Waga weekendu: Tych meczów

Gdy kalendarz pokazał piątek, trzeci kwietnia, nikt w organizacji Islanders nie spodziewał się, że nadchodzące 48 godzin będzie jednym z najbardziej bolesnych momentów kampanii. To, co miało być walką o umocnienie pozycji w stawce, przerodziło się w dramat rozgrywany na dwóch lodowiskach, który obnażył wszystkie słabości zespołu z Long Island i postawił pod znakiem zapytania jego aspiracje do gry w fazie pucharowej. Weekend rozpoczął się w Elmont, gdzie Wyspiarzom przyszło zmierzyć się z Flyers – drużyną, która dosłownie dysząc im w kark, miała zaledwie punkt straty do trzeciego miejsca w dywizji Metropolitan. Dla Lotników z Filadelfii była to szansa na odrobienie strat po bolesnej porażce z Detroit, dla gospodarzy – okazja do odskoczenia prześladowcom. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna: Flyers roznieśli Islanders 4:1.

Wyniki meczów NHL z piątku i soboty:

New York Islanders – Philadelphia Flyers 1:4
Anaheim Ducks – St. Louis Blues 2:6
New York Rangers – Detroit Red Wings 4:1
Ottawa Senators – Minnesota Wild 1:4
Dallas Stars – Colorado Avalanche 0:2
Pittsburgh Penguins – Florida Panthers 9:4
Tampa Bay Lightning – Boston Bruins 3:1
Pittsburgh Penguins – Florida Panthers 9:4
Tampa Bay Lightning – Boston Bruins 3:1
Carolina Hurricanes – New York Islanders 4:3
Columbus Blue Jackets – Winnipeg Jets 1:2
Los Angeles Kings – Toronto Maple Leafs 7:6ot
New Jersey Devils – Montreal Canadiens 3:4pen
Vancouver Canucks – Utah Mammoth 4:7
Washington Capitals – Buffalo Sabres 6:2
Anaheim Ducks – Calgary Flames 3:5
Edmonton Oilers – Vegas Golden Knights 1:5
San Jose Sharks – Nashville Predators 3:6
Seattle Kraken – Chicago Blackhawks 2:4

Już od pierwszych minut spotkania było widać, że Philadelphia przyjechała do Elmont z jasnym planem i determinacją ludzi, którzy wiedzą, że każdy punkt może zadecydować o ich losie. Owen Tippett otworzył wynik bramką, która była podręcznikowym przykładem kontrataku – jego perfekcyjne zagranie kijem na obronnej linii niebieski zamieniło się w sytuację dwa na jednego, w której golkiper Ilia Sorokin nie miał żadnych szans. To był dopiero początek koszmaru rosyjskiego bramkarza. Alex Bump, wracający do składu po przerwie, przejechał wzdłuż bandy i huknął z pozycji, która teoretycznie nie powinna sprawiać kłopotów bramkarzowi takiej klasy – ale krążek śmignął nad ramieniem Sorokina niczym pociąg ekspresowy. Gdy wydawało się, że nie może być gorzej, na scenie pojawił się Matwiej Miczkow, który poprzedniej nocy przeciwko Detroit zagrał jeden z najsłabszych meczów w swojej karierze, tym razem znalazł się w idealnym miejscu o idealnym czasie – luźny krążek wylądował wprost przed nim, a on z chirurgiczną precyzją odbił go od pleców Sorokina zza linii bramkowej. Stan 3:0 na tablicy wyników brzmiał jak wyrok.

Trzeci okres przyniósł nadzieję, gdy Jean-Gabriel Pageau zdołał w końcu pokonać Dana Vladara, ale to była tylko ulotna chwila. Travis Sanheim, defensywa Flyers, która tego wieczoru prezentowała poziom godny gwiazd, otrzymał idealne podanie od duetu Bump-Miczkow i samotnie wjeżdżając przed bramkę, skutecznie przypieczętował los spotkania. Co ciekawe, trener Patrick Roy zdecydował się na desperacki ruch, ściągnął Sorokina z bramki na rzecz szóstego zawodnika polowego, gdy do końcowej syreny zostało jeszcze ponad siedem minut. W tym momencie Wyspiarze oddali zaledwie 19 strzałów na bramkę rywali. Do końca meczu dołożyli tylko dwa kolejne. Philadelphia natomiast zamknęła każdą przestrzeń, zablokowała każdy pas podania i pokazała, jak wygląda prawdziwa desperacja zespołu, który wie, że to może być jego ostatnia szansa na sen o play-off. Z 88 punktami na koncie po 76 meczach, Flyers znaleźli się punkt za nowojorczykami, a także zrównali się z Ottawą, Columbus i Detroit w walce o drugą pozycję dzikiej karty Konferencji Wschodniej.

Gdyby piątkowa porażka była tylko odosobnionym potknięciem, można by to przełknąć i ruszyć dalej. Problem w tym, że następnego dnia Islanders czekał wyjazd do Raleigh, gdzie na Lenovo Center mieli zmierzyć się z Hurricanes – maszyną do wygrywania, która właśnie rozstrzygnęła sprawę awansu do play-off i zabierała się za zdobycie tytułu mistrza dywizji Metropolitan. Jeśli ktoś myślał, że Wyspiarze wykorzystają drugą szansę i wrócą na właściwe tory, ten musiał przeżyć gorzkie rozczarowanie. Canes rozjechali gości  wygrywając 4:3 i notując przewagę 40 do 16 w strzałach na bramkę oraz 82 do 32 w ogólnej liczbie prób.

Seth Jarvis, napastnik, który stał się jedną z twarzy tego zespołu, zanotował dwa gole i asystę, a po pierwszym trafieniu pokazał coś, co natychmiast zelektryzowało kibiców – wyskok na bandę, który wyglądał bardziej jak scena z meczu koszykówki niż hokeja. „Air Jarvy”, jak zaczęto go nazywać w sieci, symbolizował lekkość i radość zespołu, który doskonale wie, dokąd zmierza. Sebastian Aho dołożył bramkę w osłabieniu, już trzecią z rzędu dla Hurricanes w takich okolicznościach, co było pierwszym takim wyczynem tej drużyny od grudnia 1980. Jackson Blake także wpisał się na listę strzelców, a obrońca Jaccob Slavin asystował przy bramce Aho precyzyjnym podaniem odbijanym od tylnej bandy, które rozłożyło obronę Islanders na łopatki. Sorokin, który po piątkowym koszmarze musiał znów stanąć w bramce, tym razem spisał się dużo lepiej – 36 obron to liczba godna szacunku, ale gdy twój zespół oddaje zaledwie 16 strzałów przez pierwszychn57 minut, nawet najlepszy bramkarz świata nie uratuje wyniku.

Hurricanes, z 104 punktami na koncie, walczą teraz z Tampa Bay Lightning (102 punkty) o pierwsze miejsce w Konferencji Wschodniej i wszystko wskazuje na to, że ich forma rosnąca jest w najlepszym możliwym momencie. Tymczasem Islanders, którzy wracali do Nowego Jorku z 42 wygranymi, 31 porażką i pięcioma stratami po dogrywce, musieli się zmierzyć z niewygodną prawdą – ten weekend mógł właśnie przesądzić ich los. Z zaledwie jednopunktową przewagą nad Flyers i kilkoma zaciętymi rywalami tuż za plecami, każda kolejna porażka może okazać się tą ostatnią, która wykluczy ich z rywalizacji. Weekend w liczbach? Zero punktów, osiem bramek straconych, tylko cztery zdobyte, totalnie zdominowani przez rywali w każdym statystycznym aspekcie gry.

Występ weekendu: 1400 i hat trick

__________________________________
Aby czytać dalej

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów.

Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Istnieje możliwość zapłaty zwykłym przelewem bankowym. W tym celu proszę wykonać przelew na konto:

NHL W PL
86291000060000000003362403

W tytule należy podać wybrany abonament i adres e-mail. Jak tylko otrzymamy pieniądze, uaktywnimy konto. Można to przyspieszyć przesyłając nam potwierdzenie przelewu na re******@**lw.pl

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni22 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni60 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni108 zł

3 KOMENTARZE