Po fantastycznym debiutanckim sezonie Patricka Roy w roli szkoleniowca Colorado Avalanche, niemal wszyscy myśleli, że będzie to początek długiej dominacji ekipy z Denver w Central Division. Pierwsze miejsce w dywizji a ogólnie trzecie miejsce w NHL, bardzo młody skład z kilkoma „can’t miss” prospektami plus bardzo dobrze grający Semyon Varlamov. Wszystko wydawało się poukładane w drużynie współtworzonej przez Joe Sakica i właśnie Patricka Roy, który równolegle z obowiązkami trenerskimi ma tytuł Wice Prezydenta Operacji Hokejowych.

Jednak jak podpowiadało liczne grono ludzi zajmujących się analizą statystyczną w NHL, sukces drużyny z Colorodo mógł być tylko chwilowy i powinniśmy spodziewać się jej lekkiego regresu. Hamulec przyszedł bardzo szybko w postaci wyrównanej i ostatecznie przegranej serii z Minnesotą w pierwszej rundzie tamtych playoffs.

Patrząc na ogólne wskaźniki gry Colorado z tamtego sezonu możemy zauważyć trend w jakim poruszała się drużyna.

Colorado miało współczynnik Corsi% na poziomie 47% co dawało niechlubne 26. miejsce w tej klasyfikacji w NHL tego sezonu. Wyprzedzili jedynie takie „tuzy” jak Calgary, Edmonton, Toronto i tragiczne Buffalo. Można powiedzieć że byli rozstrzeliwani (przynamniej w próbach strzeleckich) regularnie co noc. Jak, mimo tak tragicznej ogólnej gry z krążkiem, udało im się zakończyć sezon z 52 wygranymi na koncie?  Są dwa główne powody, które są w stanie doprowadzić nas do racjonalnego wytłumaczenia takiej serii. Genialna gra bramkarzy i ogólnie pojęta skuteczność strzelecka z pola gry.

Znacie powiedzenie „Pokażcie mi dobrego bramkarza a wskażę Wam trenera z sukcesami”? Ta dewiza idealnie oddaje to, co stało się z Avalanche po sezonie 13/14. Ekipa, która nie miała dużych oczekiwań, z nowym niedoświadczonym trenerem kończy sezon zasadniczy niemal na topie i dziennikarze są święcie przekonani, że to zasługa trenera Patricka Roy. Na gali NHL Awards zdobywa swoją pierwszą nagrodę im. Jacka Adamsa dla najlepszego trenera poprzednich rozgrywek. Jednak to nie system gry czy dyscyplina rozegrań były kluczem do sukcesu Lawin tego roku, lecz duży wpływ na ich wyniki miał po prostu łut szczęścia (+ Semyon Varlamov był nominowany do Veziny).

Colorado skończyło sezon na drugim miejscu w klasyfikacji On-Ice Shooting% czyli wskaźnika pokazującego z jaką skutecznością strzały na bramkę są zamieniane na bramki. Jest to statystyka bardzo losowa, zazwyczaj oscylująca wokół jakiejś wartości średniej. Oczywiście są zawodnicy którzy na przestrzeni kariery poprzez swoje elitarne umiejętności czy upodobania (np. poprzez strzelanie większości goli z pod bramki przeciwnika gdzie naturalnie, skuteczność będzie wyższa) będą mieli wskaźnik Shooting% wyższy od innych, np. Steven Stamkos który posiada jeden z najlepszych strzałów w obecnej NHL. Ale patrząc w makroskali na cały sezon z perspektywy całego zespołu, zawyżony wskaźnik On-Ice Shooting% zazwyczaj świadczy o szczęściu, który niestety daną drużynę musi kiedyś opuścić.

Do tego doszła fenomenalna postawa Semyona Varlamova który na przestrzeni sezonu utrzymał średnią obron na bardzo wysokim poziomie 92,8% dając mu 2. miejsce wśród bramkarzy grających minimum 2000 minut. Przegrał w tej kategorii jedynie z Tuukką Raskiem, jednym z najlepszych i najbardziej regularnych bramkarzy świata.

Łącząc te 2 fakty ze sobą możemy posłużyć się współczynnikiem PDO (On-Ice Shooting% + On-Ice Save%) który de facto jest liczbową reprezentacją szczęścia połączonego z dyspozycją bramkarską danej drużyny. Jak nie trudno się domyślić Avalanche było w czołówce w tej klasyfikacji, jedynie za Boston Bruins, którzy w tamtym roku sięgnęli po President’s Trophy.

Szczerze mówiąc nie wiem czy bycie na minusie niemal co mecz w strzałach na bramkę czy w posiadaniu krążka i poleganie w tak dużym stopniu na swoim bramkarzu to dobry i łatwy do duplikacji „system gry”, prawda, Panie trenerze roku Patricku Roy?

Co powinno być bardzo niepokojące dla kibiców Avalanche, to fakt że drużyna z roku na rok gra coraz gorzej i podejmuje coraz to bardziej zastanawiające decyzje kadrowe. Na myśl przychodzą mi dwie tegoroczne transakcje w okolicach trade deadline. Najpierw przygarnięcie ostatniego roku kontraktu, bardzo przeciętnego Shawna Matthiasa za 4. rundę draftu 2016 i całkiem solidnego prospekta Colina Smitha. I jeszcze bardziej zastanawiające posunięcie, czyli transfer kolejnego przemijającego kontraktu w postaci Mikkela Boedkera za lepszego moim zdaniem  zawodnika (choć już mającego swoje lata), Alexa Tanguaya  + dwóch prospektów: jeden wybrany w 1. rundzie a drugi w 3. rundzie draftu. Zasadniczo zbyt wysoki i niepotrzebny „okup” za gracza który jest maksymalnie drugim prawoskrzydłowym, który dodatkowo nie generuje posiadania krążka.

Tandem Burnaby Joe/Patty Roy jest uwiązany ze sobą na dobre i na złe i nie sądzę by jakakolwiek zmiana była widoczna na horyzoncie. Oto jak przedstawia się statystyka Corsi% od czasu gdy za zawodnikami na ławce jest Roy:

Corsi% COL 2013-2016

A tak wygląda pozwalanie na generacje strzałów przez przeciwników na 60 minut gry, patrz, gra w obronie Avalanche (im więcej tym gorzej!):

CA60 COL 13-16

Widzimy że trend wygląda niemal jak nazwa drużyny i nie zamierza odbić się od dna, przynajmniej jeżeli chodzi o posiadanie krążka. Udostępnianie strzałów przeciwnikowi wygląda tak majestatycznie, jak słynne Góry Skaliste w pobliżu Colorado. Pną się ku górze.

Tegorocznym Avalanche jest bardzo blisko do poziomu Buffalo Sabres z przed rok, a to już wyczyn. A pamiętajmy że Avalanche, to teoretycznie, drużyna już zbudowana i gotowa do zwycięstw i regularnego grania w postseason, a nie ekipa w środku całkowitej przebudowy i we wczesnej fazie draftu i rozwijania młodzieży. Przynajmniej tak swoim kibicom przekazują wieści włodarze z Denver i ich front office. Dla bardziej obrazowego pokazania kłopotów w systemie gry (chodź trudno mi przychodzi nazywanie chaosu, systemem), oto jak wygląda sumaryczna różnica w strzałach na bramkę w trakcie gry 5v5 za czasów Roy:

Yost outshoot

Średnio na mecz, wychodzi że Avalanche kończą spotkanie z bilansem -4(!!) w strzałach na bramkę. I tak od 3 lat i zanosi się na kolejne owocne sezony pod kierownictwem wielkich legend Colorado. Lecz legend jedynie jako gracze.

Colorado 3 lata