Normą co sezon jest, że całkiem spore grono graczy, którzy jesień rozpoczynają w barwach drużyn występujących w AHL, w trakcie kolejnych miesięcy potrafi odnaleźć się w NHL. Nie inaczej jest rzecz jasna w obecnie trwających rozgrywkach, by przywołać przykłady bramkarza Penguins Caseya DeSmitha czy napastników Dantona Heinena z Boston Bruins i Alexa Tucha z Vegas Golden Knights. Część zawodników zostaje w “dużych” klubach na dłużej, część wraca na farmę, gdzie kontynuują sezon. Dzisiaj postanowiłem zerknąć właśnie na owo ligowe zaplecze, by poszukać kolejnych DeSmithów, Heinenów i Tuchów, którzy swoim docelowym zespołom mogą niebawem dać sporo pociechy.

Poszukiwania ograniczyłem sobie kilkoma warunkami, spośród których najważniejsze to wiek (żaden z poniżej wymienionych hokeistów nie skończył 24 lat) oraz brak doświadczenia na poziomie NHL (uwzględniłem w tym gronie 3 zawodników, którzy mają na swoich kontach debiuty na najwyższym ligowym poziomie, ale łącznie w trójkę rozegrali pięć spotkań, więc trudno mówić o jakimś znaczącym doświadczeniu). Na potrzeby dzisiejszej publikacji stworzyłem dwie poniższe szóstki.

PIERWSZY ZESPÓŁ:

Ville Husso (Blues / Rampage)

W bramce postawiłem na Ville Husso, na co dzień strzegącego bramki San Antonio Rampage. Wybrany przez ekipę z St. Louis w czwartej rundzie draftu z 2014 roku 23-letni Fin rywalizuje o miano jedynki w ekipie z Teksasu ze swoim rówieśnikiem Spencerem Martinem. Radzi sobie jednak póki co znacznie lepiej, będąc najskuteczniejszym debiutantem wśród golkiperów AHL, a przy tym pozostającym w czołowej dziesiątce wszystkich ligowych bramkarzy. Husso ma za sobą świetne trzy sezony w rodzimej ekstraklasie. Zaczynał w stołecznym HIFK jako 18-latek, ma na koncie dwie naprawdę bardzo dobre kampanie w Liiga, a w minionym sezonie zagrał już ponad 30 meczów za oceanem (ECHL i AHL). Juniorski mistrz świata sprzed niemal 4 lat jest typowym przykładem współczesnego bramkarza – dobrze zbudowany, mierzący ponad 190 cm wzrostu, ale zdaniem Ty’a Conklina, trenera St. Louis Blues odpowiedzialnego za rozwój golkiperów, z predyspozycjami i przy tym już sporymi umiejętnościami, które pozwalają mu rywalizować przeciwko znacznie bardziej doświadczonym rywalom. Pozostaje jednym z kilku ciekawych prospektów na tej pozycji, jakich Nutki mają w swojej puli. Trudno jednoznacznie wyrokować, kiedy ma szansę nie tylko zadebiutować, ale i na dłużej zagościć na lodowiskach NHL, ale jak na razie udowadnia, że warto mu się przyglądać bliżej.

Sami Niku (Jets / Moose) – Filip Hronek (Red Wings / Griffins)

W defensywie proponuję duet fińsko-czeski. Samiego Niku, 21-letniego gracza z Haapavesi, Winnipeg Jets wybrali z odległym 198. numerem w drafcie 2015 roku. Miał wówczas na swoim koncie pierwsze, całkiem niezłe występy w rodzimej lidze i był uważany za jedną z ciekawszych postaci w juniorskiej kadrze Finlandii, która kilka miesięcy później sięgnąć miała po mistrzostwo świata. Nie dysponuje znaczącymi warunkami fizycznymi i podkreśla się niemal na każdym kroku, że powinien popracować nad muskulaturą, ale jednak jego główną domeną mają być dokonania w ofensywie. Uderza mocno i celnie (choć wcale nie tak często), świetnie odnajdując się na niebieskiej w trakcie gier w przewadze. W trakcie trwającego sezonu AHL zdobył już 7 goli w takich sytuacjach. Pozostaje przy tym trzecim najskuteczniejszym defensorem rozgrywek i najlepszym wśród debiutantów. Niektórzy w Winnipeg widzą w nim następcę Tobiasa Enstroma za 2-3 lata i kandydata do gry w jednej z dwóch czołowych par.

Obok Niku, używającego lewego uchwytu kija, stawiam na innego gracza z Europy. Młodszy o rok Filip Hronek, który został wybrany przez Detroit Red Wings w drugiej rundzie draftu przed niemal dwoma laty, używa prawego uchwytu. Grający od wiosny 2017 roku w Grand Rapids Griffins defensor ma podobne warunki fizyczne jak wspomniany wcześniej Fin i uchodzi za bardzo dobrze rokującego obrońcę typu “two-way”. W tym sezonie do bardzo solidnej, odpowiedzialnej i skutecznej gry pod własną bramką (+24 w klasyfikacji +/-) dokłada niezłą skuteczność w ofensywie. Nie jest typem hokejowego bombardiera, który razi nieustannie bramkarzy rywali mocnymi uderzeniami spod niebieskiej linii. Potrafi przymierzyć dokładnie, ale nie czyni tego nazbyt często (w 40 spotkaniach oddał 57 celnych strzałów). Niebawem może się okazać, że znajdzie się dla niego okazja, by spróbować swoich sił w NHL. W defensywie Czerwonych Skrzydeł mija powoli czas weteranów: Kronwalla, Ericssona czy Daleya, a o Mike’u Greenie mówi się, że jeszcze tej zimy zmieni otoczenie. A wtedy być może młody Czech otrzyma kilka szans na występy w ekipie z Motown.

Oskar Lindblom (Flyers / Phantoms) – Mason Appleton (Jets / Moose) – Walentin Żykow (Hurricanes / Checkers)

Na środku ataku postawiłem na innego z prospektów wspominanych już dzisiaj Jets, Masona Appletona. Amerykanin ma za sobą dwa sezony w barwach uniwersyteckiej drużyny z Michigan, a w obecnych rozgrywkach prezentuje się doskonale, choć oczywiście przed nim sporo pracy, by stać się wartościowym graczem na poziomie seniorskim. Podkreśla się, że doskonale przemieszcza się po lodzie, potrafi odnaleźć się w każdej sytuacji (czy to gra w przewadze, w osłabieniu czy w pełnym składach), a przy tym bardzo dobrze operuje krążkiem i wiele widzi. Nie jest typem gracza, który rozwija się błyskawicznie, ale już w obecnych rozgrywkach AHL widać, że w Winnipeg mogą być niebawem zadowoleni z jego występów. Będzie się musiał jednak mocno rozpychać, by znaleźć sobie miejsce na środku jednej z linii Odrzutowców. Na razie udowadnia swoją sporą przydatność, grając ligowe piętro niżej.

W obsadzie lewego skrzydła pojawia się Oskar Lindblom. Szwedzki 21-latek wrócił do gry w AHL po rocznej przerwie, gdy rywalizował na szwedzkich lodowiskach, będąc jedną z czołowych postaci nie tylko ekipy Brynas, ale i całej ligi. Zdobył ze swoim zespołem wicemistrzostwo kraju, samemu sięgając po nagrodę dla najlepszego napastnika rozgrywek. Nieźle zbudowany, mogący grać na obu skrzydłach, bywa przymierzany do roli napastnika wspierającego w ofensywie największe klubowe strzelby. Mówi się, że musi popracować nad jazdą na łyżwach, brakuje mu bowiem nieco mobilności i szybkości, przez co staje się łatwym celem dla defensywy rywali. Dzięki poprzedniemu sezonowi zyskał jednak bardzo duże doświadczenie w rywalizacji seniorskiej, co skutkuje teraz świetną postawą w meczach Phantoms. Do jego zalet należy bez wątpienia fakt, że potrafi odnaleźć się w niemal każdej sytuacji na lodzie, mogąc grać zarówno, gdy jego zespół ma liczebną przewagę, jak i wtedy, gdy musi bronić się w osłabieniu. Wydaje się, że tego typu skrzydłowy może niebawem znaleźć sobie miejsce w jednej z niższych linii Flyers.

Po prawej stronie ataku stawiam na Walentina Żykowa. Rosjanin ma co prawda na swoim koncie dwa występy w NHL w poprzednim sezonie, ale na razie postawiono na jego rozwój poprzez grę w AHL. Odnajduje się w tej sytuacji doskonale. Po solidnej minionej kampanii w tej radzi sobie jeszcze lepiej – trudno wyobrazić sobie formację grającą w przewadze Checkers bez 21-letniego skrzydłowego (może grać po obu stronach ofensywnego tercetu). Pozostaje najlepszym strzelcem ligi (licząc bramki ogólnie i biorąc pod uwagę tylko PPG). Szukając minusów w jego grze nie sposób zauważyć, że gra chwilami nie do końca odpowiedzialnie, tracąc sporo krążków i nie do końca przykładając się do wspierania kolegów w defensywie. Jego naturalną pozycją na lodzie jest jednak atak – szybko jeżdżący na łyżwach, dobrze trzymający się na nogach, świetnie operujący krążkiem i niezwykle kreatywny Żykow to kandydat na najwyższej klasy strzelca za kilka sezonów w NHL.

DRUGI ZESPÓŁ:

Cal Petersen (Kings / Reign)

Erik Cernak (Lightning / Crunch) – Brennan Menell (Wild / Wild)

Filip Chytil (Rangers / Wolf Pack) – Nick Merkley (Coyotes / Roadrunners) – Warren Foegele (Hurricanes / Checkers)

W nominalnie drugiej drużynie znalazło się miejsce dla 23-letniego golkipera, grającego na co dzień w ekipie Ontario Reign, który ma na swoim koncie powołanie do amerykańskiej kadry na mistrzostwa świata przed rokiem. Petersen nie zagrał wówczas ani sekundy, ale sama obecność ówczesnego bramkarza University of Notre Dame (świetnie prezentującego się w rozgrywkach NCAA) pozwalała myśleć o nim w kategoriach sporego talentu. Wydaje się, że niebawem może pojawić się w roli zmiennika Jonathana Quicka w Kings, a po kilku sezonach przejąć rolę “jedynki” w zespole. Przed nim postawiłem na dwóch zupełnie różnych defensorów – Cernak to słowacki gigant, uchodzący za niezwykle odpowiedzialnie grającego pod własną bramką zawodnika, który pomimo bardzo fizycznej gry niezbyt często ląduje przy tym na ławce kar, a towarzyszący mu w tej parze Menell to gracz o zdecydowanie bardziej ofensywnych zapędach, już w czasach juniorskich doskonale odnajdujący się w trakcie gier w przewadze w roli rozgrywającego krążek pod niebieską, ale i potrafiącego solidnie oraz celnie przymierzyć z dystansu.

Lewe skrzydło należy do najmłodszego od 1974 roku zawodnika, jaki grał na taflach AHL. Nastoletni Czech Filip Chytil, pomimo niewielkiego doświadczenia w rywalizacji seniorskiej uchodzi za bardzo odpowiedzialnie grającego hokeistę, któremu nie robi różnicy, w jakich okolicznościach wyjeżdża na lód. Znacznie starszy Foegele to zawodnik nastawiony na ofensywę – jeden z najlepszych ligowych strzelców i kandydat do gry w jednej z niższych formacji Hurricanes w najbliższym być może już czasie. Środek należy do Nicka Merkleya, który ma już za sobą debiut w NHL, ale prawdziwa kariera jeszcze przed nim. Świetny rozgrywający, widzący naprawdę wiele, ale przy tym niezwykle waleczny i zaangażowany w grę na każdym fragmencie lodu. Podkreśla się jego sportową inteligencję i ogromne już umiejętności, ale okres spędzony w AHL ma zapewne pozwolić byłemu graczowi Kelowna Rockets oswoić się ze zmaganiami na poziomie seniorskim.

Listę powyższą można by rozszerzyć spokojnie o kilka nazwisk. Są przecież jeszcze m.in. Rudolfs Balcers z San Jose Barracuda, Matthew Highmore Rockford IceHogs czy Mathieu Joseph z Syracuse Crunch. Kto wie, może za kilkanaście tygodni, gdy rozgrywki AHL będą zmierzały do końcowych rozstrzygnięć, powyższe zestawienie wyglądać będzie zupełnie inaczej.