Bussi łapie ostatni krążek, pada na lód, a w T-Mobile Arena robi się tak cicho, że chyba słychać, jak po drugiej stronie kontynentu, w Raleigh, zaczynają strzelać korki od szampana. 3:0. Carolina Hurricanes są mistrzami Stanley Cup. Po 20 latach.

Przez ostatnią dekadę ten klub był synonimem etykietki „tak, ale”. Tak, świetna drużyna w sezonie regularnym, ale w play-offach to już inna historia. Tak, fenomenalna defensywa, ale gdzie ten finisz na koniec. Tak, fajny styl, tylko czy on się sprawdzi, kiedy trzeba ugryźć najmocniej. Otóż się sprawdził, i to jak. 16 wygranych, trzy porażki w całych play-offach. Taki bilans w tym sezonie miały tylko, uwaga, koszykarze New York Knicks w play-offach NBA.

Rod Brind’Amour kapitanował tej samej Carolinie, gdy w 2006 roku zdobywała pierwszy Puchar Stanleya w historii klubu po przeprowadzce z Hartford. Teraz, 20 lat później, prowadzi ją jako trener i wygrywa drugi. Ładna klamra, prawda? Tylko po drodze było sporo bólu. Trzy razy, między 2019 a 2025 rokiem, Hurricanes docierali do finału konferencji wschodniej. Trzy razy wracali do domu z niczym. Rok temu w pięciu meczach odesłała ich Florida, czyli późniejszy mistrz, a Brind’Amour po tamtej serii powiedział wprost, że Panthers po prostu wzięli styl Caroliny i dopracowali go jeszcze lepiej. Pokazał wtedy kciukiem i palcem odstęp kilku centymetrów. Tyle brakowało.

Rok później mają te centymetry. I nikt im teraz nie powie, że to przypadek.

A skoro o rzeczach, których nikt się nie spodziewał, spróbujcie przełknąć

__________________________________
Aby czytać dalej

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów.

Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Istnieje możliwość zapłaty zwykłym przelewem bankowym. W tym celu proszę wykonać przelew na konto:

NHL W PL
86291000060000000003362403

W tytule należy podać wybrany abonament i adres e-mail. Jak tylko otrzymamy pieniądze, uaktywnimy konto. Można to przyspieszyć przesyłając nam potwierdzenie przelewu na re******@**lw.pl

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni22 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni60 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni108 zł

6 KOMENTARZE

  1. Carolina pięknie odrobiła lekcję i wdrażała wybijanie hokeja z głowy rycerzom , pokazali to już we wcześniejszym meczu ale dziś ich gr defensywna to powinna być matryca do powielania dla innych chcących cos ugrać w tej lidze , Staal stary człowiek i może , kolano mnie mniej bolało jak zobaczyłem że mvp za finały odbiera taki „dziadek ” no piękna klamra kariery BrindAmoura .

  2. .. ” no i w pizdu i cały misterny plan też w pizdu” …
    Hurricanes zamknęli 2 ostatnie mecze bezczelnie i stłamsili zmęczonych Knights wzorowo, którzy grali bez pomysłu, chaotycznie, po prostu bez głowy no i bez liderów niestety. Prawdopodobnie nawet wykorzystana „setka” Hertla pod koniec 3 tercji nie wniosła by jakiegoś spektakularnego ożywienia i zmiany wyniku.
    Cała seria moim zdaniem bardzo ucierpiała na poziomie sportowym, o ile pierwsze 4 mecze to był horror i rollercaster to GM5 i GM6 były przeciętne głównie z powodu kiepskiej gry Rycerzy.
    Wszystko to po niebywałym zdaniu Avalanche w WCF, szkoda tej okoliczności…
    Podtrzymuję zdanie co do Tortorelli , szkoda że nie wzniósł pucharu z Vegas bo takiej szansy raczej mieć już nie będzie. Ma swoje lata i nadawał się na krótki intensywny run w PO, a nie na cały długi sezon.
    Jeśli zostanie to pachnie mi to stagnacją i przeciętnością w Vegas.

    Wielkie uznanie dla Golden Knights i mistrzów Hurricanes …

  3. A jeszcze sezon dwa Naczelny głosił, że Brind’Amour musi odejść 😉 Rok w rok zero w finałach konferencji albo i gorzej.

    Wygrała drużyna zdecydowanie najlepsza. Mając takie tuzy w konferencji jak Chicago czy Vancouver, na wschodzie kilka ekip nastukałoby 120 punktów. Od ponad 50 spotkań nie zdarzyło się Carolinie przegrać dwa razy z rzędu. Im dalej w las, tym mocniej Golden Knights byli ograniczani i zagubieni na lodzie.

    Czy za rok powtórka realna? Oczywiście! W dywizji nie ma żadnego rywala, który byłby godzien rozwiązać im rzemyka u sandałą. Za miedzą trzeba spojrzeć w kierunku Buffalo i Montrealu. Zobaczymy, co się stanie pod Niagarą. Za to przed Montrealem olbrzymia dziura do zasypania. Poza pierwszym meczem Canadiens byli tylko tłem choć wyniki nie do końca to pokazują. Już Ottawa wyglądała lepiej. Na zachodzie większość wskaże Colorado, jak zwykle zresztą. Ale tam muszą zrozumieć, że obrońcy są przede wszystkim od bronienia. Chichotem historii jest to, że wystarczyło pozbyć się Burnsa żeby nagle z dość przeciętnymi bramkarzami nagle mieć najlepszą obronę w play-offs. Myślę, że Tortorella jest w stanie powtórzyć wynik z Vegas, bo to dobry trener. No i jeszcze Laviolette w LA. Ten ma najlepszy wynik w pierwszym lub drugim sezonie. Czy LA ma taką ekipę? Rok i dwa lata temu napsuli sporo krwi finalistom z Edmontom.

    Do paździrnika Panowie!

  4. Cóż, do moich ulubionych drużyn Canes nie należą ale uczciwie trzeba przyznać że puchar zasłużony. Od kilku ładnych sezonów w czołówce choć zawsze czegoś brakowało. No inie potrzeba było ani Guentzela, ani Rantanena 🙂

  5. Brandon Bussi? Gość jeszcze chwilę temu grał w trzeciej lidze, a teraz wjeżdża z buta w finały, nie wpuszcza ani jednej bramki w decydującym meczu i zostaje legendą. Taylor Hall? Krążył po klubach przez lata, a tutaj nagle odpalił tryb nieśmiertelności. No i stary wyjadacz Jordan Staal, który harował jak w kopalni i zgarnął nagrodę dla najlepszego gracza.

    A ten gest, jak Staal od razu oddał Puchar Andersenowi, który stracił miejsce w składzie? Klasa. To pokazuje, że tam nie ma napinki i egoizmu. Tam jest prawdziwa ekipa, gdzie jeden skoczy za drugim w ogień.

    Prawda jest jednak taka, że Carolina przejechała się po tych play-offach jak walec i bezczelnie wzięła swoje. Szacunek się należy i nie ma o czym gadać.