Rezygnacja z Briana Elliotta jest co najmniej dziwne zważywszy, że zaliczył on sezon życia. Mimo oddechu na plecach autorstwa Jake’a Allena, Brian pozostał jedynką w Blues i szczerze mówiąc, rozważanie jego transferu było moim zdaniem lekkomyślne. Ale stało się i do Calgary prosto po drafcie poleciał świetny bramkarz Blues. Jakim cudem?

1. Będziesz grał z jedynką bardziej, niż Sylwester w polskiej telewizji.

el2-300x204teraz 42 spotkania – w zeszłym sezonie 46. To tylko lekka nadwyżka dająca Kanadyjczykowi miano jedynki. Ale w St.Louis panowała klęska urodzaju dobrych bramkarzy i wiedzieli tam, że nie mogą posadzić Allena na ławce i dac mu 15-20 spotkań na sezon. Nie mogli tak postąpić z żadnym z nich. 31-letni Kanadyjczyk ma ostatnią szansę w karierze, by drugi bramkarz służył mu jako urządzenie do odpoczynku a nie element stałej konkurencji, która zdawała się nie mieć końca.

W Calgary zagrożeniem dla Elliotta będzie Ortio i Ramo. To tak jakbym powiedział że zagrożeniem dla Mariusza Pudzianowskiego będę ja i naczelny. Elliott bardzo mądrze wyczuł okazję do tego, by móc stać się następcą wielkiego Mikki Kiprusoffa, który swoją drogą również zmienił barwy z Sharks na Flames by wykorzystać szansę i zapisać się w historii ligi jako ten, który grał więcej niż nie grał.

2. Ilu znasz chłopaków, którzy od 5 lat są z dwiema dziewczynami?

No właśnie – ja też żadnego. Blues nie mogliby zatrzymać dwóch bramkarzy na podobnym poziomie – w końcu stracili by obydwóch. Nie można powiedzieć że Allen wygrał tę walkę. Po prostu nikt jej nie przegrał. Zwycięzcami całej tej afery są Flames, którzy moim zdaniem za Elliotta, oddając 2 rundę draftu i warunkowy wybór w trzeciej oddali parę skarpetek, starą gaśnicę i dwie renty polskiej emerytki za Bentleya.

Elliott nie miał problemu z transferem, i jeszcze przed draftem powiedział włodarzom Blues, że nie ma nic przeciwko zmianie scenerii. I nic dziwnego. To świetny bramkarz, o fenomenalnej osobowości, który broni się tym jak broni, a nie tym co mówi w wywiadach czy programach w których występuje (bo nie występuje). Ma zdecydowanie zbyt mało rozegranych spotkań jak na swój wiek i umiejętności ale.. jeszcze kilka lat temu nie dawał mu nikt szans na taką karierę.

3. Dlaczego nie Allen ?

Jestem przekonany, że zdesperowany Menadżer Flames wpadł z buta do kanciapy z napisem „Blues” uzbrojony w górę hajsu, wyborów w drafcie, dziewczyn na telefon i cygar i zarządził negocjacje o najlepszego bramkarza, jakiego mają w St. Louis. Elliott jest sprawdzony – minimalnie bardziej niż Allen i to czyni go atrakcyjniejszym. Po drugie, Elliott również powiedział, że za rok, gdy skończy mu się kontrakt, nie będzie odwalał Bena Bishopa i nie zażąda kontraktu na 49 lat za 45 milionów za sezon a do tego bilet na księżyc, prenumeratę Strażnicy i książkę Krzysia Ibisza.

Elliott ewidentnie jest po prostu głodny gry, a w Calgary oddadzą mu za żonę córkę GMa i całe królestwo jeśli tylko on wybawi ich z tarapatów w jakich się znaleźli. Dość powiedzieć, że desperacko do drużyny dostał się 39-letni Nicklas Backstrom który nie grał kilka lat z powodu kontuzji. Tak bardzo Flames potrzebowali kogoś kto złapie jakiś krążek i nie będzie to święto narodowe.

// Autor: Michał Kolasiński

Trzy grosze od Michała Ruszela

Screen Shot 07-27-16 at 04.36 PM

Elliott to bramkarz, który przez całą karierę musiał o coś walczyć. Najprostszy dowód na to to fakt, że przez ostatnich pięć lat ani razu nie wystąpił w więcej niż 45. spotkaniach. Teraz być może po raz pierwszy dostanie "coś" za darmo. Już na wejściu do Flames będzie przecież bramkarzem numer jeden, bez jakiejś większej presji ze strony backupa, bez rywalizacji. Jak spisze się w takim położeniu? To najciężej przewidzieć. Kiedy musiał walczyć o miano najlepszego w drużynie zazwyczaj okazywał się dobrym goalie. Miał swoje wzloty i upadki, ale ani jedna ani druga tendencja nigdy nie trwała zbyt długo.

Największą wartością Elliotta jest regularność. Przez wspomnianych już pięć ostatnich lat w NHL jest tylko jeden inny goalie, który zagrał ponad 150 razy i prezentował większy procent wyłapanych krążków. Jest nim chwalony przez większość ekspertów Cory Schneider. Ci sami fachowcy zdają się lekko nie doceniać Elliotta, który przecież idealnie wpisuje się w potrzeby Flames i ma za sobą "życiówkę". Tylko on zanotował 93% udanych interwencji startując w więcej niż 20. grach sezonu zasadniczego. Być może chodzi o spojrzenie sięgające drugiej czy trzeciej rundy play-off i rzeczywiście wtedy ten golkiper nie ma do zaoferowania "przeszłych" sukcesów. W sytuacji Płomieni trzeba jednak póki co mówić o potrzebie powrotu do samej rundy pucharowej, a dopiero później martwienie się o uzyskiwane w niej wyniki.