To już siódmy odcinek podcastu „Poranek Kojota” autorstwa Michała Kolasińskiego. Tym razem rozmowa z Gilbertem Brule, zawodnikiem wybranym z numerem 6 (Sic!) w drafcie w 2005 roku. 299 spotkań w NHL (Columbus Blue Jackets, Edmonton Oilers, Phoenix Coyotes), przygoda z KHL, a obecnie Unia Oświęcim. W podkaście:

– 02:48 Podziały w Unii Oświęcim i „zabieranie pracy Polakom” – co Ty na to?
– 04:20 Kariera juniorska. Jak zostaje się legendą WHL?
– 08:30 Draft i trudny debiut w NHL
– 11:55 Edmonton Oilers – najgorszy czas w karierze
– 18:00 Dlaczego skrzywdziłem Pawła Dacjuka?
– 21:30 Phoenix Coyotes – Mike Smith, finały konferencji i najgorszy współlokator hotelowy
– 29:00 Autostopowicz z zespołu U2
– 31:51 KHL – dziwne zwyczaje, hokej w Chorwacji, chińskie oszczędzanie
– 35:40 Trudne relacje z ojcem
– 37:50 Co ty ku*wa robisz w Polsce?

 

Plik do ściągnięcia:

https://www19.zippyshare.com/d/yd2b4ToI/39163/poranekkojota7.mp3

Pobierz Kliknij prawym – zapisz element docelowy/zapisz link jako

Ponieważ rozmowa przeprowadzona została, ze zrozumiałych względów, w języku angielskim poniżej prezentujemy wolny przekład odpowiedzi udzielanych przez Brule:

Na początku musiałem się dostosować do nowych warunków. Dla kogoś, kto pochodzi z Ameryki Północnej znalezienie się w KHL lub w Polsce, jest odmienne od dotychczasowego życia. Niestety przez pandemię i zakazy nie miałem na razie wielu okazji, żeby zwiedzać wasz kraj. Żyję raczej w wymiarze obowiązków w klubie, treningów, powrotu do domu i tak w kółko. No ale jestem tutaj dopiero miesiąc, więc nie było wiele czasu na inne rzeczy.

Muszę przyznać, że spotkałem się z tym, iż jest jakiś dystans pomiędzy zawodnikami zagranicznymi, a polskimi hokeistami. Nie tego się spodziewałem. Oczekiwałem, że przyjadę i będę częścią jednej spójnej grupy. Do Unii dołączyło wielu naprawdę dobrych graczy. Na tym polega nasza praca. Jeździmy w różne części świata. Ja nie patrzę na to, gdzie wylądowałem. Skupiam się nad tym, aby dopasować się do zespołu i tego samego oczekuję w drugą stronę.

Zebrałem już wiele doświadczeń w karierze i grałem z dużą liczbą chłopaków, którzy tak jak ja przechodzili przez Western Hockey League. Nie wiem, czy Vancouver Giants to najlepsza organizacja w WHL, ale mogę powiedzieć, że traktowani byliśmy jako juniorzy w bardzo profesjonalny sposób. Dbano o najdrobniejsze szczegóły, tak żeby niczego nam nie zabrakło i abyśmy mogli skupić się tylko na grze. Mieliśmy bardzo dobrą opiekę.

Nieważne, czy dołączasz do NHL, czy idziesz grać w jakiejś innej lidze, zawsze miło jest cofnąć się do tych początków, usłyszeć, że wykonałeś tam dobrą robotę, przyjąć podziękowania i być zapamiętanym z tej najlepszej strony. To było bardzo miłe uczucie, kiedy Vancouver Giants postanowili mnie uhonorować za to co zrobiłem dla tego klubu. Ceremonia (włączenie w poczet Ring of Honour w 2011 roku  – przyp. red.) była przyjemnym przeżyciem zarówno dla mnie, jak i mojej rodziny. Jestem z tego naprawdę dumny.

Gdybym otrzymał propozycję pracy w Giants, to musiałbym to przemyśleć. Po pierwsze, to ja jeszcze wciąż gram w hokeja, ale trzeba byłoby się pochylić nad taką ofertą. Ciężko teraz powiedzieć, jaką decyzję bym podjął. Nie mówię, że kiedyś nie zapragnę zostać trenerem, ale na pewno po zakończeniu kariery będę chciał zrobić jakąś przerwę od hokeja, żeby wreszcie mieć więcej czasu dla siebie i dla rodziny.

Zdążyłem rozegrać w NHL chyba cztery mecze (to był drugi jego mecz – przyp. red.), po czym doznałem złamania mostka w starciu z Romanem Hamrlikiem. Facet był wielki, a ja miałem dopiero 18 lat. Kiedy wróciłem, to po dwóch meczach doznałem złamania kości strzałkowej w nodze. Potem zostałem odesłany do juniorskiego zespołu, co uważam za dobre posunięcie ze strony Columbus Blue Jackets. Z perspektywy czasu uważam, że byłem zbyt młody na grę w NHL. Właściwą ścieżką byłoby wyjechanie do Europy w tym wieku, tak jak zrobił to Auston Matthews. On zdecydował się na takie posunięcie jako pierwszy. To jest taki moment, kiedy jesteś za dobry na grę z juniorami, a za słaby na twarde warunki NHL.

Przy tej drugiej kontuzji byłem naprawdę podłamany i smutny. Wiedziałem, że skończy się to odesłaniem do juniorów. Bolało nie tylko fizycznie, ale również w sferze mentalnej.

Teraz nie odczuwam żadnych następstw tamtych kontuzji. Od tego czasu zdążyłem zaznać wielu innych urazów.

Moim zdaniem Ken Hitchcock to jeden z najgorszych trenerów jakich spotkałem na swojej drodze (Edmonton Oilers 2008/09  – przyp. red.). Myślę, że odegrał bardzo negatywny wpływ na moją karierę. Po kilkuletniej pracy z nim straciłem kompletnie pasję do hokeja. Miałem depresję, ogarniało mnie przygnębienie. Cały czas czepiał się mnie, coś mu się nie podobało. Pamiętajmy, że ja liczyłem dopiero 19 lat. To jest trudne, kiedy ktoś odpala telewizor i patrzy na niego jak na legendę, zdobywcę Pucharu Stanleya, tymczasem ja znam go osobiście i wiem jak mocno skopał mnie w życiu. Był mocno cięty na mnie, ale inni młodzi zawodnicy nie mieli z nim lekko.

Byłem w szoku, patrząc na to jak John Tortorella potraktował jednego z najlepszych strzelców w lidze (Patrik Laine – przyp. red.). Nie mogłem w to uwierzyć. Nie wiem do końca co o tym myśleć (posadzenie go na ławce, brak wyjazdu na taflę przez całą tercję – przyp. red.). Trenerzy lubią przejmować kontrolę nad zawodnikami. Czasami są to teki gierki psychologiczne. Ale to nie wpłwa dobrze na pracę.

Większość mojej kariery w NHL spędziłem jak zawodnik dolnych formacji. Tak naprawdę tylko Pat Quinn w Edmonton (2009/10, 65 meczów, 37 punktów – przyp. red.) dał mi szansę zaistnieć wyżej i był to mój najlepszy rok w lidze. W następnej edycji do zespołu dołączyli pozyskani w pierwszych rundach draftów Jordan Eberle oraz Taylor Hall i znów zostałem zepchnięty do niższych formacji. Ta sytuacja była dla mnie trudna.

To dobre pytanie, czy lepiej być jedną z czołowych postaci w klubie AHL, czy pomimo wszystko zajmować miejsce w dolnych formacjach w NHL. Myślę, że wszystko zależy od etapu, na którym znajduje się zawodnik. Z pewnością, będąc ustawianym w pierwszym ataku w AHL masz więcej możliwości poznawania gry, natomiast to czego sam doświadczyłem, będąc w czwartej linii w NHL, dostajesz jakieś pięć do ośmiu minut w meczu, nie zdobywasz punktów, wyjeżdżasz na dwie zmiany w czasie tercji, ale nazywa się, że grasz w NHL.

Siedzenie na ławce, kiedy dostajesz dosłownie kilka minut w czasie tercji jest bardzo trudne. Chciałbyś pomóc chłopakom, a nie możesz tego zrobić. W głowie kotłują się myśli w stylu „o co chodzi? Dlaczego tak jest? Jak mogę to zmienić?” To był jeden z powodów, dla których chciałem zmienić klub. Po kilu latach w NHL znalazłem się stopień niżej, czyli z AHL. To było trudne dla mnie.

Lubię twardą fizyczną grę. Lubię mocne wejścia ciałem. To część mojego stylu. Kiedy jest ku temu okazja, to gram ostro i nie zważam na nazwiska w ekipie przeciwnej. W pamiętnym meczu z Red Wings (5 listopada 2010 – przyp. red.) najpierw wjechałem w jakiegoś zawodnika, którego nazwiska nie pamiętam (Valtteri Filppula – przyp. red.), a później zrobiłem to samo z Pawłem Daciukiem.

Często jest tak, że te największe nazwiska otaczane są przez graczy drużyny przeciwnej respektem. Szczerze przyznam, że ja nie wyznawałem takiej zasady. Było mi obojętne, kogo mam w zasięgu ręki. Jestem fanem takich hokeistów jak na przykład Wendel Clark. Chodzi mi o połączenie twardej gry, ale również dostarczania punktów dla zespołu.

Faktycznie, kiedy dowiedziałem się, że sięgnęli po mnie Phoenix Coyotes to pomyślałem o tym, że to mało hokejowe miejsce. Jako Kanadyjczyk jestem wychowany w kulcie tej dyscypliny spotu, która króluje absolutnie wszędzie w mojej ojczyźnie. W Stanach Zjednoczonych tak nie jest. Są miejsca mocniej związane z hokejem, jak również takie, które nie kojarzą się z nim. Muszę wziąć w obronę Arizonę, ponieważ kiedy dotarliśmy (w 2012 roku – przyp. red.) do finału Konferencji Zachodniej, to nie dało się odczuć, że to mało hokejowe miejsce. Kibice byli wspaniali. Robili niesamowitą atmosferę. Wtedy było widać, że jest tam potencjał, którego czasami w sezonie zasadniczym po prostu nie widać.

W ostatnim sezonie mojej przygody z Edmonton Oilers balansowałem pomiędzy NHL i AHL. Grałem wtedy w Oklahoma City Barons. Kiedy Phoenix Coyotes sięgnęli po mnie po tym jak zostałem umieszczony na liście odrzuconych, poczułem podekscytowanie, ponieważ to oznaczało, że pojawiła się szansa powrotu do NHL. Okazało się też, że znam kilku chłopaków od nich, z niektórymi spotkałem się czasach juniorskich. Byłem super pozytywnie nakręcony na grę w Arizonie. Poza tym Phoenix to wspaniałe miejsce z doskonałą pogodą. Nawet w styczniu jest tam ciepło.

To, że dotarliśmy z Coyotes do finału konferencji, to faktycznie ogromna zasługa Mke’a Smitha, który dzień po dniu bronił jak w transie. Nigdy nie widziałem kogoś równie ciężko pracującego. Przez cały sezon nie brakowało głosów krytyki na nasz temat, ale wypełnialiśmy założenia trenerów, a to było najważniejsze. Zaszliśmy naprawdę daleko. To moje jedyne play-offy w NHL.

Mike Smith to zdecydowanie facet o mocnej osobowości. Lubi postawić na swoim. To bardzo dobry bramkarz, ale myślę, że, tak jak dzieje się to nieraz, sława i pieniądze trochę uderzyły mu do głowy. Ja zawsze starałem się pamiętać skąd przyszedłem i jakie były moje początki, niestety nie wszystkim się to udaje i z czasem zmieniają się.

Paul Bissonnette był moim pierwszym współlokatorem hotelowym, po tym jak podpisał kontrakt z Kojotami. Z jego osobą wiążę się śmieszna historia. Facet jest przezabawny, ale to prawdopodobnie najgorszy kompan, z jakim mieszkałem. Stwierdził, że nie będzie brał oddzielnego pokoju w hotelu, bo to za duży wydatek. Dlatego też, podczas wyjazdów na kolejne mecze w play-offach kwaterowali go ze mną. To była moja debiutancka faza pucharowa, byłem w nowym klubie, zależało mi, żeby być dobrze przygotowanym, wyspanym, a tymczasem Paul zajmował się żartami, głupotami i nie reagował na moje uwagi. Zamiast spać był w swoim żywiole.

Zabranie Bono i jego asystenta na stopa faktycznie zakończyło się tym, że na drugi dzień po tym fakcie byłem na koncercie U2 w Edmonton. W podziękowaniu otrzymaliśmy wejściówki, co było bardzo miłe, tym bardziej, że moja mama jest wielką fanką tej kapeli. Najbardziej zaskoczył mnie tym, że podziękował za naszą przysługę ze sceny, wymieniając moje nazwisko. Tego bym się nigdy nie spodziewał. Historia miała ciąg dalszy, bowiem dwa lata temu (2017 rok – przyp. red.) U2 występowali w Vancouver podczas trasy Joshua Tree Tour i asystent Bono zadzwonił do mnie z pytaniem, czy nie chcielibyśmy przyjść na koncert. Byłem mocno zdziwiony, że gdzieś zostałem w ich pamięci, wciąż czują wdzięczność i kolejny raz fundują mi bilety. Bardzo mili ludzie, niesamowita postawa.

Gra w chińskim klubie (Kunlun Red Star w lidze KHL – przyp. red.) była niezłą przygodą. Wiesz, to duże wyzwanie pod każdym względem. Nowe realia kulturowe. Spore przeżycie. Nawet od strony kulinarnej to było coś, czego gdzie indziej nie przeżyłem. Nie wszystko mi zasmakowało, ale warto było spróbować.

Przygotowania przedsezonowe w KHL to znacznie cięższa praca niż w NHL. Dwa miesiące naprawdę wytężonych zajęć. Codziennie od rana do wieczora z krótką przerwą na lunch i odpoczynek. Niektórzy nie wytrzymywali tego tempa. Myślę, że to względy mentalne i przyzwyczajenie z dawnych lat do katorżniczej pracy powodują taki styl przygotowań. Rosjanie są w takim reżimie wychowani. Na szczęście do KHL zaczęli przyjeżdżać kanadyjscy trenerzy, którzy pokazują odmienne sposoby pracy, więc sytuacja się zmienia.

Grę w Zagrzebiu (Medvescak 2015-16 – przyp. red.) wspominam najmilej z czasu spędzonego w KHL. Mieliśmy naprawdę oddanych, gorących kibiców. Może to nie były jakieś najlepsze warunki na świecie w kwestii hali, lodowiska i może nie była to najliczniejsza publika, ale potrafiła stworzyć niepowtarzalny klimat. W drużynie było sporo chłopaków z Ameryki Północnej, z którymi trzymaliśmy się razem, sporo żartowaliśmy. Poza tym bardzo dobrze żyło mi się w Zagrzebiu. Bardzo lubię Chorwację. To tam poznałem moją żonę.

Zawsze miałem bardzo dobry kontakt z ojcem, ale kiedy zostałem zawodowcem i zacząłem zarabiać pieniądze było mi bardzo smutno, bo zaczął mnie wykorzystywać finansowo. Nasze relacje zrobiły się toksyczne. Poza tym ja w tym czasie miałem też inne problemy na głowie (śmierć siostry, która była chora na porażenie mózgowe – przyp. red.), a w NHL nie układało mi się, tak jakbym tego oczekiwał.

Rozstałem się z Kunlun Red Star latem (problemy organizacyjne i finansowe klubu – przyp. red.). i nie miałem zamiaru tam wracać. Być może chcieliby się ze mną porozumieć, jednak dla mnie to zamknięty temat. Nie podobały mi się decyzje podejmowane przez działaczy, którzy zwalniali dobrych zawodników, a na ich miejsce zatrudniani byli tańsi hokeiści, których umiejętności nie pozwalały na grę na poziomie KHL. Drużyna łapała porażkę za porażką.

Lubię podróże, lubię nowe miejsce. Dobrze czuję się w Europie. Okazało się, że w Oświęcimiu kontrakt podpisał Victor Bartley, z którym grałem w Kunlun. Porozmawialiśmy ze sobą i zdecydowałem się na przyjazd tutaj. Cieszyłem się, że będziemy mogli spędzić trochę więcej czasu razem. To jedna z ważniejszych przyczyn, dla których zjawiłem się w Oświęcimiu.

/


Podoba Ci się ten artykuł? Wesprzyj nasze dziennikarstwo. Kup dostęp do całego bloga i ciesz się codziennie wartościowymi tekstami, audycjami i wideo na temat hokeja!
Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie. 10 złotych za miesięcznik złożony z 100 stron (średnia ilość artykułów w portalu) to uczciwa cena.
Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów. Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni17 zł

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni45 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni84 zł

1 KOMENTARZ