Colorado Avalanche to zespół, który od swoich przenosin z Quebec do Denver w roku 1995 dwukrotnie sięgał po najwyższe trofeum – w sezonach 1995/1996 oraz 2000/2001. Druga połowa XX wieku oraz pierwsza dekada XXI obfitowała w mniejsze sukcesy, którymi to były między innymi udziały w finałach Konferencji Zachodniej lub zwycięstwa w półfinałach i pamiętne boje z Detroit Red Wings. Natomiast po roku 2010 przyszło zmierzyć się z wieloma problemami, które uniemożliwiały chociażby zakwalifikowanie się do Playoffs. Jednorazowy wyskok w sezonie 2013/2014 i porażka w pierwszej rundzie z Minnesotą Wild był (-y) wyjątkiem potwierdzającym niechlubną regułę. Cierpliwość zarządu klubu oraz przemyślana polityka transferowa, a także umiejętność korzystania z zasobów ludzkich, które się posiada zaowocowały coraz to lepszymi rezultatami w ostatnich dwóch sezonach : awans z ósmego miejsca po meczu o wszystko z Saint Louis Blues i przegrana w pierwszej rundzie z Nashville Predators w kampanii 2017/2018, zaś rok później ponowne zajęcie ósmej lokaty, odprawienie z kwitkiem w pięciu spotkaniach Calgary Flames i ciężka przeprawa z San Jose Sharks, ostatecznie zakończona niepowodzeniem. Obecny sezon w wykonaniu Avs pozwala przypuszczać, że nie skończy się tylko na awansie do rozgrywek pozasezonowych, w stolicy stanu Colorado plany są znacznie bardziej ambitne. Lato 2019 było bardzo gorące tak jak i okres transferowy w wykonaniu Avs.

Śmiało można ich uznać za jednych z największych wygranych przerwy między sezonami. Osłabienia były raczej niewielkie, ponieważ z drużyną pożegnał się między innymi solidny goaltender Siemion Warłamow, Alexander Kerfoot czy Tyson Barrie. Warłamow zakotwiczył w New York Islanders, zaś Kerfoot i Barrie trafili do Toronto Maple Leafs. Do Denver przyszli zaś: Nazem Kadri z Toronto, Kanadyjczyk libańskiego pochodzenia grający przebojowo i bez kompleksów, Szwed Andre Burakovsky z Washington Capitals, który ma już na koncie najwyższe trofeum a wiedzę, którą zdobył na temat tego, jak powinna funkcjonować mistrzowska drużyna powinien przekazać swoim nowym kolegom, a także Fin Joonas Donskoi z San Jose Sharks, odznaczający się szybką decyzyjnością i umiejętnością znajdowania się we właściwym miejscu we właściwym czasie, czy też zawodnicy o trochę mniejszej renomie ale na pewno przydatni, przykładowo Pierre Edouard Bellamare z Vegas Golden Knights i kilku innych. Można wysnuć wniosek, że sprawa obsady drugiego ataku została dzięki temu rozwiązana i ruchy, które poczynił GM Colorado Joe Sakic świadczą o mozolnym, przemyślanym i cierpliwym budowaniu drużyny, która będzie się starała nawiązać do udanych lat 90.

Transfery to jedno, zaś roster graczy z ważnymi kontraktami to drugie. Tu należy ponownie pochwalić szefostwo Colorado za zabezpieczenie się długimi umowami z kluczowymi zawodnikami. Najważniejsze jest przecież posiadanie fundamentów, wokół których można dalej budować. Graczami będącymi absolutnymi gwiazdami w drużynie są Nathan Mac Kinnon, Gabriel Landeskog i Mikko Rantanen. Bez wątpienia, każdy z nich miałby pewne miejsce w pierwszej formacji dowolnej drużyny NHL. Rocky Mountain Line jest postrachem ligi – w zeszłym sezonie zdobyła łącznie 261 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej, zaś każdy z jej zawodników zanotował powyżej 30 trafień : MacKinnon 41, Landeskog 34, Rantanen 31.

Ponadto przez kilka lat można być spokojnym o ich obecność w składzie. O transferach już wspomniałem, Colorado to ofensywny potwór. W szeregach obronnych też nie jest źle: Cale Makar, na którego zwracali wielokrotnie uwagę komentatorzy i eksperci, chwaląc jego zdolność do antycypowania sytuacji na lodzie, eleganckiego wyprowadzania krążka z własnej strefy obronnej i opanowania nerwów mimo bycia juniorem, Nikita Zadorow – prawie dwumetrowy Rosjanin o wadze ponad 100 kilogramów, wykorzystujący do perfekcji swoje warunki fizyczne i lubiący fizyczną grę, czy też solidni Ian Cole i Samuel Girard. Przestrzeń między słupkami wydaje się być najsłabiej obsadzona po odejściu Siemiona Warłamowa, ale generalnie na papierze Avalanche są zespołem, który raczej postawił na wszystko w edycji 2019/2020.

Zatem, czy można stwierdzić że Colorado Avalanche spełniają przedsezonowe oczekiwania po upływie jednej czwartej obecnej kampanii? I tak, i nie. Dlaczego nie – są dopiero na drugim miejscu w dywizji i zarazem konferencji. Pół żartem, pół serio pisząc to tylko ten jeden zarzut lub quasi zarzut można mieć do Avs. Pozostałe parametry przemawiają zdecydowanie na ich korzyść.  W swoim czasie mieli szpital w drużynie i mały kryzys, ale udało im się go przezwyciężyć – to raz.

Dwa – w ujęciu statystycznym są najlepsi pod względem strzelonych goli – średnia 3.68.

Trzy – są solidni w wykorzystywaniu przewag – 19,3%.

Cztery – przeciętna ilość goli straconych wynosi 2,79, co umiejscawia ich w pierwszej dziesiątce NHL.

Owszem – pod względem obrony osłabień, jak również gromadzenia karnych minut, a także selekcja oddawanych trafionych uderzeń nie powalają na kolana, ponieważ zajmują odpowiednio : PK – 21 miejsce, PIM – 9 miejsce, DIFF – 14 miejsce ale biorąc pod uwagę tylko parametry statystyczne i pamiętając o nie najlepszej sytuacji kadrowej uważam, że w zupełności zasługują na obecnie zajmowaną lokatę w tabeli Konferencji Zachodniej.

Podzielę się jeszcze kilkoma spostrzeżeniami odnośnie gry Colorado: jest to zespół poukładany, gdzie każdy z zawodników zna swoje miejsce na lodzie, ma się niejednokrotnie do czynienia z improwizacją, ale z reguły przynosi to korzyść dla drużyny, nowe nabytki czyli Nazem Kadri, Andre Burakowsky oraz Jonas Donskoi wywiązują się z oczekiwań, które zostały nań nałożone, przynajmniej jak na razie.

Wszyscy z podwójnymi zdobyczami punktowymi, zarówno w golach i asystach, zaś wiodący tercet czyli Rantanen – MacKinnon – Landeskog: są to zawodnicy o wysokim HIQ, zgrani ze sobą, mający dobre warunki fizyczne, korzystający tym samym ze swoich parametrów w strefie obronnej rywala i będący w stanie samodzielnie zrobić tak zwaną przewagę i albo samemu wpisać się na listę strzelców albo odegrać do lepiej ustawionego partnera z drużyny. Rozgrywanie, czy to PP czy 5 vs 5 jest widowiskowe i ciekawe gdyż każdy z zawodników występujących w pierwszej lub drugiej piątce jest w stanie być albo dostarczycielem albo egzekutorem, o czym zresztą świadczy ilość zdobytych goli. Co jeszcze istotne – Colorado to drużyna dysponująca zawodnikami o co najmniej przyzwoitych warunkach fizycznych oraz zbilansowanych parametrach wiekowych . Są zawodnicy doświadczeni jak również tacy, którzy swoją młodzieńczą fantazją mogą być przydatni w koncepcji trenera, którym jest Jared Bednar.

Reasumując, według mnie Colorado Avalanche są jednym z poważnych kandydatów do zdobycia Pucharu Stanleya, a jeżeli na przeszkodzie nie staną problemy typu brak chemii w zespole czy też bolączka każdej profesjonalnej drużyny, a więc kontuzje, to tytuł mistrzowski może po prawie 20 latach powrócić do Mile High City.

Autor: Marek Niewiadomy