Jonathan Toews przeszedł na sportową emeryturę w piątek. Zrobił to w Winnipeg, w hali, która od 2014 roku nosi jego nazwisko (wcześniej, od 2010 roku, cały obiekt Dakota Community Centre świętował jego pierwszy Puchar Stanleya, przyklejając mu na budynku własne imię), w miejscu gdzie jako dzieciak jeździł na łyżwach dla miejscowego klubu Dakota Lazer. Miasto wcześniej wręczyło mu klucze do Winnipeg, a niedaleko Flin Flon jest jezioro, które nosi jego nazwisko. Ktoś w dziale marketingu Jets musiał klaskać z radości, układając scenariusz tej konferencji. Ja klaskać nie będę, bo o Toewsie trzeba pisać sercem, nie szablonem.

Zacznijmy od tego, co naprawdę robi z tej historii coś więcej niż kolejny komunikat prasowy o końcu kariery. Ten człowiek wrócił do gry po ponad dwóch latach przerwy. Nie po kontuzji więzadła, nie po urlopie zdrowotnym trwającym kilka tygodni. Po 910 dniach bez meczu NHL. Spróbujcie sobie wyobrazić, że nie wykonujecie swojego zawodu przez ponad dwa lata, a potem wracacie i przez cały sezon nikt was nie wynosi na noszach. 38-letni Toews rozegrał wszystkie 82 mecze sezonu zasadniczego Jets. Trzeci raz w karierze. Pierwszy raz od 2018-19. To nie jest powrót w stylu „zagrał kilka meczów na pożegnanie”. To jest organizm, który przez dwa lata odbudowywał się od zera, żeby udowodnić coś sobie, nie kibicom.

I tu jest haczyk, bo liczby z tego sezonu wcale nie są romantyczne. 11 goli, 18 asyst, 29 punktów, bilans minus 20. Jets skończyli sezon z dorobkiem 35-35-12, siódme miejsce w Dywizji Centralnej. Ktoś powie, że to żałosny epilog dla człowieka takiego formatu. Ja powiem co innego: to był epilog napisany przez ciało, które przez lata krzyczało „stop”, a głowa i tak je przekrzykiwała. Toews zresztą przyznał, że umiejętności miał, głód miał, tylko organizm przestał współpracować. Za sam ten powrót trafił zresztą do grona finalistów tegorocznej nagrody Billa Mastertona, przyznawanej za wytrwałość i oddanie hokejowi. Nominacja, nie statystyka, ale mówi więcej niż niejedna kolumna liczb.

Zanim ktokolwiek zacznie wybrzydzać na cyferki z Winnipeg, niech przypomni sobie, kim

__________________________________
Aby czytać dalej

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów.

Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Istnieje możliwość zapłaty zwykłym przelewem bankowym. W tym celu proszę wykonać przelew na konto:

NHL W PL
86291000060000000003362403

W tytule należy podać wybrany abonament i adres e-mail. Jak tylko otrzymamy pieniądze, uaktywnimy konto. Można to przyspieszyć przesyłając nam potwierdzenie przelewu na re******@**lw.pl

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni22 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni60 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni108 zł

7 KOMENTARZE

  1. Był rok 2006, pamiętam jak Toews (wydraftowany świeżak) w United Center rozdawał autografy oraz pozował do zdjęć.
    Kolejka była niemiłosierna i rokowała na godziny, niestety odpuściłem czego do dziś żałuję.
    Udało mi się uzyskać jego autograf 3 lata później przed treningiem w Bensenville, gdzie była baza treningowa Blackhaws. Zresztą autografy udało się uzyskać także od: Chabibulina, Sharpa, Havlata, Seabrooka, Brouwera, Byfugliena, Campbella, Versteega oraz Quennevilla. Joel podpisał mi bilet z meczu: Ducks vs Blackhawks rozegranego w Anaheim!!!
    Jakże proroczy był to podpis okazuje się po latach …
    Howgh