechały do szatni na drugą przerwę.

Start filmu: gol Ráca na 4:2

Wyczyny tygodnia:  bramkarscy terminatorzy

Poprzedni tydzień przyniósł wiele okazałych wyników wśród golkiperów. Ponad wszystko jest występ Kielera, który był kamieniem węgielnym sensacji nad Bałtykiem, czyli wygranej Stoczni nad Unią. Reprezentacyjny bramkarz zatrzymał aż 51 krążków rywali.

Start filmu: trzy obrony Kielera w jednej akcji

Zaledwie cztery udane interwencje mniej zanotował Przemysław Odrobny w meczu z Comarch Cracovią, w którym skapitulował tylko raz. Powyżej 40 obron zaliczył również Spěšný z STS-u w ich sensacyjnym triumfie nad tyskim GKS-em. Czech zakończył serię siedmiu meczów Alexandra Szczechury z punktami. Niewiele brakowało, aby Kanadyjczyk dalej śrubował swój wynik, ale Spěšný popisał się kosmiczną interwencją przy uderzeniu Michaela Cichego, do którego zagrywał właśnie Szczechura.

Start filmu: interwencja Spěšnego przy strzale Cichego

W wysokiej formie pozostają także golkiperzy Energi. Studziński dostał szansę w Katowicach i choć zespół przegrał to młody bramkarz popisał się 39 udanymi interwencjami. W pierwszym meczu wyjazdowym z GKS-em Svensson zanotował już piąte czyste konto w tym sezonie, co czyni go liderem klasyfikacji shutoutów.

Start filmu: interwencje Svenssona przy strzale i dobitce Filipa Stoklasy


Podoba Ci się ten artykuł? Wesprzyj nasze dziennikarstwo. Kup dostęp do całego bloga i ciesz się codziennie wartościowymi tekstami, audycjami i wideo na temat hokeja!
Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie. 10 złotych za miesięcznik złożony z 100 stron (średnia ilość artykułów w portalu) to uczciwa cena.
Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów. Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni17 zł
Anuluj

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni45 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni84 zł
Anuluj