AH

Pierwszy raz w swojej 25-letniej historii San Jose Sharks osiągnęli coś więcej niż finały Konferencji Zachodniej. Wygrana w meczu numer sześć 5:2 nad St. Louis Blues zapewniła Rekinom udział w bezpośredniej walce o Puchar Stanleya po wygraniu serii 4-2. To wielka chwila dla franczyzy, która powstała w 1991 roku i przez pierwsze dwa sezony wygrała łącznie tylko 28 meczów. Po ciężkich początkach przyszły lepsze czasy, a SJS wyrobili sobie markę bardzo solidnej ekipy, „robiąc” play-offy w 18 z 22 ostatnich sezonów.

CjWnl2bWUAAKkdtAH

Każdy zwycięski zespół w rundzie pucharowej powinien mieć zawodnika typu „clutch”, a więc takiego który strzela ważne bramki w trudnych momentach. Takim graczem w barwach Sharks jest niewątpliwie Joel Ward, sprowadzony przed sezonem z Washington Capitals. „Big Cheese” jak brzmi ksywa Warda, zaliczył drugi z rzędu występ z dwoma bramkami na koncie, a w sumie w 18 grach ma na koncie 11 punktów. W meczach kończących serię wpływ postawnego czarnoskórego napastnika jest nieoceniony (i zawsze tak było co udowadnia grafika po prawej) i jego sprowadzenie do Kalifornii okazało się strzałem w dziesiątkę.

AH

Cenieni przez ekspertów weterani Patrick Marleau i Joe Thornton wiele lat borykali się z niemożnością poradzenia sobie z presją play-off. Dobre sezony zasadnicze kończyły się rozczarowaniem w fazie play-off. Tym razem napastnicy z łącznym dorobkiem 2478. występów w regular season NHL i kolejnych 315 w play-off zagrają o Puchar Stanleya. Obaj mają na koncie już czterocyfrowy dorobek punktowy (Marleau 1036, Thornton 1341), ale praktycznie odkąd grają wspólnie borykają się także z krytyką. Najbardziej nasiliła się ona po 2014 roku i słynnym „zakrztuszeniu” się Sharks i odpadnięciu z play-off mimo prowadzenia 3-0 z Los Angeles Kings. Zaczęto kwestionować sens trzymania obu weteranów w zespole. Dwa lata później „starsi panowie” jak na warunki panujące obecnie w sporcie i hokeju, udowadniają swoim adwersarzom że się mylili.

EH

Wyeliminowani tuż przed metą St. Louis Blues mają czego żałować, ale wyniku nie sposób nazwać niesprawiedliwym. Bluesmanom zabrakło regularności i to po obu stronach lodowiska. Było to widoczne już w seriach z Blackhawks i Stars, które być może powinny zostać zakończone wcześniej niż w siedmiomeczowych bojach. Brak instynktu zabójcy, zacięcie się lidera Władimira Tarasienki (bez punktu w pięciu meczach tej serii), w końcu gorsza niż oczekiwano dyspozycja obrońców (Kevin Shattenkirk -3 w ostatnim meczu i -7 w całej serii oraz aż 9 strat, Jay Bouwmeester – 6 w całej serii itp).