Pierwszoplanowymi postaciami największym widowisk hokejowych są zawsze sami zawodnicy. W dalszej kolejności trenerzy i ich asystenci. Jest też często bezimienny dla większości kibiców sztab ludzi, którzy pełnią najróżniejsze czynności przy drużynie, a których praca jest bezcenna. Należą do nich z pewnością spece od przygotowania sprzętu. Oto historia jednego z nich, który z malutkiego warsztatu dostał się na sam szczyt.

Przed synem szewca z Italii otworzył się NHL-owy świat

Jest połowa marca 1991 roku. Zakład szewski przy Wellington Street w Montrealu. Jak to zwykle w takim miejscu w powietrzu unosi się wyraźny i specyficzny zapach skóry. W rogu na stołku siedzi 26-letni Marco Argentino pochłonięty swoją pracą. O dziwo, nie leży przed nim para trzewików, ale hokejowe rękawice. Zakład o nazwie Cordonnerie Argentino jest wyróżniającym się miejscem w tej okolicy, tak jak i specyficzne jest zajęcie pochłaniające jego właściciela. Szykuje sprzęt na play-offy dla kapitana miejscowych Canadiens, Guya Carbonneau.

Posiadający w tamtym momencie na swoim koncie dwa Trofea Franka J. Selke hokeista chciał mieć lepsze czucie kija, stąd też zlecił wymianę materiału w tej części rękawic, która styka się bezpośrednio z nim. Argentino wybrał w końcu coś co uważał za odpowiednie, zszył i pognał do Montreal Forum, aby spotkać się ze swoim klientem. Usłyszał, że to nie to, skóra musi być cieńsza. Szybka poprawka i kolejna wyprawa autem przez Kanał Lachine do hali, gdzie czekał Carbonneau. „Wciąż zbyt grube” powiedział zdobywca Pucharu Stanleya z 1986 roku.

Zrobiło się trochę nerwowo, bo reputacja Argentino została wystawiona na szwank, ale to twórca, innowator, designer. Wziął więc byka za rogi i pognał do jednego z dostawców z hasłem „Masz mi dać najcieńszą i najdelikatniejszą skórę jaką posiadasz”. Nagle na ladzie przed nim pojawił się płat skóry cielęcej prosto z Włoch służący do robienia wewnętrznych wkładek w obuwiu damskim.

Kolejna wyprawa do Montreal Forum okazała się pełnym sukcesem. Kapitan tylko skinął głową i stało się jasne, że to jest właśnie to. Tym samym przed synem szewca z Italii otworzył się niesamowity świat. Tworzył sprzęt na igrzyska olimpijskie, Mecze Gwiazd NHL, a z czasem zaczął odgrywać kluczową rolę w szeregach potentata jakim jest firma CCM. Tą drogą poznał się i pracował dla takich nazwisk jak Wayne Gretzky, Sidney Crosby, czy Connor McDavid. Argentino stanowi w czasach zmechanizowanej technologii katalizator przypominający, iż połączenie nowoczesnych możliwości produkcyjnych ze sprawnymi rękoma artysty może zdziałać prawdziwe cuda.

Pierwszy klient zawitał do Cordonnerie Argentino w 1954 roku, czyli pięć lat po tym jak John, ojciec Marco przybył do Montrealu z Włoch. Zanim jego potomek zaczął dosięgać do stołu, już spędzał soboty z tatą w miejscu jego pracy. Tym samym kontynuował tradycję, w której został wychowany.

– Kiedy byłem małym chłopcem po powrocie ze szkoły nie oddawałem się beztroskiej zabawie – wspomina John. – We Włoszech w tamtych czasach normą było, iż dzieci terminowały u mistrza… krawieckiego, szewskiego, fryzjerskiego, jakiegokolwiek, ucząc się w ten sposób konkretnego fachu. Mój ojciec miał znajomego szewca, więc zamiast patrzeć jak szwendam się po ulicach, wysłał mnie po naukę do niego.

Nic zatem dziwnego, że Marco już jako pięciolatek majstrował coś tam u boku taty w jego montrealskim zakładzie szewskim. W wieku 12 lat korzystając z pomocy bańki na mleko, która pozwalała mu wygodnie pracować przy stole, gdy na niej stał, naostrzył pierwsze łyżwy w życiu. W tamtych czasach na Wellington Street działało jeszcze osiem innych zakładów szewskich, ale przetrwał tylko jeden… choć z butami miał niewiele wspólnego.

Przygotowywał sprzęt dla całej drużyny NHL

Zakład położony jest w Verdun, które jak mówi Marco „zawsze było mekką hokeja”, a do 2002 roku miało własne prawa miejskie. Dopiero 18 lat temu zostało wchłonięte przez Montreal.

– Charakter naszego punktu stopniowo się zmieniał od typowego miejsca, w którym naprawia się buty i galanterię skórzaną do warsztatu specjalizującego się w modyfikacjach sprzętu hokejowego. Ludzie przychodzili i widzieli, że ojciec wciąż coś robi przy jakichś rękawicach, albo ochraniaczach, a że w okolicy wszystkie dzieciaki trenowały hokej, to zaczęto znosić coraz więcej sprzętu do naprawy. Pomocne w zmianie charakteru miejsca okazało się wstawienie pod koniec lat 60-tych maszyny do ostrzenia łyżew.

Momentem, który przełomowym było pojawienie się w warsztacie Eddy’ego Palchaka, faceta zajmującego się wyposażeniem Canadiens. To było dekadę po tym, jak w Cordonnerie Argentino stanęła ostrzałka. Kanadole byli wtedy w trakcie swoich czterech triumfów ligowych z rzędu, a trenowali nieopodal w Verdun Auditorium. Palchak jak usłyszał o tym zakładzie, to wpadał do niego co chwilę z czymś co wymagało naprawy. Dla młodego fana hokeja, którym był Marco, sprawa wydawała się wyjątkowa. On sam znał Canadiens tylko z telewizji, a tutaj miał możliwość „dotknąć nieba” poprzez styczność z ich sprzętem oraz człowiekiem z klubu.

Pewnego razu Marco przyszedł do zakładu, a ojciec akurat majstrował coś przy parze starych Daoust 301. John zapytał „Wiesz czyje są te łyżwy?” Jego syn nie miał pojęcia, kto jest ich właścicielem. Tata z dumą oznajmił, że należą do Guya Lafleura, który pierwszych 14 sezonów swojej kariery spędził w Montrealu, będąc prawdziwą podporą tamtejszej drużyny i zdobywając z nią pięć Pucharów Stanleya. Marco nie mógł uwierzyć w to, że w ich małym zakładzie pośród różnych pudełek zaadoptowanych do trzymania zamków błyskawicznych, nitów, nap, zapięć, oczek do sznurówek i tym podobnych rzeczy, znajdują się łyżwy prawdziwego bożyszcza Kanady, późniejszego członka Galerii Sław NHL.

 

Z początkiem lat 80-tych wizyty Palchaka stały się coraz rzadsze. Nie chodziło o to, że obniżyła się jakoś usług Johna, ale zmianie uległa polityka Canadiens, którzy większość rzeczy naprawiali we własnym zakresie, a do włoskiego imigranta zwracali się tylko w tematach tyle palących, co i trudnych.

W 1990 roku doszło do tej ważnej chwili, którą była zmiana pokoleniowa i zakład przeszedł w ręce Marca, a ten przemianował go na Argentino Sports i skoncentrował się wyłącznie na obróbce sprzętu hokejowego. Rok później skontaktował się z Palchakiem w temacie zacieśnienia współpracy, a efektem tego było wpisanie go na listę pracowników zespołu zajmującego się sprzętem Canadiens.

– Kiedy mój tata zajmował się ekwipunkiem montrealskich hokeistów, to odbywało się to w ten sposób, że Eddy wpadał do nas, kiedy po prostu czegoś potrzebował – opowiada Marco. – Wraz z rozwojem hokeja w latach 90-tych sprzęt zaczął się zmieniać, a do tego był coraz większy napływ zawodników. To wymagało pracy na pełen etat. Skończyło się na tym, że kiedy pierwszy raz wszedłem w 1991 roku do Montreal Forum, to już praktycznie zostałem tam na zawsze, czyli odwiedzałem to miejsce codziennie. Moimi rutynowymi zajęciami stały się: przyjazd na halę, zebranie uszkodzonego sprzętu, załadowanie go do torby, transport do warsztatu, naprawa i jak najszybszy powrót na halę, zanim spadnie pierwszy krążek.

Marco wie, że wszystko co zawdzięcza jest zasługą jego ojca, który zrobił z niego prawdziwego mistrza. Gdyby nie on, nie byłoby Argentino Sports. – Mój tata przekazał mi prawdziwy kunszt – mówi wdzięczny syn. – To sztuka, która nie polega tylko na umiejętności naprawienia czegoś, ale również na myśleniu jak to zrobić, jak zmodyfikować.

Wzywał go sam Wayne Gretzky

__________________________________

Aby czytać dalej

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów.

Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Istnieje możliwość zapłaty zwykłym przelewem bankowym. W tym celu proszę wykonać przelew na konto:

NHL W PL
Mbank: 22 1140 2004 0000 3902 8240 3095

W tytule należy podać wybrany abonament i adres e-mail. Jak tylko otrzymamy pieniądze, uaktywnimy konto. Można to przyspieszyć przesyłając nam potwierdzenie przelewu na re******@nh**.pl

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni50 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni90 zł
Anuluj