Robin Lehner bramkarz New York Islanders opowiedział w The Athletic o swoich problemach z nałogami, m.in. alkoholizmem. Jego list jest na tyle poruszający i pouczający, że nie pozostaje mi nic innego, tylko zachęcić do zapoznania się z jego historią.

29 marca 2018 to dzień, który na zawsze odmienił moje życie. Wszystko zaczęło się nocą. Zadzwoniłem do Andrew Allena, trenera bramkarzy Buffalo Sabres, i powiedziałem mu, że jestem w złym stanie i nie wiem, czy dam radę zagrać w meczu następnego dnia. Psychicznie i fizycznie walczyłem z wieloma rzeczami. Andrew Allen stwierdził, że porozmawiamy o tym rano w klubie. Kiedy przyjechałem na trening, powiedziałem, że sobie poradzę i jestem gotowy… tak, jak to robiłem zawsze.

Jednak nie byłem gotowy.

Mecz rozpoczął się jak zwykle, ale po kilku minutach zauważyłem, że jestem wykończony. Nie miałem wielu interwencji, więc było to dla mnie zastanawiające. Wraz z upływającym czasem zwiększał się ból w mojej klatce i nie mogłem oddychać. W przerwie zrozumiałem, że coś jest naprawdę nie tak. Trener zabrał mnie do oddzielnego pokoju i zacząłem się uspokajać. Myślałem, że dam radę wyjść na drugą tercję. Może byłem tylko zmęczony.

W drugiej tercji czułem się jednak jeszcze gorzej. Ból w klatce piersiowej przekształcił się w nacisk na płuca. Pod koniec tercji wszystko stało się zamazane i nie mogłem się na niczym skupić. Czułem się słabo, ale walczyłem, tak jak robiłem to zawsze. Czas mijał bardzo powoli. Jedyne czego chciałem, to wrócić do szatni. Po zakończeniu tercji zszedłem z lodowiska i usiadłem w pokoju trenerów. Ledwo co byłem w stanie zdjąć z siebie sprzęt bramkarski. Załamałem się. Miałem prawdziwy atak paniki. Myślałem, że dostanę ataku serca. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Nie mogłem wrócić na lód.

Lekarzom i trenerom udało się mnie uspokoić. Nasz menadżer Jason Botterill przyszedł, żeby sprawdzić, co się ze mną dzieje. Był bardzo zmartwiony. Nie wiedziałem, czy jego przyjście poprawiło, czy pogorszyło sprawę, czułem niepokój. Nie pamiętam wielu z wydarzeń z szatni. Lekarze odesłali mnie do domu. Nie mogłem pojechać do szpitala, bo media od razu dowiedziałyby się co się dzieje, a tego nie chciałem. Psychicznie i fizycznie czułem się wykończony. Wszystko mnie bolało. W drodze do domu zrobiłem jedną z rzeczy, które dobrze znam… zatrzymałem się, żeby kupić piwo. Wróciłem do domu i piłem… dużo piłem. W środku nocy obudziłem swoją żonę i powiedziałem cztery słowa, o których myślałem, że nigdy nie wypowiem.

Muszę z tym skończyć.

Wiele razy byłem w „ciemnym miejscu”. Te „ciemne miejsce” jest pełne lęków i myśli o samobójstwie. Jak określiłbym stan w jakim byłem, gdy noc wcześniej dzwoniłem do Andrew? Byłem pijany. Chciałem się zabić. Wiele razy byłem bardzo bliski zakończenia swojego życia. Walka, którą toczyłem na lodowisku, była niczym w porównaniu z tą w mojej głowie.

Od początku roku cierpiałem na depresję i piłem coraz więcej. Dziennie piłem skrzynkę piwa jedynie po to, żeby uspokoić demony w mojej głowie. Potem brałem tabletki i szedłem spać. Znieczulałem się w taki sposób, ponieważ nie byłem sam w mojej głowie. Myśli o zakończeniu tego wszystkiego… były realne i na wyciągnięcie ręki.

Kilka tygodni przed marcowym meczem spotkałem się z Frankiem, moim prawnikiem. Zasugerował, abyśmy znaleźli sposób na przywrócenie mojego życia na właściwie tory. Frank wspomniał o ubezpieczeniu na życie i zrozumiałem, że muszę zwiększyć swoją polisę. Stało się to, gdy spytał czy mam problem z alkoholem. Trzeźwo oceniłem sytuację i zapytałem samego siebie jaki jest mój stan. Zaniedbywałem żonę, dzieci, ale również samego siebie. Wreszcie zrozumiałem, że potrzebuję pomocy. Gdyby nie Frank, to prawdopodobnie nigdy nie poszedłbym na odwyk. To on mnie natchnął.

Skontaktowałem się z „programem” wspieranym przez NHL i NHLPA. Powiedziałem im, że potrzebuję pomocy, ale nie zdawałem sobie sprawy z powagi sytuacji. Nikt nie zdawał sobie sprawy. Po dłuższej rozmowie ustaliliśmy, że podejmiemy pewne kroki dopiero po zakończeniu sezonu. Myślałem, że dam radę, ale 29 marca zmienił wszystko.

Kiedy obudziłem swoją żonę tej nocy,

__________________________________

Aby czytać dalej

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie. 10 złotych za miesięcznik złożony z 100 stron (średnia ilość artykułów w portalu) to uczciwa cena.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów. Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni15 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni39 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni72 zł
Anuluj

4 KOMENTARZE

  1. To jest to o czym wspominałem przy okazji Wojnowa. Kolesie są poddawani olbrzymim stresom i jeśli sami z tego nie wyjdą, nikt się nawet nie zainteresuje, co się dzieje u nich w głowach. A potem wyjdzie przed mikrofon jakiś goguś w garinturku z logiem NHL w klapie i powie, że trzeba zawodnika zawiesić, bo dla zwyrodnialców nie ma miejsca – przecież liga strasznie dba o standardy moralne. A inny cymbał w internecie napisze, że dla takich nie ma przebaczenia i nie powinni więcej grać w hokeja.