Liczby tygodnia: 250/150…na szczęście to nie tętno

Jarosław Rzeszutko prezentuje w tym sezonie bardzo wysoką i równą formę. W ostatnich pięciu meczach uzbierał dziewięć punktów. 33-latek (jeszcze, bo za trzy dni dojdzie mu kolejna belka na osi życia) stanowi o sile ofensywnej liderów tabeli PHL. Warto podkreślić ten fakt, biorąc pod uwagę, że gdańszczanin jest najstarszym zawodnikiem mistrzów Polski.

Skoro o Gdańsku mowa, to właśnie tam w piątek zawitali tyszanie. Mecz ze Stoczniowcem byłby widowiskiem bez historii, gdyby nie wychowanek tego klubu w barwach GKS-u. Rzeszutko zdobył dwa z siedmiu goli swojej drużyny. Szczególne znaczenie miał ten pierwszy na 4:0. To tak zwany gol do szatni, bo strzelony na 38 sekund przed drugą przerwą. Okazało się, iż w tych symbolicznych „okolicznościach przyrody” Rzeszut zaliczył 250. trafienie w swojej karierze, a to nie koniec, bo było to jednocześnie jego 150. bramka jako Giekaesiaka. To już siedem lat od kiedy Rzeszutko reprezentuje barwy tyskiego klubu.

Na swojej ziemi bramkę w tym meczu zdobył również Szymon Marzec. 29-latek to kolejny wychowanek Stoczniowca, którego wywiało na południe Polski. Akurat w jego przypadku jest to sprawa świeża, bowiem jeszcze w poprzedniej kampanii występował w bluzie Lotosu PKH ze swojego rodzinnego miasta. Tyskie powietrze Marcowi służy. Trafieniem przeciwko Stoczni ustanowił serię czterech spotkań, w których powiększał konto punktowe, z czego dwa razy w tym czasie jego bramki przesądzały o wygranych GKS-u.

Największym beneficjentem przyjazdu do rywala prezentującego słabą formę był jednak Filip Komorski. Jeden z naszych najlepszych hokeistów do bólu wykorzystał różnicę klas dzielącą oba zespoły i skompletował hat tricka. Udało mu się zaliczyć trafienie zwycięskie, co nie jest żadną nowością, bo to trzeci taki przypadek w tym sezonie. Dla Komory był to szósty kolejny mecz z punktami. W 10 spotkaniach tej kampanii dorobku nie powiększał zaledwie trzykrotnie. Warszawianin jako pierwszy dał przykład kolegom, jak należy strzelać. Wyprowadził swój zespół na 2:0, ale do niego należało też ustalenie rezultatu końcowego.

Przy golu zwycięskim na uwagę zasługuje inteligencja Komorskiego, który widząc rozkręcającego się z każdą sekundą przy krążku Christiana Mroczkowskiego uwolnił się spod opieki obrońcy i zajął doskonałą pozycję. Oczywiście asysta Mroczka to zagranie najwyższych lotów.

Kolejny gol i kolejna idealnie wykonana praca przez nagrywającego. W tym wypadku był nim Patryk Wronka. Oglądając to co zrobił nasuwa się wniosek, iż mając tak grających partnerów faktycznie można bez trudu zająć się kompletowaniem hat tricków.

Minus tygodnia: a Kopernik patrzy i myśli co się stało

Rewelacja początkowej fazy rozgrywek, czyli niespodziewany ówczesny lider z Torunia świeci coraz bledszym światłem. Starcia z Tychami i Jastrzębiem pokazały, że Pierniki są jak najbardziej do ogrania nawet jeśli mają w bramce skandynawską twierdzę w osobie Antona Svenssona.

Energa jeśli przegrywa, to jest to zawsze ciasny wynik, a w zasadzie to po prostu 2:3, bo w takich rozmiarach odbyły się obie porażki. Żal trochę „Koperników”, bo z JKH GKS-em dwukrotnie obejmowali prowadzenie, wykorzystując do bólu błędy podopiecznych Róberta Kalábera.

Przy 1:0 proszę o zwrócenie uwagi na fatalne zachowanie Marisa Jassa za własną bramką i jednocześnie polecam zapamiętanie tego nazwiska. Nie tylko Łotysz zawalił, bo po chwili okazało się, że tak samo źle zachował się Patrik Nechvatal, nie potrafiąc poradzić sobie z niezbyt mocnym uderzeniem Adriana Jaworskiego, dla którego był to pierwszy punkt w tym sezonie.

W podobnych okolicznościach padł również gol Jegora Szkodienki, ale pierwsza bramka młodego rosyjskiego obrońcy w tej edycji to wynik mocnego, solidnego uderzenia z pełnego zamachu. Nie zmienia to faktu, że w obu przypadkach były golkiper dwóch klubów z ligi EBEL dał się zaskoczyć w sposób, który nie powinien mu się przydarzyć.

Wracamy do postaci Jassa, ponieważ to właśnie on okazał się kluczowy dla wyniku meczu. Gdy na zegarze pozostawało nieco ponad 3,5 minuty do końca kilkukrotny uczestnik mistrzostw świata elity w stylu prezentowanym w tym spotkaniu przez gospodarzy załatwił Svenssona, wykorzystując przewagę, rehabilitując się i zapewniając jastrzębianom komplet punktów.

Usprawiedliwieniem dekoncentracji torunian jest na pewno fakt, że kilka godzin przed meczem dowiedzieli się, iż podejrzenia dotyczące zakażenia koronawirusem ich trenera Juryja Czucha okazały się niestety prawdziwe. Niepożądane objawy pojawiły się również u innych członków zespołu, co spowodowało, że PHL odwołała niedzielne spotkanie Pierników. Testy wykazały obecność wirusa u czterech graczy KH Energi, więc również mecze zaplanowane na ten tydzień nie odbędą się, podobnie jak zaległe spotkanie z Re-Plastem Unią Oświęcim, do którego miało dojść w następny wtorek.

Jak widać przeciwności losu napotykają Stalowe Pierniki, co odbiło się momentalnie na wynikach drużyny. Niewzruszoną skałą w tych okolicznościach jest Kamil Kalinowski. Starszy z braterskiego duetu Energi rozpoczął zdobywanie punktów w trzeciej kolejce i tak serial ten trwa nieprzerwanie od sześciu spotkań.

Matadorzy tygodnia: asy w talii selekcjonera

Kaláber w Jastrzębiu doczekał się wreszcie paki, która nie tylko może myśleć o kolejnym Pucharze Polski, ale śmiało jest w stanie zgarnąć tytuł mistrzowski. Węglowi grają z polotem, a z dziewięciu meczów przegrali zaledwie dwa. Oba przypadki miały miejsce na obcych lodowiskach.

W ubiegłym tygodniu JKH wzięło na rozkład najpierw Stalowe Pierniki, a następnie sosnowieckie Zagłębie. Tournée zakończyło się kompletem punktów i kolejnymi popisami liderów jastrzębskiej ekipy. W TOP 10 najskuteczniejszych ligowców jest aż czterech przedstawicieli tego klubu, a ranking strzelecki otwierają z siedmioma trafieniami Maciej Urbanowicz, Radosław Sawicki oraz Komorski z GKS-u Tychy.

Jest też Marek Hovorka i warto o nim wspomnieć, bo Słowak jest regularny jak szwajcarski zegarek. Nie punktował w zaledwie dwóch spotkaniach. Od pięciu meczów robi to bez przerwy, a pomaga mu w tym Zack Phillips, jeden z dwóch liderów rankingu najskuteczniejszych. O zrozumieniu i poziomie gry obu panów świadczy chociażby akcja na 1:0 z meczu przeciwko Zagłębiu, w której Kanadyjczyk wziął na siebie ciężar rozegrania, podał w trudnej sytuacji, a Słowak dokończył dzieła.

Phillips to w ogóle oddzielny temat. Na jego przykładzie widać jakie umiejętności wchodzą w grę, jeśli ktoś myśli o pierwszej rundzie draftu w NHL. Napastnik JKH był tam w 2011 roku, a potem spędził kilka lat na farmie Minnesota Wild, jednakże ponad AHL nigdy się nie przebił. Co może dziwić, to fakt, że nie udało mu się nigdy znaleźć angażu w silnej lidze europejskiej.

Zack Phillips to jedna z największych gwiazd PHL. 9 lat temu wydawało mu się, że będzie podbijał lodowiska NHL. Został…

Opublikowany przez PHL w PL Wtorek, 13 października 2020

Niestety ani Phillips, ani Hovorka nie pomogą Kaláberowi w odniesieniu sukcesu na stołku selekcjonera reprezentacji Polski, ale Sawicki ma ku temu pełen wachlarz możliwości. 25-latek załapał niesamowitą formę, a od czterech spotkań zawsze wpisuje się na listę strzelców.

Kontry tygodnia: Unia uczyła, a Zagłębie chłonęło wiedzę

Ciężki tydzień mają za sobą podopieczni Grzegorza Klicha. Zagłębianie odebrali dwie lekcje hokeja na swoich obiektach. W piątek w roli profesorów wystąpili hokeiści Re-Plast Unii Oświęcim, a w dwa dni później jastrzębianie. Bilans bramkowy tych starć to 2-11.

Jasnych punktów w sosnowieckiej drużynie jak na lekarstwo. Na pewno zalicza się do nich Dominik Nahunko, strzelec honorowego gola z meczu przeciwko JKH GKS-owi. 25-latek trafił do siatki byłego klubu, a przede wszystkim dał znać selekcjonerowi kadry, będącemu w boksie gości, że powinien o nim pamiętać przy najbliższych powołaniach. Nahunko w czterech ostatnich występach strzelił trzy gole i zaliczył dwie asysty.

Sosnowieckich kibiców wyniki nie mogą na razie cieszyć, ale już plany miasta co do ich ukochanej dyscypliny, jak najbardziej. Właśnie ogłoszono, iż obok powstającego już nowoczesnego stadionu i hali widowisko-sportowej zaistnieje również Stadion Zimowy, czyli lodowisko zamknięte w dwukondygnacyjnym budynku z miejscami dla ponad 2,5 tysiąca widzów. Długo ważyły się losy dotyczące powstania tej budowli. Miasto nie dysponowało odpowiednią kwotą pieniędzy, więc koncepcje zmieniały się jak w kalejdoskopie, ale prezydent Arkadiusz Chęciński niezmiennie wyrażał chęć dopięcia tego projektu i wychodzi na to, że udało mu się, a tak sprawnych i obrotnych włodarzy należy życzyć każdemu miastu.

Wracając do spraw czysto sportowych, to Klich po piątkowym meczu z Unią nie ma chyba wątpliwości, iż trzeba na treningach ćwiczyć jak wychodzić z opresji przy kontratakach lub jak do nich nie dopuszczać. Oświęcimianie z pięciu goli zaaplikowanych Michałowi Czernikowi, aż cztery zdobyli po sprawnie przeprowadzonych kontrach.

Zwycięskie trafienie na 2:1 należało do Daniłła Oriechina, który w obu spotkaniach w ubiegłym tygodniu dołożył cegiełkę do sukcesów biało-niebieskich. Rosjanin idealnie „zagrał” ciałem przy tej akcji. Oczywiście nie odbieram nic kunsztowi samego uderzenia i jego precyzji, ale to właśnie „mowa ciała” wychowanka Łokomotiwu Jarosław zrobiła na mnie największe znaczenie i zmyliła całkowicie Szymona Luszniaka.

Kolejnym, który w obu spotkaniach ubiegłego tygodnia trafiał jest Struś Pędziwiatr polskich tafli, a mianowicie Eliezer Sherbatov. Izraelczyk faktycznie idealnie nadaje się do gry ustawionej na kontry, gdyż mało kto jest w stanie doścignąć zawodnika, nad którym zastanawiano się jeszcze kilka lat temu w AHL.

Nadzieja tygodnia: Górale młodością stoją

W Sanoku zacierano rączki na myśl o przyjeździe Tauron Podhala osłabionego brakiem chorego Przemysława Odrobnego i innymi brakami, które nie pozwoliły Andrejowi Gusowowi przywieźć na Podkarpacie czterech pełnych formacji. W tej ostatniej brakowało jednego do kompletu. W protokole stworzyło ją czterech młodych napastników, którzy zostali bohaterami meczu, łącznie zdobywając pięć punktów. Jakub Worwa i Ernest Bochnak strzelili premierowe gole w tym sezonie, a do siatki gospodarzy trafił również 17-letni Fabian Kapica, debiutujący w roli snajpera w PHL. Widać, że lata nauki hokeja w Niemczech przynoszą rezultaty.

Kapica trafił do siatki już w 77 sekundzie, a warto podkreślić, że był to gol na 1:1. Ważną rolę przy tej bramce odegrał doświadczony Andriej Ankudinow, który przejął niecelne podanie gospodarzy za plecami ich bramkarza, Patrika Spěšnego. Były zawodnik klubów KHL i wicemistrz świata U18 nie ma parcia na zdobywanie goli. Skupia się na pracy dla drużyny, a jej efekt to siedem asyst w dziewięciu występach.

Okazało się, iż najstarszym, który umieścił krążek w siatce Ciarko STS-u był Alan Łyszczarczyk. Przypomnijmy, że nasz „eksportowy towar” ma dopiero 22 lata. Miło, kiedy okazuje się, że taki zespół jak Podhale młodością stoi, a „głodne wilczki” podgryzają raz po raz, pokazując spore umiejętności.

Ale w ekipie Gusowa oczywiście nie brak również nauczycieli dla tych zdolnych nastolatków. Wiemy już o Ankudinowie i jego podaniach, tymczasem w niedzielę w Krakowie jedno z takich magicznych zagrań zaprezentował Mateusz Bepierszcz.

Jeżeli takich podań się nie wykorzystuje, tak jak to miało miejsce w wykonaniu Emila Šveca, to nie ma się co dziwić, że dorobek punktowy drużyny nie ulega zwiększeniu. Cracovii do wygranej wystarczył tylko jeden celny strzał Taaviego Tiali z 31 sekundy spotkania.

W obu meczach Podhala godnie z zadania zastąpienia Wiedźmina wywiązał się Paweł Bizub, który wyłapał 41 krążków, a nie poradził sobie w zaledwie trzech sytuacjach. Gdyby nie jego postawa, to po pierwsze być może nie byłoby kompletu punktów na Podkarpaciu, a po drugie, w Krakowie pewnie nie skończyłoby się piłkarskim 0:1. Ja wybrałem jako obrazek mający potwierdzić postawę byłego reprezentanta Polski U18, dwie następujące po sobie akcje z meczu przeciwko STS-owi.

Skoro już jesteśmy przy bramkarzach drugiego planu, to nie można pominąć udanego tygodnia Kamila Lewartowskiego z GKS-u Tychy, który pozwolił złapać oddech Johnowi Murrayowi. 22-latek w swoim pierwszym występie w PHL w tym sezonie odnotował czyste konto w Gdańsku, a następnie pomógł GKS-owi w wywalczeniu zwycięstwa nad Sanokiem, dzięki czemu triumfalna seria mistrzów Polski trwa i liczy sobie już sześć spotkań. Tak na marginesie, to ekipa Krzysztofa Majkowskiego tylko raz zaznała goryczy porażki, a było to w Jastrzębiu.

Zachwycałem się postawą nowotarskiej młodzieży, a tymczasem w Tychach rośnie zawodnik sporego formatu. Mowa o Kacprze Gruźli, który od tego sezonu zaczął strzelać gole w mistrzowskiej ekipie z piwnego miasta. Nie są to trafienia przy pogromach 7:0, lecz bramki mające kluczowe znaczenie dla wyników, co dobrze świadczy o silnej psychice 20-latka. Z Comarch Cracovią wyrównał na 1:1, przy czym spotkanie zakończyło się wygraną Tychów 4:3, a w niedzielę pierwszy raz w karierze zapisał po swojej stronie zwycięską bramkę. Trafił do siatki sanoczan przy remisie 2:2 na niecałe pięć minut przed ostatnią syreną.

Ciasny wynik tyszan z Ciarko STS-em trochę zaskoczył, tym bardziej, że ekipa z Podkarpacia gra nierówno, przeplatając dobre momenty bardzo słabymi. Wydawało się, iż nasza międzynarodowa wizytówka z Tychów powinna wygrać w okazalszym stylu. Potwierdzeniem tej niefrasobliwości podopiecznych Marka Ziętary jest na przykład zachowanie w obronie przy jednym z ataków Patryka Wronki.

Ceremonia tygodnia: pożegnanie oprawcy

Pod Wawelem dbają o uroczyste pożegnania swoich byłych asów. Mieliśmy już ceremonię na rzecz Bartosza Dąbkowskiego, a w piątek z uwagi na wizytę katowickiej GieKSy była sposobność podziękować Maciejowi Kruczkowi, byłemu kapitanowi Pasów.

Ten „niewdzięcznik” zamiast dostosować się do atmosfery chwili, już po pięciu minutach od pierwszego gwizdka pokazał Craxie, że nie ma co liczyć na taryfę ulgową. Po jego golu spod niebieskiej zrobiło się 1:0 dla gości.

Maciej Kruczek po 6 latach gry pod Wawelem opuścił przed rozpoczęciem sezonu Comarch Cracovię. Były kapitan Pasów…

Opublikowany przez PHL w PL Sobota, 10 października 2020

Na przerwę podopieczni Rudolfa Roháčka zjeżdżali z wynikiem 0:4, a czeski szkoleniowiec pewnie przypominał sobie piękne czasy, kiedy miał pod swoimi skrzydłami strzelców trzech pierwszych bramek w tercji otwarcia. Były klub pogrążył Grzegorz Pasiut, natomiast zwycięskiego gola na 2:0 zaaplikował krakowianom Patryk Wajda, dla którego było to pierwsze trafienie w tym sezonie. A nie byłoby go, gdyby nie Kruczek, ojciec wygranej pod Wawelem.

Słaby mecz rozegrał między słupkami Robert Kowalówka, który nie doczekał nawet do przerwy. Na 58 sekund przed syreną oznajmiającą pauzę Roháček nie wytrzymał i podziękował mu za udział w spotkaniu, stawiając Michaela Petráska, który dwa dni później zaliczył pierwszy shutout w PHL.

Cracovia od pięciu meczów na przemian wygrywa i przegrywa. W jej szeregach jest zawodnik, który nie jest chwiejny jak forma klubu, który reprezentuje. To Tomáš Franek, wychowanek słynnych Oceláři Trzyniec. W pięciu kolejnych spotkaniach zawsze wpisywał się na listę strzelców goli, a jego seria zatrzymała się dopiero w niedzielę. Były reprezentant czeskiej kadry U20 jako jedyny potrafił w piątek pokonać Juraja Šimbocha. Z zimną krwią wykorzystał błąd Wajdy, tak jak przystało na rasowego snajpera.

Przełamanie tygodnia: okazało się, że jednak można

Oświęcimianie ruszyli do Sosnowca z mocnym postanowieniem, że tym razem trzeba przełamać wyjazdową niemoc i wreszcie wygrać pierwszy mecz w delegacji. Zresztą lepszej okazji ku temu trudno szukać, gdyż to właśnie Zagłębie i Stoczniowiec są najsłabsze w całej stawce PHL.

Biorąc pod uwagę, że kolejnym przystankiem ekipy Nika Zupančiča był Gdańsk, jedyne miasto, w którym w bieżącym sezonie nie cieszono się jeszcze z wygranej, w grodzie nad Sołą liczono nawet na zapoczątkowanie serii triumfów na obcych lodowiskach. Tak właśnie się stało. Unici przełamali się, wrócili do domu z kompletem punktów i bilansem bramkowym 11-1.

Indywidualnie pozytywnie coś „gruchnęło” w grze Gregora Koblara. Reprezentant Słowenii wreszcie odpalił swoje konto bramkowe. Miał zero, a ma już trzy trafienia. 27-latek był najsłabiej punktującym z trójki rodaków Zupančiča, których coach przywiózł do Polski przed rozpoczęciem poprzedniej kampanii. To już przeszłość. Co prawda zarówno Gregor Pretnar, jak i Luka Kalan wciąż mają więcej „oczek”, to Koblar dogonił ich już w kwestii bramek. Każdy ze Słoweńców ma ich obecnie po trzy.

Gregor Koblar należący do grupy wiceliderów klubowego rankingu strzeleckiego Re-Plast Unii Oświęcim w poprzednim…

Opublikowany przez PHL w PL Wtorek, 13 października 2020

Prawdziwym wojownikiem w talii Zupy jest Sherbatov. To taki pozytywny wariat zaprogramowany na ciągłe ataki, walkę do upadłego i przemierzanie w błyskawicznym tempie kolejnych kilometrów. W Gdańsku tak bardzo się śpieszył, aż upadł, co wywołało śmiechy na trybunach. No cóż, trzeba wiedzieć z kim się tańczy. Trzy sekundy później Izraelczyk miał już pierwszego gola na koncie, a Unia prowadziła 1:0.

Warto również spojrzeć w jaki sposób Eli wypracował swojej drużynie okazję strzelecką, po której zrobiło się 3:0. Sherbatov to jeden z głównych faworytów tytuły MVP sezonu. PHL jeśli chce być postrzegana w Europie jako liga idąca w górę, gwarantująca ciekawe widowiska, powinna zrobić wszystko, żeby w klubach zatrudniano takich „magików” jak długowłosy Izraelczyk.

Skoro mówimy o przełamaniach, to nie tylko Unia na wyjazdach i Koblar, ale również Mateusz Wilusz z Ciarko STS-u. Ostatni raz w ekstraklasie trafił do siatki rywali w kampanii 2014/15. Odblokował się w starciu z mistrzami kraju, a spora w tym zasługa Marcina Białego, który obsłużył go idealnym wręcz podaniem.

Zwycięska seria GKS-u Tychy liczy już 7 spotkań. Wczoraj liderzy tabeli pokonali u siebie 3:2 Ciarko STS Sanok,…

Opublikowany przez PHL w PL Poniedziałek, 12 października 2020

Nasi na świecie: TOP 5 najlepszych występów

Tym razem mamy mocną grupę kobiecą, ale obecność obu pań w tym gronie jest w pełni uzasadniona. Ich brak w meczach reprezentacji Polski, grającej pod nazwą Silesia Metropolis Katowice w lidze europejskiej EWHL był aż nadto widoczny. Podopieczne Tomasza Marznicy przegrały dwukrotnie z HC SKP Bratysława (3:7, 1:5) i na pierwsze punkty w tym sezonie muszą jeszcze poczekać.

1. Kamila Wieczorek (EV Bomo Thun)

Polka w niedzielę popisała się golem oraz dwiema asystami w spotkaniu jednej z najlepszych lig europejskich, czyli szwajcarskiej SWHL. Zdobywała ważne punkty, bowiem dwukrotnie miała udział w wyrównaniu wyniku, a trafienie zwycięskie padło z jej podania.

W "polskich derbach" w szwajcarskiej SWHL EV Bomo Thun pokonało 6:3 Neuchâtel Hockey Academy. Kamila Wieczorek zdobyła…

Opublikowany przez PHL w PL Wtorek, 13 października 2020

2. Damian Tyczyński (HK Nowa Wieś Spiska)

Tyczka dobrze zna słowackie klimaty, bowiem w tym kraju występuje już od pięciu lat. W poprzednim sezonie pojawił się w PHL, gdzie reprezentował barwy Zagłębia, a teraz kontynuuje karierę na drugim poziomie rozgrywkowym za naszą południową granicą. Punktował w każdym z dwóch pierwszych spotkań zespołu z Nowej Wsi Spiskiej, wpisując się dwukrotnie na listę strzelców w meczu inauguracyjnym przeciwko słowackiej kadrze narodowej U18. W następnym występie zaliczył asystę.

Na Słowacji zainaugurowano rozgrywki bezpośredniego zaplecza Tipos Extraligi. Po pierwszym meczu liderem rankingu…

Opublikowany przez PHL w PL Wtorek, 6 października 2020

3. Julia Zielińska (Kiekko-Espoo Akatemia)

15-letnia Polka od sześciu meczów nieprzerwanie punktuje w Finlandii. Występuje w zespole akademii hokejowej Kiekko-Espoo na drugim froncie rozgrywkowym, jak również kiedy może wspomaga ekipę juniorską U18. W ostatni weekend wywalczyła dwie asysty i gola w seniorskiej Naisten Mestis i jest na czele klubowego rankingu najlepiej podających oraz na trzecim miejscu w kategorii najskuteczniejszych.

4. Filip Sienkiewicz (Connecticut Chiefs)

Intensywne dwa dni za 17-letnim sanoczaninem. Przyszło mu rozegrać w amerykańskiej juniorskiej EHL Premier trzy mecze w tym czasie. Z zadania wywiązał się wzorowo, gdyż tylko w jednym z tych spotkań nie zapisał się na liście strzelców, a Wodzowie przegrali to starcie do zera. Trzeba podkreślić, że bramki Sienkiewicza były jego pierwszymi trafienia w EHL Premier.

5. Adrian Gromadzki (Dynamo Pardubice)

Gromadzki po pięciu meczach w Extralidze dorostu, czyli w czeskich rozgrywkach U17 ma na koncie siedem punktów. W poprzednim tygodniu wystąpił dwa razy i w każdym z meczów strzelił gola, a dodatkowo w drugim z nich zaliczył jeszcze asystę. Gdańszczanin ostatnie dwa lata spędził w niemieckim Krefeldzie. Widać, że nauka hokeja w Niemczech przyniosła oczekiwane rezultaty.