Jeden z największych festiwali muzycznych w Polsce reklamował się hasłem „bez Ciebie nie gramy!”. Gdyby któraś z drużyn-bohaterów go artykułu przejęłaby to hasło i traktowała je poważnie, od kilku lat czekała by w kolejce po darmowy ciepły posiłek. TOP5 najczęściej odrzucanych przez zawodników drużyn przy okazji transferów czas ogłosić.

5. Toronto Maple Leafs

al1Jest to dla mnie mimo wszystko niespodzianka, gdyż w NHL gra całkiem sporo niedawnych fanów tej drużyny. Legendarna Kanadyjska ekipa, która miała w swoich szeregach takie postacie jak Mats Sundin, Curtis Joseph cz Tie Domi, teoretycznie ma się czym reklamować. Dodatkowo, Toronto to nie miejsce, w którym można narzekać na nudę. Co więc odpycha zawodników od Klonowych Liści?

Najpewniej wieloletnia polityka klubu polegająca na sukcesywnym biciu wszelkich rekordów porażek w każdym możliwym aspekcie gry w hokeja.  Podobno obecnie zespół jest w fazie przebudowy, ale kibice Leafs słyszeli już kilkukrotnie tą śpiewkę, i chyba przestali wierzyć.. podobnie jak zawodnicy. Ambitni hokeiści żądni sukcesów omijają Toronto, jak dresiarze biblioteki.

4. Buffalo Sabres

al5Wszystko wskazuje na to, że tutaj również elementem decydującym jest postawa zespołu. Nic nie działa tak odstraszająco na zawodników, jak transfer do drużyny, dla której czasami wygranie  15 spotkań w sezonie to juz całkiem niezły wynik.

Czasem ciężko uwierzyć, że jest to ta sama drużyna, która walczyła w finale Pucharu Stanleya mając w szeregach Dominika Haska, Michela Pece czy Curtisa Browna i Miro Satana. Od kilku lat Szable są cieniem czegokolwiek, czym byli wcześniej, a wpakowanie medialnej artylerii w Jacka Eichela było przedwczesne i bezsensowne. Utrwalona reputacja drużyny trochę lepszej od Oilers nie stanowi magnesu na dobrych zawodników – raczej na takich, którzy nie są w pozycji do wybrzydzania.

3. New York Islanders

al2Awans z miejsca czwartego Islanders zawdzięczają dramatycznemu finałowi przenosin z Long Island do Brooklynu. Teoretycznie jest to zmiana na plus, bo Islanders i tak mieli się przenosić, a nowa hala jest jedynie 35 minut drogi pociągiem dalej…. ale to nie jest „tylko”. To odległość która kosztuje cała masę fanów, którzy nie mogą sobie czasowo pozwolić na turystykę kibicowską kilkadziesiąt kilometrów od Long island.

Wyspiarze mają aktualnie najgorszą frekwencję meczową w historii własnego klubu, i „królują” w tej statystyce ponad wszystkimi innymi drużynami w tym sezonie. Ekipa kojarzona niestety z wieloletnią już tradycją porażek z przerwami na niemal przypadkowy awans do Playoff, nie jest dobrą partią. Co więcej, jeśli ma się wybór, to czy naprawdę cce się grac w hali, gdzie upadek krążka na lód roznosi się echem po pustych trybunach?

2. Winnipeg Jets

al4Pełna hala, nowe nadzieje kibiców i naciągana, ale zawsze, ciągłość historyczna z Winnipeg Jets, którzy w 20 lat temu przenieśli się do Arizony. Krzyczące trybuny i nowe życie nadane wiecznie pokonanej ekipie Atlanta Thrashers powinny stanowić bardzo atrakcyjne miejsce dla zawodników. A jednak nie.

Winnipeg, jako miasto, słynie z tego, że z niczego nie słynie. Jest to jedno z tych miast, o których myśli się jak o fortach otoczonych wysokim lasem, gdzie między meczami hokeja trzeba bronić się przed atakami niedźwiedzi i Indian. Oczywiście jest to bajka, natomiast Winnipeg jest małym miastem, w którym nie ma wielu rzeczy które można robić. Nashville to ojczyzna country, Vancouver motoryzacji, a Winnipeg- Łosia… i tę ciekawostkę po prostu tu zostawię.

1. Edmonton Oilers

al3Drużyna, która w zasadzie łączy niemal wszystkie powody problemów z atrakcyjnością dla zawodników, jakie mają wyżej wymienione ekipy. Co prawda hala jak stała, tak stoi – ale stoi porażką. Powoli kończą się pokolenia zawodników, którzy wychowali się na legendach Wayne’a Grzetky’ego i Marty McSorleya, a dla obecnych świeżaków są to legendy z poprzedniej epoki, gdy internet był jeszcze na telefon stacjonarny, a banda dzieci w niewiadomym celu z uporem maniaka przesiadywała kilkanaście godzin dziennie na podwórku, a nie przy komputerze.

Kolejny powód to miejsce. Edmonton również nie słusznie z niczego, co mogłoby uczynić to miejsce atrakcyjnym dla graczy. Po meczu, po treningu, po sezonie trzeba mieć gdzie się zrelaksować, coś zobaczyć, jakoś spędzić czas bez konieczności „tripów”, których gracze mają pod dostatkiem w swojej pracy.  Niestety Edmonton nie jest pod tym względem San Francisco Kanandy. Ba, nie jest to nawet jej Sandomierz.

Trzeci istotny powód to konflikty. Wiele już mówiło się o nieporadności włodarzy i trenerów, oraz konfliktach na linii trenerzy-zawodnicy. Najczęściej „stawiał się” Naił Jakupow, który z całej sytuacji wyjdzie zwycięsko ponieważ… zażądał transferu, a klub dał mu wolną rękę w sprzedaniu samego siebie. Żałosne zarządzanie legendarnym klubem mimo całego szwadronu młodych talentów to temat dla CIA i NASA, a nie głodnych sukcesów dobrych zawodników zmieniających właśnie barwy klubowe.