Nie będzie to kolejny artykuł traktujący o tym, jaką tragedią został dotknięty cały świat hokeja, a także całego sportu oraz biznesu, ekonomii, pszczelarstwa, logistyki oraz gastronomii molekularnej. Nadmuchiwanie bańki pełnej żalu i rozpaczy z powodu urazu McDavida jest równie sztuczne, jak przedwczesne robienie z nastolatka przyszłej legendy wszystkiego, co związane z łyżwami. Nie jestem fanem hiper-promocji jako przyszłej legendy chłopaka, który dopiero od niedawna sam może sobie kupić piwo, a jeszcze kilka lat temu martwił się, czy po mutacji nie będzie brzmiał jak posłanka Senyszyn po anginie.
mcdavidSpokojnie można już stwierdzić, że Oilers nie polują na darmową reklamę specjalnie przegrywając, by uzyskać pierwszą pozycję w drafcie. Po prostu są beznadziejni. Miotani konfliktami, tragiczną postawą bramkarzy, absolutnym brakiem pomysłu na defensywę, “Nafciarze” nie ugrali by wiele więcej nawet, gdyby w ich szeregach zagrało pięć klonów Mario Lemieux a w bramce stanął młody Patrick Roy.

Connora McDavida łączy z poprzednikami spod znaku jedynki w drafcie jedna rzecz – wszyscy zostali uznani za następców największych. Różnica natomiast jest taka, że McDavid miał szansę być pierwszym od czasu Sidneya Crosby’ego zawodnikiem, którego namaszczenie na mistrza hokeja wszelakiego nie skończy się jedynie kontraktem na reklamę butów i milionem newsów z cyklu “nie zdobył bramki, ale zrobił to w pięknym stylu”.

Złośliwi twierdzą, że Oilers kilka pierwszych miejsc w drafcie zmarnowali (Nugent-Hopkins, Hall), McDavida w zasadzie “rozerwało” na lodzie, więc teoretycznie kolejna przyszła supergwiazda w barwach Oilers albo eksploduje, albo zostanie  zasypana w trakcie burzy piaskowej w centrum Edmonton (zgadza się – w Edmonton takie burze nie występują). Czy wykluczenie Connora na kilka miesięcy to karma? Być może. Ja jednak upatruje w tym szansę dla tej ekipy.

mcdavid3Po raz pierwszy od kilku lat, Oilers nie rozpoczęli sezonu od przegrania wszystkiego, wszędzie i w potwornym stylu. Pomijając inne aspekty zmian w klubie, obecność McDavida musiała niejako sprowokować zespół do desperackich działań na rzecz poprawy jego wyników. Oilers nie ocierają w tym momencie brzuchem o dno tabeli – to już wiele. McDavid, który od piątego meczu zaczął punktować, i to w stylu jakim się po niego spodziewano, jest w mojej ocenie “triggerem” dobrych zmian. Ale sam nie mógłby nic.

Oilers w końcu są namiastką zgranego zespołu, na który już momentami ma się ochotę patrzeć w innym celu niż z myślą “ciekawe do ilu przegrają tym razem”. Nie ma McDavida, ale zespół pozostał. Media, prasa nie odpuszczą Oilers, a medialny prym jaki dziennikarze przyznali 18-letniemu centrowi, sprawi że teraz tylko upatrywać nagłówków mówiących o tym, że wszystko przez to, że McDavid nie gra. Moim zdaniem właśnie teraz Oilers mają niepowtarzalną szansę na udowodnienie, że nie są fabryką popsutych zabawek, a cała armia talentów w ich szeregach potrafi dokonać cudu, który statystycznie rzecz biorąc powinien zdarzyć się już 5 lat temu.

 

2 KOMENTARZE