5,5 roku – tyle statystycznie wynosi średnia długość kariery zawodników NHL. W amerykańskim sporcie na powierzchni dłużej utrzymują się jedynie baseballiści, przygody koszykarzy, a zwłaszcza futbolistów są jeszcze krótsze. Naturalnie gracz graczowi nierówny: niektóre postaci zaliczają w niej pojedyncze epizody, inni wojują na taflach przez dwie dekady, lecz jeden mianownik jest wspólny dla wszystkich – do swoich debiutów mogą się mentalnie przygotować. Ktoś wchodzi do NHL, bo ma wielki talent, ktoś spełnia swoje marzenie, bo bardzo ciężko przez lata na nie pracował i finalnie dostał nagrodę za cierpliwość oraz wytrwałość. Moment opuszczenia liga bywa za to bardzo różny.

Tylko nielicznym udaje się go zaplanować i w pełni zrealizować, w przypadku większości możemy jednak użyć stwierdzenia, że “nie znasz dnia ani godziny”. Chris Chelios zdawał się być postacią z gry komputerowej, która ma jakieś osiem żyć. Zdrowie oraz wszelkie inne okoliczności pozwoliły mu przedłużać karierę niemal w nieskończoność. Takim samym evergreenem był (jest!) Jaromir Jagr. Nicklas Lidstrom kończył pisać swoją historię w bardzo podeszłym wieku (42 lata), ale wyglądał na takiego, który spokojnie mógł wycisnąć z siebie jeszcze  co najmniej dwa przyzwoite sezony. Peter Forsberg jest z kolei przykładem hokeisty, który panicznie bał się rozstania ze sportem. Powinien był zrobić to o 4 lata wcześniej, tymczasem pomimo dorobienia się niemal bionicznej stopy rodem z “Terminatora” (założę się, że było w niej więcej śrub niż kości) cały czas próbował zostać przy NHL. Na pewno nie da się uznać, że “Foppa” właśnie tak sobie wyobrażał swój koniec kariery, ale przynajmniej dziś może mieć poczucie zrobienia absolutnego maksimum. Trzeba było dosłownie siłą ściągnąć go z tafli – w tym sensie kończył grę na swoich warunkach. Pozostał w naszej pamięci nie tylko jako wybitny zawodnik, lecz również jako gracz walczący o przetrwanie do ostatniej zdrowej kości.

Tego samego nie możemy powiedzieć o hokeistach, których sylwetki przypomnimy poniżej. Postanowiliśmy przyjrzeć się postaciom, które niemal z dnia na dzień zniknęły z kibicowskich radarów. Wśród “zaginionych” próżno szukać legendarnych hokejowych postaci, ale graczy swego czasu cenionych, rozpoznawanych i szanowanych już tak. Dziś pierwszy tekst z tego cyklu i trzy niezwykle ciekawe sylwetki!

Kim Johnsson

Postać, która zainspirowała mnie do napisania tego materiału. Niedawno opracowywałem tekst, w którym wspominałem oraz na nowo układałem draft z 2004 roku. Pod numerem trzecim Chicago Blackhawks sięgnęli po Cama Barkera – selekcja okazała się być kompletnie nieudana, na szczęście dla Jastrzębi Barkera pozbyto się jeszcze przed załamaniem jego kariery. Hawks sprzedali go do Minnesoty Wild wiosną 2010. W drugą stronę powędrował inny utalentowany obrońca Nick Leddy oraz właśnie Kim Johnsson. Za każdym razem kiedy przypominałem sobie ten trade automatycznie zastanawiałem się: “rany, co też się stało z tym Johnssonem? Facet zagrał kilka meczów i po prostu rozpłynął się w powietrzu”. Traf chciał, że dosłownie kilka minut po oddaniu tekstu do publikacji zajrzałem na portal The Athletic. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu zobaczyłem nagłówek świeżutkiego tekstu, w którym jeden z z dziennikarzy postarał się wyjaśnić tę zagadkę! Magia.

Młodsi z Was mogą kompletnie nie wiedzieć o kogo chodzi, zresztą starsi… też niekoniecznie. Na przykład Joel Quenneville, trener tamtych Blackhawks, skojarzył Szweda dopiero po podpowiedzi, że to ten gość, którego ściągnięto go z Minnesoty. Tymczasem przed dekadą Johnsson był naprawdę liczącą się postacią wśród ligowych obrońców. Co prawda urodzony w Malmoe obrońca w 2010 roku nie należał już do najmłodszych graczy – miał 34 lata, ale nadal był prawdziwym “koniem”. Dla Minnesoty regularnie grywał grubo powyżej 20 minut w meczu, znajdował się w dwudziestce najlepiej zarabiających defensorów NHL. Kiedy Hawks dopinali wspomniany transfer to właśnie Johnsson był natenczas głównym elementem wymiany, to on miał z miejsca stanowić poważne wzmocnienie ambitnego pretendenta. Zaczęło się zgodnie z planem. Szwed zadebiutował w barwach Czarnych Jastrzębi tuż przed turniejem olimpijskim (na który kontrowersyjnie nie został powołany). Zagrał dwa razy, w debiucie strzelił nawet gola. Po Igrzyskach wystąpił jeszcze… 6-krotnie. W meczu z Philadelphia Flyers przedwcześnie opuścił lód z uwagi na podejrzenie wstrząśnienia mózgu. Czas pokazał, że to był ostatni akord ponad 16-letniej kariery Szweda na zawodowych taflach.

To najbardziej nagłe, gwałtowne zniknięcie z NHL jakie przychodzi mi do głowy. Jednego dnia Johnsson był uznaną ligową marką, następnego dnia po prostu zniknął. Do składu Hawks nie wrócił ani w fazie zasadniczej, ani w fazie play-off. Mało tego, w ogóle próżno było go szukać wokół drużyny. Nie przebywał w pressboksie, po meczach nie kręcił się po szatni, nie świętował zdobycia mistrzostwa. Nawet oficjalnie nie pożegnał się z zespołem. Mimo, że nigdy nie wydał oficjalnego komunikatu o zakończeniu kariery, już nigdy nie zobaczyliśmy go na lodzie. Ani w Chicago, ani w NHL, ani w Szwecji. Sześć lat na taflach SHL, 10 lat za Atlantykiem w barwach New York Rangers, Philadelphia Flyers, Minnesota Wild oraz Chicago Blackhawks. 739 gier, aż 284 punkty, kolejne 43 występy w play-off… Kariera przez wielkie “K” zakończona angielskim wyjściem. Byli koledzy z drużyny pytani o dalsze losy Johnssona bezradnie wzruszają ramionami. Szwedzcy dziennikarze, którzy niejednokrotnie próbowali namówić swojego rodaka na posportową spowiedź, rozkładają ręce – po kilku podejściach już dawno się poddali. Scott Powers, dziennikarz The Athletic, w końcu namierza Johnssona na platformie LinkedIn. Okazuje się, że Kim w 2011 roku rozpoczął studia na kierunku administracja w biznesie, od lat pracuje w zawodzie. W mailu grzecznie acz stanowczo odmawia udzielenia jakiegokolwiek wywiadu, potwierdza jedynie, że uporał się z syndromem powstrząśnieniowym. Realizuje się zawodowo, a karierę sportową zostawił za sobą wraz z momentem wyjścia z chicagowskiej szatni…

Tim Connolly

__________________________________

Aby czytać dalej

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie. 10 złotych za miesięcznik złożony z 100 stron (średnia ilość artykułów w portalu) to uczciwa cena.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów. Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Istnieje możliwość zapłaty zwykłym przelewem bankowym. W tym celu proszę wykonać przelew na konto:

NHL W PL
Idea Bank: 84195000012006351270730001

W tytule należy podać wybrany abonament i adres e-mail. Jak tylko otrzymamy pieniądze, uaktywnimy konto. Można to przyspieszyć przesyłając nam potwierdzenie przelewu na redakcja@nhlw.pl

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni17 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni45 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni84 zł