Żeby go zirytować wystarczyło grać w NHL nieczysto dla przeciwnej drużyny, grać dla przeciwnej drużyny, albo po prostu się urodzić lub oddychać. Jak mówi stare porzekadło amerykańskiego show-businessu „kontrowersja robi pieniądze”. Jeśli jest to pewnik, to Chris Simon musiałby być jednym z najbogatszych hokeistów na świecie. Już jako nastolatek (pewnie już wtedy ważył koło 100 kilogramów i miał z 180 centymetrów wzrostu), Simon sprawiał problemy i szukał kłopotów, które z uwielbieniem ściągał na samego siebie.

Mając niespełna 17 lat, borykał się już z uzależnieniem od alkoholu i kokainy, w walce z którym pomagał mu przyszły trener ekip NHL. To nie przeszkodziło jednak Indianinowi w dostaniu się do NHL. Stoczył między innymi bardzo dobrą walkę z legendarnym Tie’em Domim, którym zresztą miotał jak kawałkiem starej ceraty. We wtorkowy wieczór otrzymaliśmy smutną informację o jego śmierci. Oto jego historia w 10-minutowym wideo, a także tekście:

Autor: Michał Kolasiński / Michał Ruszel

Ostatni Ojibwe

„Indianin” to nie ksywa Chrisa Simona – to jego dziedzictwo. Simon jest bezpośrednim spadkobiercą dziedzictwa plemienia Ojibwe, z którego pochodzi jego ojciec. Plemię zamieszkuje terenu rezerwatu w Manitoulin Island. Jest dumny jest ze swojego pochodzenia, a obraza jego indiańskiego pochodzenia była karana solidnym mantem… ale o tym za chwilę.

Długowłosy Indianin nie przyszedł do NHL ścigać się z Gretzkym na punkty ani ogrywać Dominika Haska w zmyślny sposób. Simon był potrzebny lidze do robienia show, bicia ludzi za pieniądze i był w tym świetny. W swojej karierze w NHL, przy wzroście ponad 190 cm Simon ważył około 115 kilogramów, co czyniło go czołgiem na łyżwach.

Ostatnia prosta sezonu NHL. Przegląd drużyn na Wschodzie

Ale to nie koniec. Z jego ust nigdy nie usłyszeliśmy wiarygodnych słów skruchy, tłumaczenia się ze swoich nieczystych zagrań, czy choćby mrugnięcia okiem podczas dokonywania aktów nielegalnej agresji na oponentach. Krótko mówiąc zrobił wiele złych rzeczy, ale żadnej z nich nie żałował. W pierwszym sezonie w NHL miał na koncie ponad 60 minut kar w kolejnym już ponad 130. Kończąc karierę w 2012 roku był jednym z ostatnich aktywnych zawodników, którzy kiedykolwiek grali dla Quebec Nordiques – organizacji, którą kochają fani w Quebec tylko jakoś zapomnieli o tym, kiedy drużyna faktycznie istniała.

W 1997 roku dał jeden ze swoich największych popisów w karierze – potraktował kijem Mike’a Griera z Edmonton Oilers. Czarnoskóry napastnik Oilers nazwał Simona czymś w rodzaju „indiańskiego brudasa z Ojibwe”, zanim Chris ukarał go za ten niewybredny komentarz. Nietrudno sobie wyobrazić, że nasz Indianin w ramach odwetu nazwał Griera „Czarnuchem”, po czym roztrzaskał o jego ciało swój kij. Obaj panowie zdali sobie sprawę z bezmózgiego zachowania i spotkali się po incydencie by się przeprosić. Przez krótki czas później grali razem w barwach Capitals.

Oko za Oko

W 2007 cała liga doskonale wiedziała już, że Simona należy się bać. Chłopak miał pracę w NHL, bo niewielu było chętnych na postawienie się indiańskiej maszynie do sprawiania bólu. A jednak znalazł się śmiałek. Ryan Hollweg ośmielił się rozbić Simona o bandę. Bohater tego tekstu uderzył twarzą w plekse i poczuł ból, a zaraz potem wściekłość.

Nie czekając długo Simon wstał i przyłożył Hollwegowi w twarz kijem nie robiąc sobie nic z tego faktu. Zaraz potem wybucha awantura, z której Chris nic sobie nie robi. Gniew i wściekłość Simona najlepiej pokazuje fakt, że uderzenie Hollwlega wywołało silny wstrząs mózgu u Amerykanina, który mimo to niesiony już pustym gniewem zdążył jeszcze wymierzyć karę. W ustawionej konferencji Simon beznamiętnie wypaplał regułkę napisaną mu przez NHL w której przepraszał i opowiadał o tym, jak to nie powinno mieć miejsca. Wierzył w to równie mocno, jak Nergal w Jezusa.

 

„… a on rozdepcze ci piętę”

Mamy wciąż rok 2007, Islanders mierzą się z Pittsburgh Penguins. Wściekły z powodu przepychanki na lodzie Simon, popycha Jarkko Ruutu by przejść do swojego boksu. Gdy napotyka na niezamierzony opór, zwyczajnie z całej siły następuje na nogę Fina, który upada na lód i zwija się z bólu. Simon niewzruszony zachowuje się, jakby nic się nie stało – w sumie nikogo nie dziwił fakt, że Indianin się zirytował.  Jednak włodarze Isles mieli już dość. Simon otrzymał 30 spotkań zawieszenia bez wynagrodzenia, oraz „kopa w tyłek” od organizacji z Nowego Jorku.

 

K.O. na do widzenia

Już bez kontrowersji, ale w swoim wielkim stylu – tak pożegnał się Simon z NHL. Na koniec kariery w tej lidze rozegrał 10 spotkań dla ekipy Wild. Simon skrzyżował pięści z równie potężnym zabijaką Jimem Vandermeerem. Ekscytująca walka w wadze super ciężkiej zakończyła się potężnym prostym, po którym Vanderemeer gruchnął o lód tak, że prawdopodobnie powstały pęknięcia w tafli. Simon pożegnał się z ligą robiąc to, co robił najlepiej.

Był mimo swoich występków ulubieńcem tłumów, choć niektórzy mówili że ze sportem niewiele miała wspólnego jego postawa. Zimny, beznamiętnie tłukący przeciwników potwór budził szacunek u wszystkich, którzy choć raz w życiu chcieli być prawdziwym „zimnym draniem”. Simon taki właśnie był. Ośmiokrotnie zawieszany, z czego dwa razy na naprawdę dużą ilość czasu.

Dwukrotnie doszedł do finałów Pucharu Stanleya, w 1998 roku będąc członkiem ekipy Capitals i w 2004 roku z Flames. W obu przypadkach zakończyło się to fiaskiem, Indianin nie został mistrzem NHL. Z pewnością nie był w niej jednak graczem anonimowym, agresywny styl i mimo to 782 występy 144 bramki i 161 asyst, to wszystko trzeba darzyć respektem.

 

Jak przepuścić 15 milionów dolarów?

48-letni obecnie Simon wyznał kanadyjskiej Ottawa Sun, że jego życie od czasu zakończenia kariery to pasmo porażek i jeden wielki koszmar. Lekarz orzekł, że Chris cierpi na chroniczną depresję, bezsenność i napady gniewu oraz lęku. Indianin nie pracował od 2015 roku, nie mogąc znaleźć sobie miejsca na ziemi. Wszystko wskazuje na to, że zawodnik cierpi na encefalopatię gąbczastą – czyli morderczą chorobę sukcesywnie przerabiającą hokejowych gladiatorów na bezbronne zagubione, cierpiące i obolałe dzieci. Skutek licznych wstrząśnień mózgu, o których dopiero w ostatnich latach robi się głośno.

Nigdy nie był w czołówce najlepiej zarabiających, ale jako takie finanse jako zawodnik NHL miał zabezpieczone. 15 milionów dolarów wyparowało z jego konta jak kamfora. Pozostały długi, a Simon złożył dokumenty o bankructwo i prosi o pomoc rząd Stanów Zjednoczonych. Aktualnie określił swoją sytuację, jako beznadziejną, a lekarz sądowy stwierdził niezdolność do podejmowania jakiegokolwiek zawodu. Ostatnim zajęciem Simona była jego szkoła hokejowa, która jednak upadła z powodu niezdolności do pracy nawet w charakterze „mentora”.

 

Jaka kochanie twoja cena?

Simon potrafił przekroczyć milion dolarów rocznie w zarobkach, gdy bił się na taflach NHL. Przed sądem w sprawie o swoje bankructwo wykazał, że w ostatnim roku gry zarobił niecałe cztery tysiące dolarów (16 tysięcy złotych).

Chris zalegał z podatkami, które wynosiły już ponad 30 tysięcy dolarów, a nawet z rachunkami za telefon, gdzie przedzwonił prawie 1500 dolarów. Jego obciążenie karty kredytowej wynosiło ponad 33 tysiące dolarów, a jego pożyczki sięgały kolejnych 18 tysięcy Jerzych Waszyngtonów. Dochodziły do tego wydatki na psychiatrów, lekarzy „od głowy” oraz terapię.

Prawnicy orzekli, że gdyby Simon sprzedał wszystkie swoje aktywa, oraz wiejską chatę (łodzie, samochody, inne nieruchomości), i tak byłby winien wierzycielom jeszcze ponad 200 tysięcy dolarów. Sytuacja wydawała się być beznadziejna.

Rise and fall of… Chris Simon?

Simon przez wiele lat podrywał swoje drużyny do boju, bił się, by inni nie musieli i robił show przypłacając to własnym, dziś już w beznadziejnym stanie, zdrowiem. Zawodnik był niezwykle kontrowersyjny, i pogruchotał kilkadziesiąt niewinnych obojczyków i żeber. Ktoś może więc powiedzieć, że karma wraca. W wieku 52 lat podjął dramatyczną decyzję o odebraniu sobie życia, według rodziny doprowadziły do tego długotrwałe urazy mózgu. Według nieoficjalnych relacji świadków, rzucił się z balkonu swojego mieszkania i nie przeżył upadku.