Kolejne dwa dni playoff za nami. Jeszcze nikt nie odpadł, nikt nie jest pewny miejsca w drugiej rundzie, co wcale nie oznacza, że nic się nie działo. Raport zdrowotny, filadelfijska katastrofa oraz historyczny wyczyn Minnesota Wild – o tym wszystkim poniżej.

1 . Nerwowo w Chicago

Wyzywanie sędziego od pedałów nie jest najlepszym pomysłem i może grozić dyskwalifikacją, ale Andrew Shaw dał się ponieść emocjom w meczu, który jego Chicago Blackhawks przegrali z St. Louis Blues 3:4. Shaw dwukrotnie krzyczał w kierunku arbitra obraźliwe rzeczy i prawdopodobnie nie zostanie mu to puszczone płazem, zwłaszcza że NHL mocno zaangażowana jest w akcję You Can Play wycelowanej przeciwko homofobii. To będzie duże osłabienie dla Czarnych Jastrzębi bo 24-letni napastnik strzelił ważnego gola i miał dwie asysty i z pewnością wyróżniał się w drużynie.

 

Przy stanie 1:1 nerwy puściły bramkarzowi Crawfordowi, który ruszył z pięściami na Robby’ego Fabbriego młodego napastnika Blues. Golkiper gospodarzy był zły, na jego zdaniem zbyt agresywny najazd zakończony na jego osobie. Są spore wątpliwości czy Crawford miał o co aż tak się wściekać, według większości ekspertów i tego co widać na powtórkach, Fabbri nie miał za bardzo jak uniknąć tego kontaktu. Golkiper powinien zdać się na swoich kolegów z obrony i u nich szukać ewentualnego wsparcia do “dowalenia” temu konkretnemu rywalowi, nie zaś samotnie próbować wymierzać sprawiedliwość.

 

2.Przebudzenie Minnesoty

Przyznaję bez bicia – już po pierwszej porażce Wild z Dallas Stars przesądziłem, że Dzicy to pierwszy kandydat do sweepa, czyli przegrania serii do zera. W przekonaniu jeszcze utwierdził mnie Game 2, w którym gracze z St. Paul nie pokazali nic więcej. Mały cud stał się w Game 3 – choć nic na to nie wskazywało, Wild odrobili wynik 0:2 i uratowali serię. Tak, uratowali: przy stanie rywalizacji 0-3 dla Stars Dzicy mogliby pakować się na golfa. Odwrócenie losów Game 3 to coś niespotykanego w skali klubu:

 

3. Błyskawiczna reakcja Kings i Ducks.

Gdyby ktoś ogłosił, że Anaheim Ducks, Los Angeles Kings i Chicago Blackhawks wygrają łącznie jeden mecz z pierwszych sześciu spotkań swoich serii to… nie, nawet nie wiem, do czego to porównać. Tak się jednak stało – o ile w wypadku Blackhawks można mówić o bardzo cennej wygranej w St. Louis w meczu nr 2, o tyle cztery domowe porażki Króli i Kaczorów to totalne nieporozumienie. Mistrzowie z 2014 roku pojechali z nożem na gardle do Shark Tank i po dogrywce urwali zwycięstwo San Jose.

Wczorajszej nocy z tak samo trudnym zadaniem zmierzyli się hokeiści Anaheim i wypełnili je pokonując Nashville Predators 3:0. W szeregach Ducks jak nigdzie indziej na wierzch wychodziły negatywne emocje. Trener Kaczorów Bruce Boudreau coraz mocniej się czerwienił i wściekał na swoich liderów:

CgWDvHLUUAAFS3Q.jpg large

Mimo, że porażek absolutnie nie można zrzucać na Johna Gibsona, w Game 3 Boudreau postawił na Fredrika Andersena. To okazało się jednak bardzo słusznym ruchem. Duńczyk zachował czyste konto notując 27 obron, defensywa najlepsza w sezonie zasadniczym NHL znowu zagrała jak monolit i sytuacja Ducks nie jest już tak “alarmowa” jak przed tym meczem.

4. Filadelfia w rozsypce

Philadelphia Flyers w pierwszym meczu w swojej hali mieli zgotować rywalowi prawdziwe piekło. To był pierwszy mecz po śmierci charyzmatycznego właściciela Eda Snidera – wiadomo było, że nie zabraknie wzruszeń, pięknych pożegnań. Fala emocji miała ponieść Lotników do wygranej i zaczęło się zgodnie z nakreślonym scenariuszem. Flyers ruszyli na rywala jak szaleni, dziki pressing przyniósł efekt już w 57 sekundzie. I to by było na tyle. Capitals przetrwali kolejne minuty, zdobyli wyrównanie i poczekali, aż Flyers pokonają się sami. Idiotyczny faul Pierre’a-Edouarda Bellemare’a, lądujące na lodowisku święcące opaski, wypełniony po brzegi boks kar: tak się przegrywa serie.

5. Jak tam zdrówko?

Cóż, bywało lepiej. Bramkarskiego pokera wciąż rozgrywają w Pittsburghu, gdzie z Game 3 wykluczono Marca-Andre Fleury’ego, lecz w treningu udział wziął Matt Murray i według trenera Mike’a Sullivana jest brany pod uwagę do gry. Do psychologicznej wojenki dołączyli NY Rangers: kontuzjowany Ryan McDonagh ma za sobą dwa pełne treningi i być może zagra już dziś w nocy. Dlaczego “być może”? Na nieobowiązkowych ćwiczeniach pokazali się McDonagh, Dylan McIlrath, Raphael Diaz oraz inny rekonwalescent Dan Girardi. Dwóch z nich musi zagrać, tylko którzy…?

Potencjalnie gigantyczną kwestią stało się zdrowie Tylera Seguina. Gwiazdor Dallas zagrał w drugim meczu serii z Minnesotą, po czym został odsunięty od składu na dwa mecze w St. Paul. Według trenera Lindy’ego Ruffa nie doszło do odnowienia urazu, lecz przerwa ma związek z niedawno przebytym przecięciem ścięgna Achillesa. To może być klucz do całej kampanii Stars i atut dla Wild, gdyby ci nie mieli jeszcze większych kłopotów… Zach Parise oraz Thomas Vanek wciąż poza składem, niewiele wskazuje na ich szybki powrót do gry.