“Gram w hokeja bo mam do tego talent, nie dlatego, że lubię hokej”. Ta złota sentencja przylgnęła do niego na dobre. Wybór w drafcie który miał być pewny jak tsunami w Azji, grał w NHL wręcz z łaski. Wdarł się do ligi przebojem… ale przebojem opisującym jego wylot z federacji powinien być utwór “Lece bo chcę”.

Alexandre Daigle typowany był na następcę Mario Lemieux. Już na starcie jego pierwszy pracodawca w NHL – Ottawa Senators – dał temu poważny wyraz. Daigle zarobił rekordową sumę za pierwszy kontrakt w historii ligi – ponad 12 milionów dolarów za 5 lat. Legendy głoszą również, że nie istniejący dziś klub Quebec Nordques był gotów oddać wielkiego Petera Forsberga w zamian za prawo wyboru “Kanadyjskiej Supergwiazdy”. To był 1993 rok.

Pierwsze trzy sezony lata jego gry można opisać dość brutalnie – dupy nie urwało. 51 punktów to jego maksymalny wynik w czasach, gdy 100 punktów nie było barierą dźwięku dla hokeisty, a wielopunktowe zdobycze młodych gwiazd były częste, jak uczucie pieczenia po wakacjach w Tajlandii.

Zawodnik nie ukrywał również, że nie podobał mu się fakt konieczności rywalizacji z ówczesną gwiazdą Senators – Aleksiejem Jaszinem. Rosjanin bił Kanadyjczyka na głowę, a Senators mimo o kombinowali jak zatrzymać Daigle’a. Pomysł iście genialny – to tak jakby Magda Gessler powiedziała że nie lubi TVN, co zaowocowałoby zamknięciem TVN. 26 bramek w sezonie było jego rekordem. Tu skończyły się jego ambicje związane z NHL, a zaczęły ambicje związane z życiem celebryty.

Życie z gwiazdami

Do 25 roku życia Daigle pograł jeszcze m.in. dla Rangers i Flyers. Już wtedy skarżono się, że Kanadyjczyk nie przykłada się na treningach – na które zresztą często się spóźniał. Nonszalancko przyznawał, że hokej nie jest jego największą pasją i nie stanowi dla niego motoru napędowego w karierze. Mając 25 lat Daigle zdecydował, że jego życie powinno toczyć się między gwiazdami, splendorem, kamerami i sztucznymi cyckami.

Daigle nie grał od 2000 do 2002 roku. w tym czasie oddał się grze w “lidze piwnej” (amatorskiej lidze hokeja) w Los Angeles – gwiazdy NHL takie jak Eric Lindros czy Aleks Jaszin zamienił na gwiazdy kina jak Gooding Junior, z którym grał w drużynie w LA. Daigle spełnił również marzenie mojego dzieciństwa – umawiał się z Pamelą Anderson-Lee w czasach, gdy jej uśmiech nie powodował u niej rozstępów na plecach. Nasza gwiazda stworzyła również agencję eventową, która po 1-2 zleceniach okazała się równie potrzebna w USA, jak amerykańskie silniki samochodowe w Polsce.

A pogram sobie jeszcze w NHL… a co!

Problemy finansowe i nieudane (szok!) pożycie z gwiazdą Słonecznego Patrolu spowodowały, że miłość do hokeja odżyła w nim, jak miłość Ewy Minge do botoksu. Daigle załapał się do Pittsburgh Penguins – skąd szybko powrócił do AHL… jego agent wybłagał następnie angaż zawodnika w Minnessota Wild, gdzie Daigle radził sobie zaskakująco dobrze.

Niestety, podczas gdy inni zawodnicy próbowali iść za ciosem w momencie sukcesu, Daigle od razu osiadał na laurach i zakładał, że jego wrodzony talent będzie grał za niego. Szybko okazało się, że w NHL Alexandre jest równie mile widziany, jak choroba weneryczna w klasztorze. Bardzo udane kilka lat Daigle miał w lidze szwajcarskiej, gdzie poustalał kilka personalnych rekordów, które nie obeszły nikogo poza nim samym.

Najgorsze wiekopomne cytaty

Daigle zostanie zapamiętany w trojaki sposób. Po pierwsze – numer jeden draftu, który miał wpędzić Mario Lemieux w kompleksy, a Jaromira Jagra doprowadzić do myśli samobójczych – a który w praktyce nigdy nie zdobył więcej niż 26 bramek a hokej obchodził go równie mocno co Peję nowy album Tedego.

Po drugie – autor werbalnej masturbacji na myśl o własnym talencie i wykorzystywania go “z nudów” i z braku innego pomysłu. To Daigle powiedział “W hokeja gram bo mam do niego naturalny talent, nie dlatego że go kocham”.

Po trzecie – brutalne, ale często prawdziwe stwierdzenie “Cieszę się że zostałem wybrany z numerem jeden, bo numeru dwa nikt nie pamięta”. Czy Daigle ma rację? W 90% przypadków tak. Aczkolwiek wolałbym być wybrany i zapomniany jako numer dwa, niż wybrany z jedynką i zostać zapamiętanym jak bohater artykułu – rozpieszczony, leniwy zazdrosny dzieciak bez ambicji.