Mecz dnia: Jets kontra Blues

We wczorajszym podkaście Radio NHL w PL z usta mojego rozmówcy Adriana padło zdanie, jakoby seria Jets i Blues wydawała mu się “ciężka” wolna i póki co nieatrakcyjna. Szczerze mówiąc ja wrażenie takie miałem raczej o rywalizacji Sharks i Golden Knights, gdzie jest zdecydowanie więcej bodiczków i przerw w grze spowodowanych interwencjami sędziowskimi.

Zwłaszcza po wczorajszym meczu numer trzy postanawiam się już kategorycznie nie zgodzić ze stwierdzeniem, że konfrontacji Odrzutowców z Bluesmanami czegoś brakuje. Co więcej, wychodzę z teorią że jest to na tę chwilę najbardziej atrakcyjna seria do oglądania, którą wyróżniam niniejszym po raz drugi w swoich Nocnych Zmianach.

Z czym do czynienia mieliśmy w trzecim akcie ich pojedynku? Był gol z zerowego kąta od głowy bramkarza, dwie zmiany na prowadzeniu, najładniejsza w tych play-offach akcja spod jednego pola bramkowego w drugie, oraz snajperski challenge jaki postawili sobie najlepsi strzelcy obu zespołów. To tak między innymi, bo była jeszcze na przykład najlepsza struktura gry w defensywie (tylko dziewięć high scoring chance), bardzo mało strat czy błędów (też dziewięć łącznie). Miodny meczyk, którego aż żal spojlerować… ale trochę trzeba, bo nie każdy znajdzie czas by go zobaczyć w całości.

Z całej trójki ekip, które po pierwszych dwóch meczach przegrywały serię 0-2, najgorzej trzeci mecz rozpoczęło Winnipeg, bo już po pierwszej tercji przegrywali 0:1 (podczas gdy TBL przegrywali dopiero w drugiej tercji, a PIT w ogóle rozpoczęli od prowadzenia). Najgorzej jeśli chodzi o skutek, bo gra była toczona pod ich dyktando, przez 10 minut gospodarze oddali tylko jeden celny strzał….Oczywiście możemy tu mówić, że

__________________________________

Aby czytać dalej

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie. 10 złotych za miesięcznik złożony z 100 stron (średnia ilość artykułów w portalu) to uczciwa cena.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów. Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni15 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni39 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni72 zł
Anuluj

8 KOMENTARZE

  1. Jedyny plus tego meczu Blues jest taki, że wygląda na to, że PP uda się ogarnąć. Dunn gra w przewadze z jakimś pomysłem, czego nie można było powiedzieć o Pietrangelo. Jak Dunn w końcu wszedł do tej 1 formacji PP to od razu zrobił ze 2-3 sytuacje, z ktorych jedna skończyła się bramką.

     
  2. O ile Tampa przez cały sezon nie zaliczyła ani jednego gorszego okresu (co podobno ,,zawsze się zdarza”), tak teraz nadszedł najgorszy moment, kiedy taki okres może się zdarzyć. Mi pomarańczowa lampka zaświeciła się w głowie już na koniec sezonu regularnego, bo tam faktycznie doszło do kilku słabych meczów.
    Umówmy się: poza I tercją pierwszego spotkania, Tampa gra bez pomysłu, niechlujnie i wręcz mało strukturalnie. Wyglądają jakby grali ze sobą pierwszy raz. Absencja Hedmana i Kuczerowa z pewnością nie pomogły, ale też nie sądzę, że akurat w tym meczu ich obecność odmieniłaby losy spotkania.
    Nie, nie widzę tego.

     
    • Ja myślę, że brak Hedmana było widać. Tampa w serii z Columbus w meczu nr trzy straciła najmniej bramek.

      Prócz pierwszej tercji meczu nr jeden dobrze wyglądała dziś w nocy tercja nr trzy w wykonaniu Lightning. Nie wiem, może samolot się spóźił, czy co, i chłopaki zdązyli dopiero na ostatnią część gry.

      Mi w Tampie brakuje lidera, takiego gościa z jajami, który wstrząśnie drużyną. Stammer, jak narazie, do tego się nie nadaje. Cooper także. Problem jest dość powszechny. Póki w Pittsburghu Crosby nie wydoroślał, też Penguins regularnie i łapali w ryj będąc faworytem. Sedinowie również byli za grzeczni – w któryms z meczów finałowych Marchand daje jednemu z bliźniaków po twarzy rękawicą (takie drażnienie się, żadne mocne ciosy), a ten nic – stał jak cipa.

       
      • Nie ma lidera-prawda, nie ma nikogo, totalna zapaść, dramat ludzki, ale na boga jeszcze parę tygodni temu tych liderów było tam na pęczki. CBJ grają solidny, drużynowy, rzemieślniczy hokej z przebłyskami i to wystarcza na “bogów” tego RS.
        Jeszcze po GM2 miałem pisać (wygasał mi abonament i byłem off 2 dni) że może Tampa się wygrzebie ale teraz zasługują na wielkiego kopa w dupę.
        W tym momencie ekipie CBJ kibicują pozostałe realnie się liczące w PO teamy, otwiera się przed nimi furtka, bo jeszcze 10 dni temu puchar miał JUŻ nowego właściciela.

         
    • Ta rywalizacja doskonale pokazuje że największa, albo jedna z największych gwiazd zespołu, najlepszy lub jeden z najlepszych zawodników zespołu niekoniecznie musi być świetnym kapitanem. Żeby być kapitanem zespołu nie musisz być jej najlepszym graczem, musisz umieć dowodzić, kierować, przewodzić. W trudnym momencie musi umieć wstrząsnąć kolegami z drużyny. U Stamkosa nie widzę tych cech. I szczerzę nie widzę szansy dla Tampy. Może będzie 4-1, może 4-2. Tampa jest jak niegdyś reprezentacja Hiszpanii w piłce nożnej, grają jak nigdy, przegrywają jak zawsze.

       
  3. Jak po pierwszym meczu Sharks z Golden Knights, stwierdziłem, ze rycerze musieli się zdziwić, bo San Jose nie odstawali fizycznie i grali na takiej samej intensywności co drużyna z Vegas. Jednak drugi mecz i teraz trzeci pokazał, że znowu Golden Knights dominują pod względem fizyczności. Widać było frustacje po zawodnikach San Jose, jak odbijali się od zawodników z Vegas. Troche niepokojące jest w poczynaniach Golden Knights ze po stracie gola, jakby sie zatrzymywali i zero myślenia i za chwilę nastepny gol. Dobrze, że po szybkich dwóch golach, otrząsneli się i odpowiedzieli golem bo mogłoby być ‘ciepło’ w końcówce.

     
  4. Buffy wreszcie pokazuje swoją magię i się kula.
    Co do chwalenia PoMo. Proszę Cie…gość jest tak uparty i chętny lub nie potrafiący reagować na to co się dzieje na lodzie , że aż oczy bolą. Za co go chwalić? Jakby wtopili to poraz kolejny by było, że z uporem maniaka robi te same ruchy.
    Zakład, że w meczu nr.4 wyjdziemy z tymi samymi formacja bo zwycięskiego skladu się nie zmienia.
    Życzę żeby nie wtopili bo jeszcze nie miałem okazji całego meczu pierwszej rundy.
    Za to, że się fartnelo się chyba nie chwali?
    Moim zdaniem- żadne pochwały za jeden mecz się nie należą. Będzie widać jakieś zmiany i jego reakcje. Kudła…pierwszy go nazwę gjenjuszem, magikiem itp. jak narazie ….oczy bolą ale mniej dzięki wygranej 😉

     
  5. Emocje – te na wskroś negatywne opadły, Winnipeg wynurzył się z głębi, więc zabiorę głos w sposób bardziej merytoryczny niż ostatnio.
    Bez względu na to, czy Jets wygrają serię z Blues i ewentualne późniejsze do zwolnienia po tym sezonie i to natychmiast jest Paul Maurice.
    Obejrzałem wszystkie 82 mecze na żywo w sezonie regularnym i teraz 3 w playoffach (jak dotąd) i stwierdzam z całą odpowiedzialnością, że już wystarczy tego Dyzmy na stanowisku trenera.

    Pierwszy fatalny błąd, który popełnił i który (oby nie) może kosztować przegraną w serii było zesłane do checking line Patrika Laine, a na jego miejsce do drugiej trójki wstawił Mathieu Perreaulta.
    Co tym chciał osiągnąć – może zbudować pewność siebie Laine, bo tyle za przeproszeniem bredzi o tym w wywiadach przed i pomeczowych, o pewności siebie zawodników.
    Paradoksalnie, Laine strzelił – tylko raz, a drużyna przegrała.
    Przecież to było zabicie olbrzymich możliwości ofensywnych tej drużyny, czy rzeczywiście Mateuszek strzelający przede wszystkim po tzw. redirectach i po dobitkach miał razem z Hayesem i Ehlersem ograć w 1 meczu solidną obronę St. Louis z tak chwalonym Binningtonem – nie sądzę.
    Oczywiście, od strzelania goli jest cały zespół, ale po kiego grzyba pozbawiać się siły uderzeniowej w ataku?
    W zasadzie mogę sam sobie odpowiedzieć : ja, wielki Paul Maurice jestem trenerem z sukcesami i będzie tak jak mówię – ześlę Laine do checking line, bo w tej Finlandii na końcu świata nie naumieli go jeść nożem i widelcem a Mateuszek umie i jest moim krajanem, poza tym Laine to jest gówniarz i wieśniak, on musi zasłużyć ( metody jak Adaś Nawałka, przepędzony z Lecha, z reprezentacji i z kilku jeszcze klubów).
    Wiem, ironizuję, ale nie zdziwiłbym się, gdyby w kuluarach wypowiadano się o Maurice w podobny sposób i gdyby sam nie myślał w sposób, w jaki tu przedstawiłem.

    A Laine razem z Copp`em i Little w jednej linii – przecież to jakiś ponury żart.
    Patrik Laine jest wspaniałym zawodnikiem – czy tak wielu w jego wieku władowało tyle bramek co on?
    W ciągu 3 sezonów?

    To chyba oczywiste, że należy mu stworzyć warunki do tego, żeby mógł w pełni wykorzystać swoje umiejętności ofensywne, czyli zestawić go z szybkim, technicznym zawodnikiem ( Ehlers), na którego siłą rzeczy jest skierowana uwaga rywala lub w zależności od jego obrony dodanie prawie dwumetrowego Hayesa robiącego fizyczną przewagę przed bramką lub zawodnika będącego w stanie wygrywać dużą ilość wznowień. Nie jest tajemnicą, że Laine z Ehlersem lubią grać, rozumieją się – dlaczego z tego rezygnować w ramach jakichś swoich idee fixe?
    No ale : 3 mecze i 3 gole : jestem jednak zdania, że to nie jest jednak zasługa tego trenerskiego maga.

    Mogę tylko przypuszczać, ale być może stało się tak, że wielkiego trenera z rozegranymi ponad 1500 spotkaniami zawezwała wierchuszka w Winnipeg, że zespół musi w końcu zostać ustawiony tak, aby mógł w końcu zacząć wykorzystywać potencjał w ofensywie czyli powrót Laine do formacji z Ehlersem.
    Zadziałało – wynik 6 : 3 i zupełnie inna gra, niż widziałem do tej pory, od pierwszych minut agresywna, naciskająca obronę, chroniąca krążek, kombinacyjna i przede wszystkim skuteczna.
    Czy nie można było tak od pierwszego meczu, zacząć od zwycięstwa, tylko wcielać te swoje genialne pomysły w życie i obudzić się dopiero w trzecim meczu?
    No, właśnie.

    Playoffy jeszcze trwają, ale można zrobić podsumowanie sezonu regularnego.
    Od lutego, od wygranej 9 : 3 z Anaheim wszystko zaczęło się psuć. Wygrana tylko w 13 meczach, przy czym jedyne zwycięstwa odniesione w przekonywującym stylu to wygrana 5 : 0 z Nashville i 8:1 z Caroliną. To nie jest chyba wynik, jakiego się oczekuje po drużynie, która aspiruje do mistrzostwa.

    Winna jest plaga kontuzji w obronie, jaka przeszła przez zespół ale uważam, że nie można wszystkiego zwalać na urazy zawodników. W tym momencie trener (za coś bierze pieniądze) powinien zestawić obronę tak, aby funkcjonowała na tyle dobrze, na ile jest to możliwe. Tam nie działało nic. Gra w osłabieniu to już w ogóle jakieś nowe zagadnienie dla tego geniusza, po co to trenować. Dzięki temu Winnipeg stracił mnóstwo bramek w PK i przy okazji ponosił porażki – 7:1 z Colorado, 5:2 z Montrealem, dwa razy z Ottawą, sweep z Minnesotą, gdzie był taki mecz, że na minutę przed końcem w ciągu bodajże pół minuty stracili dwa gole, z Islanders (analogiczny scenariusz), dwie wtopy z San Jose dosłownie w ostatnich sekundach.
    Mam dość, wystarczy, nie chcę sobie przypominać tego wszystkiego ponownie.

    I ja się pytam : gdzie jest trener?

    To on jest odpowiedzialny za gospodarkę siłami zawodników, dobieranie i wystawianie konkretnych formacji, obserwację warunków i sytuacji na lodzie, antycypowanie tego, jak może grać drużyna przeciwna i odpowiednie reagowanie w momentach kryzysowych.

    Tego nie było, za to było niejednokrotne zmarnowanie szans na rozwinięcie się kontrataku zakończonego bramką, katowanie formacji z Lowry, Tanevem i Perreaultem, a potem wysyłanie tych dwóch, już zajeżdżonych do PK, w PK niepotrzebne wyprowadzanie ataku i nadmierna eksploatacja sił, bardzo przewidywalne granie w przewagach, łapanie głupich, bezsensownych kar i w efekcie przegrywane mecze.

    To wszystko pozwala mi wysnuć wniosek : ten przeżuwający osobnik nie myśli, tylko ciamka krówki ( ile razy go widziałem jak coś tam memłał w ryju ) i nie nadaje się do prowadzenia drużyny.
    Zresztą z Winnipeg mimo takich nazwisk jakie posiada ( perfekcyjnie podający Blake Wheeler, Mark Scheifele, zimnokrwisty Einstein Kyle Connor, Laine, Ehlers, Morrissey ) we wspaniałym stylu przegrał ostanie Finały konferencji z Vegas – greenhornami, czyhającymi tylko na kontry. Tak wielki trener móżdżył, że po prostu zapomniał powiedzieć o stylu gry Vegas. Wspomnę jeszcze tylko o wygranej 4:3 z Nashville w półfinałach WC i zamieceniu pod dywan po 19 latach nieobecności Winnipeg w playoffs przez Anaheim – bez wątpienia sukcesy.
    Nie interesuje mnie co robił i co osiągał z innymi drużynami, interesuje mnie to co robi z Winnipeg i nie wygląda to dobrze.

    Reasumując – Maurice OUT, all the best w Nashville na przykład, chętnie bym się wymienił będąc w położeniu Kevina Cheveldayoffa na Petera Laviollett`a i Pana Goaltendera Rinne a do Nashville geniusz Maurice i jego wynalazek Hellebuyck.

    Tylko że Nashville musiałoby jebnąć uzwojeniem o ziemię lub dostać raka, żeby na coś takiego pójść.

    Myślałem, że nie będę pisał źle o zawodnikach, ale zmieniłem zdanie.

    Connor Hellebuyck – żegnam bez żalu, idź Pan promować rywali innych drużyn.

    Przykro patrzeć na to, co wyprawia między słupkami ten człowiek. Zdarzały mu się genialne mecze, ale większość z rozegranych były po prostu słabe. Ilekroć rywale oddają strzał z niebieskiej ja już myślami widziałem gumę w siatce i jak widać po wynikach nierzadko się myliłem. Ma ewidentny problem ze strzałami z dystansu i co gorsza przeciwnicy to zauważyli. A już szczytem wszystkiego było to, co zrobił w ostatnio rozegranym meczu. Zainteresowani wiedzą, co się wydarzyło.

    Ja już nie mam nerwów.

    Reszta drużyny – kilku wyróżniłem z nazwiska, tych których pominąłem nie uznałem za stosowne, żeby się nad nimi rozpisywać. Ci, którzy zostali wymienieni są zawodnikami o wspaniałych umiejętnościach i byłoby szkoda, gdyby zakończyli udział w tegorocznej edycji na pierwszej rundzie.

    Wyjątkiem jest Perreault – szanujmy się.

    Reasumując – Winnipeg Jets stać na to, aby dojść do Finałów Konferencji, może nawet zagrać w Finale Pucharu Stanleya i odzyskać dla Kanady stracony przed 25 laty Puchar. Życzyłbym sobie, żeby tak się stało, ale pewne rzeczy muszą ulec poprawie i mam nadzieję, że taka następuje.