Chyba najistotniejszy temat w ekipie Hurricanes oprócz byłego kapitana Erika Staala – to właśnie być albo nie być Cama Warda. Kanadyjski bramkarz od ponad dekady gra dla Hurricanes, których ładnych kilka lat temu zaprowadził po Puchar Stanleya – czego nie spodziewał się absolutnie nikt. Ward zostaje w Carolinie.

Ile to kosztuje?

Ward zostaje w ekipie Hurricanes na kolejne 2 lata. W najbliższym sezonie zarobi 3.2 miliona dolarów, w kolejnym 3.1 miliona dolarów. Plasuje go to na 26 miejscu jeśli chodzi o zarobki bramkarzy. Warto tu nadmienić, że Ward obniżył swoją gażę o połowę – jego normalna stawka roczna wynosiła ok. 6 milionów dolarów. Od samego początku Ward deklarował chęć pozostania w ekipie, której w 2006 dał najwyższej trofeum a sam zdobył przy okazji Conn Smythe Trophy – nagrodę dla najlepszego zawodnika fazy pucharowej.

Co jest w zestawie?

ward2W zestawie znajdziemy 32-letniego weterana reprezentującego barwy Hurricanes od ponad dekady. Ward jest wciąż w dobrej formie i mimo większej niż kiedyś kontuzyjności, jest wciąż w stanie grać na wysokim poziomie. Jego aktualny rywal w bramce- Eddie Lack – nie okazał się tak oczywistym pewniakiem, jak zakładali to włodarze Canes i Ward może okazać się dużo bardziej potrzebny niż sądzono.

Dlaczego on?

Fani Carolina Hurricanes kłócą się niesamowicie na temat kontraktu Warda, oraz jego pozostania w klubie. Już w trakcie sezonu zdania kibiców były bardzo podzielone. Jedni winią go za słabą postawę klubu, inni upatrują w nim ciągle szansę na wielki powrót ekipy do wielkiej formy z przed 10 lat.

Prawda jest jednak bardzo brutalna. Hurricanes to jedna z najsłabszych drużyn ligi. Ale to nie koniec. To drużyna o praktycznie najmniejszej bazie fanów i sporych problemach finansowych. Kilka dni temu Gary Bettman musiał na konferencji prasowej zapewniać, że ekspansja ligi do Las Vegas nie będzie polegać na przeniesieniu tam drużyny ze Stanu Huraganów. Problemy na samej górze i rodzinne wojny włodarzy Hurricanes również nie czynią tej druzyny bardziej atrakcyjnę.

W efekcie, Canes nie mogą liczyć na to,że zbyt wielu dobrych bramkarzy będzie bić się o miejsce w ich składzie. Tym sposobem, Ward wydaje się idealną opcją na przeczekanie do lepszych czasów. Oprócz Erika Staala – Ward jest jedynym zawodnikiem Canes, który otwarcie deklaruje chęć grania w tej ekipie tak długo, jak to tylko możliwe.

Trzy grosze od Michała Ruszela
Czarę goryczy w kontrowersyjnej sprawie "dać czy nie dać" kontrakt Wardowi miał przelać zakończony sezon, w którym słaba postawa goalie (tylko 90.9 procent udanych interwencji - 32 miejsce wśród bramkarzy NHL) zbiegła się z kończącym się porozumieniem kontraktowym. Sezon wcześniej 30-latek miał niemal identyczną skuteczność interwencji wynoszącą 91 procent, ale także znajdował się pod tym względem poza TOP30 bramkarzy ligi. To za słabo, żeby Hurricanes z nim ruszyli do przodu i chociaż zbiera się u nich na prawdziwy Huragan talentów, a ich obronę chwaliliśmy parę razy w sezonie zasadniczym . Pamiętajmy że w obwodzie mają jeszcze Eddiego Lacka chociaż jego występy licząc obrony w 5on5 były jeszcze gorsze niż Warda - łącznie przedstawiciele bramkarskiego fachu Hurricanes zanotowali 91.5 procent obron więc przedostatnią w lidze tylko przed Calgary Flames i ich 91.1 procent. Wynikiem tej umowy wydaje się przede wszystkim brak dużych nazwisk na rynku wolnych agentów (James Reimer, Carter Hutton, Al Montoya) i niewiara menadżmentu w przeprowadzenie jakiejś udanej wymiany. Ward jako opcja na przeczekanie i modlenie się o w międzyczasie poprawę Lacka nie jest najgorszym wyjściem ale może spowolnić rozwój całego klubu. Z 43 bramkarzy którzy w ramach ostatnich czterech kampanii grali więcej niż 4 tysiące minut w 5na5 gorszy procent blokowanych strzałów mieli tylko Ben Scrivens i Jewgienij Nabokow. Obu panów już albo nie ma w tej lidze (Nabokow) albo nikt nigdy nie da im już pozycji jedynki a nawet z rolą backupa będą dylematy (Scrivens). Ward jako starter też prawdopodobnie powinien już w niej nie istnieć.