Z reguły kluby tęsknią i czekają na powroty pierwszych bramkarzy w razie ich urazów. Najlepszym przykładem są tu Canadiens – którzy oprócz braku swojej super gwiazdy, muszą co chwila tłumaczyć się dlaczego ich drugi bramkarz ma napisane na koszulce „Condon”. Jednak na pustyni, piasek w klepsydrze odmierzającej czas Mike’a Smitha przesypuje się coraz szybciej. Pierwszoroczniakiem miesiąca  styczeń został Louis Domingue – bramkarz zrodzony z potrzeby.

24-letni Domingue miał w tym sezonie w ogóle nie grać w NHL. Zatrudnienie Andersa Lindbacka miało przygwoździć Kanadyjczyka do AHL na co najmniej jeszcze jeden sezon. Kontuzja Mike’a Smitha zmusiła klub do powołania go do Arizony – a bardzo słaba gra Lindbacka zmusiła trenera do dania młodemu więcej czasu, niż zakładano.

 

adom2Bramkarz wybrany w 5 rundzie draftu to taka woda po kisielu, że tego kisielu już w tej wodzie w zasadzie nie ma. Szansę na NHL praktycznie żadne. Jednak młody od początku radzi sobie w NHL świetnie. W styczniu zaliczył dwa puste konta i rozegrał łącznie 12 spotkań. Obecnie jego średnia wynosi 2.75 bramki na mecz. To przyzwoity wynik nie tylko jak na żółtodzioba- ale jak na bramkarza w ogóle. A był okres w którym jego GAA było o pół gola na mecz mniejsze!

Domingue utrudnia życie rywalom na kilka sposobów. Po pierwsze – jest leworęczny. Zawodnicy przyzwyczajeni do odbijania krążka przez bramkarza z prawej strony, tu muszą liczyć się z wyłapywaniem go.  Efektowność Domingue jest na poziomie zera totalnego – ale skuteczność jest bardzo wysoka. 23-latek nieźle się ustawia, nie wyjeżdża bez potrzeby z bramki i nie stara się grać krążkiem jak jego obaj koledzy po fachu w drużynie. Zmęczony już od dłuższego czasu walką o swoje miejsce w NHL bramkarz, skorzystał z kontuzji Mike’a Smitha i z okazji jego powrotu, Kojoty czeka bardzo duży dylemat… ale tylko finansowy.

Smith będzie grał dużo gdy wróci. Z prostej przyczyny – rozczarowujący ponownie Smith zarabia ponad 5 milionów za sezon – tyle pieniędzy nie może siedzieć na ławce. Najrozsądniej byłoby oddać Lindbacka lub zesłać go do AHL i „hodować” Domingue’a już tylko na poziomie najlepszej ligi świata. Gdyby nie pieniądze i sentyment trenera Tippeta – Smith już dawno grałby w innej drużynie – czy w NHL – tego nie wiadomo.

Nikt nie stawiał na Louisa Domingue. Miał przyjść- posiedzieć na ławce – wyjść. Tymczasem „wjechał z buta” do ligi, poczęstował rywali dziewięcioma porażkami, a dotychczasowemu rezerwowemu regularnie macha rękawicą z ławki. Arizona słynie ze świetnych bramkarzy i doskonałego szkolenia na tej pozycji – jeśli 24-latek nadal będzie robił postępy stanie się być może godnym następcą Smitha, Bryzgałowa, Burke’a i Chabibulina.