Jedno z chińskich przysłów brzmi : „Nie jest cudem latać w powietrzu ani chodzić po wodzie. Cudem jest chodzić po ziemi” i chciałoby się dopisać „i jeździć po lodzie”. Nasz dzisiejszy bohater znalazł właściwą drogę w życiu. Był tak utalentowany, że mógł z powodzeniem grać w koszykówkę lub futbol amerykański, lecz wybrał hokej, czyli swoją pasję i miłość. Kiedy już dostał się do NHL długo nie mógł wywalczyć najważniejszego trofeum w hokeju. Jednak kiedy dostał szansę wykorzystał ją w 100%. Poznajcie jednego z bohaterów finałów Pucharu Stanleya z 2000 roku, czyli Jasona Arnotta.

Próbowali zrobić z niego koszykarza

Jason Arnott urodził się 11 października 1974 roku w miejscowości Wasaga Beach w prowincji Ontario w Kanadzie. Wychowywał się w sportowej rodzinie. Jego siostra Kari uwielbiała grać w koszykówkę i dzięki niej Arnott Junior zainteresował się basketem. Uwielbiał także futbol amerykański, a na łyżwach jeździł sporadycznie, co najwyżej raz w tygodniu. Młodszy brat uwielbiał rywalizować z Kari na parkiecie koszykarskim. Problem w tym, że często z nią przegrywał. Siostra ogrywała go sprytem. Poza tym nigdy nie mu nie odpuszczała, dlatego Jason obiecał sobie, że zrobi wszystko, by ją kiedyś pokonać 1 na 1.

Właśnie dlatego postanowił się skupić na koszykówce i w szkole trenował go Bert Crago. Szkoleniowiec dostrzegł w nim talent do koszykówki. W wieku 15 lat Jason miał 183 cm wzrostu i świetnie radził sobie na pozycji niskiego skrzydłowego. Jednak z czasem zaczęło mu czegoś brakować w koszykówce, dlatego coraz częściej pojawiał się na tafli. Bert Crago szybko to zauważył i jak sam wspomina: „Próbowałem przekonać go, by został w Collingwood Collegiate i grał w koszykówkę. Był dobrym koszykarzem i mógł z powodzeniem grać na poziomie akademickim, lecz Jason wybrał inny sport. Pamiętam jak przyszedł do mnie i powiedział, że lubi koszykówkę, ale jego pierwszą miłością jest hokej”. W ten oto sposób Jason Arnott dokonał wyboru.

Rodzice zaakceptowali jego wybór, ale matka postawiła mu jeden warunek: bez dobrych ocen nie będziesz mógł grać. Na szczęście Jason był pilnym uczniem i bez najmniejszych problemów ukończył szkołę średnią. Hokejowa podróż Jasona Arnotta rozpoczęła się w drużynie Wasaga Beach Stars, w której zdobył niezbędne szlify do gry na wyższym poziomie. Kiedy już był najlepszy w szkole postanowił zrobić krok naprzód i trafił do Lindsay Century 21 Bears. Jego ostatnim przystankiem do NHL był klub Oshawa Generals z ligi OHL, w którym spędził dwa lata.

Wygrał los na loterii i mógł grać z… Krzysztofem Oliwą

__________________________________
Aby czytać dalej

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów.

Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Istnieje możliwość zapłaty zwykłym przelewem bankowym. W tym celu proszę wykonać przelew na konto:

NHL W PL
86291000060000000003362403

W tytule należy podać wybrany abonament i adres e-mail. Jak tylko otrzymamy pieniądze, uaktywnimy konto. Można to przyspieszyć przesyłając nam potwierdzenie przelewu na re******@**lw.pl

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni22 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni60 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni108 zł

7 KOMENTARZE

  1. Coś wam ajajaj nie działa. Stevens grał z czwórką, a na plecach 55. Arnott też z dziwnym znaczkiem na ramieniu. Czuwaj!

    • Robi jak robi. Masz tu oryginał porównaj, moim zdaniem uczciwa przeróbka za darmo. Zdjęcie do publikacji kosztuje więcej niż miesięczny budżet NHL w PL (jedno) a chyba nikt tu nie jest żeby podziwiać fotografie… więc prosiłbym o wyrozumiałość

      • Spoko. Bez urazy. Scott Stevens to mój ulubiony obrońca tamtych czasów. Nie dziwi, że z drugim Scottem w obronie i Martinem Brodeurem w trzech trzy puchary wygrali.

        Cały czas mam miedzy oczami złość gdy Tie Domi niemal zabił wspomnianego Niedermayera, a Stevens nie mógł nic zrobić, bo siedział na ławce kar.

          • W tamtych czasach chyba nawet nr 2. Na pewno nr 1 spośród tych, którzy liczyli się w walce o tytuł. Miałem nadzieję na powrót ostatnimi laty. Nawet córce hokejówę Devils kupiłem rok czy dwa temu. Ale wszystko w piach. To pokazuje jak trudne jest odbudowywanie składu.

  2. Ło Jezu Devils lat 90tych i 2000nych.
    Zjawiskowa paka, ktora rozświetliła NHLowskie niebo niczym Perseidy w sierpniu. Kto im nie kibicował, nawet „piłkarscy” Janusze mówili o nich. Wobec niemocy Blackhawks i powolnego staczania się w ligowe beło Jastrzebi, a manto jakie Devils urządzili w SCF 1995 RedWings cieszyło podwójnie. Dodałbym do wymienionej Big3 jeszcze zakapiura, ojca założyciela sukcesów Devils Kena Daneyko, który całą swoją karierę jako jedyny z wielkiej czwórki spędził w NJD, zresztą jest rekordzistą klubowym do dzisiaj jeśli chodzi o rozegrane mecze i minuty karne.
    Wspaniale czasy, wspaniała drużyna …
    Howgh

    • Jeśli już wspominamy tamtych Devils, to nie można nie wspomnieć o Lou Lamoriello. On to budował. Wprowadził zakaz grania z numerem powyżej 30, ewentualnie trzydziestego któegoś. Dopiero dla Jagra zrobił wyjątek dużo później. Co ciekawe, chyba każdy Staś z innym trenerem.

      Arnott to wcześniej zawodnik Oilers, wtedy mój nr 1. Niezapmniana klatka intra z NHL 98 gdzie wkurzony trzaska drzwiami ławki kar z podkładem „Heroes” Davida Bowie. No i mój ulubieniec Mogilny, który krążył w poszukiwaniu pucharu i któremu w końcu w barwach Diabłów udało się to osiągnąć.

      Zabawne, że poza indywidualnymi ulubieńcami, pamiętamy generalnie tylko zasieki obronne Devils.

      Devils po tym jak zrobili Red Wings z dupy jesień średniowiecza w finałach, rok później nie weszli do play-offs. Wtedy to był chyba dopiero drugi taki przypadek w historii. I nie wiem czy ktoś to od tego czasu powtórzył. Może Panthers w tym roku?

Comments are closed.