Ostatnim razem, gdy Anaheim Ducks ogłaszali nazwisko nowego stałego menedżera swojej ekipy, ledwie osiem dni wcześniej Barack Obama został wybrany na prezydenta Stanów Zjednoczonych, a najnowszym smartfonem od Apple był iPhone 3G. Doskonale widzimy więc, że zmiany na szczytach władzy w hokejowej ekipie z Orange County nie zdarzają się zbyt często, co sprawia, że zatrudnienie Pata Verbeeka jako szóstego GM-a w historii organizacji jest jeszcze bardziej znaczące. Co zastanie w swoim nowym biurze i jakie mogą być jego pierwsze ruchy?

Trzynastoletni okres rządów poprzedniego GM-a, Boba Murray’a przyniósł Ducks najdłuższy okres bycia w ligowym czubie w historii organizacji, okraszony dwoma występami w Finałach Konferencji Zachodniej w 2015 i 2017 oraz pięcioma tytułami mistrzów Pacific Division z rzędu (lata 2012-2017). Ekipa z Orange County była nawet o jedno spotkanie od Stanley Cup Final w 2015, ale przegrała pamiętną serię z Chicago Blackhawks, prowadząc już 3:2.

Chociaż brak Pucharu Stanleya w tym okresie nadal uwiera wszystkich związanych z tą organizacją, to nie można kwestionować tego, że praca Murray’a przyniosła trwałe sukcesy i pozwalała liczyć się w walce w każdym kolejnym roku. Jednak były GM Ducks wydawał się bardzo niechętny do przejścia z epoki, gdy jego skład zaczął się starzeć do prawdziwej przebudowy, dopóki nie stało się już mocno oczywiste, że ta grupa nie jest już w stanie notować dobrych wyników w takim składzie. Anaheim zostali odprawieni z kwitkiem w pierwszej rundzie play-off 2018 z San Jose Sharks i od tamtego czasu plasowali się już rokrocznie poza najlepszą ósemką swojej części ligi. To mogło się zmienić w trwającym sezonie, ale by zbliżyć się do tej możliwości Ducks i ich kibice musieli przetrwać trzy naprawdę koszmarne sezony. Jak na ironię, to nie brak sukcesów na lodzie, przyczynił się do ostatecznego końca Murray’a na swoim stanowisku. Po szesnastu sezonach w organizacji stracił je w związku z niezdrową, toksyczną atmosferą, jaką miał wywierać na swoich podwładnych i współpracowników.

Teraz to do Verbeeka będzie należeć zbieranie w całość niezbędnych elementów i zmienienie niegdyś mocnego zespołu w permanentnego kandydata do Pucharu Stanleya. Uczeń Steve’a Yzermana właśnie taki ma zamiar, czego nie krył na swojej pierwszej konferencji prasowej. Celem jest bycie bardzo dobrym przez naprawdę długi czas, a zdaniem Verbeeka Ducks są, póki co mniej więcej w połowie mozolnej przebudowy, która ma ich do tego doprowadzić.

Jeszcze nawet kilka tygodni temu wcale nie było przesądzone, że to właśnie Verbeek zostanie nowym menedżerem w Anaheim. W skład komitetu, który miał wyłonić odpowiedniego kandydata poza właścicielami, innymi ważnymi osobistościami od lat związanymi z organizacją, weszły również wielkie legendy zespołu jak Teemu Selanne, Paul Kariya i Scott Niedermayer. Anaheim mieli bardzo dobrych kandydatów wśród ludzi pracujących już dla organizacji (Martin Maden, Jeff Solomon), jednak kiedy zaczął się cały proces, zaczęto przesłuchiwanie kandydatów, także tych z zewnątrz, ci wewnętrzni jakby zaczęli tracić swoją uprzywilejowaną pozycję. Kiedy pojawiło się nazwisko Verbeeka, momentalnie znalazł się on na pole position. Ponoć Ryan Martin i Jason Botterill byli innymi kandydatami, którzy znaleźli się w finałowym gronie, ale po peanach, jakie właściciele wygłosili już po wybraniu Verbeeka, wydaje się, że wielkich wątpliwości jednak tam nie było. Komitet wybierających wyraźnie docenił doświadczenie, charakter i osobowość Verbeeka, który spędził bardzo udany okres w sztabie menedżerskim Tampa Bay Lightning, a ostatnio wraz z Yzermanem pracował nad nabierającą coraz bardziej realnych kształtów przebudową Detroit Red Wings. Fakt, że Verbeek współpracował blisko z Yzermanem, który od dłuższego czasu uchodzi za wzór ligowego GM-a, na pewno miał duże znaczenie dla wybierających. Nowy menedżer Ducks ma także za sobą bardzo ciekawą karierę zawodniczą, w której trakcie rozegrał ponad 1400 spotkań, będąc jedynym graczem w historii NHL, mogącym się pochwalić ponad 500 golami i ponad 2500 karnych minut.

Jasne, za Verbeekiem kilka lat pracy z sukcesami jako asystent menedżera, ale ktoś mógłby zapytać, na czym opierać wiarę, że sprawdzi się jako główny szef i architekt całego projektu? Widzę co najmniej kilka powodów, które dają nadzieję, że tak się właśnie stanie. Po pierwsze, Verbeek otwarcie mówi o coraz ważniejszej w tej grze analityce, wspominając, jak w Red Wings stworzono cały departament, gromadzący dane, które pomagały potem weryfikować to, co widać „na oko”. Już samo to jest ogromnym odejściem od ery Murray’a, GM-a w starym typie, któremu nigdy nie udało się zbudować takiej komórki, dostarczającej dane ściśle powiązane z podejmowanymi potem decyzjami.

Analityka pomaga wyeliminować jak najwięcej uprzedzeń, kiedy ocenia się jakiegoś gracza, pomaga też decydentom zrozumieć, którzy członkowie zespołu w największym stopniu przyczyniają się do jego sukcesów, a którzy takiego kluczowego wpływu nie mają. Według wszystkich relacji, Verbeek przy wykorzystywaniu danych wykracza daleko poza ligową średnią, spędzając wiele godzin na skautowaniu graczy z całego świata. Patrząc na sukcesy przy identyfikowaniu talentów, jakie odniosły zarówno Tampa Bay, jak i Detroit, wydaje się, że Ducks mogą liczyć na bardzo podobny impuls, a to będzie bardzo ważne w kolejnym kroku przebudowywanego zespołu.

Tak, w Anaheim radzą sobie doskonale w wyławianiu talentów poprzez draft, ale ich profesjonalny skauting został zdecydowanie w tyle za konkurencją. Nie będzie wielką przesadą, jeśli powiem, że niezdolność menedżmentu do właściwej oceny profesjonalnych graczy był jednym z głównych czynników wyhamowania wyników całego zespołu w minionych latach. Gracze rodem z bottom six często dostawali dużo większe role i minuty niż powinni, ponadto mieliśmy często niezbyt uzasadnione stawianie na weteranów oraz niezliczoną ilość niewielkich hockey deals, które tak naprawdę niczego ciekawego do zespołu nie wnosiły.

Wreszcie, być może najważniejsze, Verbeek wydaje się mieć realistyczny obraz swojego nowego zespołu. Fakt, że od razu wspomniał, iż zespół jest dopiero w połowie drogi, którą ma do przejścia, jest warty podkreślenia. Tak, Ducks są w tym roku bardzo fajną, pozytywną historią. Mają chwilę radości zgnębieni poprzednimi sezonami kibice. Powody do dumy mają sami zawodnicy, którzy znaczącą przebili to, czego spodziewali się po nich niemal wszyscy eksperci. Nie zmienia to jednak faktu, że daleko im jeszcze do miana realnych kandydatów do głównego trofeum, a przecież tylko to się w tej lidze naprawdę liczy. Bottom six zespołu jest jego wyraźną słabością, a młody trzon ekipy z Troy’em Terry’m, Trevorem Zegrasem czy Jamie Drysdale’m powinien być znacznie lepiej otoczony wartościowymi, ogranymi graczami. Być może jakiś inny menedżer byłby bardziej skłonny, by powalczyć mocniej o fazę play-off, poruszyć niebo i ziemię, by podpisać nowe umowy z potencjalnymi wolnymi graczami w osobach Hampusa Lindholma, Rickarda Rakella i Josha Mansona, ale Verbeek nie kryje, że ma inne zamiary. Zimne spojrzenie człowieka zupełnie z zewnątrz i brak emocjonalnych więzi z ludźmi, którzy dla tego zespołu grają od lat, to coś skrajnie odmiennego od postawy Murray’a, który ewidentnie nie był chętny, by handlować zawodnikami, z którymi mocno się zżył. Nie znaczy to oczywiście, że cała wspomniana trójka opuści niebawem Anaheim, ale jeśli miałbym obstawiać, to na pewno nie powróci w komplecie. Z jednym Vebeek się nie kryje albo będzie nowy kontrakt, albo wymiana, bo nie stać go na utratę tych graczy za darmo poprzez letni rynek wolnych zawodników. Takie myślenie jest jak najbardziej słuszne i musi się podobać.

Teraz gdy wszystko to, co powinno być powiedziane padło, została trudniejsza część: wykonanie pracy. Verbeek ma trochę czasu, pierwsze ważne decyzje przy okazji trade deadline, ale nawet po nim, proces prawdziwego uzupełniania składu na kolejne lata będzie nadal na wczesnym etapie. GM Anaheim będzie też musiał zdecydować, czy chce dalej współpracować z trenerem Dallasem Eakinsem, któremu po sezonie kończy się obecny kontrakt. Czy na swoich stanowiskach pozostaną asystenci menedżera, którzy brali udział w konkursie o główne stanowisko? Verbeek niewątpliwie zasłużył na szansę pracy na własne konto, czego nie krył i Steve Yzerman i w Anaheim dostaje bardzo ciekawą okazję, by się poważnie sprawdzić i zbudować coś swojego. Kibice Ducks mają prawo zachowywać optymizm, który złapali w trwającym sezonie i niewątpliwie z wielką niecierpliwością będą wypatrywać pierwszego ruchu nowego szefa swojej ukochanej ekipy.