Uwielbiam historie, gdy jeden bramkarz spędza w jednej drużynie cała karierę – albo 99% z niej. Byłem wielkim fanem Mike’a Richtera – legendy bramkarskiej Strażników z lat 90-tych – 13 sezonów w NHL, wszystkie w Rangers – włączając Puchar zdobyty w 1994 roku – pierwszy od 1940 roku dla Rangers. Historia powtarza się, i wszystko wskazuje na to, że bramkarska saga po raz kolejny sprowadzi przerośnięty wazon Lorda Stanleya do miasta, które nigdy nie śpi.

Ja Jestem Nowy Jork, Ja jestem Rangers.

W świecie modelek jest tak, że szansę na karierę masz wtedy, gdy inna złamie sobie nogę spadając ze schodów. Podobną szansę dostał Lundqvist, gdy debiut zawdzięczał kontuzji Kevina Weeksa. Wybrany z numerem 205 w drafcie z pewnością nie był kandydatem na jakieś wielkie objawienie. Dziś jest najlepiej zarabiającym bramkarzem ligi, a Rangers bardzo szybko zakleszczyli go u siebie w 2013 roku na 7 kolejnych sezonów. Ryzyko? Jasne, że tak. Ale to jedna z tych sytuacji, gdy nawet takie ryzyko wydaje się jeszcze nie przesadzone.

Król Henrik – jak nazywają go fani Rangers – jest absolutnym fundamentem drużyny – jedyne, czego można być pewnym w NHL oprócz porażki Oilers, kontuzji Martina Hanzala i kolejnego sezonu gry Jaromira Jagra. Lundqvist rozgrywa już 10 sezon w NHL, już prześcignął w ilości spotkań Richtera. Ale ilość fenomenów w jednym szwedzkim bramkarzu można by ubrać w 3-punktową listę.

 

–> Trzeba mieć pecha, by oglądać mecz, którego nie broni Lundqvist.

ahen1Kondycja i zdrowie szwedzkiego przystojniaka sprawiają, że Ewa Chodakowska mogłaby sporo się od niego nauczyć. Lundqvist NIGDY NIE ROZEGRAŁ W NHL MNIEJ NIŻ POŁOWY SPOTKAŃ SEZONU  – Jest to EWENEMENT z dwóch powodów – po pierwszy twój debiut musi być tak spektakularny, że od razu grasz jako jedynka a po drugie musisz mieć końskie zdrowie by od 10 lat rozgrywać co najmniej 43 spotkania – a najczęściej ponad 60. Szczęście? pewnie też, ale szczęście na siłownie za Henrika nie chodzi.

–> Strzelaj strzelaj…  to nic nie kosztuje.

… bo szanse, że pokonasz Henrika masz podobne do tych, jakie nasz naczelny ma na randkę z Nicole Kidman (a jest wyższy niż Tom Cruise i wie więcej o hokeju!). Król Nowego Jorku w żadnym sezonie nie zaliczył średniej puszczonych bramek na mecz rzędu 3… ba.. zawsze jest to średnia poniżej 2,5. Oznacza to, że statystycznie rzecz biorąc, jeśli Twoja drużyna zdobyła trzecią bramkę z Rangers, to choćbyście przegrali 12:3 – to i tak oszukaliście przeznaczenie.

–> Nie ma krążków nie do złapania….

ahen2.. i to jest cała tajemnica bramkarskiej gwiazdy…. ale to tylko brzmi łatwo. W rzeczywistości to mieszanka szybkości, przytomności  i inteligencji. Lundqvist ma niespotykany talent czytania gry i znajdowania się tam, gdzie krążek dopiero będzie. Jego przewidywanie gry idzie w zgodzie z jego ciałem, które potrafi dogonić prędkość jego umysłu – Henrik jest genialnie rozciągnięty, zawsze w formie, a jego szpagaty i obrony odbijaczką i kijem wyglądają jak najdziksze zagrania w serii NHL od EA Sports.

Moim zdaniem, Lundqvist zafunduje Strażnikom Puchar Stanleya – pierwszy od ponad 20 lat. Być może jeden, może dwa – ale jestem również przekonany, że jego kariera zakończy się w barwach Rangers, tak jak się zaczęła. I będzie to piękny dowód na to, że wieloletnie kariery w barwach jednej drużyny stały się rzadsze… ale nie wyginęły. Takich idoli hokejowych życzę sobie i Wam.