Rozrywka tygodnia: jastrzębska bonanza

Radosław Nalewajka zaproszony przez Tadeusza Musioła w charakterze gościa do Magazynu Hokejowego zapowiadał, że czuje, iż starcie JKH GKS-u z Re-Plast Unią Oświęcim może obfitować w wiele akcji podbramkowych. Gdyby jeszcze stwierdził, że zobaczymy prawie 20 goli, to należałoby go uznać za proroka. Wyniku 10:8 nie był w stanie jednak przepowiedzieć.

Start filmu: wypowiedź R. Nalewajki

Okazało się, że choć rezultat brzmi wręcz kosmicznie, to stosunkowo nie tak dawno, bo w styczniu tego roku odbył się mecz, w którym padło 18 goli. Różnica jest jednak taka, że spotkanie w Jastrzębiu trzymało w napięciu do ostatnich minut, a starcie Naprzodu Janów z Tauron Podhalem Nowy Targ zakończone wygraną gości do zera emocji nie wywołało żadnych.

JKH przegrało w piątkowej kanonadzie, ale na początku nic nie wskazywało, że będzie źle, gdyż podopieczni Róberta Kalábera utrzymywali dwubramkowe prowadzenie. Jeszcze przed przerwą biało-niebiescy dogonili gospodarzy. Na 3:3 wyrównał niezawodny Eliezer Sherbatov, który takich okazji nie marnuje. Gdyby Arkadiusz Kostek przewidział podanie do Izraelczyka i był lepiej ustawiony, miałby szansę zapobiec tej sytuacji.

Start filmu: gol Sherbatova na 3:3

W drugiej tercji zespoły odpowiadały sobie w myśl zasady cios za cios, ale to unici byli w pozycji goniących wynik. Na 5:5 wyrównał Łukasz Krzemień po zaskakującym podaniu zza bramki od Patryka Malickiego.

Start filmu: gol Krzemienia na 5:5

Przy tych dwóch nazwiskach trzeba na chwilę się zatrzymać. Patrząc na skład Unii, postacie typu Krzemień, czy Malicki nie powodują zachwytów. Tymczasem owa dwójka zawodników załapała naprawdę dobrą formę i zachwyca swoją grą. W Unii zrobił się prawdziwy szpital, stąd też przejęcie przez tych polskich napastników ról i zadań innych, tym bardziej jest w cenie. Krzemień w ostatnich czterech występach zanotował cztery trafienia. We wczorajszym triumfie nad KH Energą Toruń punktował przy obu bramkach swojego zespołu, a 18 października to do niego należał gol zwycięski w Sanoku.

Bramka na 5:5 byłego kapitana bytomskiej Polonii to był bardzo ważny moment szaleńczego meczu w Jastrzębiu. To po niej Unia zerwała się do ataku, po którym wypracowała dwa gole różnicy. Największa w tym zasługa Siemiona Garszyna, który był autorem obu trafień.

Start filmu: gol Garszyna na 5:7

Rosjanin okazał się takim rewolwerowcem, który sprawę załatwia szybko i pewnie. Porównanie pasuje idealnie, bowiem mecz na Jastorze to był istny Dziki Zachód. Garszyn wreszcie się odblokował. Były to jego pierwsze trafienia w tym sezonie, co na pewno cieszy Nika Zupančiča. Dwie edycje temu o rosyjskim ataku klubu z Torunia mówiła cała Polska. Wtedy Garszyn wraz z Daniłłem Oriechinem i Robertem Karczochą siali postrach wszędzie tam gdzie się pojawili. Co więcej, to właśnie Siemion był tą główną armatą tamtej formacji.

Mecz w Jastrzębiu okazał się dobrą okazją do wspomnień dyspozycji Rosjan z sezonu 2018/19. Zwycięskiego gola na 9:8 strzelił Oriechin. Zrobił to w czasie gry Unii w osłabieniu. Wyszło bardzo efektownie, bowiem przy okazji wkręcił w lód samego Macieja Urbanowicza.

Start filmu: zwycięski gol Oriechina

Pod kątem statystycznym była to druga z rzędu porażka JKH na własnym lodowisku i zarazem czwarta kolejna wyjazdowa wygrana Unii. To wręcz nieprawdopodobne, jeśli przypomnimy sobie, że jeszcze tak niedawno trwały dyskusje nad tym, iż biało-niebiescy to jedynie zespół własnej tafli, a w delegacji nie potrafią wywalczyć kompletu punktów.

Drużyna tygodnia: pogonili największych

Na słowa uznania zasługuje katowicka GieKSa, która miała najgorszy terminarz zeszłego tygodnia ze wszystkich drużyn. W piątek los zetknął ją z liderem tabeli i mistrzem Polski, a dwa dni później czekał ją wyjazdowy bój w Oświęcimiu ze srebrnym medalistą poprzedniego sezonu, aktualnie zajmującym drugie miejsce  w tabeli.

Gdyby katowiczanom nie udało się wywalczyć żadnego punktu w tych starciach, to nie można by mówić o sensacji, rozczarowaniu i tym podobnych. Podopieczni Piotra Sarnika pokazali jednak prawdziwy charakter i oba mecze rozstrzygnęli na swoją korzyść.

Podstawowe pytanie w GKS-ie w tym sezonie brzmi „mamy lód, czy znów nie mamy?” W takich właśnie realiach pracują katowiczanie, którzy ponownie musieli zmagać się z awarią systemu mrożenia. Udało się jednak wyjść obronną ręką z problemu, czemu nie ukrywajmy pomogła sytuacja, iż przerwa pomiędzy meczami domowymi GieKSy wyniosła 21 dni.

Na szczęście nie trzeba było kombinować z wypożyczaniem Jantoru i spotkanie z GKS-em Tychy udało się rozegrać w Satelicie. Taką formę gospodarzy chciałby oglądać każdy bywalec tej hali. Zdecydowane zwycięstwo 4:1 było jednak w równym stopniu również zasługą słabej gry mistrzów Polski, którzy ewidentnie złapali chwilową zadyszkę. W ciągu trzech dni najpierw wypuścili z rąk Superpuchar Polski, a następnie wyraźnie polegli w Katowicach. Szczególnie widoczny jest regres formy Michaela Cichego, który odstaje od szalejących kolegów z formacji, czyli Alexandra Szczechury i Christiana Mroczkowskiego.

Podczas gdy obaj wymienieni punktują całymi seriami, Cichy w ostatnich dziewięciu meczach uzbierał zaledwie dwie asysty, a na trafienie czeka od 11 spotkań. Dołek formy tego zawodnika jest aż nadto widoczny. Amerykanin z polskim paszportem marnuje seryjnie nadarzające się okazje, co również miało miejsce w Katowicach. Tam przy stanie 1:1 nie wykorzystał dwóch następujących po sobie sposobności na odzyskanie prowadzenia przez tyszan.

Start filmu: dwie okazje Cichego

W katowickim GKS-ie cieszy renesans Mikołaja Łopuskiego. Ten doświadczony gracz w tym sezonie nie miał zbyt wielu okazji do pokazania swojej klasy, ale wtedy gdy był na lodowisku nie grał na poziomie, do którego wszystkich przyzwyczaił.

W starciu z ekipą Krzysztofa Majkowskiego było już inaczej. Łopuski odebrał rywalom krążek w środkowej strefie lodowiska, podał go momentalnie na skrzydło do Filipa Starzyńskiego, a ten doprowadził do remisu 1:1. To był bardzo ważny moment tego starcia, gdyż gospodarze nie pozwolili rozwinąć skrzydeł tyszanom.

Start filmu: gol Starzyńskiego na 1:1

W Oświęcimiu Łopuski był głównym aktorem pogoni za rozpędzonymi gospodarzami, którzy od siódmej minuty prowadzili już 2:0. Katowiczanie nie odpuścili i uporem oraz konsekwencją zniwelowali tę stratę, choć stało się to dopiero w końcówce spotkania. Łopuski najpierw zaliczył asystę do Miiki Franssili, a chwilę później sam doprowadził do remisu.

Oprócz niego wyróżniającą się postacią był Grzegorz Pasiut. W starciu z Tychami zaliczył asysty przy dwóch golach i to on zmusił Radosława Galanta to błędu, po którym wprost ze wznowienia ten doświadczony zawodnik zagrał krążek do Patryka Krężołka, co zakończyło się zwycięskim trafieniem dla katowiczan.

Start filmu: gol Krężołka na 2:1

W meczu z Unią Pasiut w czasie gry w osłabieniu strzelił na 3:2 i wydawało się, że to rozstrzygnie o wygranej Katowic. Okazało się, że o zwycięstwo nie będzie tak łatwo, gdyż gospodarze zdołali wyrównać za sprawą doświadczonego Ryana Glenna.

Start filmu: gol Pasiuta na 2:3

Pasiut nie pozwolił sobie skraść show. Zadał decydujące trafienie w konkursie rzutów karnych. Trzeba jednak przyznać, że gdyby lepszą skutecznością i zimną krwią popisał się w dogrywce Oriechin, to Unia cieszyłaby się z triumfu.

Start filmu: akcja Oriechina

Powrót tygodnia: pod znakiem przełamań

Dokładnie taką samą pauzę w rozgrywkach jak katowicki GKS, zanotował również KH Energa Toruń. Oba zespoły z powodów zdrowotnych nie grały od 9 października. Podopieczni Juryja Czucha nie zardzewieli przez ten czas, o czym przekonali w weekend, pokonując u siebie wyraźnie Ciarko STS Sanok, a następnie na wyjeździe sosnowieckie Zagłębie.

W Toruniu sprawa wyniku była otwarta do 49. minuty. Później nastąpiły trzy szybkie ciosy gospodarzy, w tym aż dwa w czasie gry w osłabieniu. Pierwszy z nich to w dużej mierze sprawka rozgrywającego bardzo dobry sezon Michała Kalinowskiego. Zaabsorbował sobą praktycznie trzech rywali, czym spowodował, że ich przewaga nie istniała, a wręcz sytuacja wyglądała na odwrotną. Przez nikogo nie atakowany Jegor Fieofanow wreszcie strzelił gola w bieżącej edycji.

Start filmu: gol Fieofanowa na 3:1

Nie tylko 25-letni moskwianin przełamał się w tym meczu. To samo dotyczy drugiego najlepszego strzelca Energi w poprzedniej kampanii. Dienis Sierguszkin w sezonie 2020/21 nie potrafił poradzić sobie z niemocą strzelecką, aż nadszedł mecz z STS-em i prawoskrzydłowy mający za sobą nawet debiut w KHL w barwach Mietałłurga Magnitogorsk wreszcie trafił do siatki i to od razu dwa razy.

Start filmu: gol Sierguszkina na 2:0

W tym meczu na uwagę zasługuje również akcja, po której goście zadali trafienie honorowe. Klasyczne tic-tac-toe, czyli ręce same składają się do oklasków. Całość zakończył Maciej Witan powołany do kadry U20 na listopadowe sparingi z Węgrami. Cieszy pewność i rozwój tego chłopaka, pokazującego z każdym występem coraz większą dojrzałość.

Start filmu: gol Witana na 2:1

Dwa dni później wydawało się, że rozpędzeni i głodni gry torunianie przejadą się niczym walec po Zagłębiu. Po 33 minutach na południu Polski było już 3:0 dla Pierników, a jedną z bramek znów strzelił Sierguszkin.

Wtedy stało się coś najgorszego, co mogli zrobić przyjezdni. Po prostu stanęli, natomiast gospodarzom wreszcie zaczęło wpadać, a do tej pory był to problem. W trzeciej tercji potrzebowali zaledwie niespełna 2,5 minuty, żeby doprowadzić do remisu. Jedną z bramek strzelili w dość kuriozalny sposób, obijając po prostu głowę Antona Svenssona, a dokładniej mówiąc chroniący go kask. Można powiedzieć, że to taki typowy hokejowy headshot.

Start filmu: gol Kamila Sikory na 2:3

Kolejny raz dał o sobie znać Dominik Nahunko prezentujący naprawdę dobry i skuteczny hokej. Kapitan Zagłębia doprowadził do remisu po pięknym rajdzie rozpoczętym jeszcze we własnej tercji. 25-latek w czterech ostatnich występach popisał się trzema trafieniami. Nahunko jest prawdziwym liderem ekipy Grzegorza Klicha.

Start filmu: gol Nahunko na 3:3

Energa spięła się na końcówkę tego spotkania i wywiozła z Sosnowca korzystny rezultat 5:3. To co uchodzi na sucho z rywalami pokroju Zagłębia, nie udaje się z ekipami prezentującymi wyższe umiejętności. Torunianie przekonali się o tym wczoraj w Oświęcimiu, gdzie przegrali tylko 1:2, a mogli ten mecz nawet wygrać, gdyby dysponowali lepszą skutecznością. Zmarnowali wiele okazji, począwszy od nieudanego wyjścia Michała Kalinowskiego sam na sam z Clarkem Saundersem w końcówce drugiej tercji, a potem były jeszcze niewykorzystana akcja dwa na jeden, nieudane uderzenie Ville Saloranty i kolejne sam na sam w ostatnich sekundach meczu, tym razem w wykonaniu Sierguszkina.

Start filmu: niewykorzystana sytuacja sam na sam Sierguszkina

Unia wypracowała sobie w kwadrans dwubramkową przewagę, co przypominało sytuację z przegranego meczu z katowickim GKS-em, ale Energa nie zagrała z takim zębem jak ich poprzednicy przy Chemików 4 i nie odrobiła już tej straty. Znów błysnął Krzemień i co nie budzi najmniejszego zdziwienia Sherbatov z Glennem. Izraelczyk popisał się kolejną świetną akcją znamionującą idealne panowanie nad krążkiem, a doświadczony Kanadyjczyk umieścił gumę w bramce.

Start filmu: gol Glenna na 2:0

O ile kategorię „Powrót tygodnia” przyznałem hokeistom Energi, o tyle tego samego nie mogę zrobić z Przemysławem Odrobnym, który wreszcie pojawił się na ligowych taflach. Wiedźmin pauzował z powodu choroby od 2 października i wreszcie zameldował się w składzie na mecz wyjazdowy z GKS-em Tychy. Wszystko szło zgodnie z planem, to znaczy Odrobny zaliczył kilka naprawdę udanych interwencji, aż nagle w końcówce pierwszej tercji „przedziurawił” go Jean Dupuy, dla którego był to pierwszy gol w PHL.

Start filmu: gol Dupuy na 1:0

Niedługo po rozpoczęciu ostatniej partii Przemkowi przydarzył się kolejny klops, a trener Andrej Gusow postanowił skrócić cierpienia doświadczonego golkipera i wpuścił na taflę Pawła Bizuba, mającego ostatnio bardzo dużo okazji do gry.

Start filmu: gol Marca na 4:1

Bizub zameldował się również między słupkami wczoraj, gdy Tauron Podhale rozgrywało zaległe spotkanie ze Stoczniowcem Gdańsk. Mecz z najsłabszą drużyną w tabeli może zaliczyć na plus. Pokazał kilka naprawdę udanych obron. Widać, że każdy występ pozwala 21-latkowi łapać coraz więcej pewności siebie.

Start filmu: interwencja Bizuba

Cieszynki tygodnia: Michael Jackson tafli

Ach te kocie ruchy! O tym, że Jarosław Rzeszutko ma wiele powodów do radości w tym sezonie, wiemy bardzo dobrze, ale okazuje się, że jest coś więcej niż tylko gole i asysty. Jest ukryty talent taneczny, który nie powinien się marnować

Rzeszut w spotkaniu z Szarotkami pokonał Odrobnego, co okazało się trafieniem zwycięskim i pokazał wszystkim taki mały moonwalk, którego na łyżwach nie wykonałby lepiej sam Michael Jackson. Przy golu czołowego tancerza polskiej ligi swój popis umiejętności piękną asystą dał również Dupuy.

Start filmu: gol Rzeszutki na 3:1

W ślad za Rzeszutką poszedł Joseph Widmar. W przypadku Amerykanina z luksemburskim paszportem nie było tańców z okazji pierwszego gola w PHL, ale za to ujawniły się pewne zdolności aktorskie. Były zawodnik renomowanej ligi uczelnianej NCAA odegrał króciutką scenkę, zrywając coś z pleców, co pewnie miało imitować odsłonięcie swojego nazwiska i pokazanie wszystkim „Bądźcie czujni, oto nadchodzę!”

Start filmu: gol Widmara na 5:0

Przy okazji w tej akcji swój pierwszy punkt w bieżącym sezonie wywalczył Filip Drzewiecki. Trzeba przyznać, że mecze ze Stoczniowcem stały się świetną okazją do takich wyczynów i przełamań. Drzewko ewidentnie miał chrapkę otworzyć swoje konto. Trochę wcześniej próbował wpisać się na listę strzelców, ale sędziowie nie dali się nabrać na gola w stylu znanym z piłkarskich boisk.

Start film: strzał łyżwą Drzewieckiego

Skoro już o pierwszych razach mowa, to również Damian Kapica zrobił coś, czego jeszcze w tym sezonie w jego wykonaniu nie oglądaliśmy. Zdobył hat tricka. Jako ilustrację tego wyczynu wybrałem bramkę na 2:0, a to dzięki świetnej asyście Erika Němeca, nieprzerwanie punktującego od pięciu spotkań (1G + 5A). Tyle samo trwa seria Kapicy (4G + 5A).

Start filmu: gol Kapicy na 2:0

W scenariusz gdańskiego odcinka „Mój pierwszy raz” wpisał się również Łukasz Kamiński. Jeden z najmłodszych napastników Comarch Cracovii strzelił gola zwycięskiego, a przy okazji otworzył swoje konto snajperskie w tych rozgrywkach. Kamiński totalnie zaskoczył Michała Kielera. Pomimo dopiero 21 lat za tym napastnikiem już trzy edycje ligowe na taflach PHL.

Start filmu: gol Kamińskiego na 0:1

Dysonans tygodnia: tych liczb nie da się sensownie zestawić

Teraz będzie kilka statystycznych prztyczków. JKH GKS rozegrał od ostatniego piątku trzy mecze, strzelając w nich 20 goli i choć to dorobek imponujący, to nie zapewnił podopiecznym Kalábera kompletu punktów.

Na przeciwległym biegunie znajduje się GKH Stoczniowiec. Zawodnicy znad Bałtyku w trzech grach potrafili umieścić tylko raz krążek w siatce. Stało się to wczoraj w Nowym Targu. Trafienie Michała Zająca zakończyło okres 187 minut i 42 sekund, w którym gdańszczanie pozostawali bez żadnej zdobyczy.

Duże liczby, a zarazem duże przeciwstawności dotyczą również Comarch Cracovii. W weekend Pasy zlały dwie najsłabsze drużyny tabeli, aplikując im łącznie 14 bramek i nie tracąc żadnej, a wczoraj gdy poprzeczka powędrowała znacznie wyżej sami ulegli 1:6 w Jastrzębiu. Trudno złapać w tym jakąś równowagę, ale tak właśnie wygląda w bieżących rozgrywkach gra krakowian.

W Sosnowcu blisko swojego pierwszego hat tricka w PHL był Richard Nejezchleb. Skończyło się tylko na dwóch golach. Przy trafieniu zamykającym rezultat meczu Czechowi pomógł  Michaił Syrojeżkin, który kompletnie nie wiedział co się dzieje dookoła niego. Żartem rzecz ujmując, młodego Rosjanina powinien zacząć obawiać się Rzeszutko, bo okazuje się, iż moskwianin też umie nieźle zatańczyć, choć to bardziej szkoła baletowa niż nowoczesne techniki.

Start filmu: gol Nejezchleba na 6:0

Choć chwaliłem Zagłębie za mecz z KH Energą, to niestety w starciu z Cracovią znów dały o sobie znać problemy ze skutecznością. Michael Petrasek zachował czyste konto, a żeby tego dokonać potrzebował zaledwie 13 udanych interwencji. Niewiele brakowało, by ten plan nie wypalił za sprawą Eduarda Kaščáka. Słowacki obieżyświat był blisko otwarcia rezultatu na rzecz Zagłębia, a przy okazji swojego debiutanckiego punktu w PHL.

Start filmu: okazja bramkowa Kaščáka

Wizyta tygodnia: w odwiedzinach u „chłopaczków”

25 października tego roku to data, którą Gusow z pewnością zakreślił sobie na czerwono w kalendarzu, kiedy tylko ogłoszono terminarz rozgrywek na ten sezon. To właśnie tego dnia musiał zmierzyć się z sentymentalną podrożą do Tychów, gdzie przepracował trzy edycje, tworząc z GKS-u potęgę ostatnich lat. Tym razem jego byłe „chłopaczki” jak zwykł mawiać o swoich zawodnikach, nie pozostawiły złudzeń białoruskiemu coachowi, która z drużyn prezentuje wyższy poziom.

Jednym z tych, którzy nie bawili się w sentymenty był Szczechura, zdobywca gola na 2:1. Alex niejednokrotnie mierzył się z wysokimi wymaganiami Gusowa względem swojej osoby, ale to tylko dowód na wiarę jaką trener miał w umiejętności Kanadyjczyka. 30-latek ma obecnie świetny okres. Od trzech spotkań nieprzerwanie strzela gole, a w pięciu ostatnich występach zanotował cztery trafienia i asystę.

Start filmu: gol Szczechury na 2:1

Powrót na stare śmieci zaliczył również Patrik Spěšný. Stało się to przy okazji wyjazdowego starcia sanoczan z KH Energą. W grodzie Kopernika nikt nie płacze za Czechem, bowiem jest tam nowy bohater, Anton Svensson. Spěšný miał ręce pełne roboty w starciu z Piernikami, które zasypały go aż 47 uderzeniami. Pięć razy skapitulował, a trzy z tych bramek wpuścił po akcjach sam na sam, co znamionuje błędy popełniane przez jego defensorów.

Bohater tygodnia: pasiasty Błachowicz

No i doczekaliśmy się naszego hokejowego Janka Błachowicza, mistrza rzutu, po którym rywal nie ma już ochoty na dalszą walkę. Już czuję, co się teraz dzieje w waszych głowach. Szybkie poszukiwanie nazwisk zawodników o najbardziej krewkim usposobieniu. Nic z tego, bowiem chodzi o sędziego Dariusza Pobożniaka.

W czasie spotkania Energi z Ciarko STS-em doszło do małego zamieszania, w którym za bary chwycili się Jauhienij Kamienieu i Kostas Gusevas. Litwin był tak rozsierdzony, że za wszelką ceną chciał dokończyć „rozmowę” z Kamienieu. Wiedząc, iż sędziowie nie dopuszczą do starcia miał jednak swój plan jak ich przechytrzyć. Nie przewidział tylko jednego. Pobożniak był sprytniejszy od niego i skończyło się szybkim powaleniem na lód, które ostudziło rozpalone litewskie serce.

Start filmu: bójka w meczu KH Energa – Ciarko STS

Jeżeli ktoś odczuwa niedosyt i chciał przeczytać o prawdziwym bohaterze, czyli zawodniku wybijającym się umiejętnościami i odgrywającym kluczową rolę w sukcesach swojego zespołu, to proszę bardzo. Z czystym sumieniem mogę wskazać Martina Kasperlika z Jastrzębia.

Od piątku rozegrał trzy mecze i w każdym strzelał gole, a do tego dołożył dwie asysty. W pogromie Cracovii to właśnie Czechowi przypadł zaszczyt zdobycia bramki zwycięskiej. Pomógł mu w tym Petrasek, który urządził sobie niepotrzebną wycieczkę w rejony nie przeznaczone dla bramkarza.

Start filmu: gol Kasperlika na 2:0

W Sanoku Kasperlik popisał się indywidualnym rajdem ze strefy neutralnej, prezentując nie tylko wyborną technikę kija, co widać w ostatniej fazie akcji, ale również szybkość. Najwięcej indywidualnej jakości Czecha można było podziwiać przy trafieniu w spotkaniu przeciwko Re-Plast Unii. Kasperlik jest bez wątpienia jednym z najlepszych hokeistów naszej ligi.

Start filmu: gol Kasperlika na 0:1

Start filmu: gol Kasperlika na 6:7


Podoba Ci się ten artykuł? Wesprzyj nasze dziennikarstwo. Kup dostęp do całego bloga i ciesz się codziennie wartościowymi tekstami, audycjami i wideo na temat hokeja!
Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie. 10 złotych za miesięcznik złożony z 100 stron (średnia ilość artykułów w portalu) to uczciwa cena.
Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów. Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni17 zł

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni45 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni84 zł