Stało się. Henrik Lundqvist po piętnastu latach opuszcza New York Rangers. Środowym popołudniem klub z Manhattanu ogłosił coś, o czym spekulowano od miesięcy. Strażnicy przparci do finansowego muru zdecydowali się wykupić ostatni rok kontraktu szwedzkiej legendy. 38-latek z Are 30 września 2020 pierwszy raz w karierze stał się wolnym zawodnikiem. Wiele wskazuje na to, że ostatni akcent sportowej kariery Król Henryk spędzi na swoistym wygnaniu: tak jak przed laty absurdalnie karierę w St. Louis kończył wielki rywal Lundqvista, Martin Brodeur, tak i Szwedowi nie było dane panować w Nowym Jorku do samego końca. Mimo, że odejście Henrika wydawało się nieuknione, to informacja i tak szokuje, a fanów Rangers – w tym mnie – dotyka do szpiku kości.

Nie dalej jak wczoraj pisałem, że w tym krwiożerczym biznesie jakim jest zawodowy sport od dawna nie ma miejsca na sentymenty, a mówiłem o tym w kontekście wytransferowania innego wiernego nowojorskim barwom gracza, Marca Staala. Decyzja podjęta wobec Lundqvista niestety tylko potwierdziła to przykre zjawisko. O ile jednak rozstanie ze  Staalem, a wcześniej Danem Girardim czy Ryanem McDonaghem było do przełknięcia, o tyle dość bezceremonialne pożegnanie Szweda to zdarzenie wyjątkowo trudne do zaakceptowania. W żaden sposób nie łagodzi ich fakt, iż mentalnie można było oswajać się z tą myślą od dawien dawna.

Szczególnie bolą mnie okoliczności, w jakich nastąpiło rozstanie. Ten potworny, smutny jak Zgierz nocą covidowy świat sportu, gdzie wszystko odbywa się przy pustych krzesełkach lub co najwyżej przy tekturowych kibicach sprawił, że Lundqvist nie doczekał królewskiego pożegnania, na które bez wątpienia zasługiwał. Nie było mowy o farewell tour. Nikt nie zapowiedział, że oto właśnie ostatni sezon Hanka. Nikt nie miał świadomości, że właśnie po raz ostatni ogląda #30 w niebieskiej bluzie na lodowisku Madison Square Garden. Przecież to powinna być gigantyczna celebra, długie minuty owacji na stojąco, prawdziwe broadwayowskie show. A wygląda na to, że ostatnie chwile Króla Henryka to pokątnie rozegrane 17 minut 27 sekund w marcowym przegranym meczu z New Jersey Devils, kiedy to zmienił akurat słabiej dysponowanego Igora Szestiorkina. Jak to porównać z braćmi Sedin, których wiwatowano w każdej hali przez cały finałowy miesiąc? Z Waynem Gretzkym, którego pożegnanie obserwował cały sportowy świat? Z świętej pamięci Kobe Bryantem, który przez cały ostatni sezon niczym gwiazda rocka objeżdżał Stany Zjednoczone i pozdrawiał tłumy? Lundqvist nie dość, że stricte sportowo nie pożegnał się z nowojorską publiką, to w ogóle ostatnie mecze dla Rangers zagrał przed pustymi trybunami w bańce w Toronto w przedziwnym tworze zwanym rundą play-in. Nie tak to powinno wyglądać, oj nie…

Wybaczcie moje wzburzenie, a i pewnie skrajną stronniczość, ale dla mnie

__________________________________

Aby czytać dalej

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie. 10 złotych za miesięcznik złożony z 100 stron (średnia ilość artykułów w portalu) to uczciwa cena.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów. Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Istnieje możliwość zapłaty zwykłym przelewem bankowym. W tym celu proszę wykonać przelew na konto:

NHL W PL
Idea Bank: 84195000012006351270730001

W tytule należy podać wybrany abonament i adres e-mail. Jak tylko otrzymamy pieniądze, uaktywnimy konto. Można to przyspieszyć przesyłając nam potwierdzenie przelewu na redakcja@nhlw.pl

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni17 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni45 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni84 zł
Anuluj

14 KOMENTARZE

  1. A sam nie mógłby po prostu zejść z gaży, żeby móc skończyć karierę w NYR? Wszak krocie już zarobił. Nie jest to bynajmniej zarzut tylko sam się ostatnio zastanawiałem (chyba przez zawirowania z Messim i Barcą) czy będąc mega gwiazdą i legendą jakiegoś klubu – jak Messi czy Lundquist – zdecydowałbym się na niszczenie jednym gestem swojej legendy kosztem wyszarpania „kilku” dolarów więcej u kogoś „obcego”.

     
    • Łatwo się rezygnuje z czyichś pieniędzy. W innym klubie zarobiłby pewnie jakieś 6 mln mniej. To wciąż dla niego dużo (nie kilka dolców) i zapracował na to całym swoim życiem. Ma rodzinę itd. To normalne że nie rezygnuje się z takich rzeczy. A Messi jest dużo bogatszy 😉 Zresztą nie wiem w jakiej formule miałby zrezygnować z gaży. Nigdy o tym nie słyszałem, żeby komuś zmniejszono pensje przy już podpisanym kontrakcie (zwłaszcza na jego prośbę). To chyba nawet nie jest formalnie możliwe. Cap hit ustalony został po podpisaniu kontraktu lata temu.

       
    • Nie ma takiej możliwości. Nie wolno renegocjować zawartych umów czy jakoś ich aneksować, takie są ligowe przepisy. Jedyną opcją powrotu byłby manewr jaki kilka lat temu wykonali Capitals oddając sporą umowę Brooksa Orpika do Colorado. Avalanche następnie wykupili ostatni rok jego umowy, a Orpik po kilku tygodniach podpisał dużo lepszy dla klubu deal, bodaj na rok za 1 mln. No, ale tutaj tak oczywiście nie będzie, bo już nie mogą go oddać, a w ogóle to jakieś absurdalne, nierealne rozważania 🙂

       
  2. Świetny tekst! Mam nadzieję że klub jeszcze uhonoruje swojego króla. Już przy pełnych trybunach. Mimo wszystko szkoda. No ale pytanie do autora. Napisałeś że „i tak i nie” rozumiesz NYR. No ale gdybyś musiał zdecydować to co, jako GM, byś zrobił z Hankiem, z bramkarzami w tym sezonie (biorąc pod uwagę wszystko: zasługi, wysokość kontraktu, obecny poziom sportowy, konkurentów, stan budowy drużyny itd.). NYR nie mogli go wykupić i nie wykupić 😉

     
    • Dzięki! Na pewno godnie go pożegnają, to oczywiste. Ale tak czysto sportowo nie miał na to szansy, a to mnie boli. Co do Twojego pytania: oddawałbym Georgiewa za powiedzmy 2. i 3. rundę, takie pakiety w przeszłości chodziły za podobny format golkiperów (Bernier z LA, pierwszy przykład z brzegu). Dograłbym sezon duetem Hank-Igor, po sezonie zatrzymał go na jeszcze rocznym dealu – kto wie, może NYR już byliby gotowi na jakiś fajny, daleki run w play-off…

       
      • Ok, też myślałem o takim rozwiązaniu, choć może bardziej georgiev w jakiejś większej paczce za naprawdę dobrego, gotowego gracza na c lub ld, a nie prospecta. No ale przyznam że dla mnie to wykupienie jakoś tam akceptowalne. Choć Twój tekst świetnie oddaje wszystko to z czym ten ruch się wiąże i naprawdę szkoda króla. Pocieszam się że może jest tak oddany organizacji, że rozumie i choć trochę docenia korzyści jakie nyr uzyska. Muszę mieć o nim świetne zdanie skoro posądzam go o aż taki bral egoizmu 😉

         
  3. Ująl mnie fragment o calej Twojej historii wchodzenia w świat kibicowania Rangersom. Ujął bo zdalem sobie sprawę, ze przeszliśmy przez to niemal identycznym scenariuszem. A w takich chwilach chyba najbardziej otuchy dodaje fakt, że ktoś czuje to samo.

    Bo nawet jak czytam komentarze fanów z USA o tym jakie to jest łamiące serce to jednak mam wrażenie, że oni patrzą na to inaczej będąc tam na miejscu. Nie zarywają nocy, nie zmieniają swojego naturalnego biologicznego sposobu funkcjonowania żeby być z tą drużyną. Zanim się pojawił gamecenter nie musieli kombinować z internetowym radiem, łapaniem satelitarnych przekazów kręcąc anteną w środku nocy na balkonie, instalowaniem jakichś dziwnych programików czy zmienianiem proxy w przeglądarce żeby odpalić tnący się stream mizernej jakości.

    Lata starań i poświęceń żeby móc chłonąć te wydarzenia tak jakby się tam było. Tak żeby przestawić swoj organizm i kazać mu czuć jakby mecz o 1 w nocy był czymś zupełnie normalnym niczym dla Europejczyków piłkarska Liga Mistrzów o 20:30.

    I ciągle z wiarą. Że jeszcze zdąży, że jeszcze mu się uda, że jeszcze jest młody…że 33 lata dla bramkarza to nie to samo co dla napastnika…że okienko jeszcze otwarte, że on jest inny, że w wieku 35 lat jeszcze zaskoczy…że okoliczności są wyjątkowe, że ogra doświadczeniem tą Carolinę nawet w wieku 38 lat. Że jeszcze zostanie jako mentor i backup Shestyerkina i razem z nim wygra Puchar i to jemu pierwszemu dadzą go podnieść.

    Ta dealistyczno-romantyczna wiara dzieciaka, który 16 lat temu postanowił, że będzie kibicował Rangers. I w sumie ciągle wierzę. Że jeszcze podpisze jako backup i jeszcze podniesie ten Puchar. Bo tak, ten zawodnik jest ważniejszy niż klub w którym grał. Dlatego otwarcie przyznaję, że w przyszłym sezonie wolalbym Puchar dla Lundqvista nawet i w Devils niż Puchar dla Rangers z Shestyerkinem i Georgievem w skladzie. Bo Rangers przecież tak czy siak kiedyś jeszcze wygrają.

    Przez minione 15 lat wiele się w moim życiu zmieniało, radości, rozczarowania, światopogląd, wyznawane wartości, otaczający ludzie. Ale cokolwiek się nie dzialo zawsze o 1 w nocy świat wokół zasypial, zatrzymywał się, nikt i nic nie rozpraszalo. Cisza, spokój, 19 niebieskich bluz z regularnie zmieniającymi się nazwiskami, ja i Lundqvist.

    Pisząc to czuje się jak wariat, jak ktoś kto już przekroczył granice kibicowania czy granice fanatyzmu. Bo to już przestalo o kibicowanie chodzi, nie o to żeby te 19 niebieskich bluz wygralo lub przegralo dany mecz. To niechęć do zmian, do porzucenia czegoś z czym przez 15 lat czułeś się dobrze i bezpiecznie. To trochę jakbyś przez 15 lat oglądal mecze zawsze w towarzystwie najlepszego ziomka, który wyznaje te same wartości co ty i z ktorym swietnie ci sie przez 15 lat dogadywalo i nagle dowiadujesz się, ze juz nigdy razem meczu nie obejrzycie. Może i potem znajdujesz nowego ziomka ale jednak będziesz czuł, że to nie to samo.

    Pierwsze dlugie i wartosciowe przezycia wyznaczają i ksztaltują standardy, które nigdy nie zostaną przez kolejne podobne przeżycia doścignione właśnie z powodu niebycia tymi pierwszymi. Pierwszy pies, pierwszy poważny związek, pierwsze filmy czy muzyka w których naprawdę się zakochales. Pierwszy bramkarz Twojego klubu, który został w nim „trochę” na dłużej. Ta nostalgia i chęć przeżycia tego wszystkiego jeszcze raz, poczucia tej samej wiary.

    …że jeszcze zdąży, że jeszcze nie jest taki stary, że jeszcze mu się uda

    Ps. Sorry za mocno nawiedzony i „dziwny” wydźwięk tego komentarza. Pewnie wielu kibiców innych klubów nie zrozumie, że można było być w tę pogoń Lundqvista za Pucharem w Rangers wkręconym aż tak. Czasem sobie myślę, że Henrik sam by uznał, ze to juz jest przesada. Ale cóż, to po prostu trzeba bylo przezyc i poczuć.

     
  4. Adrianie, rozumiem Twoj gniew. Gracz pokroju HK powinien mieć pożegnanie na miarę dokonań lecz czy będzie to możliwe w najbliższym czasie nawet gdyby dograł kontrakt NY? Obecna pandemiczna sytuacja może się kotłować jeszcze kilka lat (wiem czarnowidztwo).
    Przy całym szacunku do HK i całej tej otoczki, etosu cięžko pracującego gracza na sukces, ciężko się z Tobą jednak zgodzić że HK to najlepszy bramkarz NHL ostatnich 20 lat: Brodeur 4 Vezina SC, Fleury 3 SC (no jeden jako rezerwa).
    Zresztą blask fleszy w Nowym Yorku przyćmiewa resztę hokejowego światka w USA więc o dobry PR tamże łatwiej niż na prowincji. Cień na klasę Króla Henrika kładą ostatnie słabe sezony, stąd namaściłbym go na gracza wybitnego w statystykach NYR, jednak bez SC, stąd nie geniusza jakim by go niektórzy widzieli.
    Howgh