Toronto Maple Leafs – Edmonton Oilers

Nasza ocena: skala2

W tym cienkim jak kluski na makaron meczu było kilka ciekawych historii. Numer jeden to historia, która się nie zdarzyła, bo to miał być występ Connora McDavida w Toronto, czyli prawie w jego hometown, a na pewno w najbliższej okolicy jego domu rodzinnego. McJezus wraca do siebie i ponoć tempo jego regeneracji jest iście “boskie”, ale Oilers bez niego są jak kawa bez kofeiny – niby to samo ale nie kopie wcale.

Drugą historią, która właściwie uratowała to widowisko przed daniem mu “jedynki”, jest postać bramkarza Garreta Sparksa. Golkiper który wszedł do NHL na debiut dzięki kontuzji Reimera i beznadziejnej ostatnio postawie Berniera zdobył serca kibiców notując shutout i 24 sv. To nie był jakiś spektakularny występ, zaskakująco dobrze radziła sobie obrona Maple Leafs i ich gra w neutralnej tercji też wyglądała nieźle przez co Sparks miał całkiem łatwo. No może oprócz tej sytuacji gdy Leon Draistaitl postanowił zrobić sito z Matta Hunwicka:

W drugiej tercji pomagały Sparksowi słupki, ale na koniec trzeba docenić iż wytrzymał nerwowo bez większych wpadek. Przy pomeczowej rozmowie z dziennikarką chłopak rozpłakał się ze wzruszenia – za takie obrazki kochamy NHL.

Czy na kogoś jeszcze warto było patrzeć tego wieczoru w Air Canada Centre? James van Riemsdyk odnajduje formę zagrał na +2 w niecałe 18 minut i asystował przy wszystkich trzech trafieniach. Leo Komarov już pobił własny carrier-high w bramkach strzelając w tym meczu dwie dobił do dziewięciu w sezonie. Nazem Kadri strzelił trzeciego gola zmieniając tor lotu krążka, na prawie sto strzałów ma teraz trzy gole… skuteczność niegodna minut które gra i wyzwania przed jakim go postawiono. Roman Polak miał 7 hits i tylko jedną stratę, a grał ponad 20 minut – dla porównania Dion Phaneuff miał cztery straty w mniej więcej tym samym czasie no ale był też na lodzie przy dwóch bramkach a przy jednej nawet asystował.

New York Rangers – Carolina Hurricanes

Nasza ocena: skala4

W czym tkwi problem obecnych Carolina Hurricanes? System gry wydaje się działać, najgorzej jest z egzekucją – ostatnimi dopieszczeniami pod jedną i drugą bramką. Winę ponoszą też słabo grający bramkarze oraz nieskuteczni napastnicy. W tym wszystkim najlepsza jest chyba obrona, całkiem młoda i bardzo ambitna (pamiętacie rozwalany kij przez pierwszoroczniaka Hanifina po tym jak sprowokował karnego i utratę gola?).

Fakty są takie: Huragany pozwalają rywalom na najmniej strzałów w lidze (25.3) ale tracą całą masę bramek (2.88 na mecz) i są pod tym względem szóstą od końca ekipą NHL. Carolina toczyła z Rangers wyrównany mecz, do czasu gdy Cam Ward nie zaczął rozdawać na prawo i lewo. Najpierw puścił w niedopuszczalny sposób coś z ostrego kąta. Jego łamanie kija na bramce na nic się Hurricanes zdało, chwilę później zagrał jeszcze gorzej.

 

A potem na 1:4 praktycznie sam wyłożył do Brassarda:

 

 

Obaj bramkarze ekipy z Karoliny Północnej są w każdym rodzaju strzałów daleko poza czołówką, z czymś takim ciężko będzie o stałe dobre wyniki. Żeby nie było – formacja do PK też nie powinna pękać dwa razy w tej samej tercji, a mecz tak właśnie się dla Canes rozpoczął od 0:2 po dwóch przewagach Strażników (co warto zauważyć – nikomu wcześniej w tym sezonie NYR nie wbili dwa razy w jednym meczu w PP).

12278631_16616955707277435_n

 

 

 

Na koniec jeszcze coś z cyklu – nie tylko my się mylimy 🙂 Wszyscy chętnie wskazują innym błędy, gorzej jeśli sami je popełniamy. Nawet specjalistom od social media w NHL zdarza się zagapić i wklepać w klawiaturę złą formułkę. Druga strona wykorzystała to bezlitośnie, w internetach 1:0 dla CAR.

 

 

New York Islanders – Colorado Avalanche

Nasza ocena: skala3

100 hits to pierwsze co muszę napisać o tym spotkaniu, chcesz pooglądać dużo fizycznej walki włączaj śmiało. W ogóle w ciemno można włączać Islanders, a tutaj akurat Avs chętnie przyjęli te warunki i na tych warunkach polegli. Chociaż ta porażka odbyła się dopiero w trzeciej tercji, gdy Lawiny straciły trzy gole. Wcześniej może oprócz pierwszej formacji (Duchene, MacKinnon, Landeskog w sumie mieli -8) radzili sobie dobrze, na remis z gospodarzami przez chwilę na prowadzenie 1:0. Ostatnia para obrońców gości także była koszmarna, ale nie da się grać na czterech obrońców przez cały mecz.

Zach Redmond i Brandon Gormley mieli po -3 w nieco ponad 10 minutach gry. Na drugim biegunie wyżyłowani powyżej 25 minut w meczu Johnson i Bauchemin, Erik aż siedem hits, nieco ciągnął go w dół Bauchemin który już chyba jest poza zdrowiem by grać to tempo przeciwko takim przeciwnikom (top line). Zajmujący się głównie entry-zone’ami Tyson Barrie był aktywny i solidny strzelał pięciokrotnie był na +2 czym nadrobił te cztery straty, razem z Holdenem stanowi najlepszą parę obrony Avs (na pewno najlepiej zbilansowaną). Te wysiłki zostały jednak zmarnowane bo wystarczyło by na lód parę razy weszli Gormley i Redmond by było na prawdę źle.

Jarome Iginla strzelił 579. gola w NHL, tylko 19 graczy w historii dobrnęło do 600. trafień.

Bohaterzy miejscowych? Na pewno żyjąca i produkująca swoją grę “checking line” czyli Clutterback, Cizikas i Martin. W sumie w tej przełomowej trzeciej tercji to oni zmontowali dwa gole, mieli też w meczu 18 hits. Ryan Strome znów dostał szansę i odkąd trzy mecze temu powołano go z AHL za każdym razem zdobywa punkty, zanotował ładną asystę przy trafieniu Grabowskiego.

 

Vancouver Canucks – Anaheim Ducks

Nasza ocena: skala1

Nuda, jeśli nie jesteś kibicem jednych albo drugich to odpuść sobie. John Gibson zagrał na shutout, ale to nie było zbyt wymagające bo ofensywa Canucks w tym meczu nie istniała. Czy to zasługa obrony Kaczorów? Tak w dużej mierze, Kevin Bieksa w końcu zagrał tak jak tego się oczekuje od jedynego weterana w korpusie D (+3 brak straty, wszechstronny), Hampus Lindholm miejscami wygląda na to na co liczono czyli czołowy “plaster” NHL.

Ryan Kesler stąpał twardo w powrocie do British Columbia gdzie grał wiele lat. W ataku Ducks było dużo lepiej niż zazwyczaj – debiutant Nick Ritchie zanotował pierwszy punkt i dobrze grał z nakierowaniem raczej na checking line. Rickard Rakell zdobył gola w power play, szybciej odnalazł krążek niż Getzlaf. Za to o miejscowych dużo dobrego powiedzieć nie można, w żadnej tercji nie wygenerowali odpowiedniej liczby strzałów (8,8,9). Poza tym ich defensywa nie jest zbyt wyspecjalizowana i każdy popełnia tam błędy, nie było chwili oddechu by coś złego nie stało się w neutralnej i nie trzeba by było gasić “pożaru”.

 

Dziękuje za przeczytanie