Rasistowskie okrzyki nie są niczym nowym w NHL. Tak samo jak nazywanie się nawzajem „cipami”, „dziwkami”, „pedałami” i tym podobne przyjemności, które hokeiści miedzy sobą w twardej rywalizacji wymieniają. Wielu członków różnych klubów robiło wokół siebie całe akcje zorganizowane wokół tematyki rasizmu. Nasz bohater nigdy nie psioczył na swój los wszem i wobec, choć łatwo w lidze nie miał. Wiedział jak wymierzyć sprawiedliwość za takie odzywki.

„Jeśli chciało się mieć jacuzzi, pierdziało się do wanny”

Trzeba przyznać, że aktem sporej odwagi było wyzwanie Petera Worrella. Co prawda w stroju hokeisty wszyscy są więksi jakieś cztery razy, ale ważący „na sucho” 108 kilogramów przy prawie dwóch metrach wzrostu Worrell musiał wyglądać jak coś, co zostało przysłane z przyszłości, by ochronić jakiegoś chłopca, który ma zbawić ludzkość. Wybrany przez Panthers w siódmej rundzie draftu, Worrell debiutował w ich barwach w 1997 roku zaliczając 19 spotkań i…. 153 minuty karne. Wychodzi na to, że średnio na mecz staczał jedną bójkę i co najmniej dwa razy siedział na ławce kar. Nawet nasz słowiański młot na hokeistów – Krzysiek Oliwa – nie miał takich osiągów.

Worrell grał w NHL do 2004 roku. Przez ten czas rasizm był w jego karierze bardzo obecny. W NHL czarni hokeiści byli wyławiani bardzo szybko, z racji tego, że było ich w lidze bardzo niewiele. Był choćby jeden z najlepszych enforcerów w historii Donald Brashear, Anson Carter czy Kevin Weeks. Dziś tą samą liczbę Afroamerykanów mamy podczas samego Meczu Gwiazd. Wtedy nie było nawet mowy o czarnoskórych gwiazdach pokroju P.K. Subbana. Jak to mówił Eddie Murphy w „Księciu w Nowym Jorku” – wtedy „jeśli chciało się mieć jacuzzi, pierdziało się do wanny”.

„Małpa!”

W juniorach i nawet na początku kariery w NHL, Worrell doświadczał przykrych rzeczy z rąk fanów własnej ekipy. Jako częsty rezydent ławki kar, wrzucano mu do niej banany i nazywano „pieprzoną małpą”. Mniej trzeźwi kibice kazali mu również wracać do Afryki, takie wpisy można w internecie znaleźć nawet dziś. Fani korzystali z faktu, że od gigantycznego zawodnika oddziela ich pleksa i kilka paragrafów, bez których nigdy ne odważyliby się nawet poprosić go o autograf.

Ci bardziej krewcy zawodnicy również nie pozostawiali Worrellowi złudzeń, co do swoich poglądów. Craig Berube nauczony nadwrażliwością czarnoskórego Brasheara na takie odzywki, wyzwał Worrela od małp… za co otrzymał porządne manto oraz mecz wykluczenia. Grając w barwach Lightning, znany z wrednych uwag Sandy MacCarthy oraz Darcy Tucker robili „małpie” gesty w stronę Worrella gdy tylko mieli okazję grać przeciwko niemu.

Prawdziwy zawodnik z jajami

Peter spokojnie mógłby pozwać pól ligi i zgarną takie odszkodowania, że 90-letni właściciel willi Playboya musiałby znaleźć inne argumenty niż kasa dla swoich dziewczyn. Worrell jednak zachował się jak prawdziwy facet, bardzo honorowo i nigdy nie wykorzystał okazji. A miał ich kilka.

Chris Gratton nazwał go „czarnuchem” w trakcie meczu z Lightning, a Worrell choć wyraźnie było widać po ruchu ust Grattona, jakiego słowa użył, oczyścił z zarzutów przeciwnika. Twierdził wtedy, że nic takiego nie miało miejsca. Worrell nigdy nie poskarżył się lidze za nazywanie go małpą czy za inne debilne uwagi.

Prawdziwego szacunku jednak nasz bohater dorobił się grając w barwach Colorado Avalanche. W sezonie 2003/2004 miało bowiem miejsce słynne zajście pomiędzy Todem Bertuzzi a Stevem Moorem którego Bertuzzi uderzył w kark uszkadzając mu kręgosłup i kończąc karierę. Worrell jako pierwszy rzucił się na zawodników Canuicks i do końca był gotów bronić swojego kolegi. Za wiele wyzwisk oraz rzucenie się z pięściami na fana Canucks który czymś w niego rzucił – Worrell został usunięty z lodowiska.

Worrell jako enforcer wagi super ciężkiej walczył o szacunek pięściami. Zyskał go także nie robiąc ze swojego koloru skóry karty przetargowej – nawet mimo wielu niemiłych sytuacji. Wartość udowodnił pięściami i lojalnością oraz zachowaniem hokejowego kodeksu.

Tłumaczenie:

Poniżej tekst napisany przez Warrella na jednej z kanadyjskich platform:

Koleś miał megafon. Podniósł się z krzesełka i wylewał na mnie pomyje. Jego obelgi nie były powiązane z moimi umiejętnościami, ani nawet samym hokejem. Darł się na temat koloru mojej skóry, od pierwszego wznowienia aż po syrenę kończącą grę. Non stop.

– Hej małpo! Afryka jest do dupy! Hej trenerze masz w ekipie dziewiętnastu żółtków i jednego czarnucha!

Siedziałem na ławce ze swoją drużyną – les Olympiques de Hull występującymi w Quebec Major Junior Hockey League – i robiłem wszystko, żeby zachować zimną krew. Robiłem wszystko, aby ból, frustracja i złość, które czułem nie były widoczne na mojej twarzy.

Chciałem uhonorować to, czego od najmłodszych lat uczyli mnie rodzice – nie daj mu żadnego powodu do uznania, że wygrał. Jeśli zareagujesz tak, jak tego chce, przegrałeś. Bądź dumny z tego, kim jesteś. Nie daj się zdeptać. Nie pozwól słabej osobie cię osłabić.

Nawet, jeśli policzyłem już w głowie ile sekund zajmie mi dostanie się do niego, nie dawałem po sobie tego poznać. Nie będę kłamał – byłem bliski płaczu. Nie przestawał bombardować mnie bluzgami. Miałem tylko siedemnaście lat, to był mój pierwszy sezon w juniorach. Byłem tylko dzieciakiem. Nie byłem nawet główną siłą napędową tego zespołu. To były półfinały, a na lód wyjechałem tylko raz.

Grałem w hokej przez całe życie – najpierw w West Island, później w Hull, a następnie siedem sezonów w National Hockey League. Już odkąd miałem dziesięć czy dwanaście lat słyszałem, jak obrażano mnie za plecami. „Czemu nie grasz w futbol albo koszykówkę?”. Te komentarze nie zniknęły, gdy zacząłem grać na najwyższym poziomie rozgrywek.

Mecze wyjazdowe zawsze była trudne. Stawanie naprzeciw drużyny z Val-d’Or było straszne. Podobnie, jak starcia z ekipami z Chicoutimi oraz Laval. Ludzie nie poprzestawali na rasistowskich wyzwiskach, rzucali we mnie bananami. Jednak to właśnie tamtego wieczoru w Beauport i pseudofana z megafonem nigdy nie zapomnę.

Tamtej nocy stłumiłem w sobie ból. To mógł być jeden z najtrudniejszych dni w moim życiu. Inne incydenty zazwyczaj były dziełem jednego człowieka, ktoś go upominał i było po sprawie. Tym razem było inaczej. Atmosfera rodem z lat pięćdziesiątych.

Zacząłem się zastanawiać, dlaczego nikt nie reaguje, dlaczego ochrona czegoś z tym nie robi. Dlaczego nikt nie potępia tego zachowania, a wręcz przeciwnie inni kibice zaczynają rzucać obelgami razem z nim? Zastanawiałem się też, co o tym wszystkim myśli kapitan naszych rywali.

W końcu Ian też jest czarny.

Claude Julien rozumiał, że jego podopieczny cierpi

Jak udało mi się przeżyć tamten wieczór? Dzięki ludziom, którzy mnie otaczają.

Czułem, że moi koledzy z drużyny byli tak samo obrażeni, jak ja. Oni nie wylewali wiadra pomyj na mnie, a na nas wszystkich. Pamiętam naszego szkoleniowca – Roberta Mongraina – który poklepał mnie po ramieniu i powiedział, że wyjdę z tego silniejszy. Pamiętam jazdę z powrotem, po gorzkiej przegranej. Moi koledzy nie byli wkurzeni, bo przegrali. Byli zbulwersowani tym, co usłyszeli.

Następnego dnia podczas treningu asystent trenera wziął mnie na bok. To był Claude Julien. Zapytał mnie, jak się czuję i opowiedział, jak to wpłynęło na niego. Wiedział, że nie może powiedzieć, że czuje dokładnie to samo, rozumiał jednak, że jego podopieczny cierpi. Pozwolił mi się wyżalić i dał kilka wskazówek, jak wyładować te negatywne emocje.

Oni wszyscy byli niezwykli. Nie wiem, gdzie bym teraz był bez takich ludzi, jak Colin White, Gordie Dwyer, Harold Hersch, Jamie Bird czy Jean-Guy Trudel. Bez nich, bez Roberta, Claude’a, czy naszego menedżera Charliego Henry’ego, nie mam pojęcia, gdzie mógłbym skończyć.

Tej solidarności doświadczałem nawet przed przeprowadzką do Hull. Moja ekipa z młodości to North Shore Pirates. Naszym rezerwowym golkiperem była dziewczyna, Charlotte. Dla nas nie było to nic dziwnego, od zawsze mieliśmy wpojone, że jesteśmy jedną wielką rodziną. Wspieraliśmy się nawzajem. Nie pozwalaliśmy nikomu lekceważyć kogokolwiek z naszej ekipy.

Zawsze pozostanę wdzięczny naszemu trenerowi – Ronowi Stevensonowi. Był byłym policjantem, dawniej szkolił takie legendy, jak Mario Lemieux, czy Pierre Turgeon. Dla niego nie miało znaczenia to, że byłeś czarny, biały, pochodzenia żydowskiego, czy że byłaś kobietą. Wszyscy mogliśmy uprawiać najlepszy sport na świecie i tylko to się liczyło.

Po latach moi koledzy z drużyny zrozumieli, jak bardzo zostałem dotknięty tym, co wydarzyło się w Beauport. Pomimo, że ten incydent rozkojarzył nas podczas tego meczu, wróciliśmy na lodowisko silniejsi. Wygraliśmy kolejne cztery starcia i wyeliminowaliśmy Harfangs z play-offów.

Autor rasistowskiej obelgi zyskał jego szacunek

To był zaledwie mój trzeci mecz w barwach Florida Panthers. Craig Berube, wtedy napastnik Washington Capitals, nazwał mnie małpą i kazał wracać do Afryki. Sprawa szybko została rozdmuchana, dziennikarze nie pozostawili na nim suchej nitki.

Craig zadzwonił do mnie jeszcze zanim kurz opadł. Zrozumiał, że zrobił coś złego i lekceważącego, więc chciał przeprosić. Z mojego punktu widzenia sprawa była zamknięta. Wszyscy jesteśmy ludźmi, popełniamy błędy. Nie będę udawał, że na lodzie rzucam do rywali wyłącznie miłe i pozytywne komentarze. Każdemu z nas zdarza się powiedzieć rzeczy, których żałujemy. To ludzkie.

Ale dobra osoba, honorowa osoba, przyzna się do błędu i spróbuje go naprawić. Craig zrobił to następnego dnia po incydencie. Cała ta sytuacja przerodziła się w lekcję na przyszłość, zarówno dla Craiga, jak i dla mnie oraz innych świadków tego wydarzenia. Zyskał mój szacunek.

Nie zapoczątkował zamieszek, nie podłożył bomby

Nie tak dawno głośno mówiło się o tym, że profesjonalni sportowcy nie angażują się w żadne ruchy społeczne. Że ci milionerzy myślą tylko o tym, ile są warci na rynku. Aż nagle pojawił się Colin Kaepernick.

W pełni rozumiem, że część ludzi mogła poczuć się obrażona, gdy rozgrywający San Francisco uklęknął podczas hymnu. Nawet ja zacząłem zastanawiać się, co się wydarzyło. Wciąż jestem zawiedziony tym, że niektórzy nie słuchają tego, co ten ruch stara się przekazać. Albo też całkowicie to ignorują.

Jedyne, co Kaepernick i jego poplecznicy chcą powiedzieć to to, że istnieje pewien problem związany z rasizmem. Mówią o tym, że rasizm był potępiany od lat przez filmowców, muzyków i wielokrotnie omawiany w popkulturze, a teraz chcą by był też potępiany przez sport. Ich przekaz dotyczy sytuacji w więzieniach, gdzie czarni odsiadują dłuższe wyroki za te same zbrodnie, które popełnili biali. Mówią, że muszą zostać wprowadzone nowe zasady. Musi się coś zmienić.

Wróciliśmy do czasów słynnego zdarzenia na olimpiadzie w 1968 roku, kiedy to stojący na podium Tommie Smith i John Carlos wznieśli pięść w geście solidarności. Stanęli wspólnie w imię czegoś niezwykle ważnego, pomimo tego, że wiedzieli, że może ich to wiele kosztować.

Kaepernickowi nie można odmówić odwagi. Sam bym tego nie zrobił. Szanuję jego decyzję. Nie zapoczątkował zamieszek, nie podłożył bomby. Pokojowo zaprotestował przeciwko czemuś, co uznaje za niesprawiedliwość.

Pomimo kontrowersji z tym związanych, Kaepernick rozpoczął pewien dialog i falę innych protestów, które otworzyły oczy wielu Amerykanom. Świat się zmienia. Powoli, w minimalnym stopniu, ale idzie w dobrą stronę. Oczywiście, pojawiają się pewne problemy, jak na przykład policzek w twarz, jakim były zamieszki w Charlottesville.

Przez ostatnie dwanaście lat pełnię funkcję trenera w amerykańskiej szkole średniej i mogę z przekonaniem powiedzieć, że następnemu pokoleniu idzie lepiej niż nam. Traktują się nawzajem w inny sposób, mówią do siebie inaczej, żyją inaczej. Część rzeczy, które w czasach mojej młodości były tabu, są teraz otwarcie omawiane.

Wiem, że nie wszystko jest perfekcyjne. Wciąż sporo pracy przed nami. Jednak każdego dnia ta generacja daje mi nadzieję i potwierdza, że jesteśmy na dobrej drodze. Kobiety i ruchy #MeToo oraz #TimesUp. Walka o prawa mniejszości seksualnych. Młodzi ludzie to rozumieją.

Podział zawsze będzie istniał. To ludzka natura. Wciąż codziennie widzimy rzeczy, które nie mieszczą się nam w głowie. Jednak widzimy też zwykłych ludzi, którzy chcą walczyć o lepsze jutro. Patrzę na Hayley Wickenheiser, zatrudnioną niedawno przez Toronto Maple Leafs i uważam, że to niesamowite, co się wydarzyło. Dziś uznajemy, że była wspaniałą zawodniczką. Tyle, nie ma czego dopowiadać.

Jeszcze kilka lat temu kobieta na stanowisku szkoleniowca to było coś nie do pomyślenia. Wszyscy się temu przeciwstawiali. Dziś zawodnicy San Antonio Spurs bez ogródek mówią o tym, że Becky Hammon – asystentka trenera od 2014 roku – sprawia, że są lepszą drużyną.

Ma nadzieje, że tacy ludzie wyginą

Minęło ponad dwadzieścia lat od incydentu w Beauport, a wciąż czuję się tym dotknięty. Byłem dumny z tego, że grałem dla Olympiques. Gdy masz siedemnaście lat jesteś po prostu kłębkiem emocji. Starałem się wtedy znaleźć swoje miejsce, swoją rolę.

W liceum uczęszczałem na zajęcia z historii czarnoskórych. Wielkie wrażenie wywarły na mnie historie Muhammada Aliego i Jessego Owensa. Tego felernego wieczoru czułem, że są razem ze mną na tej ławce i też słyszą te obelgi rzucane przez megafon.

Dzięki moim kolegom z zespołu szybko zrozumiałem, że to nie może przełożyć się na moją miłość do hokeja. Zachowałem więc ten incydent w pamięci, ale ruszyłem naprzód. Na każdym kroku przypominałem sobie, że większość ludzi jest inna od tego gościa z megafonem. Potwierdzali to niemal wszyscy, na których natknąłem się w swoim życiu. Pozostali – miejmy nadzieję – są na granicy wyginięcia.

Podoba Ci się ten artykuł? Wesprzyj nasze dziennikarstwo. Kup dostęp do całego bloga i ciesz się codziennie wartościowymi tekstami, audycjami i wideo na temat hokeja!

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie. 10 złotych za miesięcznik złożony z 100 stron (średnia ilość artykułów w portalu) to uczciwa cena.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów. Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni50 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni90 zł
Anuluj