Występ tygodnia: odpalił rakietę

To było wreszcie to, co chcielibyśmy oglądać regularnie w wykonaniu Alana Łyszczarczyka. Kadrowicz Róberta Kalábera rozegrał swój najlepszy mecz w PHL, pokazując, że jest zawodnikiem, który potrafi rządzić i dzielić na tafli, a do tego dawać zespołowi solidne liczby w ofensywnej produkcji.

Stało się to w meczu Tauron Podhala Nowy Targ z jedną z najmocniejszych ekip w stawce, czyli z Re-Plastem Unią Oświęcim, co tylko podbija wartość wyczynu 22-latka. Łyszczarczyk pierwszy raz w PHL pokusił się o zdobycie trzech „oczek”.

Zaczął mecz od jednego ze swoich charakterystycznych zagrań, czyli od próby umieszczenia krążka w siatce atakiem zza bramki. Choć wszyscy wiedzą, że Łyszczu tak właśnie lubi, to i tak udało mu się przechytrzyć Clarke’a Saundersa.

Start filmu: gol na 1:0 dla Podhala

Alan szalał na tafli, będąc dosłownie wszędzie i pomagając partnerom w powiększeniu zdobyczy. Taki styl gry jest w zasadzie czymś normalnym w jego wykonaniu, ale tym razem były to kluczowe podania, po których padały kolejne gole. Tak było tuż przed drugą przerwą, kiedy to Bartłomiej Neupauer przesądził o wygranej Szarotek, a dogrywał do niego gumę właśnie Łyszczarczyk i zrobił to perfekcyjnie, z dokładnością na milimetry.

Start filmu: akcja na 3:2 dla Podhala

W trzeciej tercji aktywność Alana nie zmalała, wręcz przeciwnie wydawał się coraz bardziej nakręcony. Mało jest hokeistów w naszej lidze, którzy mogą myśleć o skutecznej walce o krążek z Eliezerem Sherbatovem. Łyszczarczyk bez żadnych skrupułów odebrał długowłosemu napastnikowi gumę w strefie obronnej oświęcimian, po czym był bliski indywidualnego zakończenia tej akcji. Wsparł go skuteczną dobitką Alexander Pettersson.

Start filmu: akcja na 4:2 dla Podhala

Pomimo tej wpadki, Sherbatov zasłużył jak zwykle na słowa pochwały. Izraelski hokeista punktował w ośmiu z ostatnich dziewięciu występów, powiększając swoje konto w tym czasie o sześć goli i cztery asysty. W Nowym Targu doprowadził do wyrównania 2:2, a przy tej akcji bramkowej znów zaprezentował super dynamikę. Warto zwrócić uwagę na przemieszczanie się Eliego w strefie rywala i odnajdywanie wolnych pozycji. W jego wykonaniu ten element funkcjonuje perfekcyjnie.

Start filmu: akcja na 2:2

Podhale odniosło ważne i budujące morale zespołu zwycięstwo w małopolskich derbach. Jedynym hokeistą Szarotek, który trafił do bramki, inaczej niż w czasie rozgrywania przewagi był Kacper Guzik, coraz śmielej atakujący czołowe pozycje ofensywne w drużynie. 27-letni były zawodnik amerykańskiej ligi NAHL w ostatnich czterech meczach trzykrotnie pokonywał golkiperów rywali.

Skoro mowa o bramkarzach, to nie można nie wspomnieć o pierwszym naprawdę dobrym i mocnym starcie Przemysława Odrobnego od czasu, kiedy uporał się z wirusem. Wiedźmin pokazał swoją klasę, którą bez wątpienia posiada, ale w tym sezonie życie go nie rozpieszcza. W starciu z Unią, Odrobny zaliczył 37 udanych interwencji, a co najcenniejsze przytrzymał wynik w kluczowych momentach.

Start filmu: akcja Siemiona Garszyna przy stanie 3:2 dla Podhala

Niemoc tygodnia: a było tak blisko

Pokonać liderów z Tychów to wielka gratka dla każdego zespołu. Jak wiadomo udało się to tylko dwóm ekipom: JKH GKS-owi Jastrzębie i GKS-owi Katowice. Bardzo blisko dopisania się do tej listy byli hokeiści z Krakowa, co biorąc pod uwagę ich nierówną formę, byłoby nie lada niespodzianką.

Być może gdyby Rudolf Roháček mógł wystawić cały skład, to udałoby się pokonać mistrzów Polski. Czeski szkoleniowiec zmuszony został do grania tymi, którzy pozostali zdrowi. Uzbierał trzy pełne piątki i jeszcze trzech hokeistów luzem.

Sił i dynamiki na rywalizację z tyszanami starczyło na dwie tercje. Po pierwszej Cracovia sensacyjnie prowadziła 2:0, a wynik otworzył Łukasz Kamiński, dla którego był to drugi gol w ostatnich trzech spotkaniach. We wcześniejszych meczach tego sezonu niedawny reprezentant Polski juniorów nie punktował.

Start filmu: akcja na 1:0 dla Cracovii

Fatalnie spisała się przy tej akcji defensywa GKS-u. Nieporozumienie Johna Murraya z Ladislavem Havlikiem skutkowało utratą bramki. Po meczu Kamińskiego komplementował Roháček, wskazując, że dobrze wywiązał się z zastępstwa w drugiej formacji za Martina Dudáša. Kapitan Pasów w poprzedniej kolejce został bezpardonowo potraktowany przez Patryka Pelaczyka w czasie starcia z jastrzębianami, co skończyło się urazem szyjnego odcinka kręgosłupa oraz nadgarstka.

Czeska ikona krakowskiego klubu, prowadząca biało-czerwonych od listopada 2004 roku, już zapowiada wzmocnienia składu, co nikogo nie dziwi, gdyż ta taktyka jest standardem u krakowian. Tym razem Roháček sięgnie po posiłki wcześniej niż przed samymi play-offami. Widzi, że jest to zabieg konieczny, o ile jego zespół ma walczyć jak równy z równym z najlepszymi zespołami w tabeli.

Przebudowana druga piątka Pasów była odpowiedzialna również za gola na 2:0. W tej akcji kluczową rolę odegrały indywidualne umiejętności Richarda Nejezchleba. Czech całość swoich popisów zakończył umieszczeniem krążka pomiędzy parkanami Murraya.

Start filmu: akcja na 2:0 dla Cracovii

Kibice Cracovii mogą żałować, że ich ulubieńcom nie udało się zacząć drugiej tercji, tak jak skończyć pierwszej, czyli kolejnym trafieniem do siatki naszego reprezentacyjnego golkipera. Gospodarze sunęli na posterunek Murraya raz za razem. Mieli trzy bardzo dobre sytuacje. Gdyby tylko udało się zamienić jedną lub dwie na gole, to bardzo możliwe, że byłoby po temacie.

Start filmu: trzy kolejne okazje strzeleckie Cracovii

Sygnał do odrabiania strat wysłał swojej drużynie Michael Cichy. Napastnik GKS-u czekał 35 dni na kolejnego gola w lidze. „Cichy Zabójca” szybko, mocno i precyzyjnie przyłożył w krążek, kończąc akcję po zwycięskim buliku tyszan.

Start filmu: pierwszy gol GKS-u

O wygranej tyszan przesądziła ich północnoamerykańska formacja o swojsko brzmiących nazwiskach. Christian Mroczkowski i Alexander Szczechura to zawodnicy TOP 10 rankingu najskuteczniejszych w PHL. Wraz z Cichym wyprodukowali już 43 „oczka” w tym sezonie, co daje średnią blisko trzy punkty na mecz. Ta formacja zdobyła ponad 32 procent goli GKS-u. Innymi słowy, co trzecie trafienie podopiecznych Krzysztofa Majkowskiego pochodzi z kija kogoś z tej trójki.

Start filmu: gol Mroczkowskiego na 3:2 dla GKS-u

Debiut tygodnia: portier czy Porter?

W poprzednią środę nagle pojawiła się informacja, że sosnowickie Zagłębie będzie miało nowego zawodnika. Ten zespół jak najbardziej potrzebuje wzmocnień, więc wszystko byłoby OK, gdyby nie fakt, iż do szatni wkroczył bramkarz. Ta pozycja jest akurat ostatnią, na którą sosnowiczanie powinni szukać nowych ludzi.

W składzie jest całkiem perspektywiczny duet Polaków. Michał Czernik został nawet dostrzeżony przez Kalábera, który zaprosił go do seniorskiej reprezentacji kraju, a Marcel Kotuła to kadrowicz U20, szykujący się właśnie do sparingowych gier z Węgrami.

Obaj zawodnicy będą mieli teraz znacznie dalej do kolejnych ligowych występów, gdyż miejsce pomiędzy słupkami zabrał im Cody Porter. To golkiper, który w 2016 roku klasyfikowany był przez Centralne Biuro Skautingu NHL na 20. pozycji w rankingu draftowym wśród bramkarzy występujących w Ameryce Północnej. W czasach juniorskich zapowiadał się na zawodnika, który ma szansę zrobić dużą karierę, o czym przekonywały jego występy w lidze WHL. Spędził tam trzy sezony, ale z nastaniem wieku seniorskiego nie przebił się do żadnych prestiżowych rozgrywek, aż nadszedł czas, że spakował walizki i ruszył do Sosnowca.

No cóż, Zagłębiu nie pomoże ani Porter, ani portier, ani nikt inny, jeśli nie poprawią swojej skuteczności i nie zewrą szyków obronnych. Można by rzec, iż to banał, bo przecież o cóż innego chodzi w hokeju? Ale tak właśnie wygląda sytuacja Zagłębia. Zafunkcjonować muszą podstawy, aby pojawiły się wyniki. Na razie kolejny tydzień i dwie następne przegrane. W zaległym meczu w Katowicach oraz u siebie z Ciarko STS-em Sanok.

Porter w tych spotkaniach wpuścił siedem goli, ale na razie trudno wydawać jakieś wyroki. Miał momenty bardzo dobre, ale z drugiej strony były akcje, w których Czernik poradziłby sobie tak samo, albo i lepiej.

Start filmu: udana interwencja Portera przy prowadzeniu GKS-u 1:0

Dość szybko patent na Kanadyjczyka znalazł Mateusz Michalski, który dwukrotnie go pokonał, przy czym tuż przed drugą przerwą zadał trafienie zwycięskie. Wychowanek Podhala pokazał przybyszowi zza oceanu, że łatwo w PHL nie będzie. Strzelał z daleka i zaskakująco. Przy drugim golu nawet nie przyjmował krążka, natomiast za pierwszym razem w bonusie zmiótł bidon nowego bramkarza Zagłębia.

Start filmu: gol na 3:1 dla GKS-u

W starciu z sanoczanami podopieczni Grzegorza Klicha mogli wreszcie zdobyć jakieś punkty. Mogli gdyby… mieli lepszą skuteczność i potrafili wykorzystywać przewagi. Zagłębie dostało od rywali sześć okresów powerplay, w tym w końcówce meczu nawet w wydaniu podwójnym, czyli pięciu na trzech. Nic to nie dało i wynik 1:2 został niewzruszony.

Gospodarze mieli sporo okazji, żeby ponownie objąć prowadzenie, po tym jak za sprawą trafienia Andrieja Dubinina otworzyli rezultat meczu. Najlepszą szansą był rajd Jewgienija Nikiforowa przy wyniku 1:1. Swoją drogą sanoczanie naprawdę sporo zawdzięczają Patrikowi Spěšnemu.

Start filmu: akcja Nikiforowa przy 1:1

W zamian za to Michaił Syrojeżkin stracił za własną bramką krążek po wygranym buliku i za chwilę było już 1:2, a zwycięskie trafienie zapisał na swoim koncie Jesperi Viikilä, choć najwięcej w tej akcji zrobił jego krajan, Riku Sihvonen. Fin nie odpuścił, pognał za Rosjaninem i odebrał mu gumę.

Start filmu: gol dla STS-u na 2:1

Kanadyjskiego przybysza w bramce Zagłębia nie przeląkł się cwany lis, Marek Strzyżowski. Znając tego zawodnika, pewnie był mocno zainteresowany odpowiednim przywitaniem rywala na polskiej ziemi, co wyszło mu w 100 procentach. Doświadczony napastnik sanoczan strzelił gola wyrównującego w Sosnowcu. Trzeba przyznać, że jego statystyki są imponujące. W ostatnich 10 występach zdobył cztery gole i dołożył tyle samo asyst.

Start filmu: gol na 1:1 dla STS-u

Roszady tygodnia: sosnowieckie czystki

Okazało się, że w Sosnowcu nie tylko dodali do składu bramkarza, ale również rozstali się z tymi, którzy nie spełnili pokładanych w nich nadziei. Tą drogą rozwiązano kontrakty z dwójką zagranicznych obrońców.  „Do widzenia” usłyszał Słowak Eduard Kaščák oraz Rosjanin Dienis Salnikow.

Kaščák zdołał zdobyć w 15 meczach zaledwie jeden punkt, a doszło do tego pożegnalnym występie. 24-latek asystował przy trafieniu honorowym Dubininia w starciu z sanoczanami. W tym meczu w składzie nie było Salnikowa, ale ten zawodnik tylko czterokrotnie zdołał przebić się do formacji desygnowanych do walki przez Grzegorza Klicha.

Szkoleniowiec Zagłębia zapewne nie płacze za tym duetem, choć to nie znaczy, iż z jego oczu nie lecą krokodyle łzy. Wywołane są utratą Adama Domogały oraz Dominika Nahunko. Kapitan sosnowiczan pozostał w PHL, przenosząc się za miedzę, czyli do katowickiego GKS-u. Domogała natomiast skorzystał z oferty Jacka Płachty, byłego selekcjonera reprezentacji Polski, który prowadzi zespół Crocodiles Hamburg z niemieckiej Oberligi. Obaj należeli do najjaśniejszych postaci Zagłębia, ale niestety przy Zamkowej 4 są już tylko wspomnieniem. Nahunko to obok Rusłana Baszyrowa najlepszy strzelec drużyny. W tym sezonie trafił sześciokrotnie.

Zero tygodnia: to już gdańska norma

Nowa twarz pojawiła się również w kadrze Stoczniowca Gdańsk, choć w tym przypadku stwierdzenie „nowa” nie jest na miejscu. To Maciej Rompkowski, młodszy brat Mateusza, będącego w składzie gdańszczan. 30-latek jest wychowankiem nadmorskiego klubu. Z taflą pożegnał się po sezonie 2018/19. Teraz sam zgłosił się do trenera Krzysztofa Lehmanna, chcąc podjąć raz jeszcze hokejową rękawicę.

Sytuacja w Gdańsku naprawdę nie napawa optymizmem. Drużyna nie odniosła jeszcze żadnej wygranej, a aż pięć spotkań zakończyła bez zdobycia choćby jednej bramki. W ostatnich pięciu meczach udało im się strzelić tylko raz.

Zero pojawiło się również przy ich nazwie po derbach północy, jak mówi się o spotkaniach z KH Energą Toruń. Dziś obie ekipy dzielą lata świetlne, jeśli chodzi o formę. O ile Stocznia nie ma na koncie nawet „oczka”, o tyle Stalowe Pierniki cały czas trzymają się w TOP 4, będąc coraz bliżej awansu do rywalizacji o Puchar Polski.

Starcia za Stoczniowcem charakteryzują się tym, że zawodnicy, którym do tej pory nie szło, zdobywają bramki, punkty, przełamują swoje niemoce. Podobnie było oczywiście w przypadku Energi. To starcie było szczególnie ważne dla Laurisa Rancevsa, któremu Juryj Czuch na razie przygląda się i dopiero zadecyduje, czy zostawi Łotysza na dłużej, czy wzorem Tauron Podhala podziękuje mu za poświęcony czas.

Były gracz Szarotek zdobył zwycięską bramkę, a potem jeszcze zaliczył ładną asystę przy trafieniu Bartosza Skólmowskiego. 28-letni torunianin podobnie jak Rancevs, pierwszy raz w tym sezonie cieszył się z gola dla Stalowych Pierników.

Start filmu: gol na 4:0 dla KH Energi

Mecz skończył się wygraną torunian 6:0, a przedostatnie trafienie należało do Dienisa Sierguszkina. Rosjanin dość długo nie mógł w tej edycji przełamać niemocy strzeleckiej, ale jak widać ten czas odszedł już w niepamięć. 24-latek w czterech ostatnich występach zanotował cztery trafienia i jest to najlepszy wynik wśród podopiecznych Czucha.

Start filmu: gol na 5:0 dla KH Energi

Słabość tygodnia: sędziowskie dylematy

Szlagierowo zapowiadało się derbowe starcie w Satelicie, w którym GKS Katowice miał szukać kolejnej szóstej wygranej, a naprzeciwko stanęli jastrzębianie. Seria podopiecznych Piotra Sarnika dobiegła końca, a w meczu nie brakowało regulaminowych kontrowersji.

Zaczęło się już przy pierwszej bramce, którą z podania Macieja Urbanowicza strzelił Radosław Sawicki. Nawiasem mówiąc, to jego czwarty z rzędu występ z punktami. W tym czasie cztery razy trafił o siatek rywali i zaliczył tyle samo asyst.

W tej konkretnej sytuacji z meczu z GKS-em sędziowie najwyraźniej ulegli presji drużyny gości. Sawicki skierował krążek do bramki łyżwą. Nie był to przypadkowy ruch. Wręcz przeciwnie, na zwolnionym tempie widać jak zawodnik, najeżdżając i oczekując zbliżającej się gumy, ustawia stopę tak, aby przedmiot odbił się od niego.

Start filmu: gol na 1:0 dla JKH GKS-u

Pierwszą reakcją arbitra było zasygnalizowanie, iż bramka nie zostanie uznana. Wtedy na dość ostrą krytykę zdobył się Marek Hovorka, a Czecha można naprawdę się wystraszyć. Panowie pasiaści poszli analizować sytuację na wideo, po czym orzekli, że jednak gol był zdobyty zgodnie z przepisami. Z tą interpretacją nie zgadzam się.

Jeszcze przed pierwszą przerwą sędziowie zdążyli popisać się kolejną niezrozumiałą decyzją, na której skorzystali goście. Krążek w bramce Juraja Šimbocha umieścił Marcin Horzelski, doprowadzając do remisu 2:2, ale zanim do tego doszło, arbiter zasygnalizował karę, po czym użył gwizdka. Guma wpadła zatem po przerwaniu gry, a pomimo to, bramka została uznana.

Start filmu: akcja na 2:2

Pocieszający jest fakt, że później nie było już żadnych niejasnych sytuacji, ale gdyby nie te dwie decyzje z pierwszej tercji, to wynik brzmiałby 2:0 dla katowiczan, a nie 2:2.

Samotnik tygodnia: z hat trickiem na koncie

Pozostając dalej w temacie starcia GKS-u z JKH od środkowej partii do siatki nie trafiał już nikt inny jak tylko Zackary Phillips. Kanadyjczyk zdobył naturalnego hat tricka, a tym co było charakterystyczne dla każdej z akcji, to fakt, iż były prospekt Minnesota Wild załatwiał sprawę samodzielnie, praktycznie bez potrzeby pomocy ze strony partnerów.

Przy zwycięskim trafieniu na 3:2 zakręcił katowickimi obrońcami, którzy nie byli w stanie przeszkodzić mu w przedarciu się na czystą pozycję. W powstrzymanie go zaangażowanych było dwóch rywali. Kanadyjczyk pomimo, iż jego zespół był w tym czasie w przewadze, nie widział potrzeby rozgrywania krążka z kolegami.

Start filmu: gol Phillipsa na 3:2

Dziesięć minut później Phillips zatrzymał napędzających się gospodarzy, którzy właśnie próbowali zawiązać akcję ofensywną. Bezlitośnie wykorzystał ich błąd na niebieskiej i już było wiadomo, że za chwilę skarci gospodarzy.

Start filmu: gol Phillipsa na 4:2

Kiedy wszystkim wydawało się, że niestety ale Phillipsowi zabraknie jednego trafienia do hat tricka, 28-latek z Nowego Brunszwiku umieścił krążek w pustej bramce GieKSy dosłownie w ostatniej sekundzie meczu. Brodaczowi zza oceanu znów pomogli rywale. Po wygranym przez gospodarzy buliku gumę skierował do niego Mikołaj Łopuski.

Start filmu: gol Phillipsa na 5:2

Zmiany tygodnia: reprezentacyjny rozgardiasz

W ubiegłym tygodniu rozegrano tylko jedną pełną kolejkę ligową, a wcześniej odrabiano zaległości z przełożonych wcześniej spotkań. Powodem tego, że jedynie piątek przewidziany został w terminarzu jako dzień meczowy było zgrupowanie kadry seniorskiej startujące w Jastrzębiu w niedzielę.

To pierwsze spotkanie grupy Kalábera, które zakończy się weryfikacją w postaci sparingowych gier. Polacy udali się do Budapesztu, gdzie czekają ich dwa mecze z Węgrami, notowanymi jedną dywizję wyżej niż zawodnicy z orłem na piersi.

To, że udało się zorganizować te dwa wartościowe sprawdziany, to wiadomość wręcz zbawienna dla reprezentacji. Jak na razie nie wiadomo nic, iż miałoby nie dojść do Mistrzostw Świata Dywizji I Grupy B, a jeśli Polakom będzie dane powalczyć o powrót na bezpośrednie zaplecze elity, to muszą wiedzieć co grać i czego wymaga od nich słowacki szkoleniowiec. W trybie online się tego nie nauczą, a i same treningi we własnym sosie nie byłyby odpowiednią weryfikacją.

Kaláber wybrał grupę 25 zawodników, którym postanowił zaufać, tymczasem do Jastrzębia dotarło tylko 17 z nich. Krystian Dziubiński i Oskar Jaśkiewicz musieli zostać w Grodnie, gdyż przekroczenie białoruskiej granicy oznaczałoby dla nich obowiązkową kwarantannę. W związku z dynamiczną sytuacją w Czechach, gdzie zapadła decyzja o wznowieniu rozgrywek, nie przyjechał również Paweł Zygmunt.

Absencja Bartosza Ciury została usprawiedliwiona tym, że niedawno został ojcem. Damian Kapica w ostatnim meczu Pasów nabawił się urazu pleców, natomiast nieobecność Macieja Kruczka, Grzegorza Pasiuta i Filipa Komorskiego nie zostały wytłumaczone w żaden przekonujący sposób, tym bardziej, iż cała trójka pozostaje w grze i notuje bardzo dobre występy.

Pasiut w pięciu ostatnich meczach nieprzerwanie punktował, zdobywając w tym czasie trzy gole oraz sześć asyst. Doświadczony napastnik popisał się bardzo ładną asystą do Patryka Wajdy w zaległym starciu z Zagłębiem.

Start filmu: akcja na 2:1 dla GKS-u Katowice

Termin zgrupowania idealnie zbiegł się z wysoką dyspozycją Wajdy. Nowotarżanin trafił w meczu z sosnowiczanami, a dwa dni później powtórzył to z spotkaniu z JKH. 32-latek to jedna z najpewniejszych kart w talii Sarnika. Wajdzik pozostaje w równej i wysokiej dyspozycji.

Start filmu: gol Wajdy na 2:1 w meczu z JKH

Kaláber szybko sięgnął po siedmiu zawodników z listy rezerwowej, w tym po Neupauera i Sawickiego, którzy powinni znaleźć się w składzie reprezentacji bez pomocy kolegów. W ostatniej chwili udało się również porozumieć z Aronem Chmielewskim. Napastnik Oceláři Trzyniec nie był wpisany nawet na listę rezerwową, ale skoro tylko sytuacja pozwoliła mu na udział w zgrupowaniu, to skorzystał z niej bez namysłu. Do Budapesztu jednak nie poleciał, gdyż został zawezwany pod broń przez klubowego szkoleniowca. Stalownicy w sobotę grają pierwszy mecz po wznowieniu ligi.

Wszyscy kadrowicze zostali na wstępie poddani testom na obecność wirusa i tą drogą doszło do ostatniej zmiany. W miejsce zawodnika, którego wynik nie pozwalał na udział w zajęciach z resztą grupy dołączył Marcin Horzelski z JKH, które reprezentowane jest przez mocną ekipę dziewięciu hokeistów. Widać, że Kaláber stosuje zasadę „cudze chwalicie, swego nie znacie”.

Dobrą wiadomością dla kibiców jest to, iż oba mecze Polaków będzie można zobaczyć na żywo. Oto plan transmisji:

5 listopada (czwartek), godzina 19:45, kanał Polski Hokej na youtube

7 listopada (sobota), godzina 14:10, TVP Sport


Podoba Ci się ten artykuł? Wesprzyj nasze dziennikarstwo. Kup dostęp do całego bloga i ciesz się codziennie wartościowymi tekstami, audycjami i wideo na temat hokeja!
Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie. 10 złotych za miesięcznik złożony z 100 stron (średnia ilość artykułów w portalu) to uczciwa cena.
Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów. Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni17 zł
Anuluj

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni45 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni84 zł
Anuluj