W dzisiejszej 45-minutowej audycji między innymi:

Nowa karta dźwiękowa więc tez nowa jakość wokalu Michała. Na rozgrzewce jest o pająkach z Polski, o Bolku i Lolku i o Legii Warszawa (to ostatnie szybko ucinamy, szanując słuchaczy którzy mają dosyć piłki). Później jest merytorycznie – dyskutujemy o zespołach z Wild Card. Kamil proponuje stworzenie rankingu na to, który z nich ma potencjalnie największa szansę na coś więcej niż krótki akcent w play-offach

Dużą część audycji zajmuje też dyskusja o klątwie ciągnącej się za Presidents’ Trophy, które w tym sezonie przypadło Lightning. Przywołujemy przykłady z przyszłości, popisujemy się kompletna nieznajomością matematyki i nie zgadzamy się w fundamentalnych kwestiach. Na koniec grzebiemy głębiej, próbując znaleźć powody dla których faworyci tak często przegrywają z outsiderami w fazie pucharowej.

DARMOWY FRAGMENT:

__________________________________

Aby czytać dalej

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie. 10 złotych za miesięcznik złożony z 100 stron (średnia ilość artykułów w portalu) to uczciwa cena.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów. Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni15 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni39 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni72 zł
Anuluj

11 KOMENTARZE

  1. Z ciekawości popatrzyłem jak wyglądają statystyczne szanse zdobycia pucharu w zalażności od pozycji w tabeli po sezonie zasadniczym.

    Jak już wspomnieliście, najlepsza drużyna wygrywała play-offs 8 razy. To aż dwa razy więcej niż następni na liście – pozycje 3 i 4 w tabeli całej ligi.

    Oto całe zestawienie:

    Pozycja w tabeli – ilość pucharów
    1 – 8
    2 – 3
    3 – 4
    4 – 4
    5 – 2
    6 – 3
    7 – 3
    8 – 0
    9 – 1
    10 – 2
    11 – 0
    12 – 0
    13 – 1
    14 – 0
    15 – 0
    16 – 0

    Jak widać, jest wyraźny lider, potem grupa pościgowa do siódmego miejsca. Grupa pościgowa wyrównana ale nie bardzo wyrównana. Widać niewielką różnicę piędzy pierwszą a drugą trójką.

    Potem to już jakis błąd statystyczny.

    Czyli najlepiej być w czołowej dwójce swojej konferencji, ewentualnie w czwórce, niewielka różnica. Można wysnuć wniosek, że im więcej razy ma się przewagę własnego lodu, tym lepiej. Będąc wyżej w tabeli trafia się na słabszych rywali, którzy nie zmęczą za mocno przed decydującymi bojami. Ma to wszystko też oczywiście związek z tym, że im drużyna wyżej, tym lepsza generalnie jest.

     
    • O, super robota. Konkretnie i merytorycznie potwierdziłeś nasze słowa, że klątwa Pucharu Prezydenta to jakiś mit. Przy okazji obalasz jeszcze jeden, z lubością powtarzany przez wiele osób: “make the playoffs and anything can happen”. A gówno prawda, żadne anything, gdyby nie Kings z 2012 okazałoby się, że nikt spoza top-10 nie wygrał Stana.

       
      • Nie chce ubierać tego w słowa klątwa, raczej wróciłbym tutaj do porównania skali trudności. Chętnie zobaczyłbym lub sam stworze porównanie tego co zrobił Kapitan jeśli chodzi o NHL do tego co na tej samej przestrzeni czasu stało się w NBA, NFL czy MLB. Założę się że tam absolutne “jedynki” w play-offach sięgały po mistrzostwo zdecydowanie częściej.

        Żadne to Voodoo, czary ani nie urok rzucony przez czarownice, po prostu specyfika hokeja, za który go też kochamy. Można jednak śmiało otworzyć dyskusje, czy skoro hokej jest tak dużo “trudniejszy” dla faworytów w fazie play-off, to czy nie warto by tych najlepszych zespołów w regular season nagradzać czymś więcej niż tylko własnym lodem w 1,2 i 7 meczu każdej rywalizacji. Pomysł na tekst masz gotowy Adrian jak coś 🙂

         
        • W MLB jest chyba najbardziej losowo.

          W NFL najmniej. Tam naprawdę rzadko zdarza się, że ktoś spoza pierwszej dwójki w konferencji wygrywa Super Bowl. Ważnym czynnikiem jest to, że czołowa dwójka ma tydzień przerwy i gra jeden mecz mniej w play-off (wtedy wystarczą 3 me3cze do mistrzostwa, nie 4 😉 ). Ten tydzień jest zbawienny jeśli chodzi o leczenie mniejszych urazów i przyracanie kluczowych graczy do gry lub lepszej formy.

           
  2. NBA:

    1 – 16
    2 – 6
    3 – 6
    4 – 1
    5 – 2
    6 – 1
    7 – 0
    8 – 0
    9 – 0
    10 – 0
    11 – 1
    12 – 0
    13 – 0
    14 – 0
    15 – 0
    16 – 0

    Jedyny wyskok to Houston w roku 1995. Poza tym trzeba być w ścisłym czubie tabeli.

     
    • No i tutaj już wychodzi potęga “jedynki”. Mistrzów rundy regularnej nie są w stanie przebić nawet wspólnie pod względem tytułów pozycję 2-3-4-5-6-7-8-9-10. Dopiero dodając do ich dorobku ten jeden wyskok Houston mamy do czynienia z przewagą “reszty” ponad “jedynką” 16-17. Tymczasem w NHL jedynka przebija tylko wspólne “siły” pozycji 2-3, gdy dodamy dorobek czwórek już jest to po stronie “reszty”. Bzdurki ale całkiem ciekawe.

       
  3. NFL:

    1 – 5
    2 – 9
    3 – 5
    4 – 5
    5 – 1
    6 – 0
    7 – 2
    8 – 2
    9 – 2
    10 – 0
    11 – 2
    12 – 0

    Tu to faktycznie “byle do play-off”, a potem wszystko zdarzyć się może.
    W porównaniu do pozostałych przedstawionych lig jest kilka podstawowych różnic:
    – jeden mecz tylko w play-off – tco wprowadza większą losowość, która podbija troszeczkę szanse niżej rozstawionych;
    – bardzo płaska tabela – drużyny mają bardzo zbliżone bilans więc siłą rzeczy różnice pomiędzy drużynami teoretycznie oddalonymi od siebie o kilka miejsc mogą być prawie żadne;
    – bardzo krótki sezon, tylko 16 meczy – 6 meczy gra się ze swoja dywizją (kiedyś było trochę inaczej ale nie na tyle żeby osobno to rozpatrywać), więc jeśli ktoś ma silna dywizję, to nabije mniej zwycięztw niż słabsza ekipa w gorszej dywizji; 4 mecze gra się z dywizją we własnej konferencji i 4 z dywizją w drugiej konferencji – podobne wnioski co przed chwilą ;
    – dwa pozostałe mecze w sezonie sa tworzone dla wyrównania szans – poprzedni zwycięzcy dywizji grają z innymi zwycięzcami dywizji, drugi z drugim, itd. – silne drużyny z automatu mają trudniej.

    Podsumowując – często zdarza się, że najlepsza ekipa nie ma najlepszego bilansu.

     
  4. Nie ma ,,klątwy”, jest za to presja psychiczna, która często (prawie zawsze) towarzyszy zdobywcom 1 miejsca po sezonie regularnym. Wszyscy oczekują, że ,,skoro tak rozjechali wszystkich w RS, to w PO też bez problemu sobie poradzą”. Na niektórych rynkach, gdzie są obecni psychofani, a prasa nie wytrzyma nawet dnia bez napisania czegoś na temat drużyny (szczególnie w Kanadzie), w/w ,,wkładają im koronę przed koronacją”, a to wręcz paraliżuje.
    Tu słuszna uwaga, że potrafi zdecydować dyspozycja tygodnia: bramkarz na fali czy jakiś strzelec, któremu nagle wszystko wchodzi.

     
  5. Coś czuję że Carolina powiezie Capitals, pod warunkiem że nie będzie tak jak wspominał Adrian, że to sam awans do PO po 10 latach ich zadowoli.
    A tymczasem na zachodzie (stan na godz 5:55) to Vegas spadają na dzikusa a nawet nikt tego nie brał pod uwagę. W ogóle z zachodem mam spory problem aby wskazać tam faworyta. Strasznie wyrównana 8, nie będę nawet zdziwiony jak Calgary poleci w pierwszej rundzie, chociaż szanse na to były by większe gdyby rywalem był ktoś inny niż Avalanche. Wychodzi na to że kto złapie najlepszą formę w najbliższym tygodniu/tygodniach zagra w finale.