Cóż to miała być za kontraktowa ofensywa New York Islanders! Artiemij Panarin, Siergiej Bobrowski! Darmowe drinki dla każdego, a w prezencie jeszcze roczny zapas przyprawy “Vegeta”. Zachęceni świetnym sezonem, który tuż po odejściu Johna Tavaresa miał być katastrofą, szefowie klubu ruszyli na polowanie z otwartą przyłbicą i ułańską fantazją. Skończyło się znacznie mniej efektownie. Owszem, w klubie pojawił się nowy rosyjski bramkarz, tyle że nie Bobrowski a Siemion Warłamow, z kolei Panarin wybrał ofertę sąsiadów z Manhattanu, a Wyspiarze w ramach “wewnętrznego transferu” zdołali zatrzymać Andersa Lee.

Islanders długo i cierpliwie czekali na decyzję rosyjskiego duetu z Columbus. Przez jakiś czas zanosiło się na to, że iście diabelski plan Lamoriello istotnie się powiedzie. W informacjach dziennikarskich insiderów Isles regularnie pojawiali się jako klub sytuowany na pole position do pozyskania obu graczy. A jeśli nie obu to ostrożnie liczono, że uda się wyrwać chociaż jednego z nich. Ostatecznie obeszli się smakiem w obu przypadkach. Nagle trzeba było wdrożyć plan awaryjny. Lou Lamoriello gdzieś w tylnej lewej kieszeni odnalazł serwetkę z numerem telefonu do agenta kapitana Wyspiarzy Andersa Lee, Neila Sheehy’ego:

Co prawda agent Lee przekonywał już po fakcie, że Lee nigdy nie rozważał ofert innych klubów i zawsze liczyli się dla nich tylko Islanders, a poza tym przyjście Panarina w ogóle nie wpływało na ich negocjacje, to oś czasu każe nam myśleć o tej sprawie nieco inaczej. Rozmowy z Sheehym tuż po fiasku z Panarinem bardzo przyspieszyły…

Żeby było jasne: nie wątpię w intencje zawodnika i jego agenta. To co mówią trzyma się kupy, potwierdzają to również ustępstwa, na które poszli. Z ich strony wszystko wygląda spójnie, natomiast z perspektywy działań organizacji zakontraktowanie kapitana wygląda na nagły zwrot w kierunku wyjścia ewakuacyjnego. Nieważne – najistotniejsze, że warunki, na których Amerykanin został na Long Island/Brooklynie zadowalają obie strony. Ot, spodziewany przez wszystkich deal na 7 lat za 7 milionów dolarów rocznie. Ani to szczególny rabat, ani też srogie przepłacenie. Uczciwa, rynkowa kasa, chociaż w dzień otwarcia rynku pojawiły się dość szokujące doniesienia:

Zajmujący się Columbus Blue Jackets Aaron Portzline poinformował, że obóz 29-latka może przebić 9 milionów za rok. Absolutnie nie podważam źródeł dziennikarza The Athletic. Być może tak by się stało, gdyby tylko doszło do ofertowej wojny między kilkoma klubami. Anders chyba bardzo chciał pozostać z Islanders. Cierpliwie poczekał na rozwój sytuacji z Artiemijem Panarinem. Nie był priorytetowym tematem do dogrania przez Lou, mimo to nie robił scen finalnie parafując rozsądną umowę, a przecież mógł przekuć negocjacyjne fiasko z Panarinem na swoją korzyść. Zdesperowani Wyspiarze z pewnością spełniliby większe wymagania swojego kapitana, bowiem nie mieli innej alternatywy.

Z drugiej strony oczywiście nie jest tak, że Lee będzie grać dla Wyspiarzy za wyżywienie i dach nad głową. Blisko 50 milionów “uesde” to kontrakt życia, zresztą prawdopodobnie ostatni w karierze pochodzącego z Minnesoty zawodnika. Po jego wygaśnięciu będzie miał 36 wiosen. Właściwie istnieje pewne niebezpieczeństwo, że nie dogra go do końca. Lee należy bowiem do grona hokeistów, którzy swoje gole i punkty okupują nieustannym wysiłkiem fizycznym. Może to niekoniecznie trafione porównanie, ale swoim stylem Lee przypomina mi Zacha Parise, skądinąd również pochodzącego ze “State of Hockey”. Różnią się za to jednym kluczowym aspektem – Lee jak na razie cieszy się doskonałym zdrowiem. Od kiedy stał się etatowym graczem Islanders opuścił zaledwie 3 mecze w ostatnie 4 lata! Prawdziwa maszyna.

Przez długi okres Anders był – nie bójmy się określenia – lekceważony. Nie dość, że mało medialni Islanders, to jeszcze z automatu przyklejano mu etykietkę “produktu Johna Tavaresa”. Zakłamywałbym rzeczywistość twierdząc, że Lee nie korzystał na wspólnych występach z poprzednim kapitanem Wyspiarzy. Sezon 17/18 z okrągłymi 40 golami Lee w dużym stopniu zawdzięcza Tavaresowi, lecz minioną kampanią potwierdził swoją własną jakość. 28 bramek to nie 40, niemniej wciąż jest efektownym osiągnięciem. 102 gole w ostatnich trzech sezonach stanowi rezultat ze ścisłego NHL-owego topu:

Zwróćcie uwagę, że bezpośrednio za plecami Andersa Lee plasuje się Jeff Skinner, niedawno obdarowany przez Buffalo Sabres kontraktem dużo większym. To chyba najbardziej trafne porównanie. Finansowo lepiej ustawili się Islanders, choć pamiętajmy, że Skinner jest od Lee o 2 lata młodszy.

Ocena dla Lee: 

Ocena dla Islanders:

Zaryzykuję tezę, że umowny spadek z Panarina na Lee to lądowanie na cztery łapy. Zgoła odmienne uczucia towarzyszą mi wobec “zamiany” Siergieja Bobrowskiego na Siemiona Warłamowa. To tak, jakbyś oglądał najbardziej pożądane sportowe auto, a został z używanym i poobijanym kombi… Zacznijmy od byłego golkipera Colorado. Siemion to jeden z najbardziej chimerycznych golkiperów w NHL. Miewa świetne momenty, ba! Miewał w karierze naprawdę doskonałe sezony. Szkopuł w tym, że przeplatał je sezonami bardzo słabymi, względnie przerywały je kontuzje. Kampanię 18/19 rozpoczął wybornie, później obniżył loty, a w końcówce lutego niemal wszystkie starty przejął zwyżkujący Philipp Grubauer.

Dostrzegam spore ryzyko w inwestycji poczynionej przez Lou Lamoriello. Dał długi kontrakt golkiperowi po przejściach, w dodatku zapłacił mu jak starterowi. Obserwując rynek bramkarski nie widać szczególnego tłoku, mimo że kilka klubów ma do obsadzenia rolę “jedynki” bądź musi dokooptować kogoś do tandemu, to warunki zdają się dyktować kluby a nie zawodnicy. Lou chyba trochę spanikował tak szybko zapewniając sobie usługi Warłamowa.

Największy problem z akceptacją tego ruchu Islanders to fakt jednoczesnego rozstania się z Robinem Lehnerem. To była przepiękna historia. Gość targany życiowymi demonami dostaje pomocną dłoń, kto wie, czy nie ostatnią szansę w NHL. Z wydatną pomocą organizacji wychodzi na prostą, odwdzięcza się fantastyczną grą. Scenariusz na film gotowy – nie pojmuję, dlaczego nie postanowiono dokręcić sequela?

Lehner to bardzo szczery, walący prosto z mostu facet. Wierzę w jego wersję – Islanders nie chcieli dać mu kontraktu o zadowalającej go długości (odrzucił 2-letnią propozycję). Kiedy zaakceptował takie dictum, następnie napotkał przeszkodę w postaci niewystarczającego wynagrodzenia. Po namyśle był gotów znaleźć porozumienie, tymczasem Islanders już wtedy wzięli na jego miejsce Warłamowa. Bramkarza starszego, słabszego, z przynajmniej takimi samymi znakami zapytania co przy Lehnerze. Szwed dostał w Chicago 5 milionów na rok, nowojorczycy zaoferowali Rosjaninowi też 5 milionów na 4 lata. Nie wierzę, że nie dało się znaleźć jakiegoś konsensu, dając Robinowi np. 3 lata zmniejszając zarobki do powiedzmy 4,5 miliona… To chyba aż za proste. Zdaje się, że agent Lehnera tym razem dał się przechytrzyć, ale ryzyko spada na barki Islanders. Lepiej byłoby dać dokładnie takie same warunki Lehnerowi niż Warłamowowi.

Ocena dla Warłamowa:

Ocena dla Islanders: