Najdłuższy mecz tego sezonu miał miejsce w czasie przedostatniego starcia pomiędzy San Jose Sharks i Vegas Golden Knights w pierwszej rundzie play-off. Aż 91 minut i 17 sekund trzeba było czekać, aby się dowiedzieć, że „Rekiny” nie kończą przygody z play-offami, a o wszystkim zadecyduje siódmy mecz. Zwycięski gol, który zakończył żywot ekipy z Las Vegas padł po strzale Tomáša Hertla mniej więcej w połowie drugiej dogrywki. Widowisko trwało coś koło czterech godzin, czyli jakieś 60 minut dłużej niż standardowy mecz postsezonowy.

Dziesięć spotkań pierwszej rundy w tym roku rozstrzygało się w dogrywkach, ale tylko dwa przypadki wymagały rozegrania dwóch dodatkowych tercji. Temu drugiemu zabrakło zaledwie trzynastu sekund do zwycięstwa w rankingu najdłuższych spotkań fazy play-off anno domini 2019. W Waszyngtonie Brock McGinn oznajmił światu swoim golem, że w tej edycji Capitals nie obronią pucharu i będzie nowy mistrz. Jego bramka zakończyła siedmiomeczowy maraton Carolina Hurricanes ze „Stołecznymi”.

Spośród ośmiu spotkań pierwszej rundy, które zakończyły się na jednej dogrywce, w trzech przypadkach trwało to mniej niż pięć minut, ale w dwóch trzeba było pograć prawie do końca. Nashville Predators odpadli z play-offów po 17 minutach i dwóch sekundach dodatkowego czasu gry z Dallas Stars. Przed własną publicznością ich marzenia o zdobyciu pierwszego Pucharu Stanleya zakończył John Klingberg.

Jeszcze dłużej trwało pożegnanie z play-offami „Rycerzy” z Las Vegas. Po tym jak w drugiej dogrywce stracili szansę na zakończenie serii, doprowadzając tym samym do remisu 3-3, przed własną publicznością dali się wyeliminować San Jose Sharks dzięki bramce, która padła na minutę i 41 sekund przed końcem pierwszej dogrywki. Jej autorem był Barclay Goodrow.

Dla porównania w poprzednim sezonie było dokładnie o połowę mniej przypadków rozstrzygnięć zapadłych w pierwszej rundzie po dodatkowym czasie gry. Aż cztery z pięciu takich spotkań dotyczyło wtedy rywalizacji Columbus Blue Jackets z Washington Capitals, co pokazuje jak cienka linia odgradzała późniejszych mistrzów od zakończenia marzeń już na starcie fazy postsezonowej.  Za to w 2017 roku dogrywkami zakończyło się 18 spotkań pierwszej rundy.

Tegoroczny rekordzista, czyli szóste spotkanie pomiędzy San Jose Sharks a Vegas Golden Knights było długie, owszem, ale gdzie mu tam do spotkań, które prowadzą na liście najdłuższych meczów ery ekspansji. Trzeba zaznaczyć, że w dziejach całej ligi na dwadzieścia pierwszych pozycji, osiem dotyczy czasów sprzed tej ery, czyli sprzed 1967 roku. My skupimy się na czasach bardziej współczesnych, ale nie sposób nie napomknąć o pojedynkach, w których trzeba było grać aż sześć dogrywek, a tak stało się w rywalizacji Detroit Red Wings z Montreal Maroons w 1936 roku oraz trzy lata wcześniej podczas batalii Toronto Maple Leafs z Boston Bruins. Teraz pora jednak na powrót do ery ekspansji, czyli jak to wyglądało od 1967 do teraz. Zrobimy to jak na dobrej liście przebojów, czyli od miejsca piątego aż po sam szczyt.

San Jose Sharks – Dallas Stars 129 minut i 3 sekundy (4 maja 2008)

To była seria drugiej rundy. Wydawało się, że „Gwiazdy” zakończą ją bardzo szybko, ponieważ po trzech meczach miały komplet zwycięstw, ale wtedy nastąpiło przebudzenie „Rekinów”, które doprowadziły do stanu 2-3, a w piątym pojedynku swój żywot przedłużyły dopiero dzięki trafieniu w dogrywce. Stawką szóstego pojedynku, rozegranego w San Jose było dla miejscowych albo doprowadzenie do remisu, albo pożegnanie z rozgrywkami.

„Rekiny” szalały, ale trafiły na godnego rywala. Był nim Marty Turco, który zatrzymał 61 z 62 uderzeń Sharks. Kanadyjski golkiper zapisał się w annałach ósmym wynikiem najwyższej liczby obron w meczu decydującym o wygranej serii. Mecz zakończył Brenden Morrow, zdobywając swojego siódmego gola w play-offach. Stało się to w dziewiątej minucie i trzeciej sekundy czwartej dogrywki. Dallas Stars wygrali serię 4-2, po czym w tym samym stosunku ulegli w półfinale Detroit Red Wings.

W tamtej rywalizacji Sharks ze Stars aż cztery spotkania kończyły się w dogrywkach, a tylko w jednym pojedynku różnica była większa niż jedno trafienie.

Dallas Stars – Vancouver Canucks 138 minut i 6 sekund (11 kwietnia 2007)

Roberto Luongo czekał aż sześć sezonów, aby zagrać w swoim pierwszym meczu w rozgrywkach postsezonowych. Czekanie opłaciło się, gdyż debiut okazał się spektakularny. Bramkarz w trakcie siedmiu tercji popisał się 72 udanymi interwencjami. Lepszym wynikiem w dziejach ligi mogą pochwalić się jedynie Kelly Hrudey oraz Ed Belfour. Obaj obronili po 73 strzały. Pierwszy dokonał tego w 1987 roku, a drugi powtórzył ten wyczyn sześć lat później.

Hokeiści z Dallas co prawda pokonali „Bobby Lu” cztery razy w trakcie trzech tercji, ale żaden inny bramkarz w dziejach ligi nie zmierzył się z taką ilością strzałów w jednym meczu. Historyczny wyczyn golkipera rodem z Montrealu podkreślił zwycięskim golem w czwartej dogrywce Henrik Sedin, zapewniając „Orkom” pierwsze postsezonowe zwycięstwo od 2004 roku.

To blisko 140-minutowe spotkanie zapoczątkowało siedmiomeczową serię pierwszej rundy zakończonej czterema pojedynkami z jedną bramką różnicy, jak również trzema spotkaniami, w których jeden z bramkarzy zachowywał „czyste konto”. Vancouver Canucks zakończyli występy już w następnej rundzie, w której ulegli 1-4 późniejszym triumfatorom, czyli Anaheim Ducks.

Pittsburgh Penguins – Washington Capitals 139 minut i 15 sekund (24 kwietnia 1996)

Zanim nastąpiła era Sidneya Crosby’ego i Aleksandra Owieczkina, zespoły Pittsburgh Penguins oraz Washington Capitals wzięły udział w jednej z najbardziej pamiętnych rywalizacji dotyczących tych dwóch klubów. Recz działa się w pierwszej rundzie w 1996 roku. „Stołeczni” objęli prowadzenie 2-0, po czym w trzecim meczu prowadzili 2:0, ale „Pingwiny” dogoniły rywali po bramkach Jaromira Jágra i Petra Nedvěda, który w tej serii miał już na koncie cztery gole strzelone w przegranych meczach w Waszyngtonie.

Na 45 sekund przed zakończeniem czwartej dogrywki Czech z kanadyjskim paszportem ponownie trafił do bramki, zapewniając ekipie z Pittsburgha wyrównanie w serii. Penguins tak się rozpędzili, że nie dali już rywalom nic ugrać w tej parze i z wynikiem 4-2 awansowali do drugiej rundy. W niej bez problemów przeszli New York Rangers, ale w ligowym półfinale w siedmiu meczach zmuszeni byli uznać wyższość Florida Panthers.

Dallas Stars – Mighty Ducks of Anaheim 140 minut i 48 sekund (24 kwietnia 2003)

Jak widać z tego zestawienia, ekipa z Dallas jest przyzwyczajona do prowadzenia długich bojów, ale żaden nie trwał tyle co ten z 2003 roku przeciwko Mighty Ducks of Anaheim. To był pierwszy mecz drugiej rundy. W połowie spotkania „Kaczory” prowadziły 3:1, ale trafienia Steve’a Rucchina oraz Jasona Arnotta spowodowały, że potrzebna była dogrywka.

Okazało się, że nie tylko jedna. Po czterech dodatkowych tercjach wciąż nie było wiadomo, która z drużyn obejmie prowadzenie w serii. W kolejnej dogrywce Adam Oates zagrał super podanie do tyłu, do krążka dopadł Petr Sýkora i umieścił go w siatce Turco.

To spotkanie, a także następne, które zakończyło się jedną dogrywką ustawiły przebieg serii. Co prawda „Gwiazdy” odpowiadały pojedynczymi zwycięstwami, ale nie zdołały dogonić „Potężnych Kaczorów”. Zespół z przedmieść Los Angeles wygrał 4-2.

Play-offy 2003 roku w ogóle dogrywkami stały. Aż pięć spotkań zakończyło się po rozegraniu trzech dodatkowych tercji. Mighty Ducks dotarli do wielkiego finału, w którym w siedmiu meczach ulegli New Jersey Devils. Łącznie ekipa z Anaheim zmuszona była stoczyć 21 meczów, z czego dokładnie jedna trzecia kończyła się dogrywkami. Żeby tego było mało, trzy z ich pojedynków dla końcowego rozstrzygnięcia potrzebowały więcej niż jednej dodatkowej tercji.

Pittsburgh Penguins – Philadelphia Flyers 152 minuty i 1 sekunda (4 maja 2000)

Drużyny Flyers i Penguins stoczyły ze sobą wiele niesamowitych, zażartych pojedynków, ale żaden nie może się równać z tym co stało się w czwartym meczu półfinału Konferencji Wschodniej w 2000 roku. Ten maraton rozpoczął się o godzinie 19:39 w czwartek, a zakończył o 2:35 dnia następnego. To prawie siedem godzin.

Aleksiej Kowalow zdobył gola już po 142 sekundach gry, a John LeClair wyrównał dopiero w piątej minucie trzeciej tercji. Potrzeba była ponad półtorej godziny gry w dodatkowym czasie, żeby znów krążek zatrzepotał w sieci. Stało się tak po strzale Keitha Primeau i błędzie Dariusa Kasparaitisa. „Guma” przeleciała nad lewym ramieniem Rona Tugnutta i było po meczu. Zawodnicy grali już na skrajnym wyczerpaniu, dosyć mieli już sędziowie, a na trybunach niejedno oko było już zamknięte.

Obrońca Flyers Dan McGillis zagrał 61 minut i 5 sekund w tym spotkaniu, a Jágr pomógł „Pingwinom” przez 59 minut i 51 sekund. Tugnutt pomimo przegranej, obronił 70 strzałów, natomiast jego vis-á-vis Brian Boucher poradził sobie z „tylko” 57 uderzeniami. Co ciekawe jedna trzecia z 15 najwyższych wyników na liście najdłuższego czasu gry w jednym meczu pochodzi z tego właśnie spotkania.

Zwycięstwem w tym pojedynku „Lotnicy” dogonili ekipę z Pittsburgha, która wcześniej objęła prowadzenie 2-0 w serii. Flyers rozstrzygnęli na swoją korzyść cztery kolejne spotkania i awansowali do finału Konferencji Wschodniej, gdzie po siedmiomeczowej batalii ulegli New Jersey Devils, czyli zdobywcom Pucharu Stanleya w tamtym roku.