Fatalny okres dla Chicago Blackhawks trwa w najlepsze. Jastrzębie, które zanotowały beznadziejny start nowych rozgrywek NHL, jednocześnie trawi dużo ważniejszy i poważniejszy kryzys., ba! To być może największy skandal w historii tej ligi. We wtorkowe popołudnie właściciel organizacji Rocky Wirtz oraz Donny, jego syn, pełniący funkcję prezesa klubu wystąpili na konferencji prasowej wraz z Reidem Scharem, przedstawicielem kancelarii prawnej Jenner&Block. W jej trakcie zaprezentowano wyniki wewnętrznego śledztwa przeprowadzonego po tym, jak w maju dwóch byłych zawodników Jastrzębi oskarżyło Brada Aldricha, ówczesnego trenera video, o napaść seksualną. 107-stronicowy raport w przeważającym stopniu potwierdził wersję eks-hokeistów oraz postawił w fatalnym świetle całą klubową wierchuszkę pracującą w Chicago w 2010 roku, kiedy doszło do tej porażającej historii. Wraz z opublikowaniem raportu ogłoszono, iż z klubem pożegnali się menedżer Stan Bowman oraz wiceprezes ds. sportowych Al McIsaac, a już dzień później dynamika ujawniania kolejnych wątków nabrała niezwykłego tempa.

Ostatnie sto sztuk Skarbu Fana NHL! Zamów zanim się skończy!

Na początku warto nakreślić oś czasu i ustalić fakty. Otóż: 13 maja 2021 (wówczas anonimowy) zawodnik Blackhawks złożył pozew w sądzie w Chicago twierdząc, że on i jego kolega z drużyny byli ofiarami napaści seksualnej z rąk członka sztabu szkoleniowego Blackhawks w maju 2010 roku. Co więcej, pozew zawierał w sobie zarzut, iż o wszystkim poinformowano kierownictwo klubu, które jednak zignorowało tę informację. 1 czerwca przeciwko organizacji wpływa kolejny pozew: tym razem anonimowy eks-hokeista z poziomu uniwersyteckiego, twierdzący iż również był ofiarą Brada Aldricha, oskarża Blackhawks o wystawienie pozytywnych referencji szkoleniowcowi, dzięki którym znalazł zatrudnienie na Uniwersytecie Miami w stanie Ohio, mimo że wiedzieli o jego wcześniejszych seksualnych przestępstwach. W czerwcu pojawiają się pierwsze osoby potwierdzające te zarzuty: najpierw dwie postaci z pobliża klubu anonimowo robią to w rozmowie z dziennikarzem śledczym stacji TSN Rickiem Westheadem, a pierwszym człowiekiem wypowiadającym się oficjalnie pod nazwiskiem zostaje Paul Vincent, który był wówczas członkiem sztabu szkoleniowego.

Później głos zabierają dwaj ówcześni hokeiści Chicago Blackhawks: Nick Boynton i Brent Sopel, również potwierdzający tę historię oraz twierdzący, iż wiedza o sprawie była w klubie dość powszechna – mieli o niej wiedzieć bądź słyszeć wszyscy z pionu menedżersko-trenerskiego raz praktycznie wszyscy hokeiści. Latem prawnicy poszkodowanego zgłosili się również do niedawno utworzonej komórki U.S. Center for SafeSport, a więc organizacji mającej walczyć o bezpieczeństwo zawodników w amerykańskim sporcie. Stan Bowman został bowiem wyznaczony przez Komitet Olimpijski do roli menedżera hokejowej reprezentacji USA na nadchodzące zimowe IO. Oczekiwano, że i z tej strony zostanie przeprowadzone odpowiednie śledztwo, jednak amerykański komitet odmówił wszczęcia jakichkolwiek kroków. Dotychczasowy finał miał miejsce we wtorek – około dwóch miesięcy po tym jak Hawks ogłosili, iż przeprowadzą wewnętrzne śledztwo – podczas wspomnianej na początku konferencji prasowej z udziałem przedstawiciela kancelarii oraz właścicielskiego duetu Donny Wirtz i Rocky Wirtz.

Najważniejszym punktem raportu należy uznać ten, w którym mowa o spotkaniu z 23 maja 2010 r. całej klubowej wierchuszki w celu przedyskutowania dalszych kroków po tym, jak zdarzenie zgłosił poszkodowany gracz. Byli na nim obecni prezes John McDonough, wiceprezes Al McIsaac, menedżer Stan Bowman, asystent menedżera Kevin Cheveldayoff, dyrektor wykonawczy Jay Blunk, trener mentalny James Gary oraz trener główny Joel Quenneville. W jego trakcie postanowiono zataić sprawę Brada Aldricha, zamieść ją pod dywan z uwagi na ówczesne dobre wyniki Blackhawks (dzień później wyeliminowali 4:0 San Jose Sharks w play-off). Jedynymi pozostałymi w klubie ludźmi do przedwczoraj byli Bowman i McIsaac. Teraz też już nie ma, gdyż we wtorek opuścili zajmowane stanowiska. Za nieodpowiednie potraktowanie sprawy organizacja z Illinois została ukarana przez NHL 2-milionową grzywną.

Bodaj największe emocje wywołał wywiad udzielony przez poszkodowanego, na potrzeby procesowe wcześniej zwanym Johnem Doe (czyli tzw. „Janem Kowalskiem”). Hokeista pod wpływem raportu zdecydował się ujawnić i porozmawiał z Rickiem Westheadem z TSN w środowym programie SportsCentre. Kyle Beach, bo o niego chodzi, „spowiadał” się przez blisko pół godziny. Całość do zobaczenia tutaj:

Powyżej przedstawiłem same suche fakty, gdyż uważam, że to niezwykle poważna sprawa, którą należało jak najrzetelniej Wam naświetlić. Nie wyobrażam sobie jednak, żeby nie pokusić się o kilka słów komentarza, do czego niniejszym przechodzę. To bowiem nie koniec dziwnych, przykrych wydarzeń środy. Wielki niesmak pozostał po meczu Florida Panthers-Boston Bruins. Joel Quenneville, pod którego adresem wisi tak poważny zarzut, a już w piątek ma spotkać się na rozmowie dyscyplinarnej u komisarza Gary’ego Bettmana, jak gdyby nigdy nic poprowadził Pantery w domowym spotkaniu, po którym notabene nawet nie wyszedł do dziennikarzy. Dopiero po weekendzie z Bettmanem spotka się aktualny menedżer Winnipeg Jets, a więc również mocno zamieszany w tuszowanie skandalu Kevin Cheveldayoff. Fatalnie wyglądają oświadczenia przygotowane przez dosłownie wszystkie strony. Blackhawks niby potępili, ale z grubsza uznali, że teraz są całkowicie odcięci od tamtego pionu zarządzającego i zamierzają walką o sukcesy odzyskać dobre imię wśród kibiców. Beznadziejnie wygląda postępowanie NHL: przypomnę tylko, że lata temu ukarano NJ Devils 3 milionami grzywny za nieprawidłowości przy kontrakcie Ilji Kowalczuka, a nie tak dawno Arizonę pozbawiono wyborów w drafcie i nałożono grzywnę, bo poza wyznaczonym terminem kontaktowali się z chłopakami przystępującymi do draftu. 2 mln dla Blackhawks to jakieś 0,5% rocznego zarobku organizacji z Chicago. Groteskowa kara. Dramatycznie wypadł związek zawodników NHLPA. Raport wykazał, że Beach i do nich zgłosił się ze swoją sprawą. Nikt mu nie pomógł. A kto, do cholery, ma pomagać swoim zawodnikom jak nie ich własny związek…?

Szczerze mówiąc – chwilowo(?) całkowicie odechciało mi się emocjonować tą ligą. Jestem załamany na wielu przeróżnych poziomach. Beach zgłosił się do ludzi w klubie, którym ufał. Wierzył w tzw. „łańcuch dowodzenia”. Został olany, pozostawiono go samemu sobie, ba! Jak wynika z fragmentów 107-stronicowego raportu w klubie były osoby, które wmawiały mu, że kłamie i/lub sam jest sobie winny(!!!). Patrzę jak po kolei odpowiedzialność odsuwają od siebie wszyscy najważniejsi ludzie pracujący wówczas w Chicago: jak pisałem wyżej, właściciele pozbyli się wszystkich sprzed lat i ot, sprawa zakończona. Bowman w oświadczeniu bronił się, że on był młodym menedżerem, dopiero zaczynał pracę w tej roli i wierzył, że sprawą zajmie się prezes John McDonough. Piękna spychologia, zwłaszcza, że McDonougha nie ma w klubie od lat.

Joel Quenneville – jak wynika z raportu – zwyczajnie kłamał mówiąc w maju/czerwcu, że nie wiedział o sprawie. Tymczasem śledztwo wskazuje go jako jednego z najbardziej „umoczonych” – to on miał przekonywać, by nic z tą sprawą nie robić, bo to może popsuć szansę na dobry wynik. Gratuluję mistrzostwa, Joel. Bardzo miło też z twojej strony, że poleciłeś Aldricha do dalszej pracy w hokeju młodzieżowym (!), gdzie z jego rąk ucierpiał inny, 16-letni gracz. Z obrzydzeniem myślę o tym, że nie tylko zignorowano Beacha, ale jak gdyby nigdy nic pozwolono Aldrichowi pracować dalej w klubie, spędzić własny dzień z Pucharem Stanleya… A, czy dodałem, że jeszcze w trakcie kolejnego przepracowanego miesiąca w klubie próbował napastować kogoś z grupy stażystów? I na koniec wypłacono mu ponad 35 tys. premii za wyniki dając mu OPCJĘ rozwiązania umowy o pracę? Upiorne.

Potwornie zawiedli mnie zawodnicy, a przede wszystkim tzw. liderzy Chicago Blackhawks. Beach, Boynton i Sopel twierdzą, że o napaści wiedziała cała szatnia. Potwierdza to eks-członek sztabu Paul Vincent. A nie wiedzieli o tym najważniejsi ludzie szatni, tj. Patrick Kane, Duncan Keith i kapitan Jonathan Toews? Jasne… Wczoraj ten „wielki lider” Toews wyszedł do mediów – wyraził jakieś tam współczucie, ale przede wszystkim mówił o tym, że on… dobrze wspomina pracę z McIsaakiem o Bowmanem, że nie są za to odpowiedzialni i że to dobrzy ludzie, których szanuje. Zaiste, wspaniały charakter i lider. Hatfu.

O chowającym głowę w piasek Quenneville’u już napisałem, a Duncan Keith?

Nic nie wiedział, nic nie słyszał, nie zna się, nie orientuje. Jeszcze z tydzień i będzie przekonywać, że on to w Chicago przecież nigdy nie grał… A już największym kamieniem do ogródka hokeistów Blackhawks i całej hockey culture jest poniższy fragment raportu, wg którego w kolejnych miesiącach używano tego traumatycznego przeżycia by wyśmiewać Kyle’a Beacha…

Mieć takich kolegów? To już wrogów szukać nie trzeba… Dramat. Oglądanie wywiadu z Beachem to było naprawdę trudne zadanie, nawet nie potrafię sobie wyobrazić, ile musiał się nacierpieć przez te 11 lat(!), które upłynęło od tego zdarzenia.

Sam nie wiem, jak to spuentować. Nie mam dwunastu lat, by mieć jakieś złudzenia, że NHL to jakaś wyjątkowa liga pełna superbohaterów i perfekcyjnych postaci. Oczywiście tak nie jest, a aż strach pomyśleć, o ilu tragicznych rzeczach wokół NHL nie wiemy, ile spraw dosłownie poszło do grobu razem ze świadkami i sprawcami. Z drugiej strony myślę sobie, że my przecież wcale nie oczekujemy tak wiele. Tu wystarczyło nie być tchórzem, a być kolegą, człowiekiem. Całe środowisko zawiodło, cała dyscyplina zawaliła. A patrząc po nieudolnych ruchach wszystkich dookoła na przestrzeni ostatnich 24 godzin nic nie wskazuje na to, by faktycznie doszło do jakichś rewolucyjnych, systemowych zmian. Kto wie, czy to nie najsmutniejsza refleksja… Wiecie, kto jest rozważany jako następca Bowmana w roli GM-a USA na Igrzyska? Bill Guerin. Ten Bill Guerin, wobec którego aktualnie toczy się inne śledztwo o nieprawidłowościach w poprowadzeniu innego zgłoszenia przestępstwa na tle seksualnym. Jak to nie mówi wszystkiego o środowisku… Ta liga ciągle nosi na sztandarach jakieś górnolotne hasła o charakterze, uporze, uczciwości, przywództwie. Wynosi te cechy na piedestał, popada w samozachwyt jaka to nie jest świetna. A na koniec okazuje się, że jedyną zdolnością jaką wszyscy posiadają, jest zamiatanie gówna pod dywan. Wstyd, rzyg i hańba.

6 KOMENTARZE

  1. Nie jestem fanem jakimś hawks, ale lubię hehe
    Toews i DK oraz Q to takie ikony w sumie dla mnie.. I kur.. ka no niech spierdalaja do KHL może nawet z PK.
    Chwilowo nie oglądam NHL i daje sobie odpoczynek. Widzę i czuje nosem, że dalej będzie zamiatanie pod dywan syfu i spychologia. Wiadomo kasa i splendor jednak nasi bohaterowie rysują się na herosów, a są klasycznie w dużej części mieka faja gięci fuj

     
  2. Adrian, bardzo dobry tekst i bardzo trafny komentarz. Gratuluję, choć wiem, że takie słowa i tak nie mogą przynieść satysfakcji.

    Pozwolę sobie na bezczelne pytanie – czy rozważaliście ściągnięcie z tego artykułu paywalla, tak by można odsyłać do niego znajomych, którzy hokejem się nie interesują (i raczej nigdy nie zainteresują). Temat bardzo ważny, stąd taki pomysł przyszedł mi do głowy.