Przez ostatnie sezony San Jose Sharks i Philadelphia Flyers robili dokładnie to samo: rozbierali i sprzedawali swój skład. Wymieniali jednego zawodnika za kolejnym, zbierali czwarty draft pick za piątym i modlili się, żeby ktoś kiedyś zechciał grać w tym, co im zostało. Było to możliwe? Tak. Było to logiczne? Oczywiście. Ale coś się zmieniło, na poziomie, który łatwo przeoczyć. Obie drużyny, w odstępie kilkunastu dni od siebie, podpisały przedłużenia umów z doświadcznymi środkowymi, i oba te podpisy są tak naprawdę tym samym sygnałem.

Wennberg i 18 milionów

Alexander Wennberg dostał od Sharks trzy lata i 18 milionów dolarów. Sześć milionów rocznie za faceta, który nigdy w życiu nie miał więcej niż 59 punktów w jednym sezonie. Ktoś mógłby powiedzieć, że to mało. Ale ten ktoś nie rozumie tego, co dzieje się teraz w San Jose.

Sharks od 2023 roku, od momentu, kiedy menadżer Mike Grier zaczął masowo wyprzedawać, byli jedną z najgorzej wyglądających drużyn w całej lidze. Dwa sezony z rzędu kończyli się na ostatnim miejscu w tabelce. Wygrali 19 mecze w jednym roku, 20 w drugim. Oddali Timo Meiera do Devils, Erika Karlssona do Penguins, Brenta Burnsa do Hurricanes. Każdy zawodnik, który miał jakiekolwiek wartość na rynku, był pakowany i wysyłany do innego miasta w zamian za przyszłość, która miała się kiedyś spłacić.

I spłaciła się. Bo w 2024 roku Sharks wylosowali pierwszy draft pick w historii swojej drużyny, i wybrali sobie Macklina Celebriniego.

Celebrini jest tym facetem, bez którego ta historia nie ma żadnego sensu. W swoim pierwszym sezonie w NHL, 2024-25, zrobił rzeczy, których drużyna nigdy wcześniej nie widziała. Najszybsza w historii Sharks droga do 30, 40, 50 i 60 punktów wśród debutantów. Rekord drużyny w zdobywaniu punktów dla kogoś, kto ma jeszcze 18 lat. Pierwszy gol, który strzelił, wyszedł mu na siedem minut i jedną sekundę gry – najszybszy gol debutanta z pierwszym wyborem w drafcie od Mario Lemieuxa w 1984. Zakończył sezon z 63 punktami w 70 grach, jako jedyny debutant w NHL tego roku prowadzący swoją drużynę w zdobywaniu punktów. Wszedł do sezonu 2025-26 tak jakby był jednym z najlepszych środków w lidze: 78 punktów w 51 grach, czyli 27 goli i 51 asystów. W październiku tego sezonu był na chwilę czołowym zdobywcą punktów w całej NHL.

Gdyby Celebrini był jedyną cegielką tego, co Sharks budują, Wennberg byłby może zbędny. Ale Celebrini ma 19 lat. Jest na kontrakcie początkowym, który wygasa za rok. I jest jedyną prawdziwą gwiazdą tej drużyny. Właśnie dlatego Wennberg jest tak ważny.

Doświadczenie z playoffs, a Wennberg ma tego tyle, ile większość zawodników w San Jose łącznie, to na drodze do rywalizacji postsezonowej nie jest czymś co miło mieć. To wymóg. Wennberg grał w playoffs z Columbus, ze Seattle Kraken, gdzie dotarli do drugiej rundy Konferencji Zachodniej, i z New York Rangers, gdy wygrali Puchar Prezydenta i dotarli do Finału Konferencji Wschodniej. Zagrał wszystkie 16 mecze postseasonu. Wie, co się czuje się kiedy gra się w najważniejszych mecze roku.

Teraz ten człowiek wie, że za trzy lata będzie dalej w San Jose. I to jest właśnie ta zmiana.

Nie chodzi o Wennberga. Chodzi o sygnał.

__________________________________
Aby czytać dalej

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów.

Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Istnieje możliwość zapłaty zwykłym przelewem bankowym. W tym celu proszę wykonać przelew na konto:

NHL W PL
86291000060000000003362403

W tytule należy podać wybrany abonament i adres e-mail. Jak tylko otrzymamy pieniądze, uaktywnimy konto. Można to przyspieszyć przesyłając nam potwierdzenie przelewu na re******@**lw.pl

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni22 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni60 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni108 zł

8 KOMENTARZE

    • Oba rynki są olbrzymie. San Jose to chyba największe miasto olbrzymiej aglomeracji bay area zawierającej San Francisco i Oakland, a Philadelphia to Philadelphia – nic nie trzeba dodawać. W San Jose podczas finałów z Pittsburghiem Metallica grała hymn.

      • Jak piszesz, San Jose to największy ośrodek miejski w Bay Area i wraz z innymi miastami potencjał jest, niemniej to jedyna średnio stara (od sezonu 1991/92) ekipa hokejowa na zachód od Minnesoty czy też Missouri (połowa USA), która nie powąchała SC. Seattle oraz Utah nie liczę bo to niemowlaki
        Nawet starzy, najwierniejsi fani mogli się wkurwić brakiem sukcesów Rekinów a graczy świetnych mieli wielu.
        Do tego konkurencja innych dyscyplin też robi swoje (Warriors).

        • Amerykanie lubią zwycięzców. Tylko legendarne drużyny mogą szorować po dnie i dalej nie mieć problemów z frekwencją. Biorąc pod uwagę tylko US&A, to w NBA: Celtics, Lakers i Knicks, w NHL: Bruins, Rangers i Red Wings. Nawet w Chicago pustki na trybunach przy braku sukcesów. A w Pittsburghu było tak źle, że groziła relokacja.

          Konkurencja też nie pomaga. Ceny biletów wysadzone w kosmos. Wiosną będę w Bostonie i rzuciłem okiem czy by się do TD Garden nie wybrać. Wzdłuż linii bocznej, nie na łuku, $200 dopiero od połowy sektora wzwyż czyli praktycznie pod dachem. Co ciekawe, Celtics jeszcze drożej. Nieznacznie co prawda, ale więcej trzeba wyłożyć.

          W NFL wiele stadionów ma wolne miejsca. Jeśli nie ma walki o play-offs, połowa trybun świeci pustkami. Stąd polityka taka, że meczu swojej drużyny nie obejrzy się w telewizji w stanie, w którym drużyna ma swoją siedzibę. W MLB tak sama, choć tam zawsze będą pustki, bo jeśli się gra 162 mecze w sezonie regularnym i gier jest 5 albo 6 w tygodniu, to musi się znudzić.

          San Jose ma o tyle szczęście, że jest bardzo dużym rynkiem i do tego obrzydliwie bogatm. To właśnie tam jest ta sławna dolina krzemowa. Tam czyli nie tylko w okolicach zatoki ale po jej wschodniej stronie czyli tam gdzie leży Św. Józef. I druga rzecz: nie ma się już specjalnie gdzie przenieść – wszystkie większe ośrodki miejskie są już zajęte. Jedyny wyjątek to Atlanta.

          • Niestety racja, Chicago to dziwna publika.
            Mają O6 team i nie doceniają.
            Doświadczyłem tego w latach 2005-2009, idziesz na Blackhawks a tam UC obłożone do połowy albo nawet mniej.
            Część ludzi na meczu niekumatych hokeja, trochę lasek szukających błędnym wzorkiem swojej drugiej połówki na resztę życia, trochę rodzin których dzieci harcują oraz „Janusze” z dużą porcją wszelakiego żarcia.
            Trochę tłumaczę to faktem że Chicago od około 1995 do czasów rodzącej się ekipy na trzy SC było w głębokiej dupie. Zresztą ponoć obecnie jest podobnie, ceny biletów robią swoje (kiedyś płaciłem za mecz 13-15$) oraz struktura społeczna moim zdaniem.
            Latynosi których przybywa nie koniecznie lubią, rozumieją meandry przepisów hokeja i wybierają mniej „skomplikowane” dyscypliny.
            Howgh

          • $15??? Ładnie!
            W Chicago był jeszcze problem z właścicielami. Jakieś blackouty lokalne czy inne mechanizmy mające na celu zmuszanie ludzi do wycieczki do hali. Skutek był odwrotny – systemowy odwrót od Blackhawks. Jeszcze w 2010 nie wszysko było ok – przychody nie równoważyły wydatków.

            Obecne ceny nie są złe, w Bostonie jest drożej. Dziwi mnie, jak tam hala się zapełnia. Ale Nowa Anglia to centrum big pharmy świata. Stąd pewnie ceny na Celtics na niższym ringu zaczynają się od $600 za krzesło.

            Publika w Chicago też byłą rozpuszczona przez Jordana i spółkę co miało wpływ na Blackhawks. Za rogiem czekają Bears, którym w końcu udało się poskładać ekipę: jest kumaty trener i główny rozgrywający. Ale w temacie NFL trzeba pochwalić społeczeństwo Chicago. Pomimo beznadziei Soldier Field cały czas pełne.

            W innym temacie napisałeś, że Detroit to dziura w porónaniu do Chicago. Historycznie było inaczej. Detroit to była motoryzacyjna stolica świata, a do Chicago pędziło się bydło. I nie było to wcale tak dawno temu. Owszem, to był punkt końcowy, tam jest największa giełda towarowa świata. Ale jednak miasto pomimo bycia już metropolią sportowo nie dowoziło. I Bulls i Blackhawks to były niziny ligowe. Detroit miało przynajmniej swoich Red Wings choć w latach 80tych też cieniutko przędli.

            W US&A chodzi tylko i wyłącznie o kasę. I dzięki temu udaje im się tworzyć bardzo dobry projekt sportowy. Ale efektem ubocznym jest brak wiernej bazy kibicowskiej. Za to mają nadwyżki glory fans. Czyli wróciliśmy do punktu wyjścia.

  1. Nieźle się orientujesz.
    Pamiętam że lokalsi chwalili się że w Chicago spośród wielkich aglomeracji jest najwięcej rzeźni i małych usługowo-produkcyjno-mechanicznych biznesów.

    Zahaczasz o historię, Detroit jako centrum motoryzacyjne, w latach 60tych zaczęło upadać i nawet pokryło się to z erą ” Dead Things” jak nazywano Red Wings do połowy lat 80tych. Co wiecej, Detroit było 4 aglomeracją w Stanach a po kryzysie i zamieszkach spadli aż na 27 miejsce (niestety prowincja). Chicago nie doświadczyło czegoś podobnego i się rozwijało w miarę, bo struktura przemysłowa była inna.
    To wszystko powodowało że Chicago to jednak metropolia, choć z wadami jeśli chodzi o kibiców.

    Stary Wirtz (ojciec Rocky’ego-też już RIP) robił takie numery że nie pozwalał zabierać zawodnikom jakiegokolwiek sprzętu poza budynek klubu o co były straszne wojny.
    Burza w szklance wody a liga szła naprzód.
    Stąd błogosławieństwem było zatrudnienie przez Rocky’ego Wirtza obu Bowmanów i przywrócenie chwały hokejowej chociaż na parę lat.
    Howgh