Przedstawiamy opowieść spisaną przez kanadyjskiego dziennikarza, który postanowił spędzić cztery dni w amerykańskiej trzeciej lidze hokeja ECHL. Scott Wheeler przekonał się na własnej skórze, towarzysząc ekipie Brampton Beast w 2019 roku, jak wygląda życie na tym poziomie hokeja, gdzie podróże są tak samo długie jak w NHL, lecz bardziej męczące, a wypłaty dużo niższe niż się wam wydaje. Amerykański sen? Na pewno nie w ECHL. Jednego jednak tym wszystkim ludziom nie brakuje – pasji do hokeja i chęci spełnienia marzeń… o NHL!

Dziś druga z czterech części opowiadania, część pierwszą możesz przeczytać tutaj:

Cztery dni w piekle trzeciej ligi hokeja. Opowieść o ECHL – dzień 1

Dzień drugi: Reading, Pensylwania. Hol hotelu Crowne Plaza, 5 stycznia, 9.30

Droga jednego z zawodników Bestii do tego momentu różni się od pozostałych.

Latem 2016 roku – po ośmiu sezonach błąkania się między SPHL, the Federal Hockey League (najniższą profesjonalną ligą na północnym wschodzie Stanów, w której pułap wynagrodzeń wynosi 5 000 dolarów) i Allan Cup Hockey (kanadyjską ligą seniorską) – Chris Leveille wziął udział w obozie dla wolnych agentów, organizowanym przez Beast.

Każda profesjonalna drużyna ze średniej ligi wykorzystuje takie kampy do zarobienia pieniędzy. U Bestii wpisowe wynosiło 300 dolarów; bardzo często zgłasza się mnóstwo amatorów, którzy sądzą, że dostaną się do ECHL. Zwykle na obozie Beast jest 80 zawodników, więc – jak łatwo policzyć – drużyna z łatwością zarabia 24 000 dolarów.

To nie poważne poszukiwania talentów, a okazja na łatwą kasę.

Leveille rozmawiał z Chaulkiem przed kampem, wspomniał o swojej dominacji w innych profesjonalnych ligach, ale trener nie zwrócił szczególnej uwagi na osiągnięcia zawodnika w przeszłości.

Wiedziałem, że prędkość na lodzie wyróżni mnie spośród innych hokeistów – opowiada Leveille, kiedy siedzimy razem w hotelowym holu. – Chaulk ostatecznie zaprosił mnie na główny obóz. Właściwy czas, właściwe miejsce i trener, który dał mi szansę.

Na początku powoli podbierał minuty podstawowym graczom drużyny. Pod koniec roku był już jednym z najlepiej punktujących w Brampton i niezwykle ważną częścią pierwszej formacji. W tym sezonie ze średnią prawie punktu na mecz jest drugi na liście bramkostrzelnych.

Jego hokejowe perypetie to nie jedyna niezwykła rzecz u tego zawodnika. Jego ambicje też są nietypowe. Leveille ma 30 lat i nie chce grać nigdzie wyżej niż ECHL. Mieszka w Guelph, gdzie na zmianę ze swoją byłą partnerką zajmuje się ich sześcioletnim synem.

Levs powiedział Chaulkowi, że prędzej zakończy karierę niż zagra w innym klubie.

Dobrze mi tutaj. Willie Corrin przebił się do AHL – cały czas trenował, a nocował w hotelach. Ja nie chcę tak żyć. Tutaj mi odpowiada, mamy świetną ekipę, gram w hokej, więc jest fajnie. Bywają dni, kiedy myślę sobie: „Boże, co my wyprawiamy?”. Całe szczęście mogę spać w busie, ale chłopaki z tyłu całą noc potrafią grać w karty. Jak oni to robią?… Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak ciężka jest ta liga.

W tamtym meczu przeciwko Reading nadszedł jeden z najważniejszych momentów w karierze Leveille’a – zagra przeciwko De Haasowi, czyli własnemu kuzynowi.

Zawodnikom jak Levs, którzy grali w juniorskiej trzeciej lidze, takie chwile dają satysfakcję.

A nie zdarzają się zbyt często. – dodaje.

Broda, zgolona głowa, tatuaże, czapka, nieustanny żartobliwy trash talk, dość surowy wygląd – z pozoru twardziel, w trasie woli samotność.

W autokarze, kiedy nie jest zajęty krzyczeniem na kogoś, oddaje się lekturze książki Osho, indyjskiego guru, zatytułowanej Miłość, wolność, samotność.

===

Blake, czemu w autobusie jeszcze nie jest ciepło? – Leveille rzuca sarkastyczną uwagę, wsiadając do autokaru przed porannym treningiem.

Stixy przypomina Outhouse’owi o zablokowaniu drzwi busa, kiedy czeka przed halą, a zawodników ostrzega, żeby byli ostrożni. Według statystyk z 2010 roku Reading jest najbiedniejszym miastem w Stanach – blisko połowa dzieci żyje tu w ubóstwie.

W ciągu ostatnich lat zdarzały się strzelaniny przed halą, kiedy Beast byli wewnątrz na meczu, i burdy w hotelu.

Strasznie tu jest – wzdycha Stixy.

Jednak nikt nie otwiera drzwi, kiedy zawodnicy dotarli na lodowisko. Musieli zadzwonić do Chaulka i poprosić, żeby ich wpuścił; trener zawsze opuszcza hotel sporo przed wyjazdem autokaru i na własną rękę dojeżdża do hali.

Jak można się było spodziewać, atmosfera na treningu jest senna. Chaulk próbuje podkręcić tempo ustalając, że zawodnicy nie mogą dotykać gumy pomiędzy konkretnymi ćwiczeniami (sam musi potem zbierać krążki, przygotowując następny drill).

Lekko poirytowany przypomina chłopakom, że to nie grzech rozmawiać między sobą.

W Santander Arenie drużyna gości dostaje cztery małe pomieszczenia; jest tak mało miejsca, że nie da się równocześnie otworzyć wszystkich drzwi, bo skrzydła na siebie nachodzą. Zawodnikom przypadają dwa pokoiki, inny dzielą Lemay i Chaulk, a w ostatnim Gilliland-Smith rozłożyła leżankę. Próżno szukać przydzielonych półek czy ławek – zawodnicy siedzą na plastikowych krzesełkach.

Stixy jest uosobieniem pracownika zajmującego się sprzętem. Pomagał przy ponad 900 meczach w prawie wszystkich profesjonalnych północnoamerykańskich ligach poniżej NHL; wiecznie narzeka na jakość bluz hokejowych. Wydaje się, że cały personel Bestii boi się Stixy’ego, ale równocześnie uwielbiają go i doceniają jego wielkie umiejętności.

Wysoki, z krótko ostrzyżonymi włosami i śmiertelnie poważną miną, zawsze z nożyczkami pod ręką, ręcznikiem przewieszonym przez ramię, saszetką w pasie, a na nogach ma klapki, które na czas meczu zamienia na porządne buty (gdyby tak ktoś przypadkiem go nadepnął). Kiedy czyjś kij się złamie, Stixy bez patrzenia wie, który zapasowy ze stojaka podać. Spędza całe dnie – a często i noce, jeśli nie czeka ich nocna podróż – na czyszczeniu i suszeniu sprzętu; zszywa też podarte bluzy, naprawia naderwane rękawice, ostrzy łyżwy i przygotowuje szatnie.

W boksie – które w ECHL są często zbyt małe dla współczesnych profesjonalnych drużyn hokejowych – w czasie meczów przeciska się między zawodnikami, żeby wymienić złamaną płozę czy naostrzyć łyżwy.

Gilliland-Smith jest inna – cicha i powściągliwa, podczas podróży preferuje własne towarzystwo, a najczęściej pierwsza wdrapuje się na autokarowe łóżko, licząc na choć odrobinę snu. Odmawia zawodnikom, kiedy ci proszą ją o amoniak w postaci soli trzeźwiących tak często widzianych w NHL, za to jej plastikowa walizeczka pełna jest leków, bandaży, opasek, a nawet pomadek do ust, które bardzo się przydadzą w ten najzimniejszy weekend roku.

Przed każdym treningiem czy meczem oraz po nich do pokoju lekarki ustawia się kolejka w oczekiwaniu na nową taśmę, bandaż czy okład z lodu. Niemal każdy hokeista Bestii ma problem z barkiem, kostką lub kolanem, więc wszyscy codziennie potrzebują jej pomocy w odpowiednim, bezpiecznym rozciąganiu.

Stixy i Gilliland-Smith poznali się w Amarillo w Teksasie (pracowali tam dla zespołu w już nieistniejącej Central Hockey League), a potem życie rzuciło ich między innymi do Abbotsfordu, Niagary, Rapid City, Kalamazoo i Fortu Erie, aż wreszcie trafili do Brampton. Z Bestiami są od samego początku istnienia drużyny, czyli od 2013 roku; orientują się w lidze i wiedzą o ekipach z problemami finansowymi. Są nieocenionym wsparciem dla Chaulka.

Jeśli by to ode mnie zależało, zostałbym tu do emerytury, ale ten biznes tak nie działa – westchnął Stixy, po czym przypomniał trenerowi, że ten nie dał mu jeszcze ciuchów z poprzedniego dnia do prania.

Państwo Smith żartują, że Beast „płacą gorzej niż McDonald’s” i dodają, że często muszą zostawiać swoje dzieci z innymi członkami rodziny na długie tygodnie. Rodzice cały sezon oszczędzają, żeby latem zgodnie z nową tradycją zabrać pociechy do Disney World w ramach zadośćuczynienia za cały ten czas rozłąki.

Kiedy jest im smutno, że wyjeżdżamy w ciągu sezonu, przekupuję ich: „Lubicie co roku jeździć do parku Disneya, prawda?” – przyznaje Gilliland-Smith, przeglądając zdjęcia z poprzednich wycieczek.

===

Brandonowi Marino też zebrało się na wspominki; opowiada

__________________________________

Aby czytać dalej

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów.

Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Istnieje możliwość zapłaty zwykłym przelewem bankowym. W tym celu proszę wykonać przelew na konto:

NHL W PL
Mbank: 22 1140 2004 0000 3902 8240 3095

W tytule należy podać wybrany abonament i adres e-mail. Jak tylko otrzymamy pieniądze, uaktywnimy konto. Można to przyspieszyć przesyłając nam potwierdzenie przelewu na redakcja@nhlw.pl

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni50 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni90 zł
Anuluj