Atrakcja dnia: opinie o meczu numer jeden finałów

Kurz powoli opada po meczu numer jeden, a pojawiające się opinie potwierdzają, że o ile nie możemy pewnie mówić o jakimś najwyższym poziomie w historii, o tyle atrakcyjności tego pierwszego aktu walki nie można odmówić. Tempo, dramatyzm, zwroty akcji. Jeśli chcielibyście zachęcić jakiegoś znajomego do oglądania hokeja, to właśnie to spotkanie jest tym które powinieneś mu pokazać “na zachętę”.

Flow tej potyczki, jej nieprzerwane sygnalizowanie widzowi HEJ nie spuszczaj wzroku z ekranu, bo opuścić cie coś ważnego. To o to chodzi w chwaleniu game 1. Capitals i Knights razem oddali 135 prób strzałów. Nawet te sekwencje i ataki, które nie zakończyły się próbami uderzeń, były warte śledzenia. Wielu ekspertów od hokeja, takich którzy bez wątpienia widzieli lepsze hokejowo mecze, podkreślali że jeśli chodzi o samo widowisko, było to genialne rozpoczęcie Stanley Cup finals:

Po tych wielu rozmowach na temat ustającej ofensywy, o NHL w której mieliśmy po prostu zbyt mało goli, w potyczce numer jeden pada ich 10. Oczywiście bramki to nie wszystko, ale pomagają utrzymać uwagę i “podniecić” tych mniej hardkorowych fanów hokeja. Ostatni raz tak wiele bramek na otwarcie finałów mieliśmy dziewięć lat temu.

Gole jakie padały były efektem zróżnicowanej ofensywy: mieliśmy przecież przekierowania krążka, trafienia w przewadze, strzały z dystansu, takie wynikające z forczekingu i takie z kontrataku. Były bramki strzelane przez snajperów z dobrze udokumentowanym już skillem jak William Karlsson, który zdobył 43G w sezonie zasadniczym. Były też takie które strzelali ludzie nie tyle z drugiego, co z trzeciego planu jak Ryan Reaves. On w ciągu swojej ośmioletniej kariery w NHL zdobył przecież tylko 31G.

Innym dowodem na atrakcyjność finału jest “obecność” wszystkich czterech formacji. Obecność nie tylko na papierze w zgłoszonym składzie, lecz realny wpływ na wydarzenia w najważniejszych spotkaniach sezonu. 15 lat temu gracz jak Ryan Reaves oczywiście mógłby brać udział w spotkaniu finałowym, jako ochroniarz wpuszczany na lód, gdy robi się gorąco. Grałby wtedy pewnie średnio sześć minut. Teraz on i jego kolega z formacji Tomas Nosek zdobyli trzy ostatnie bramki w meczu którego stawką był Puchar Stanleya i grali w nim po 10 minut. Byli na lodzie bardziej zauważalni niż Aleksandr Owieczkin, ten w sumie był chyba największym pechowcem meczu, bo zapamiętamy go głównie z tej “akcji”:

Game 1 był widowiskowy, bo choć padło te 10 goli, to ani Marc-Andre Fleury ani Braden Holtby nie mają na sumieniu swoich drużyn. Oczywiście statystyki obu nie wskazują aby to był “ich mecz” bo procent obronionych strzałów poniżej 90% nigdy nie może być chwalony. Nikt jednak nie zawalił, nie spuścił szans swojej ekipy w kiblu, tak jakby chociażby kilka dni temu zrobił to bramkarz w piłce nożnej w finale piłkarskiej Champions League.

Żadne prowadzenie nie było bezpieczne – powołując się na statystyki to był pierwszy w historii finałów mecz numer jeden, w którym

__________________________________

Aby czytać dalej

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie. 10 złotych za miesięcznik złożony z 100 stron (średnia ilość artykułów w portalu) to uczciwa cena.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów. Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni17 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni45 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni84 zł
Anuluj