Podczas gdy drama z Mitchellem Marnerem w Toronto (lub nie) trwa w najlepsze, a strony zdają się mieć równie nietęgie miny, co Mike Babcock w czasie spotkania play-off w wykonaniu swoich podopiecznych, to w Arizonie postanowili nie czekać na podobny rozwój wypadków i już zabezpieczyli swojego potencjalnego gwiazdora na kilka ładnych lat. No właśnie, na kilka ładnych lat i kilka jeszcze ładniejszych milionów dolarów. Choć polityka długofalowa to jeszcze jakiś czas temu było nowatorskie i egzotyczne podejście na pustyni, to nowy kontrakt Amerykanina może budzić nieco kontrowersji. Czy włodarze Kojotów słusznie inwestują tak ciężkie pieniądze w tak młodego i niepewnego zawodnika?

Pustynny Johnny Gaudreau

Mierzący niecałe 180 cm wzrostu i ważący ledwo 77 kilogramów Keller to jeden ze zwiastunów przyszłości hokeja na świecie. Oto rosłe konie w defensywie nagle muszą radzić sobie z „liliputami”, które nie dość że są szybkie jak piorun, to strzelają bramki jeszcze większym koniom w bramkach. Pionierem takiego „minimalizmu” ligowego był z pewnością Theo Fleury czy Martin St.Louis, ale dziś prym wiedzie Johnny Gaudreau. Clayton Keller ma wszelkie atrybuty, by iść w ślady kolegi z Calgary Flames, jednak jego droga nie jest tak dynamiczna i błyskawiczna. Mimo to, Arizona Coyotes podpisali go do 2028 roku, co jak na ekipę z Phoenix wydaje się dość intrygującym posunięciem. Należy tu wspomnieć, że jedynym zawodnikiem o tak długim kontrakcie (a przy okazji z klauzulą zabraniającą transferu) jest aktualny kapitan Yotes, szwedzki defensor Oliver Ekman-Larsson. Z drugiej strony odkąd w klubie rządzi GM John Chayka, to długie kontrakty dla młodych znalazły się już w przypadku Jakoba Chychruna, Christiana Dvorak, czy Nicka Schmaltza.

Clayton Keller- unboxing

W pięknym opakowaniu z napisem „Clayton Keller” otrzymano wychowanka o fenomenalnych umiejętnościach technicznych i zadziwiającej wręcz szybkości. Niewiarygodne momentami panowanie nad krążkiem i niezwykle kąśliwy strzał to największe atuty filigranowego Amerykanina. Zawodnik ma na koncie już 65-punktowy sezon (kampania 17/18), ale sezon później wynik ten spadł do poziomu 47 punktów. Niepojącym wydaje się być fakt, że podobnie jak niegdyś legendarny kapitan Shane Doan, Keller zalicza spektakularne osiągi dopiero, gdy cała reszta drużyny prezentuje dno i metr mułu. Clayton ma jednak dopiero 21 lat więc nie ma co z tego czynić reguły. Zawodnik doskonale podaje i na szczęście nie należy do tych, którzy łatwo tracą krążek. Ma jednak również kilka mankamentów.

W zeszłej kampanii wyraźnie widać było, że zawodnik jest ogromnie zestresowany. Po sezonie 2017-18, gdzie przez jakiś czas bardzo mocno liczył się w wyścigu po miano najlepszego pierwszoroczniaka,  najwyraźniej dopadł go stres i trema. W kolejnej kampanii zdecydowanie mniej pewności siebie widać było w jego grze. Co ciekawe, urodzony snajper bardzo mocno ograniczył liczbę oddawanych strzałów co od razu przełożyło się na rezultaty bramkowe (jedynie 14 trafień). Wyglądało to trochę tak, jak gdyby po debiutanckiej kampanii Keller zorientował się, że oto niewielkiej postury on musi mierzyć się z przerośniętymi wściekłymi bestiami w kaskach i zdało się to po prostu go przerażać.

Kontrakt

Zawodnik podpisał z klubem aż ośmioletnią umowę, która zacznie obowiązywać dopiero od 2020 roku. Przez ten czas, młody napastnik zarobi średnio 7.15 miliona dolarów. Menadżer John Chayka powiedział nieco kąśliwie, że odnośnie podpisywania kontraktów ze swoimi czołowymi hokeistami, jego klub nie będzie robił tak, jak robi to „reszta stada”. Była to zapewne wycieczka w stronę Toronto Maple Leafs, którzy do teraz nie umieją podpisać Mitchella Marnera, czy Calgary Flames, którzy ciągle babrają się w umowie dla Matthew Tkachuka. Keller, który nie wahał się przy podpisywaniu nowego kontraktu ani chwili, ma na koncie rekord żółtodziobów w Arizonie pod względem ilości meczy z co najmniej punktem z rzędu (10), a debiutancki sezon zakończył z wynikiem 23 bramek i 42 asyst. Co więcej, w ciągu 100 spotkań zawodnik miał cztery passy punktowe, co stawia go obok takich legend Coyotes/Jets jak Dale Hawerchuk czy Teemu Selanne.

Czego należy się obawiać?

To pewne, że bohater artykułu nie zaliczy początku kariery jak wspomniany wcześniej Gaudreau, St. Louis czy inni wielcy mali hokeiści. Ma jednak przed sobą dużo trudniejsze zadanie polegające na grze w o wiele słabszej drużynie, w której często na próżno szukać równie utalentowanego i przy okazji starszego i bardziej doświadczonego zawodnika. Obecnie losem na loterii dla młodego atakującego może stać się Phil Kessel, który reprezentuje obecnie to, co w przyszłości może pokazać Clayton. Jeśli okaże się, że ustawiczne wycofywanie się i unikanie strzelania świadczy o tym, że młody Keller preferuje raczej „playmaking”, czyli rozgrywanie akcji i wypracowywanie sposobów na to, by ktoś inny mógł trafić do siatki, to gra w obecności Kessela będzie czystą przyjemnością, a bramki powinny wręcz zdobywać się same. Na papierze za kilka lat zawodnik będzie zagrożeniem dla czołowych zawodników ligi i jednym z tych, którzy choć wzrostem się nie wybijają – będą w nagłówkach gazet przerastać największych king-kongów.

Jest jednak druga strona medalu. Keller zdaje się tracić pewność siebie, jaką miał w trakcie swojego debiutanckiego sezonu. Momentami próbuje robić wszystko to, co do niego nie należy lub do czego się zwyczajnie nie nadaje. Kwintesencją takich niedorzecznych zagrań była chociażby próba zagrania ciałem na… Joe Thorntonie –  wąsatym potworze, którego „bodiczek” Kellera bolał pewnie tak mocno, jak gdyby Stany Zjednoczona zabolała agresja militarna ze strony Liechtensteinu. Innym razem, Clayton podpatruje mniej utalentowanych zawodników ze swojej drużyny i chce ich naśladować. Upraszcza grę do poziomu, który wręcz prosi się o stratę krążka. Na prostocie i ciężkiej pracy karierę w Arizonie robi Brad Richardson, ale dla niego jest to szczyt możliwości – parafrazując Freda z „Chłopaki nie płaczą” – „to co dla ciebie jest sufitem, dla mnie jest podłogą”. I do takiej podłogi próbuje równać Keller, którego ręce są nieporównywalnie szybsze z którymkolwiek innym graczem Yotes.

Problem w tym, że takiego playmakera w ARI już mają i jest nim doskonale zapowiadający się, a „skrócony” w zeszłej kampanii przez kontuzję Nick Schmaltz. Pana od gry ciałem w Arizonie również mają i jest nim Lawson Crouse, trochę na siłę malowany jako enforcer młody wielkolud, ze sporym jednak potencjałem technicznym. Na pustynie brakuje bramek, brakuje ich od dawna, brakuje ich coraz bardziej, a żelazna wręcz defensywa nie zajmie się dodatkowo pokonywaniem bramkarzy rywali. Jeśli Keller dopisze, Kessel utrzyma swój poziom a dodatkowo na odpowiednie tory z miejsca wskoczy Barret Hayton, to na piaskach pustyni będzie można oglądać bardzo ładne festiwale strzeleckie.