1. Tercja bez strzałów nie przeszkodziła Columbus Blue Jacekts

W drugiej tercji meczu Columbus Blue Jackets z Los Angeles Kings nie padł żaden strzał ze strony Kurtek. ŻADEN. Mimo to udało się ekipie z Ohio utrzymać korzystny rezultat wywalczony w pierwszej tercji (2:1). Przetrwać kryzys bez straty gola to chyba najważniejszy cel, czasem po prostu gra się słabo i trzeba tylko i aż nie stracić gola. To się udało, chociaż historia zapamięta tą drugą tercję.

Po dwóch tercjach płakać mogli wszyscy wyznawcy zaawansowanych statystyk. Corsi bezwzględnie przemawiało za Królami, posiadanie krążka rzeczywiście znajdowało się w ich władzy przez 3/4 tego meczu. Meczu który przegrali 2:3. Co ciekawe Kings zdarzało się już w przeszłości limitować rywala do 0 strzałów w tercji, choćby półtora roku temu w play-offach gdy grali z Anaheim Ducks.

W tym starciu podyktowano aż 52 minuty karne, były dwie większe bójki i szereg zajść i hokejowych “uścisków” po wielu podbramkowych spięciach. Walka na całego, jak powiedział Scott Hartnell po zawodach nieco przypominało to lata 80′ i trudno się z nim nie zgodzić. Nawet Bobrowski miał ochotę przyłączyć się do “akcji”

Bobrowski zagrał jeden z lepszych meczów w tym sezonie notując 33 sv. Brandon Dubinsky miał asystę i gola. Z tej walki z uśmiechem na ustach wychodzi John Tortorella. Czy już widzicie oczyma wyobraźni jak zdobywa on tytuł najlepszego trenera roku? To nie jest niemożliwe

2. Niespodziewany gość przy stoliku z najlepszymi strzelcami

Dale Weise ma tyle samo bramek co Tyler Seguin. Dale Weise ma więcej bramek niż Aleksander Owieczkin czy Steven Stamkos. Te dwa zdania wypowiedziane w połowie sierpnia wywołały by salwy śmiechu, ale teraz jest to nasza rzeczywistość. SERIO.

Napastnik ekipy Habs ma na koncie osiem goli, wczoraj powiększył swój dorobek o jedno trafienie w wygranej Canadiens 4:1 z New York Islanders. Czego możecie nie wiedzieć o Dale’u Weise? Jego przydomek brzmi Holenderski Gretzky, to za sprawą jego przygody z holenderską ligą hokejową. W trakcie ostatniego lokautu Weise wybrał ten niezbyt popularny kierunek i grał dla tamtejszego Tilburg Trappers. To miał być i długą karierę był fizyczny napastnik czwartej formacji, ale jak widać można ewoluować nawet grając niemal z tymi samymi partnerami i pod tym samym trenerem. Weise ma teraz tyle samo bramek co Corey Perry, Sidney Crosby i Jonathan Toews… razem.

Mike Condon znowu sprawdził się w roli zastępcy Careya Price’a, Brendan Gallagher jest według zaawansowanych statystyk graczem najczęściej poważnie zagrażającym bramce rywali graczem NHL i udowodnił to strzelając gola (ah ten crease-crashing styl). Kanadyjczycy pozwolili Islanders na oddanie tylko 18 strzałów, a wracający do składu nowojorczyków John Tavares nie trafiał nawet w takich okazjach:

3.  Są tacy, którzy nie lubią dogrywek 3 na 3

Kiedy opadło pierwsze podniecenie OH JAK SZYBKO, OH ILE SIĘ DZIEJE coraz więcej osób zaczęło dostrzegać minusy dogrywek 3 na 3. Dzieje się może i dużo, ale to jak się dzieje jest już dużo mniej fajne. A jak zaczniesz myśleć o tym czemu się to dzieje to już w ogóle zaczynasz myśleć, że te karne nie są takie złe. Cały czas w takim tonie układają się przemyślenia Ottawa Senators. Ich lider Erik Karlsson był jednym z tych, którzy na głos wypowiedzieli się o nowym formacie dogrywek niezbyt pochlebnie. Ma to odzwierciedlenie w wynikach bo Sens na sześć dogrywek aż pięć przeszli bez strzelenia i stracenia bramki. NUDA.

Drugim z takich wyraźnych głosów na NIE dla dogrywek w sześciu na lodzie był Dustin Byfuglien z Winnipeg Jets. To właśnie Odrzutowce i Senatorowie spotkali się wczoraj i strzelali karne, bo przecież dogrywki niezbyt im leżą. Wcześniej jednak Byfuglien zrobił kuku Karlssonowi, który jak na Norris Trophy winnera jest czasami tak bardzo lekkomyślny i… trochę leniwy w swojej percepcji tego co się może zdarzyć. Gubiąc w taki sposób krążek i nie robiąc automatycznie dwóch trzech kroków napędzających Cie do powrotu, możesz się już tylko modlić. I często nie wymodlisz:

W karnych dla Ottawy strzeliło wszystkich trzech wykonawców, wcześniej Craig Anderson zatrzymał 38 strzałów.

4. Anulowano bramkę Sharks, brawo dla trenera Panthers – był spalony

Ten nowy system z coach challenge jest w przeciwieństwie do dogrywek 3 na 3 całkiem spoko. Spalone na niebieskiej to jedna z najłatwiejszych rzeczy do sprawdzenia, no chociaż oczywiście istnieją WYJĄTKI . To ciekawe, że w przypadku Panthers trener Gallant ma takiego nosa do posługiwania się tym narzędziem challenge. Teraz rola trenera nabrała nowego sensu, nowego znaczenia.

Ale do rzeczy, w meczu Panthers z Sharks przegranym tak czy siak przez Pantery 2:5 (czwarta porażka z rzędu) była taka sytuacja (patrz nie na krążek a w górę, na nogi gracza Sharks):

Sędziowie nie wyłapali tego, bo trudno to wyłapać. Był to jednak spory spalony i po oglądnięciu akcji na tablecie zebry przyznały racje Gallantowi i odebrały Donskoiowi trafienie. To świetny ruch trenerski bo wtedy zamiast 4:2 nadal było 3:2. Nadal ekipa z Florydy pozostawała w grze i mogła coś zmienić. To że nie zmieniła to inna rzecz. Sharks strzelili najlepsze w sezonie pięć goli w meczu, a Patrick Marleau po 18 latach od draftu nadal potrafi zagrać by tańczyli tak jak on zechce:

5. Uwaga gra z nami Vinny Lecavalier

O tym jak tragiczną obsuwę w ostatnich latach zanotował “Michael Jordan hokeja” (tak tak, jeszcze dziesięć lat temu taką ksywką często obdarzano Lecavaliera”) napisaliśmy TUTAJ. Teraz zobaczcie na własne oczy, ten gość jest już nie tylko nieefektywny, ale też niebezpieczny. Nie chodzi o to że nie trafił w krążek i wybił zęby koledze (Luke Schenn). Chodzi o sam zamiar, przecież to było głupie jak kandydatura Liroya do sejmu. Kupców na takiego Lecavaliera już się w tej lidze nie znajdzie, po co ktoś miałby płacić komuś za takie rzeczy?

 

DZIĘKUJE ZA PRZECZYTANIE