Emocje Trade Deadline za nami. Oceniamy ruchy wykonane przez wszystkich menedżerów i zastanawiamy się którzy z nich pomogli zespołowi, a którzy przespali ten moment. W pierwszej części – Dywizje Centralna i Zachodnia.

Oceny wystawiamy w szkolnej skali 1-6

Dywizja Centralna

Carolina Hurricanes –

Rok temu zbroili się na potęgę, tym razem ograniczyli się do jednego ruchu. Ostatecznie uznali Haydna Fleury’ego za niewypał i oddali go do Ducks za Janiego Hakanpeę. 29-letni, potężnie zbudowany Fin raczej nie rzuca się w oczy, nie gra efektownie i koncentruje się niemal wyłącznie na defensywie. I może właśnie kogoś takiego potrzebowali Hurricanes do uzupełnienia składu. Talentu w obronie i tak im nie brakuje, a centymetry i kilogramy Fina na pewno przydadzą się play-off. 

Chicago Blackhawks –

W Chicago jak zwykle ostatnio spory ruch i tym razem trzeba pochwalić Staną Bowmana. W ostatnich latach menedżer Blackhawks handlował dużo, zazwyczaj bez pozytywnego przełożenia na wyniki drużyny. Tym razem wykonał solidną robotę w każdej z przeprowadzonych wymian. Adam Gaudette to zawodnik o potencjale większym niż oddany za niego do Canucks Matthew Highmore, wybory w 2. i 3. rundzie draftu za grającego na wygasającym kontrakcie Mattiasa Janmarka również wyglądają na dobrą inwestycję. Młodzi Josh Dickinson i Ryder Rolston pozyskani za Carla Soderberga może nie zapowiadają się wybitnie, ale misja 35-letniego centra w Chicago nie miała dalszego sensu po powrocie Kirby’ego Dacha do gry. 

Columbus Blue Jackets –

W Ohio sezon nieodwracalnie wymknął się spod kontroli i trzeba docenić, że Jarmo Kekalainen szybko zdał sobie z tego sprawę i zareagował w jedyny słuszny sposób – oddając zawodników, którzy mieli największe „branie” na rynku. W dodatku okazał się świetnym negocjatorem, bo wybory w 1. rundzie draftu za Davida Savarda i Nicka Foligno to niespodziewanie solidny zwrot. Zwłaszcza, że ten drugi latem pewnie zechce  wrócić do klubu i podpisać nowy kontrakt. 

Dallas Stars –

Kontuzje czołowych graczy, nieludzko napięty terminarz spotkań i walka o czwarte miejsce w Dywizji Centralnej – Stars znaleźli w punkcie, gdzie trudno było zdefiniować cele na resztę sezonu. Jim Nill postanowił zostawić wszystko po startu i zaufać grupie, którą ma już do dyspozycji. Sporo mówiło się o odejściu Jamiego Oleksiaka, ostatecznie jedynym ruchem klubu było przejęcie z list odrzutków Samiego Vatanena. Ostatnie wyniki i rosnące szanse Stars na play-off pokazują, że taka postawa menedżera mogła być dobrym kierunkiem.

Detroit Red Wings –

Spodziewaliśmy się raczej gromadzenia wyborów w drafcie za graczy typu Luke Glendening czy Jonathan Bernier, tymczasem Red Wings poczęstowali kibiców największą bombą ostatniego dnia transferów NHL. Rozstanie z Anthonym Manthą pewnie nie było łatwą decyzją, z drugiej strony zwrot jest naprawdę ciekawy. Jakub Vrana ma już na koncie sezony z ponad 20 bramkami na koncie i sprawia wrażenie, że pełnego potencjału jeszcze nie ujawnił. Do tego wybory w pierwszej i drugiej rundzie draftu, które pomogą przyspieszyć przebudowę drużyny. Wymiana Manthy była wisienką na torcie, trzeba jednak podkreślić, że Steve Yzerman przytulił też kilka wyborów w dalszych rundach draftu, za Patrika Nemetha, Jona Merrilla i użyczenie miejsca w budżecie  przy transferze Davida Savarda do Lightning.

Florida Panthers –

Bill Zito poczuł, że to jest pięć minut jego drużyny i solidnie ją wzmocnił przed play-offami. Podejmując w dodatku niewielkie i ryzyko i nie przepłacając. Brandon Montour może nie zapełni luki po kontuzjowanym Aaronie Ekbladzie, ale za tę cenę (3. runda draftu) oferuję pewną jakość w obronie. Cenę za Sama Bennetta już trudno uznać za promocyjną, ale też potencjał tego ruchu jest większy. Patrząc na to, jak pod okiem Joela Quenneville’a odżyli Anthony Duclair i Carter Verhaghe, można mieć nadzieję, że i 24-letni center zrobi postęp, na który w Calgary przestali już liczyć. Wzięcie z wolnego rynku Nikity Gusiewa też trzeba ocenić pozytywnie. To w końcu doświadczony zawodnik, który jeszcze rok temu zdobył 44 punkty w 66 meczach dla słabych Devils. 

Nashville Predators –

Zamiast inwestycji w przyszłość, była inwestycja w walkę o play-off w obecnym sezonie. Seria zwycięstw z 3 tygodni poprzedzających Trade Deadline odłożyła w czasie widmo wyprzedaży w Tennessee, jednak brak jakiegokolwiek ruchu w stronę powiększenia puli talentów jednak zaskakuje. Tym bardziej, że nawet grających na jednorocznych kontraktach Erika Haulę czy Nicka Cousinsa dałoby się zamienić na wybory w 3. czy 4. rundzie draftu bez wielkiej szkody dla drużyny. Podsumowaniem biernej postawy Davida Poile’a było sprowadzenie za wybór w 7. rundzie draftu Erika Gudbransona, obrońcy nieprzystającego do obecnych realiów NHL.

Tampa Bay Lightning –

Lista płac w Lightning od kilku lat jest napięta jak budżet domowy warszawiaków po podwyżce cen za wywóz śmieci. A mimo to Julien BriseBois i tak znajduje sposób żeby utrzymać skład, a nawet się wzmocnić. Tym razem ściągnęli najlepszego z dostępnych na rynku obrońców, wykonując kreatywny manewr z przerzuceniem części jego kontaktu do innego klubu. Owszem, w wyniku tej operacji TBL znów poświęcili wybór w pierwszej rundzie draftu, ale jeśli celem jest drugi z rzędu Puchar Stanleya, to taką ceną można zaakceptować. Tym bardziej, że Lightning wciąż potrafią znaleźć perełki w dalszych rundach, czego najnowszym przykładem jest Ross Colton. 

Dywizja Zachodnia

Anaheim Ducks –

Dużo szumu i mało konkretów. Mówiło się o transferach z udziałem Josha Mansona, Rickarda Rakkela, a nawet Ryana Getzlafa, skończyło się wymianie Janiego Hakanpyy za Haydna Fleury’ego i oddaniu Bena Huttona za piątą rundę draftu. Póki co mamy więc odmłodzenie składu obrony, a na bardziej zdecydowane ruchy Boba Murraya przyjdzie jeszcze poczekać. 

Arizona Coyotes –

Kupować, sprzedawać, nie robić nic – w przypadku Kojotów znalazłyby się argumenty na każde z tych działań. Z jednej strony realne szanse na play-off, z drugiej sporo kończących się kontraktów, za które można by pozyskać kilka wyborów w drafcie. Bill Armstrong zdecydował się nie robić kompletnie nic, nie wykorzystując szansy by zacząć już układać zespół po swojemu.

Colorado Avalanche –

Od ubiegłorocznych play-offów bramkarze Avalanche nie są w stanie wytrzymać długo w dobrym zdrowie, więc priorytetem przed Trade Deadline było lepsze zabezpieczenie tej pozycji. Wybór padł na Devana Dubnyka. Pytanie czy w tym przypadku cena (5. runda draftu) nie okaże się proporcjonalna do jakości, w ostatnich dwóch sezonach Dubnyk statystycznie jest jednym z gorszych bramkarzy w lidze. Mały plus dla Joe Sakicia za tanie wzmocnienie głębi składu Patrikiem Nemethem i Carlem Soderbergiem, którzy pamiętają znacznie gorsze czasy i wcale nie tak odległe czasy w Colorado.

Los Angeles Kings –

Dużo mówiło się o oddaniu Alexa Iafallo, tymczasem klub opuścił Jeff Carter, co wygląda na dobry ruch dla wszystkich stron. Kings zdjęli z listy płac kontrakt kolejnego weterana, rozbudowując przy tym i tak bogatą pulę wyborów w drafcie. Dobrym ruchem jest sprowadzenie Brendana Lemiuex z New York Rangers. To względnie młody (25 lat) i pracowity zawodnik. Takie uzupełniania mogą się przydać, gdy do zespołu zaczną dołączać kolejni utalentowani zawodnicy jak np. Quinton Byfield.

Minnesota Wild –

Wild niespodziewanie stali się znaczącą siłą w NHL, a w takiej sytuacji łatwo oderwać się od podłoża i zbyt szybko próbować wzmocnić zespół nie bacząc na koszty. Bill Guerin tego błędu nie popełnił. Na sukcesy z nowym trzonem zespołu jeszcze będzie czas, a gra w play-off będzie dla tej grupy solidnym doświadczeniem. 

San Jose Sharks –

Doug Wilson nie miał zbyt wielu atutów, by poszaleć na Trade Deadline. W tej sytuacji uzyskanie czegokolwiek za Devana Dubynka, dodanie pary wyborów w drafcie w zamian za przejęcie części kontraktów oraz przejęcie z Toronto Aleksa Barananowa należy uznać za sukces. 26-letni Rosjanin błyszczał w KHL, w Maple Leafs prawdziwej szansy nie dostał i może się jeszcze okazać, że dysponuje potencjałem na miarę NHL.

St. Louis Blues –

Kolejny klub, który uznał, że dokończy sezon z tym, co ma. Blues niczego nie próbowali naprawiać, nie szukali też chętnych na Mike’a Hoffmana, choć wielu dziennikarzy spodziewało się takiego ruchu, podobnie jak wymiany z udziałem Jadena Schwartza. Seria kilku zwycięstw z rzędu i powrót do walki o play-off sprawiły, że Doug Armstrong dał tej grupie jeszcze jedną szansę. 

Vegas Golden Knights –

Rycerze szukają brakującego elementu, który pozwoli im co najmniej wyrównać osiągnięcie z 2018 roku, gdy grali w finale Pucharu Stanleya. Mattias Jarmark nie jest żadnym gamechangerem, ale daje kilka dodatkowych opcji w ataku i jest zaprawiony w play-offowych bojach. To ciekawe wzmocnienie, zwłaszcza w trudnej sytuacji budżetowej. 

5 KOMENTARZE