Każda epoka hokeja dysponuje własnymi elementami charakterystycznymi. Swego rodzaju symbolami, wyróżniającymi ją od pozostałych epok. Pewnie z uwagi na przywiązanie do barw klubowych, wyselekcjonowane przez pewnych kibiców „znaki firmowe” NHL byłyby nieco tendencyjne – fajnie jest przecież mieć świadomość tego, że coś związanego z lubianą przez nas ekipą będzie wspominane latami ze względu na swoją unikalność.

Kilku „wizytówek” ligi nie sposób jednak podważyć, niezależnie od drużyny którą wspierasz. W pierwszej kolejności winniśmy być bowiem entuzjastami hokeja, NHL i jej piękna, a dopiero później sympatykami poszczególnych organizacji.

To mogą być konkretne postaci, zachowania, gesty, zagrania, sploty zdarzeń, kuriozalne sytuacje – spektrum jest szerokie i nie ma ograniczeń.

W trwającym milenium znalazłoby się ich równie sporo, co w poprzednich dekadach. W losowej kolejności, na szybko, z głowy: Zdeno Chara sam w sobie, jako ponad dwumetrowy gigant o zadziwiająco wysokich umiejętnościach oraz jego atrybut w postaci najmocniejszego na świecie strzału w konkursie na All-Star Game; Oilers wybierający rokrocznie z numerem jeden i nie osiągający żadnego sukcesu (symbol nie zawsze jest nacechowany pozytywnie); bracia Sedinowie jako drugi najlepszy rodzinny duet w historii (choć tak po prawdzie w moich oczach liderują – para Wayne i Brent Gretzky w ogóle nie powinna się liczyć ze względu na to, że Brent do monumentalnego dorobku brata dołożył całe 4 punkty, a braci Sutter było chyba łącznie z siedemdziesięciu, podczas gdy naszych słynnych Szwedów tylko dwóch); Sidney Crosby w roli „następcy” The Great One; Connor McDavid przejmujący pałeczkę najlepszego gracza NHL po latach panowania #87; wielka nagonka na świetnie opłacanego Scotta Gomeza, który w 50 kolejnych meczach nie był w stanie zdobyć gola (strzelił w 51, po prawie 18 godzinach spędzonych na lodzie – dokładając do tych cyfr 21 spotkań opuszczonych przez kontuzję, w identycznym wymiarze Steven Stamkos zdążył ich wpakować.. 48); magia Daciuka; Lidstrom seryjnie wygrywający Norris Trophy; Sean Avery doprowadzający wszystkich do furii; nieśmiertelny Jaromir Jagr; niezrównany Martin Brodeur; Patrik Stefan nie trafiający do pustej bramki; Puchar Stanleya dla Hurricanes w 2006 roku, a następnie 12 lat z tylko jednym udziałem w play-offach; Jonathan Bernier opisujący Nelsona Mandelę jako wielkiego sportowca;

Mam pełną świadomość pominięcia całego mnóstwa innych, pewnie i nawet bardziej znamiennych dla ostatnich kilkunastu lat w historii NHL postaci czy zdarzeń. Sporządzenie przynajmniej w założeniach kompletnej listy to materiał na osobny artykuł.

W ścisłej czołówce umieściłbym Aleksa Owieczkina. Nie z uwagi na prywatne preferencje. W końcu ustaliliśmy – najpierw hokej, później widzimisię. Rosjanin zwyczajnie jest jedną z ikon tego sportu i tylko ignorant nie zgodzi się z tym stwierdzeniem.

Gdyby kazać każdemu, kto interesuję się rozgrywkami NHL, zamknąć oczy i przywołać w wyobraźni pierwsze skojarzenie związane z Owieczkinem, chyba prawie każdy obserwowałby dokładnie ten sam „film” – gracz z numerem #8, stojący w lewym kole wznowień (ewentualnie tuż przed albo za nim) i oddający strzał „z klepy” w trakcie gry w przewadze, zakończony bramką. Historycznie, moglibyśmy dorzucić oszałamiającego gola przeciwko Kojotom i wzniesienie w górę Pucharu Stanleya.

Po przeprowadzeniu jakiegoś głosowania, najpewniej wygrałoby „firmowe” uderzenie The Great 8.

Fenomen pewnych zjawisk nie zawsze da się w pełni wytłumaczyć. A maniakalne próby znalezienia rozwiązania niczemu nie służą.  W tych paru linijkach postaram się – na tyle na ile mogę – wyłożyć, co stoi za sukcesem Rosjanina i dlaczego od 14 lat nikt w NHL nie znalazł na niego recepty.

Strzał

Zostawmy póki co schematy gier w przewadze oraz partnerów na lodzie. Przez grubo ponad dekadę ten topowy unit PP zmieniał się przecież wielokrotnie, a Aleks nie zwalniał tempa.

Wychowanek Dynamo Moskwa operuje być może najlepszym strzałem w historii tego sportu, a na pewno najlepszym od czasu, kiedy pojawił się w lidze. Można mieć idealnie wymierzony celownik, jak choćby David Pastrnak, można mieć moc Brenta Burnsa, ale ciężko połączyć jedno z drugim.

Bramkarz Sabres, Carter Hutton, twierdzi, że gdy krążek idealnie wpadnie mu na łopatkę kija – szanse na obronę są dosłownie minimalne.  Jego slapshot generuje zbyt wiele mocy, dzięki czemu często nawet poprawnie ustawiony goalie nie zatrzyma gumy, która prześlizgnie mu się pod pachami albo pomiędzy nogami.

Inny specjalista – Henrik Lundqvist – ratunek dla siebie i swoich kolegów po fachu widzi w przyjęciu odpowiedniej pozycji i agresywności, błyskawicznym reagowaniu, nie chowaniu się w bramce. Wtóruje mu między innymi Luongo.

Kapitalnie się o tym opowiada, nieco mniej wspaniale wprowadza w życie, ponieważ Aleks jest jeszcze szybszy. Quick release Owieczkina to coś fascynującego. Mamy w NHL innych graczy umiejących oddać strzał w mgnieniu oka, jednak nikt nigdy nie mógł, nie może i prawdopodobnie nie będzie mógł z nim konkurować, pod względem szybkości posłania strzału, A ZARAZEM skumulowania w nim tak bestialskiej siły. Nie ma takiej możliwości. W przypadku uderzenia z klepy zostaliśmy już do tego przyzwyczajeni, natomiast trzeba pamiętać, iż ze swojego ulubionego miejsca mnóstwo goli zdobył po snapshotach albo uderzeniach z nadgarstka, czyli w teorii tych „wolniejszych”. Ta zdolność powala mnie o wiele bardziej, niż potężne slappery, którymi zachwyca się świat. Jak to możliwe, że mając łopatkę w odległości kilkunastu centymetrów od krążka, adresuje go w kierunku bramkarza z taką siłą, jakiej wielu nie wytworzyłoby uderzając go i biorąc przy tym pełny zamach? Materiał video poniżej doskonale obrazuje to, o czym mówię.

Nie koniec atrakcji związanych ze strzałem. Owieczkin potrafi go.. podkręcić. Zauważcie, że krążek po jego rakietach niezwykle często wyprawia straszne cuda w powietrzu, a nieraz i tuż przed samym bramkarzem. Stąd mylne wrażenie, o którym wspomina wielu z nich:

Okej, widzę ten krążek, tym razem się uda.

– Aj, jednak nie dzisiaj.

Można w pewnym stopniu odnieść to do baseballu i podkręconej piłki. Przy czym tam pałkarz stoi w miejscu, a w hokeju bramkarz jest w ciągłym ruchu. I teraz wyobraźcie sobie, że macie ułamek sekundy, aby zająć odpowiednią pozycję, a na deser krążek nieco zmieni swoją parabolę. Zwariować można.

Na sam koniec zostawiłem najprawdziwszy diament, czyli oszałamiającą umiejętność oddania morderczego strzału bez względu na towarzyszące mu okoliczności.  To trzeba mieć zapisane w genach, praktykowanie na niewiele się zda.

Owieczkin bezwzględnie wykorzystuje sporą część mierzonych podań – fakt powszechnie znany. Niewielu z nas zwraca uwagę na detale, a one odgrywają kluczową rolę. Widzimy kij hokejowy uniesiony w górę, a następny kadr stanowi już Ovi cieszący się z gola.

Otóż Aleks nie zawsze dostaje takie podanie, jakie chciałby dostać. I tutaj właśnie skrywa się ten diament – kapitan Waszyngtonu w sobie tylko znany sposób umie skierować krążek do bramki po niechlujnym, niedokładnym lub zbyt mocnym dograniu (musi się wtenczas nienaturalnie przemieścić, odchylić), a nawet wtedy, gdy krążek porusza się w sposób podobny do maleńkiej opony samochodowej albo podskakuje! Niespotykana zdolność. W sytuacjach, w których #8 bez namysłu strzela i zdobywa gola, 85% graczy najpierw spróbowałoby opanować „dziki” krążek, a dopiero później rzucić wyzwanie bramkarzowi. Może z 10% wystrzeliłoby od razu, posyłając gumę gdzieś na wysokość trzeciego piętra, a wśród pozostałych 5% znalazłby się jakiś szczęśliwiec, który ten tańczący krążek byłby w stanie ulokować we właściwym miejscu, czyli w bramce. Dla całej ligowej stawki wyzwanie nie do zrealizowania, dla Aleksandra Wielkiego chleb powszedni. Video poniżej stanowi jedno z wielu potwierdzeń – krążek rzucony pod nogi, zupełnie niewygodna pozycja, a #8 zdobywa gola – w dodatku bez żadnej zasłony (choć w używaniu obrońców jako zasłony podczas swoich uderzeń skrzydłowy Caps ponownie wygrywa plebiscyt).

Prawdziwy Atleta

Nagłówek

__________________________________

Aby czytać dalej

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie. 10 złotych za miesięcznik złożony z 100 stron (średnia ilość artykułów w portalu) to uczciwa cena.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów. Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni15 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni39 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni72 zł
Anuluj