Przedstawiamy poruszającą i rozległą (ponad 4000 słów) historię hokeisty, który przez 10 lat występował w NHL w roli enforcera, a później z różnych przyczyn stał się bezdomny i był uznany za zaginionego przez prawie dekadę.

Dla ojca Matta, Lee Johnsona, kroplą, która przelała czarę było dudnienie w drzwi w środku nocy.

Nieco ponad rok wcześniej, w lutym 2005 roku, NHL pierwszy raz odwołało cały sezon z powodu lockoutu. Matt Johnson, znany zabijaka z Minnesota Wild, wrócił do swoich rodziców na farmę jabłek w Pelham (Ontario), miasteczku położonym niedaleko północnego brzegu Lake Erie.

Gdy mierzący 196 cm i ważący 100 kg weteran NHL na powrót zamieszkał w domu rodzinnym, napięcie u Johnsonów stało się nie do zniesienia.

Matt przesypiał całe dni. Nocami rodzice słyszeli, jak bez chwili wytchnienia chodził po domu, robił pranie, ćwiczył i gotował.

Lee i jego żona, Brenda, zmuszeni byli zainterweniować, gdy Matt zaczął wrzeszczeć na imigrantów, którzy zatrudnieni byli na rodzinnej farmie.

– Matt krzyczał na nich: „Co robicie na mojej ziemi?” – mówi Lee. – Próbowałem ich od siebie odseparować, ale gdy nie było nas w domu, ciągle zastanawialiśmy się, czy wszystko w porządku.

Wieczorem, gdy Lee odpoczywał, oglądając telewizję, Matt stawał za ojcem i gapił się na niego.

– Podnosiłem głowę i widziałem Matta, stojącego zaraz za mną. Mówiłem mu: „Chcesz usiąść i pogadać?”. Gdzie tam. Po prostu dalej tam stał – opowiada Lee. – Czułem się niekomfortowo. Kilkakrotnie budziłem się w środku nocy, orientując się, że Matt stał nad moim łóżkiem. Pytałem: “Matt, co tam?”, a on odpowiadał: “Nic.”.

Jak można spać, gdy ktoś robi coś takiego? Wyszło na to, że kładłem się do łóżka, ale nie mogłem zasnąć. Założyłem zamek w drzwiach do sypialni, żeby nie mógł do niej wejść. Nawet wtedy ciągle słyszałem, jak się z nim mocuje…

Johnsonowie mieli dość.

Na wiosnę 2006 roku zadzwonili po lekarza, który pracował ze związkiem zawodników NHL i poprosili o pomoc w ponownym umieszczeniu syna na odwyku.

Od tamtego czasu Matt nie wrócił do domu. Rodzice nie widzieli go od ponad dekady.

Z powodu nadszarpniętych relacji rodzinnych Mattowi w ostatnich miesiącach próbowała pomóc grupa przyjaciół i byłych kolegów z drużyny, m.in. byli zawodnicy Kings Jamie Storr i Rob Blake, były agent Ron Salcer i były doradca finansowy Scott Bye.

Tylko dzięki Scottowi Bye Johnsonowie dowiedzieli się, że ich syn, który grając w NHL zarabiał ponad sześć milionów dolarów rocznie, obecnie jest bezdomnym mieszkającym na ulicach Santa Monica w Kalifornii.

W ciągu dwóch miesięcy kanadyjska sieć telewizyjna TSN przeprowadziła wywiady z 24 członkami rodziny, przyjaciółmi, byłymi kolegami z drużyny i przeciwnikami Matta, z jego trenerami, menedżerami generalnymi i ojcem innego hokeisty, który miał ostatnio kontakt z Mattem i którego syn umarł z powodu nadużywania środków odurzających. Wszystko po to, by zrozumieć, co poszło nie tak i czy ktokolwiek mógł zaradzić temu, co matka Matta nazywa jego „upadkiem w niezwykle mroczne miejsce”.

Matt, który zadebiutował z Los Angeles Kings w styczniu 1995 roku, po odwołaniu sezonu 2004/05 nie zagrał już ani jednego meczu w NHL.

Jego rodzice twierdzą, że bez narzuconej bezpiecznej rutyny, znajomych i adrenaliny związanej z życiem w NHL zdrowie psychiczne Matta bardzo podupadło i jego walka z alkoholem i nadużywaniem środków odurzających – z którymi musiał się mierzyć już na początku swojej kariery w lidze – stała się jeszcze trudniejsza.

– Był kompletnie zagubiony, jak w próżni – mówi Lee.

Brenda uważa, że jej najstarszy syn jest dziś bezdomny z kilku różnych powodów. Mówi, że Matt – dla przyjaciół i kolegów z drużyny „Łoś” – miał problemy ze zdrowiem psychicznym już odkąd był nastolatkiem w OHL.

Zastanawia się, czy przypadkiem to ponad sto bójek w NHL i jeszcze więcej w OHL nie spowodowały u Matta uszkodzeń mózgu lub wyniszczającej mózg encefalopatii bokserskiej (CTE). Zadaje sobie też pytanie, czy zapewnienie Mattowi stałego dostępu do uzależniających środków przeciwbólowych podczas dekady, którą spędził w NHL przyczyniło się do tego, że nadużywał ich bez kontroli lekarskiej, powoli, ale konsekwentnie się wyniszczając, aż do momentu, gdy odepchnął nawet swoich najbliższych przyjaciół.

 

Ani Lee, ani Brenda przez lata nie wypowiadali się publicznie o problemach syna.

– Byłem dość ostrożny – mówi Lee. – Gdy ludzie pytają mnie, gdzie jest Matt, odpowiadam, że może nie podoba mu się tutejsza pogoda.

– Naprawdę, serio, ludzie nie chcą tego wiedzieć. Mają ten wyidealizowany obrazek swoich sportowców-bohaterów i tyle. Chcą pamiętać chwile chwały, a nie gorsze momenty. Nikt nie chce pamiętać tych gorszych momentów. Tylko ludzie, którzy w nich żyją.

Teraz Johnsonowie mają nadzieję, że dzieląc się historią, która przydarzyła się ich rodzinie, będą mogli pomóc innym, którzy zmagają się z podobnymi problemami i pokazać im, że nie są sami.

– Czemu o tym mówię? Gdy wiesz, że twój syn jest w tak desperackiej sytuacji i nie możesz nic z tym zrobić, gorzej już być nie może – mówi Brenda. – A ja wiem, że nie jesteśmy sami. Są inne rodziny z problemami takimi jak nasza.

Lee i Brenda poznali się w liceum w Pelham, Ontario, małej farmerskiej społeczności niedaleko Lake Erie. Pobrali się w wieku 19 lat i po roku Brenda urodziła ich pierwsze dziecko, córkę Rene. Matt urodził się rok później, w 1975, a po nim Spencer w 1980 i Nathaniel w 1987.

Jak twierdzi Lee, ich rodzina była ze sobą blisko. Oprócz lata, które spędzali w wynajętej chatce na Star Island na Kabenung Lake, około 200 km na północ od Sault Ste. Marie w Ontario, Johnsonowie większość czasu spędzali zajmując się swoją 180-akrową farmą jabłek.

Matt był wrażliwym dzieckiem i opiekuńczym bratem.

– Jako dziecko był łagodnym olbrzymem – mówi Lee. – Gdy ktoś zaczepiał kogoś w szkole, zawsze interweniował i rozwiązywał konflikt. Nigdy nie lubił łobuzów wykorzystujących inne dzieci. Taki właśnie był.

Matt zaczął grać w hokeja w wieku 9 lat. Pierwszy raz bił się na lodzie w dziecięcej lidze, gdy miał 12 lat, a bramkarz jego drużyny został potrącony przez zawodnika przeciwnej drużyny.

– To było dziwne z kilku powodów – powiedział Matt pisarzowi Stanowi Dischlerowi w jego książce „Ultimate Bad Boys: Hockey’s Greatest Fighters”. – Po pierwsze zawodnik, który popchnął naszego bramkarza był moim przyjacielem, mimo że był w innej drużynie. Po drugie, nasi ojcowie siedzieli obok siebie na trybunach i oglądali mecz. Zrzuciliśmy rękawice i zaczęliśmy się bić. W tym czasie nasi ojcowie siedzieli sobie i rozmawiali. To było dla mnie trochę dziwne uczucie.

Lee i Brenda obiecali sobie, że nigdy nie staną pomiędzy ich dzieckiem a jego marzeniami – lekcja wyciągnięta z ich własnego doświadczenia.

Za czasów nastoletnich Lee potrafił kopnąć piłę do futbolu amerykańskiego równie daleko jak zawodowy punter z kanadyjskiej ligi i zaproszono go do drużyny Hamilton Tiger-Cats. Jednak jego ojciec, który zajmował się piecami w fabryce General Motors w St. Catharines w Ontario, powiedział “nie”.

– Tata miał dla mnie inne plany, niezwiązane ze sportem – mówi Lee. – Oznaczaliśmy razem pułapki na zwierzęta, gdy wychodziłem o 15:30 ze szkoły. Dotąd, aż robiło się kompletnie ciemno… Wiedziałem, że nigdy nie będę tak robił ze swoim synem.

Podobna historia spotkała Brendę, utalentowaną sprinterkę, która została zrekrutowana przez dwa kluby sportowe w Toronto, ale rodzice zabronili jej kontynuować sportową karierę.

Johnsonowie świętowali więc, gdy Peterborough Petes wybrali Matta jako #16 w drafcie do OHL w 1992 roku.

W tamtym roku Petes nie poszło zbyt dobrze w play-offach. Zakończyli sezon zasadniczy z 41 wygranymi jako jedna z dwóch drużyn o największej liczbie zwycięstw, po czym pod wodzą mierzącego 178 cm skrzydłowego Jasona Dawe’a przegrali półfinały w pięciu meczach z grającymi bardziej agresywnie North Bay Centennials.

– Zastraszyli nas – mówi Jeff Twohey, który za tamtych czasów był asystentem menedżera generalnego i trenerem w Peteroborough. – Pamiętam, jak niektórzy zawodnicy z North Bay praktycznie nas wyśmiewali.

Tak więc w drafcie do OHL Twohey miał na oku Matta, który w wieku 15 lat miał 195 cm i górował nad większością zawodników.

Twohey zobaczył w nim ślady Tie’a Domi, innego zawodnika Petes, który wkroczył do OHL jako klasyczny, trochę maławy zabijaka, a wyrósł na twardego hokeistę o takich umiejętnościach, że rozegrał w NHL szesnaście sezonów.

– W przypadku Tie’a jego siła otworzyła mu drzwi i pomogła mu rozwinąć się jako zawodnikowi i pomyślałem, że tak samo będzie w przypadku Matta – mówi Twohey. – Z Mattem nasza drużyna nie znała strachu. Wygraliśmy mistrzostwo OHL i on odegrał w tym bardzo dużą rolę.

Jason Dawe pamięta, jak natychmiastowy wpływ na drużynę miał Matt.

– Był dość nieśmiały, nie tak wygadany jakby się tego spodziewać po potężnym chłopaku – mówi Dawe. – Pamiętam, jak bił się kiedyś z innym wielkim zawodnikiem, Erikiem Cairnsem z Detroit Junior Red Wings. Wymieniali się ciosami, zwyczajnie obijali sobie twarze. Byłem wtedy na lodzie i słyszałem uderzenia pięści. Polało się sporo krwi. Żaden z nich nie ustąpił nawet na milimetr.

Mimo tego, jak spokojnie i cicho Matt zachowywał się w szatni, Brenda mówi, że widziała, że syn zmaga się z dużą presją.

– Pamiętam, jak raz Matt zadzwonił do domu z Peterborough jakieś 30 minut po północy – opowiada. – Rozegrał bardzo ważny mecz i był gwiazdą wieczora. Widziałam jednak, że czuje presję. Powiedział: „Muszę grać najlepiej, jak potrafię”. Płakał… Powiedziałam mu: „Nie musisz tego robić, wróć do domu, idź normalnie do szkoły, graj w hokeja dla przyjemności”.

Gdy Los Angeles Kings wybrali Matta w drugiej rundzie draftu w 1994, osiemnastolatek podszedł do stolika Kings w Hartford Civic Center, żeby podziękować menedżerowi generalnemu Samowi McMasterowi i trenerowi Barry’emu Melrose’owi.

– Sam McMaster powiedział: „To twój zawodnik z drugiej rudny draftu. Spodoba ci się” – zrelacjonował tamtego wieczoru Melrose gazecie The Lost Angles Times. – Spojrzałem na niego, on zasłonił całe światło z pomieszczenia. Wtedy wiedziałem, że to zawodnik stworzony dla nas.

Kilka kroków dalej przy stoliku Edmonton, menedżer generalny Oilers Glen Sather odwrócił się w stronę Matta.

– Kto to, kurde, jest? – Sather zapytał skauta Oilers.

– To ten koleś, którego chciałeś wziąć – odpowiedział skaut.

Twohey miał nadzieję, że Kings pozwolą Mattowi zostać w Peterborough na pełny trzeci sezon. W sezonie 1994/95 Matt rozegrał z Petes czternaście meczy, podczas gdy w NHL miał miejsce 103-dniowy lockout. Jednak Matt dołączył do Kings, gdy tylko rozpoczął się opóźniony sezon.

– Matt nie bił się w tamtym roku zbyt dużo – mówi Twohey. – Spójrzcie na Domiego, on trochę się bił, ale w trzecim sezonie nikt go już raczej nie zaczepiał. Matt stawał się coraz lepszy.

Twohey mówi, że przejmował się tym, że Matt przenosi się do Los Angeles w tak młodym wieku.

– NHL to jedno, ale dla młodego chłopaka NHL w Los Angles to jeszcze co innego. Martwiłem się tym. Ale martwiłbym się o każdego zawodnika w tym wieku. W tamtych czasach wiele drużyn NHL mnie szokowało. Brali do składu młodych chłopaków, którzy mieszkali sami i nie wiedzieli, co ze sobą zrobić. Nie dawano im wskazówek, jak dostosować się do nowej sytuacji. Wyobraźcie sobie młodego gracza z małego miasteczka wpadającego w wieku 19 lat w styl życia Los Angeles i jeszcze wymagają od niego, żeby się bił. To ciężka sprawa dla tak młodej osoby.

Jednak Kings desperacko chcieli wrócić na właściwe tory.

W sezonie 1993/94, który był szóstym sezonem Wayne’a Gretzky’ego w Los Angeles, Kings zakończyli sezon zasadniczy na 10. miejscu w Zachodniej Konferencji; do play-offów zabrakło im 16 punktów.

McMaster uważał, że Matt wywrze na drużynę natychmiastowy efekt.

– Los Angeles brakowało wszystkiego – powiedział McMaster. – Potrzebowaliśmy potężnego, grającego siłą zawodnika jak Matt. Potrzebowaliśmy twardego gracza. Potrzebowaliśmy przyszłościowego bramkarza. Potrzebowaliśmy wielu różnych rzeczy.

W swoim pierwszym przedsezonowym meczu we wrześniu 1994 Matt chciał udowodnić Kings, że był tym, kogo potrzebowali. Dwukrotnie wyzwał na pojedynek Stu Grimsona z Anaheim Ducks.

– Pytaniem było: „Czy to jest zawodnik na miarę NHL?” – powiedział po meczu Melrose. – Myślę, że dziś wieczorem Matt udowodnił, że tak. W tym momencie jest moim ulubionym zawodnikiem. Stu Grimson jest jednym z najsilniejszych graczy w NHL, a Matt zmierzył się z nim dwa razy. Pokazał odwagę na miarę NHL.

Podczas swojego pierwszego sezonu w NHL Matt mieszkał z Gretzkymi. Lee mówi, że Matt często opowiadał rodzinie, jak mili są dla niego gospodarze.

– Wayne pytał go, jakie miał plany na wieczór, a Matt odpowiadał, że myślał, żeby zostać w domu – opowiada Lee. – Wayne dawał mu 300 czy 400 dolarów i mówił mu, żeby poszedł się zabawić.

Ira Stahlberger, rzecznik Gretzky’ego, poinformował, że gwiazda NHL nie chce rozmawiać na temat Johnsona.

– Rozmawiałem o tym z Waynem… i wolałby zostawić tą kwestię – mówi Stahlberger.

Matt zostawał na lodowisku po treningu i pracował z Rickiem Tocchetem nad obecnością pod bramką. Bił się z każdym, bez względu na to, ile już miał siniaków. [podpis pod zdjęciem]

21 października 1996 “The Lost Angeles Times” napisało o jego bójce z Bobem Probertem z Chicago. „Johnson bił się mimo bardzo spuchniętej i obolałej prawej ręki, którą nadwyrężył uderzając w kask Daniela Lacroix z Flyers podczas zeszłotygodniowej bijatyki”.

Zapiski drużyny z jego pierwszego sezonu dokumentują inne jego kontuzje. Był zmuszony opuszczać mecze z powodu skurczy pleców, złamanej prawej dłoni, wstrząśnienia mózgu, możliwego wstrząśnienia mózgu, urazu prawego ramienia, problemów z kręgosłupem lędźwiowym, obitej stopy, problemu z dłonią i nieokreślonego urazu ramienia.

Mike Johnson, były napastnik Toronto Maple Leafs, który grał przeciwko Mattowi i nie znał go osobiście, mówił, że zawsze zdawał sobie sprawę z tego, kiedy był jednocześnie z nim na lodzie.

– Matt był potężny i przerażający – mówi. – Onieśmielał na lodzie, był jednym z tych twardych zawodników, których mniej agresywni gracze musieli się wystrzegać. Miał reputację takiego, który będzie atakował również tych zawodników, którzy normalnie się nie biją. Zdecydowanie trzeba było na niego uważać. Pilnowałem, żeby nie wchodzić z nim w żadne interakcje podczas gry. Nie chciałem w żaden sposób zwrócić jego uwagi.

Matt patrolował lodowisko dla Kings i

__________________________________

Aby czytać dalej

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie. 10 złotych za miesięcznik złożony z 100 stron (średnia ilość artykułów w portalu) to uczciwa cena.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów. Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Istnieje możliwość zapłaty zwykłym przelewem bankowym. W tym celu proszę wykonać przelew na konto:

NHL W PL
Idea Bank: 84195000012006351270730001

W tytule należy podać wybrany abonament i adres e-mail. Jak tylko otrzymamy pieniądze, uaktywnimy konto. Można to przyspieszyć przesyłając nam potwierdzenie przelewu na redakcja@nhlw.pl

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni17 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni45 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni84 zł
Anuluj