Sensacja tygodnia: Był Zupa, a wyszła d….

Seria trzech porażek zakończyła dzieło Nika Zupančiča w Oświęcimiu. W ostatniej, niedzielnej w Toruniu, jego podopieczni pierwszy raz w tym sezonie nie potrafili chociażby raz pokonać bramkarza rywali.

Słoweniec, obejmując stery w Re-Plast Unii przed rozpoczęciem poprzedniego sezonu, miał status trenerskiej gwiazdy, która trzykrotnie wprowadziła do elity kadrę narodową małego państwa powstałego po rozpadzie Jugosławii. Dwukrotnie w charakterze asystenta, aż w końcu w 2016 jako główny trener.

Nad Sołą też było dobrze. Pierwszy sezon, choć dziwny, z przerwanymi play-ofami, zakończył się wicemistrzostwem Polski. Medalu w Oświęcimiu nie oglądano od ośmiu lat, więc sukces był ogromny. Stabilnie prowadzony klub, mądra polityka transferowa, wszystko wydawało się być rajem położonym na skraju Małopolski.

Coś zaczęło się jednak psuć, a Zupie karty wypadły z ręki i talia się rozsypała. Najpierw dopadł go wszechobecny wirus, chwilę później zmarła matka Słoweńca, nic nie szło tak jak powinno. Do tego przytrafiła się seria porażek, która oddała los Unii w ręce innych drużyn w kontekście walki o Puchar Polski. Biało-niebiescy w zeszłym roku byli finalistami tej ekskluzywnej imprezy, w której udział biorą cztery najlepsze drużyny tabeli PHL na półmetku rozgrywek.

Start filmu: Mariusz Sibik, prezes TH Unia Oświęcim mówi o szansach drużyny na udział w Pucharze Polski

Czara goryczy wylała się w niedzielę w Toruniu, kiedy Unia pierwszy raz w tym sezonie zagrała bez Eliezera Sherbatova i przypłaciła to debiutancką porażką do zera. Zupančič stracił nad sobą kontrolę. Po zakończeniu pierwszej tercji wdał się w kłótnię z sędziami, a żeby tego było mało zaczął rzucać w ich kierunku przedmiotami, które miał pod ręką. Oczywiście przypłacił to karą meczu, a na drugi dzień podał się do dymisji, dodajmy przyjętej przez zarząd klubu.

Zupa tłumaczył, iż musi odejść, bo po takim skandalu nie może wymagać od zawodników zachowania dyscypliny oraz porządku, co dyskwalifikuje go w roli szkoleniowca, ale również zauważył, że doszedł z drużyną do muru i nie jest w stanie już nic jej dać. Dobrze, że taka świadomość przyszła do Słoweńca na tym etapie rozgrywek, a nie później. Unia zajmuje na razie jeszcze trzecią pozycję w tabeli, choć pewnie niedługo przegonią ją Stalowe Pierniki i niewykluczone, że również katowicki GKS. Torunianie mają rozegrane o trzy mecze mniej, a podopieczni Piotra Sarnika o dwa. Energa traci tylko jeden punkt do Unii, zaś GKS ma cztery „oczka” straty.

Z zespołem znad Soły na razie zajęcia prowadzi asystent Zupančiča, czyli Michal Fikrt, były bramkarz tej drużyny, ale już niebawem zjawi się nowy książę na białym koniu. Podobno będzie to trener zagraniczny i markowy.

Start filmu: Mariusz Sibik opowiada o nowym trenerze Unii

Zarząd biało-niebieskich poszedł krok dalej i zwolnienił swojego najskuteczniejszego defensora, zarzucając mu zbyt mało jakości z tyłu. Osiągnięcia ofensywne nie obroniły pozycji Ryana Glenna. Kanadyjczyk w 16 meczach wywalczył 13 punktów. 40-latek z ośmioma asystami znajdował się na trzecim miejscu klubowego rankingu najlepiej podających. Były prospekt Montreal Canadiens nie zapisze jednak przygody z PHL złotymi zgłoskami.

Rehabilitacja tygodnia: najpierw się śmiali, potem płakali

W piątek w Oświęcimiu odbyły się kolejne w tym sezonie małopolskie derby pomiędzy Unią a Comarch Cracovią. W pierwszej odsłonie pod Wawelem lepsze były Pasy, które pokonały rywali z obrzeży województwa 5:4 po dogrywce. W rewanżu padł ten sam wynik, tyle, że mecz zakończył się po 60 minutach.

Goście zarobili w tym spotkaniu dwa rzuty karne i żadnego z nich nie wykorzystali. Najpierw próbował Tomáš Franek, a sędziowie potrzebowali popatrzeć na monitory, czy guma wpadła, czy też nie. W drugiej odsłonie po faulu Miroslava Zaťko naprzeciwko Clarke’a Saundersa stanął Erik Němec. Po chwili zmienił pozycję na leżącą, tuż przed łyżwami nieco zaskoczonego kanadyjskiego golkipera. Czech po prostu wywalił się w ostatniej fazie najazdu. W hali dało się usłyszeć rozbawienie kilku osób, które to starcie miały możliwość oglądać z racji pełnionych funkcji.

Start filmu: rzut karny Němeca

Ciekawe jakie miny mieli ci sami ludzie na 48 sekund przed końcem meczu, kiedy wychowanek HC Vitkovice zapakował zwycięskiego gola. I tak najsmutniejszą twarz miał Luka Kalan, który dał sobie odebrać krążek w tej akcji.

Start filmu: Start filmu: gol Němeca na 5:4

Ładną asystą popisał się w tej sytuacji Damian Kapica, szalejący tego dnia w hali przy Chemików 4. Kapi ustanowił klubowy rekord tego sezonu, zdobywając cztery „oczka” w jednym meczu. Zaczął od gola, a potem dołożył trzy asysty.

Start filmu; gol Kapicy na 1:0

Po upływie półtorej minuty od tamtego trafienia było już 2:0 dla gości. Kapica miał już na koncie dwa „oczka”, a mógł mieć również dwa gole, bo w międzyczasie zdążył jeszcze trafić krążkiem w słupek. Cracovia w pierwszej tercji miażdżyła podopiecznych Zupančiča.

W tym spotkaniu bramki padały szybko. Pomiędzy trafieniami Jere Heleniusa na 1:2 i kolejnym golem Cracovii minęło tylko 15 sekund. Nawiasem mówiąc dwupunktowe prowadzenie gościom przywrócił Jakub Šaur, były gracz oświęcimian.

Dobry dzień miał Helenius, który ponownie dał gospodarzom kontakt z rywalem, a po 93 sekundach był już remis. Cracovia nie ustawała i po ładnym rajdzie Richarda Nejezchleba znów była z przodu. Trzeba pamiętać, że w Unii mają takiego niewysokiego faceta, który potrafi odwrócić niemalże każdą sytuację. To Sherbatov i właśnie Izraelczyk zdecydował się na szarżę w swoim stylu, po której Aleksiej Trandin wyrównał na 4:4. Warto zwrócić uwagę na ustawienie Rosjanina, o którym najwyraźniej zapomniał na chwilę cały świat (oprócz Eliego), a on skrzętnie to wykorzystał.

Start filmu: gol Trandina na 4:4

W swoim stylu uwagi do pracy sędziów miał Rudolf Roháček, który niepytany o  to, skorzystał z obecności kamery klubowej telewizji po niedzielnym meczu z JKH i wrócił do wydarzeń sprzed dwóch dni.

Start filmu: Roháček mówi o kontrowersyjnych sytuacjach w spotkaniu z Unią

Przełamanie tygodnia: czekali 3527 dni

20 marca 2011 roku – to wtedy klub o nazwie Stoczniowiec odniósł ostatnie zwycięstwo w hokejowej ekstraklasie i zniknął z tego szczebla rozgrywkowego na długie dziewięć lat. Był to decydujący mecz o siódme miejsce, a Stocznia wygrała go 10:1. Tamtego marcowego dnia cztery gole Zagłębiu Sosnowiec wbił Aron Chmielewski.

Dużo czasu minęło od tamtych wydarzeń, a w piątek nad Bałtyk przyjechało znów Zagłębie i znów los sprawił, że w hali Olivia w meczu najwyższej klasy rozgrywkowej sosnowiczanie mierzyli się ze Stoczniowcem. Dzień okazał się wyjątkowy dla gdańskich kibiców, bo choć nie mogli tego oglądać z wysokości trybun, to ich klub wreszcie zaliczył pierwsze zwycięstwo w tym sezonie, a tym samym wyczyścił listę drużyn bez triumfu i bez punktu w tej edycji PHL.

Podopiecznym Krzysztofa Lehmanna tego dnia wychodziło wszystko, a nawet jeśli nie, to było przy nich szczęście. To właśnie ten czynnik w połączeniu z dobrą dyspozycją sprawił, że pierwszy raz w tym sezonie Michał Kieler mógł cieszyć się z czystego konta. Dwukrotnie ratowała go poprzeczka.

Start filmu: dwie następujące po sobie akcje ze strzałami w poprzeczkę bramki Stoczniowca

Biorąc pod uwagę, że mecz zakończył się triumfem gospodarzy 3:0, to gdyby te dwa krążki wpadły do siatki byłoby na styku. Ale tak się nie stało, bo to był dzień Stoczni i tyle. Historycznego gola, po którym przyszedł tak długo wyczekiwany triumf strzelił Filip Pesta po pięknym rajdzie skrzydłem. Gospodarze zaliczyli wymarzony początek spotkania, bowiem prowadzenie objęli już w 57. sekundzie.

Start filmu: gol Pesty na 1:0

Mózgiem drużyny, jak zwykle zresztą, był Josef Vitek, który asystował przy bramce Jakuba Stasiewicza na 2:0, a następnie sam pokonał Michała Czernika, zamykając popisy strzeleckie Stoczni.

Start filmu: gol Stasiewicza na 2:0

Niewiele brakowało, a doświadczony Czech spiąłby klamrą dwa ostatnie triumfy Stoczniowca w lidze. W tym klubie zadebiutował w 2007 roku, po czym trzy lata później wyjechał z Gdańska, aby grać w GKS-ie Tychy i KH Sanok. Nad Bałtyk powrócił dekadę po swoim pierwszym występie w bluzie z charakterystyczną literą S.

Dwa dni później wszystko wróciło jednak do normy i na koncie gdańszczan pojawiła się 15. porażka w tej kampanii. Niestety zawalonej całkowicie pierwszej tercji, po której Ciarko STS prowadziło już 3:0, nie dało się odrobić. Żeby myśleć o wygranych, nie można dopuszczać się takich błędów jak Oskar Lehmann przy akcji zakończonej golem Jesperiego Viikili.

Start filmu: gol Viikili na 2:0

Gospodarze nie ustawali jednak w próbach odrobienia strat po fatalnych 20 minutach otwarcia. W trzeciej tercji było już nawet 2:3, kiedy po strzale Vitka tor lotu krążka zmienił Michał Rybak, dla którego był to pierwszy punkt w tym sezonie. W końcówce drugiej odsłony na 1:3 strzelił Michał Zając. Była to akcja indywidualna, a warto podkreślić, że ten chłopak trzyma ostatnio wysoką formę i jest wśród kadrowiczów U20 Artura Ślusarczyka.

Start filmu: gol Zająca na 1:3

Blamaż tygodnia: Gusow czerwony jak tur

Kalendarz dla Tauron Podhala ułożył się w ten sposób, że podopiecznym Andreja Gusowa przyszło zagrać trzy mecze w ciągu sześciu dni. Oczywiście nałożyła się na to sytuacja dotycząca odrabiania zaległości z uwagi na wcześniejszą kwarantannę.

Wydawało się, że porażka w Katowicach do zera, to najgorsze co przeżyły Szarotki. Po tym meczu białoruski szkoleniowiec wylał z siebie żal do Bartłomieja Neupauera, Damiana Tomasika i Alana Łyszczarczyka, czyli reprezentantów Polski. Gusow stwierdził, że nie może tak być, iż kadrowicze wracają do klubu i są kompletnie niewidoczni.

Trzy dni później, to on sam dałby wiele, żeby być niewidocznym w Jastrzębiu. To był prawdziwy blamaż Górali. Z jednej strony popis skuteczności w wykonaniu JKH GKS-u, a z drugiej festiwal bezradności Podhala. Wynik 7:1 dobrze oddaje obraz sytuacji.

Szarotki kompletnie sobie nie radziły, a w konsekwencji faulowały. Jak faulowały, to były kary. Okazało się to wodą na młyn podopiecznych Róberta Kalábera, którzy aż czterokrotnie zdobywali gole w przewagach.

Niestety znów słabo spisywał się między słupkami Przemysław Odrobny. Wpuszczał krążki kierowane w jego stronę aż spod linii niebieskiej, a strzałem z dystansu całkowicie zaskoczył go również Dominik Paś. Było to ładne niesygnalizowane uderzenie. W tym momencie zrobiło się 3:0, choć gdyby nie poprzeczka Zacka Phillipsa to byłoby już 4:0.

Start filmu: gol Pasia 3:0

W 37. minucie Wiedźmin wpuścił piątego gola. Strzał był z daleka, a dokładniej zza koła wznowień, choć oczywiście Marek Hovorka potrafi przygrzmocić, jak mało kto w tej lidze.

Start filmu: gol Hovorki na 5:0

Gusow po tym golu zawołał Odrobnego do siebie, puszczając do boju Pawła Bizuba. Sytuacja miała trochę wymiar symboliczny, gdyż działo się to na oczach Kalábera, selekcjonera kadry narodowej, w której jeszcze do niedawna Przemek grał pierwsze skrzypce. Słowak też zmienił bramkarza, tyle, że zupełnie z innych powodów. Po dwóch tercjach JKH prowadziło 6:0, więc pojawiła się świetna okazja, żeby za Patrika Nechvátala wstawić Davida Marka.

22-letni Czech nie utrzymał czystego konta. Pokonał go Adrian Gajor, zaliczając debiutanckie trafienie w bluzie z szarotką na piersi. Nasz rodak, który urodził się i wychował w USA, do tej pory w kraju swoich przodków reprezentował tylko barwy Comarch Cracovii.

Gusow jest tak sfrustrowany postawą swoich podopiecznych, że po niedzielnym meczu podjął decyzję o rozstaniu z dwójką graczy zza wschodniej granicy. Białorusin – zresztą słusznie – uważa, iż jeżeli ktoś przyjeżdża do obcej ligi zarabiać w niej pieniądze, to powinien być dwa razy lepszy niż lokalni matadorzy. W związku z tym, że ta zasada nie działała w jego opinii w odniesieniu do Ricarda Birzinsa i Andrieja Ankudinowa, podziękował im za współpracę.

Co ciekawe, Birzins to reprezentant Łotwy, natomiast Ankudinow ma za sobą sześć lat gry w KHL. W polskiej ekstraklasie nie potrafił pokonać żadnego z bramkarzy, choć w ofensywie wypracował siedem asyst.

Rekordy tygodnia: mistrzowie produkcji

Niebiosa zlitowały się nad utrapionym Gusowem w niedzielę. W sumie to nie tylko nad nim, bo również to samo można powiedzieć w odniesieniu do Odrobnego, który zagrał wreszcie na swoim poziomie, czyli dobrze, pewnie i efektownie.

Tauron Podhale pokonało u siebie 4:2 GKS Katowice, biorąc rewanż za wyjazdowe 0:2 sprzed kilku dni. Genialny mecz rozegrał Łyszczarczyk, który przedzierał się pod bandą niczym Pendolino, a do tego karmił rywali co chwilę groźnymi uderzeniami z daleka. Po takiej akcji otworzył się wynik tego spotkania.

Największym beneficjentem wybornej formy reprezentanta Polki okazał się Alexander Pettersson. Szwed jak do tej pory tylko dwukrotnie pokonywał bramkarzy, a w niedzielę zdołał czterokrotnie umieścić krążek w siatce, czym ustanowił ligowy rekord PHL edycji 2020/21. Oprócz ostatniego trafienia do pustej siatki, wszystkie pozostałe wypracował mu Łyszczarczyk. Były gracz młodzieżowych zespołów słynnej Frölundy Göteborg miał istny dzień konia. Nawet kiedy Łycha podawał do Neupauera, a ten strzelał w bramkę, to i tak ostatnie dotknięcie przed linią zaliczył Skandynaw.

Start filmu: gole Petterssona na 1:0 i 2:0

Katowiczanie na Podhalu przeżyli zimny prysznic, a przecież dwa dni wcześniej było tak pięknie. Wracali uradowani z Sanoka po wygranej 5:0, a Juraj Šimboch upajał się świadomością, iż od dwóch spotkań nikt nie potrafi go pokonać. Trzeba przyznać, że Słowak napracował się sporo na Podkarpaciu.

Grę GKS-u trzyma od dłuższego czasu Grzegorz Pasiut, a ostatnio z formą trafił również Mikołaj Łopuski, autor dwóch goli w Nowym Targu. Co do Pasiuta, to jego seria punktowa trwa już od ośmiu spotkań. W tym czasie popisał się trzema trafieniami i aż 11 asystami. 33-latek w Sanoku dołożył dwa kluczowe podania, w tym bardzo ładne zagranie do Bartosza Fraszko, po którym zrobiło się 3:0 dla gości.

Start filmu: gol Fraszko na 3:0

Sosnowickie Zagłębie po wstydliwej porażce w Gdańsku podejmowało u siebie GKS Tychy. Scenariusz wydawał się pewny jeszcze przed pierwszym gwizdkiem, a tymczasem po czterech minutach było już 1:0 dla gospodarzy za sprawą gola Rusłana Baszyrowa, który nieźle wywiódł w pole Szymona Marca. Rosjanin zaliczył swój najlepszy występ w tym sezonie, kończąc mecz z trafieniem i trzema asystami na koncie.

Start filmu: gol Baszyrowa na 1:0

To było wszystko na co pozwolili sobie tyszanie w ciągu 40 minut. Oczywiście mowa o błędach, bo w kwestii pozytywów, to po dwóch tercjach prowadzili już 7:1. Dwie z tych bramek należały do Kacpra Gruźli, którego rozwój pod okiem Krzysztofa Majkowskiego bardzo cieszy. Niedługo przed drugą przerwą strzelił zwycięskiego gola, a 10 sekund później do siatki trafił Filip Komorski.

Start filmu: gol Gruźli na 6:1

Te bramki padły już w momencie gdy Grzegorz Klich ściągnął z posterunku Cody’ego Portera. Kanadyjczyk otrzymał “powołanie” na ławkę rezerwowych po tym, jak w wyniku błędu ustawienia wpuścił piątą bramkę tego dnia. Jej autorem był jego rodak, Jean Dupuy.

Start filmu: gol Dupuy na 5:1

Nikt nie spodziewał się, że ostatnie 20 minut będzie całkowitym zaprzeczeniem poprzednich dwóch partii. Przyczyniło się do tego w dużej mierze zlekceważenie rywala przez mistrzów Polski. Po drugiej stronie tafli były jednak ambitne i mocne wschodnie maszyny, czyli Baszyrow, Andriej Dubinin oraz Jewgienij Nikiforow. Wyjściowa formacja Zagłębia zdobyła kolejne cztery gole i ostatecznie sosnowiczanie przegrali tylko 5:8.

Po meczu Grzegorz Klich ubolewał nad formą pozostałej części zespołu. „U nas bramki strzela tylko jeden atak. Co dalej ? Część zawodników to ci, którzy nie grali w zeszłym sezonie, a teraz są wystawieni do drugiej lub trzeciej piątki. Ciężko coś z tego wyciągnąć” powiedział szkoleniowiec.

Najwyższą zdobyczą punktową w jednym meczu tego sezonu było pięć „oczek” Phillipsa. Od niedzieli wraz z Kanadyjczykiem rządzi również Nikiforow, autor dwóch goli i trzech asyst zdobytych na tyszanach. Czterokrotny mistrz Ukrainy w barwach Donbassu Donieck pokazał kunszt przy trafieniu na 3:7, kiedy był ustawiony tyłem do bramki Johna Murraya i pokonał go uderzeniem z bekhendu.

Start filmu: gol Nikiforowa na 3:7

Afera tygodnia: gdzie jest mydło?

Tyski GKS do Sosnowca udał się opromieniony łatwą wygraną 4:1 nad rewelacją tej edycji, czyli KH Energą Toruń. Ten mecz dobrze zapamięta Anton Svensson, bramkarz Stalowych Pierników, który do tej pory był nieskazitelny.

Tym razem było inaczej, a zarzucić mu można wiele. Już przy golu Jarosława Rzeszutko na 1:0 zawalił, wpuszczając lobujący obok niego krążek.

Start filmu: gol Rzeszutki na 1:0

Jeszcze gorzej Szwed zachował się w drugiej tercji, kiedy Alexander Szczechura ośmieszył go strzałem z niemalże zerowego konta. Kanadyjczyk później pokonał go jeszcze raz. Najpierw położył Skandynawa na tafli, a następnie spokojnie umieścił gumę w siatce. Szczechura ewidentnie jest w gazie. Punktuje nieprzerwanie od sześciu spotkań. Jego dorobek w tym czasie to sześć goli i dwie asysty.

Start filmu: gol Szczechury na 2:0

Po drugiej tercji stało się coś, co do tej pory nie mieściło się w głowie Svenssona. Juryj Czuch zrezygnował z jego usług i wstawił do bramki Mateusza Studzińskiego. Kilka dni wcześniej jeden z portali w Szwecji opublikował materiał o golkiperze Energi, w którym czytamy: „W meczach mogę grać ile mi się podoba. Nawet jeśli chciałbym odpocząć, to byłby problem”. Szybko okazało się, że to jednak nie tak do końca.

Szwedzi to niezwykle rozwinięta hokejowo nacja. Są sto lat przed nami, jeżeli chodzi o każdy aspekt dotyczący tego sportu. Dla tamtejszych kibiców gra w Polsce, to jakby przekładając na realia piłkarskie występy naszego futbolisty w ekstraklasie Malawi lub próby zrobienia kariery przez skoczka narciarskiego w Etiopii. Przykłady choć brzmią strasznie, nie są wyolbrzymione. Mając na uwadze tę perspektywę, spójrzmy na to co Svensson powiedział mediom.

Skandynawscy czytelnicy dowiedzieli się, że bramkarz sam musi prać swój ekwipunek, a w ojczyźnie skończył to robić w drużynie U18. Ponadto kiedy pojawił się pierwszy raz na treningu, w szatni nie było dla niego miejsca i kierownik drużyny na szybko organizował mu kawałek przestrzeni. Svensson stwierdził, że to chore, żeby w dniu meczu malować linię bramkową, którą z łatwością można zdrapać łyżwą.

„Ich bardziej interesuje jak sobie radzę, niż to jak się czuję” to wypowiedź charakteryzująca podejście do zawodników w klubie z Torunia. Szwed wyjawił, że mieszka w domu z sześcioma Rosjanami, z których tylko jeden mówi po angielsku. Źle wspomina czas izolacji, gdyż nie mieli wi-fi, a policja odwiedzała ich i sprawdzała, czy nie wychodzą na zewnątrz. W toruńskim klubie nie ma mydła, jest tylko płyn dezynfekujący i Svensson musi nosić swoje, a do tego nie był przyzwyczajony, że wszystkim podaje się rękę na przywitanie.

Bramkarz prostował później za pomocą mediów społecznościowych, iż wcale nie jest krytyczny wobec KH Energi, co więcej cieszy się, że może grać w tej drużynie. Pewne słowa zostały jednak wypowiedziane i smród poszedł w świat.

Debiutant tygodnia: toruński car

W niedzielę wszystko już było na właściwych torach. Svenssonowi nie przeszkadzało mydło, ni powidło. Grał jak należy, czyli zgodnie z kasą, którą bierze z polskiego klubu. Dla niezorientowanych, w swojej ojczyźnie nie zaszedł wyżej niż na trzeci poziom rozgrywkowy, choć trzeba przyznać, że to bardzo solidny poziom.

W Tychach obronił zaledwie 12 z 16 uderzeń, czyli równo 75 procent, a w starciu z Re-Plast Unią był bezbłędny i wyłapał 25 krążków. Dwie asysty zaliczył Artiom Osipow, który zadebiutował w piątek i od razu w swojej ligowej premierze zdobył gola. Należy dodać, że honorowego i po fatalnym błędzie Patryka Koguta.

Start filmu: gol Osipowa na 1:4

Widać, że Rosjanin, który już od pewnego czasu przebywał w Toruniu, dobrze zaaklimatyzował się w ekipie Czucha, gdzie ma dookoła wielu rodaków i ojczystą mowę, co zapewne jest bardzo pomocne.

W starciu z oświęcimianami powrócił na taflę Michaił Szabanow, który pauzował od 27 września z uwagi na złamanie nadgarstka. Ponowny debiut 22-latka w Stalowych Piernikach uwieńczony został strzeleniem gola na 4:0, zamykającego rezultat meczu. Doskonałym, ale ryzykownym podaniem obsłużył go Artiom Smirnow. Krążek wędrował w okolicach dwóch defensorów gości, którzy nie zażegnali niebezpieczeństwa.

Start filmu: gol Szabanowa na 4:0

Był to drugi mecz po powrocie po długotrwałej kontuzji kapitana Unii, Jakuba Wanackiego. To trudny czas dla biało-niebieskich, więc dobrze, że ich przywódca jest obecny nie tylko w boksie i w szatni, ale także na lodowisku.

W Sosnowcu swoje pierwsze dwa spotkania zaliczył Lucas Bombardier, choć Amerykanin, póki co, żadnym bombardierem się nie okazał. Wręcz odwrotnie do Eetu Elo, który przez kontuzję opuścił osiem starć sanoczan. Wrócił do gry i w trzecim występie po miesięcznej pauzie pokazał wreszcie swoją klasę. W Gdańsku zaliczył asystę, a następnie zadał zwycięskie trafienie, kończąc kombinacyjny atak sanockich Finów.

Start filmu: gol Elo na 3:0

Cytaty tygodnia: taksówkarski hokej

Bardzo często pomeczowe wypowiedzi zawodników i trenerów to sztampa, której w ogóle nie ma sensu przytaczać. W zasadzie każdy z nas jest w stanie sobie powiedzieć, co zostało wygłoszone. Mecz był ciężki, przeciwnik trudny, nie ma słabych zespołów i tak dalej.

Po niedzielnym spotkaniu w Krakowie objawił nam się jednak złotousty, wręcz fenomenalny w swojej szczerości Martin Dudáš. Kapitan Pasów po przegranej 2:3 z JKH GKS-em Jastrzębie zapytany został nie tylko o przebieg spotkania, ale również o to, czy ciężko się gra przy pustych trybunach. Czech stwierdził, że „gdyby interesowały go występy bez kibiców, to mógłby przyjść o dwunastej w nocy i grać z taksówkarzami”.

Start filmu: wypowiedź Dudáš o grze przy pustych trybunach

33-letni ostrawianin już trzeci raz w swojej karierze zakłada bluzę w biało-czerwone pasy. Zaczynał pod Wawelem w sezonie 2008/09, po czym po dwóch latach wrócił do rodzimych rozgrywek. W 2012 znów zawitał do Krakowa na jeden sezon, a od tej kampanii pisze trzeci rozdział pasiastej kariery. Czech ma zatem bardzo szerokie spojrzenie na poziom naszego ligowego hokeja. Podczas, gdy wszyscy podkreślają w wywiadach, że jest coraz lepiej, super, wspaniale i tak dalej, Dudáš stwierdził, że PHL nie jest lepsza niż kiedyś. Są bardziej wyrównane drużyny, ale to nie oznacza, że gra odbywa się na wyższym poziomie.

Start filmu: wypowiedź Dudáš o rozwoju polskiej ligi na przestrzeni ostatnich lat

W niedzielę bramkarza z Jastrzębia potrafili pokonać tylko dwaj rodacy Dudáša, Michal Gutwald i Nejezchleb. Ten ostatni wypalił mocnym uderzeniem w swoim stylu, a dzięki jego trafieniu pierwszy punkt w PHL zanotował podający do niego, Taylor Doherty.

Start filmu: gol Nejezchleba na 1:1

Komplet punktów pojechał jednak na Śląsk. Jastrzębianie prezentują naprawdę wysoką formę. Jej odzwierciedleniem jest postawa Phillipsa. Bramkarze mają bardzo duże problemy przy jego precyzyjnych strzałach. Kanadyjczyk drugi raz w tym sezonie zaliczył zwycięskie trafienie dla JKH.

Start filmu: gol Phillipsa na 3:1

Asystę przy tej akcji zapisał na swoim koncie Radosław Sawicki. To pewniak w ekipie Kalábera. Powiększa swoje konto punktowe nieprzerwanie od siedmiu spotkań. W tym czasie strzelił pięć goli i zanotował siedem kluczowych podań.


Podoba Ci się ten artykuł? Wesprzyj nasze dziennikarstwo. Kup dostęp do całego bloga i ciesz się codziennie wartościowymi tekstami, audycjami i wideo na temat hokeja!
Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie. 10 złotych za miesięcznik złożony z 100 stron (średnia ilość artykułów w portalu) to uczciwa cena.
Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów. Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni0.30 zł

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni45 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni84 zł